Kultura

Wilkiem do lasu LII

Źródło: rgbstock.com Autor: remus20 (Remus)

Niedzielne przedpołudnie

Kolejny słoneczny dzionek. Naprawdę piękny. Naprawdę ciepły. Zamieniam zimową kurtkę na lżejszą, pakuję niezbędny sprzęt do nowego plecaka i wyruszam. Dzisiejsza wyprawa ma na celu odwiedziny jednego z poznańskich fortów. Idę na tramwaj, tak będzie szybciej, bo jest to odległe miejsce jak dla mnie. Ruch niewielki. Zupełnie jakby ludzi wywiało ze środków komunikacji. Może i inni zachęceni tą piękną niedzielą wybrali się na spacer po bliskiej sobie okolicy.

Po kilku przesiadkach – tak szybciej wyszło, niźli jakbym czekał na coś bardziej bezpośredniego – docieram w pobliże. Pozornie nic nie wskazuje, że w okolicy jest w ogóle jakiś fort. Jak wiele innych i ten wpuszczony jest w grunt. Zanim jednak udam się w jego pobliże, zwiedzam kawałek okolicy. Przemierzam jakiś park. Wypatruję boczną uliczkę w pobliżu jakichś zakładów. Hm, może być ciekawie. Zobaczmy…

W sumie nie omyliłem się. Takie pobocza, małe, skryte uliczki, jakieś na półdzikie zalesienia często bywają fotograficznie ciekawe. Najpierw natykam się na porzuconą i zapomnianą, zarośniętą linię kolejową. Od dawien dawna już nieużywaną. Moje oczy przykuwa ciekawy obiekt. Ręczna nastawnia torów, czy jak to coś nazwać. W każdym razie zatrzymuję się chwilę, aby zrobić kilka ujęć.

Zakątek

Idę dalej. Przez niewielką rzeczułkę przerzucony most z podkładów kolejowych okrytych ni mniej ni więcej tylko… dywanem. A raczej czymś, co kiedyś nim dumnie było. Teraz to raczej sfatygowany, brudny, zadeptany i sponiewierany przez deszcze kawał tkaniny. Ale jeszcze nieźle się trzyma. Przechodzę na drugą stronę. Podążam prowadzącą mnie ścieżką.

Docieram do niewielkich, nie najlepiej się prezentujących ogródeczków działkowych. Maleńkie to to. Bardzo maleńkie. Jest ich kilkadziesiąt. Pomiędzy nimi błotnista ścieżka, którą potem podążę. Póki co przyciąga mnie polana i szczątki skrajnej działki. Na drzewie pluszowy lemur na obręczy podwieszony sznurkiem do gałęzi. Obok maleńka klateczka z kogucikiem w środku. Podniszczona, skorodowana. Szkoda, kiedyś bowiem było to ładne cacko. W głębi widzę szafkę bez drzwiczek, a w niej zastawa: talerze, talerzyki, jakieś butelczyny, słoiczki. Stoi też domek. Skromniuchna buda. Ale trzyma się nie najgorzej. Wygląda na zamieszkałą mimo, iż cała działeczka jest mocno zdewastowana. Czyjeś domne-bezdomne schronienie. Dookoła – tradycyjnie – sporo śmieci. Na polance, o której wspomniałem, wygaszone ognisko i kilka siedzisk dookoła.

Idę dalej po kilku fotkach. Pies na psie na tych działkach. I wszystkie ujadają teraz na mnie. Tu i ówdzie jacyś ludzie. Wszystko tutaj jest małe, rachityczne, slumsowe. Slumsowe, ale na swój sposób niekiedy zadbane, zagospodarowane. Jeszcze kilka działek spotykam nieco dalej. Znów psy. Widać tylko tak daje się ochronić działkę przed kradzieżami. Stąd też, co działka to pies. Albo i dwa psy. Na jednej dla odmiany stadko kur… Oczywiście pies jest również. W oddali widać wielki plac budowy. Na nim kilkanaście dźwigów. Praca wre mimo niedzieli. Nieco bliżej eleganckie wieżowce skąpane w zimowym słońcu. Pomiędzy nimi a mną zarosła badylami łąka. Nieużytek wciąż oczekujący na swe lepsze dni. I raczej nikt nie założy tutaj kolejnego parku.

A gdy złodziej przyjdzie

2015.02.23 Poznań

a przyjdzie z pewnością
przyjdzie dniem
lub przyjdzie nocą
pies mój mnie obroni
pies mój o złodzieju mnie powiadomi

a gdy złodziej przyjdzie
a przyjdzie niebawem
i przyjdzie niezapowiedziany
pies go rozpozna i nań zaszczeka
i pies twój się dołączy
i będzie też szczekał
i szczekać będą psy sąsiadów
aż czmychnie złodziej
aż złodziej umknie z okolicy

Adam Gabriel Grzelązka

Powracam do miejsca, z którego wyruszyłem. Zatoczyłem niewielkie koło. Rekonesans okolicy pokazuje, że można tu znaleźć wiele ciekawostek fotograficznych. I nie tylko dzikie ptactwo (najbardziej cieszy napotkany rudzik). Potrzebne jednak solidne buty na błocko. No i ostrożność, bo choć okolica pustawa, to podejrzana, slumsowa. A przecież dookoła wieżowce i eleganckie domki jednorodzinne. Ot taka wyspa między osiedlami.

