Kultura

Wilkiem do lasu LI

Fort IXa Twierdzy Poznań. Dębiec 001 autor Koefbac – Praca własna 03.07.2010. Lic. PD na podst. Wikimedia Commons

Twierdza Poznań

Fortyfikacje Twierdzy Poznań, budowane kiedyś na obrzeżach miasta, obecnie stały się jego częścią. Niektóre nadal pozostają na uboczu, inne są o krok od osiedli pełnych ludzi. Ich stan jest różny, zazwyczaj niestety nienajlepszy. Większość jest zamknięta, zabezpieczona. Ale nie wszystkie. Nie są to z różnych powodów miejsca bezpieczne. Nie tylko dlatego, że wciąż ich zawartość pozostaje tajemnicą. Nie wszystko i nie wszędzie przecież uprzątnięto.

Nieużywane, z czasem zapadają się, rozlatują, murszeją, grożą bądź zawaleniem, bądź tu i ówdzie już zdołały się zawalić. W innych znowu miejscach to i owo zdołało się odsłonić na skutek zawalisk i osunięć ziemi. Ukazało się to, co dotychczas było skryte. Powstały nowe wejścia.

Oprócz fortów można w różnych częściach miasta napotkać liczne bunkry i niewielkie schrony. Tych również jest bardzo dużo na terenie całego Poznania. Niekiedy mija się je nawet o ich istnieniu nie wiedząc. Skrywają się za jakimiś zakolami krzewów. Skrywają pod niewielkim nasypem, wybrzuszeniem, wzgórzem. Czasem są to schrony jednoosobowe, jak na przykład niewielki schronik-wieżyczka stojąca samotnie na nasypie kolejowym pomiędzy dwoma biegnącymi tam torowiskami. Ot, niepozorna niewielka budowla, w której można się zmieścić z trudem. Zaopatrzona jest w kilka wizjerów szczelinowych, przez które można było obserwować okolicę. Zapewne wejścia chroniły jakieś solidne metalowe odrzwia, dziś już nieistniejące. Złomiarze zrobili swoje.

Plaga złomiarzy

Złomiarze i śmieciarze to dwie plagi nawiedzające poznańskie fortyfikacje. Jedni i drudzy niszczą te tajemnicze miejsca. Robią to niezwykle metodycznie i wielce destrukcyjnie. Wszystko, co jest z metalu, jest sukcesywnie wycinane i wywożone na złomowiska. Pozostają jedynie ślady po rurach, ryglach, uchwytach, zawiasach i drzwiach wszędzie tam, gdzie nadal jest wolny dostęp do tych miejsc. Co tylko się udaje, zostaje wydłubane, pocięte i wywiezione. Bezlitośnie.

Po złomiarzach zostają też resztki sprzętu AGD: lodówki, odkurzacze czy telewizory. Wszystko to, z czego daje się wyciągną choć odrobinę miedzi i innych metali. Przywlekają to tutaj i w spokoju rozbierają. Co niepotrzebne – porzucają na pastwę losu.

Zarówno w okolicach fortów i bunkrów, jak i w nich samych, na ile tylko pozwala odosobnienie i ukształtowanie terenu, znaleźć można liczne ogniska. Bynajmniej nie rozpalano je po to, aby przy ogniu posiedzieć, pogrzać się, może coś sobie upiec. No, może kilka takich ogniskowych pogorzelisk rzeczywiście napotkałem. Pogorzelisk biwakowych. Ale są one nieliczne. Większość byłych ognisk bynajmniej nie do tego komuś służyła. Niektóre z nich służą nadal. Gdzieś trzeba przecież te pokradzione w innym miejscu kable okorować, opalić. A odosobnione, nieszczególnie często nawiedzane przez ludzi (a przez policję niemal wcale) fortyfikacje nadają się do tego wyśmienicie.

Śmieciarze

Druga plaga to śmieciarze. Nie chodzi mi tu bynajmniej o bezdomnych, którzy tu i ówdzie pomieszkują w tych schronieniach. To zupełnie inna kategoria mieszkańców tych zapomnianych ostoi. Owszem, oni także zaśmiecają miejsca które anektują na swe schroniska, które zamieszkują, zamieniając je w składowiska brudu, robactwa i smrodu. Ale oni tam mieszkają i próbują jakoś przetrwać kolejne mroźne zimy i mokre jesienie. Ich śmieciowiska mają w sobie coś metodycznego, planowego.

Śmieciarze natomiast nie są mieszkańcami. Oni tam jedynie chadzają, zaglądają i pozostawiają po sobie opakowania, folie, potłuczone szkło, pety i masę innych walających się śmieci. Czas sprawia, że te niesprzątane przez nikogo miejsca zamieniają się w niewidoczne gołym okiem podziemne śmietniska.

W fortach i bunkrach może i nie ma tłumów, ale i też można tam niemal zawsze kogoś wcześniej czy później napotkać. Głównie młodzież, która gnana ciekawością przyszła tu pobuszować i