Fort II a

Idę dalej. Do fortu jest jeden przystanek jeszcze. Podejdę, bo to w sumie niedaleko. Na monopolowym napotykam ciekawe graffiti. Docieram na miejsce. Fortu nie widać, a przecież jestem tuż tuż. To zapewne w tym parku. Podchodzę. Moim oczom ukazuje się wysłużone, podniszczone charakterystyczne ogrodzenie stawiane dookoła fortu na zewnętrznych flankach fosy. Aby nikt nie wpadł. Póki co nadal spełnia swoją rolę. Ale nie prezentuje się najlepiej. Górna część prętów jest mocno sfatygowana. Wielu elementów już nie ma. Czas odcisnął swe srogie piętno na tej barierce. Taka ciekawostka: wszystkie forty – o ile są ogrodzone – mają dookoła fosy takie samo ogrodzenie. Bardzo charakterystyczne, solidne, z grubych prętów, z ozdobnymi szczytami. I podobnie jak to pordzewiałe. Tu akurat ma się cały płot jeszcze i tak stosunkowo nieźle. Ale nad innymi fotami czasem o tę barierkę już strach się jest oprzeć. Albo i czasem jej nie ma, runęła w dół do fosy. Albo skradli ją złomiarze, skoro tylko dało się jej kawałek jakoś od reszty oddzielić.

Obchodzę fort sukcesywnie dookoła. Otoczony jest jakby niewielkim walem. Biegnie tu kilka ścieżek dookoła. Jedna na szczycie wału, druga po zewnętrznej, a trzecia tuż przy barierce. Pierwsze koło robię właśnie tą najbliższą. Niewiele z niej widać tego, co jest poza wałem. Oglądam sobie to później, podczas drugiego okrążenia. Za to mam dobry widok na sam fort i wnętrze fosy. Zima odarła drzewa i krzewy z liści, więc nic mi widoku niemal nie zasłania.

Fosa, kiedyś sucha, obecnie zalana jest wodą. Ot takie nigdy pewnie niewysychające bagienko. Systemy odwadniające forty dawno już trafił szlag. To dlatego w tych fosach często stoi woda, a część korytarzy jest niedostępna. Szczególnie te na niższych poziomach pozostają zalane wodą. Sam Fort widziany ze ścieżki dookolnej przypomina porośnięte drzewami wzgórze. Ot taka drzewna wyspa otoczona głębokim rowem. Fosa zawiera nie tylko wodę. Wpadają tam oczywiście co roku liście z okolicznych drzew. Liście, uschłe gałęzie. Słowem wszystko to, co wrzuci tam sama przyroda. Potem to sobie gnije, rozkłada się i zamienia w bagnistą maź. Skutecznie zniechęca do wędrowania dołem, do brodzenia w tym szlamie.

To jednak nie wszystko, co tam widać. Są jeszcze śmieci. Głównie plastikowe opakowania i folie oraz szkło. A konkretnie setki butelek tworzących miejscami na poły porośnięte mchem wysepki. Tu i ówdzie jakaś szmata trudna już do odgadnięcia. Albo but. I tradycyjnie – znak współczesnych nam czasów – kilka wózków z marketów. Ktoś je tu przywlókł, a następnie przerzucił przez ogrodzenie. I tak skończyły w fosie.

Kiedyś, gdy fosa nie była jeszcze zalana, można było dołem dookoła obejść cały fort. W narożnikach są wejścia – obecnie niedostępne z powodu wody – do zewnętrznych korytarzy fortu. Od frontu ktoś jakiś czas temu postawił wysoki mur uniemożliwiający dostęp do bocznych części fosy – a więc także i do jej części tylnej. W sumie chodzi o bezpieczeństwo, aby ktoś nie próbował brodzić po utworzonym tam bagienku. Pod wodą nie widać przecież studzienek, które zawsze tu i ówdzie w takich fosach się znajdowały. Łatwo o wypadek.

Od frontu nad fortem wznosi się na równinie niewielki kościółek i zabudowania parafialne. Dalej najzwyczajniej wznosi się osiedle bloków. Obchodzę kościół docierając do drogi prowadzącej do wejścia do fortu. Brama zamknięta na kłódkę bynajmniej nie uniemożliwia dotarcia w pobliże czoła fortu. Zaraz kawałek dalej winno znajdować się ogrodzenie siatkowe. Winno, ale w praktyce niewiele go jest, a i to co jest, jest poniszczone, poprzecinane, powyginane. Słowem z dostępem żaden problem.

Tuż za bramą stoi tabliczka informująca o tym, kto się fortem obecnie opiekuje i ostrzeżenie o niezakłócaniu zimowego snu nietoperzom. Sam fort na szczęście zamknięty solidnie. Drzwi i okna pozamykane solidnymi metalowymi wrotami. Na drzwiach kłódki. Nikt nieproszony nie zdoła zapuścić się do wnętrza. Nie tędy przynajmniej. A droga przez bagna we fosach też zapewne skutecznie zniechęcają potencjalnych śmiałków. Fort zresztą można okresowo zwiedzać. Jakaś jego część bywa udostępniana. A teraz – póki trwa zima – nietoperze śpią wewnątrz nie niepokojone i bezpieczne.

Poznań, 2015.02.16
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Pięknie!
    Pozdrawiam Autora!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.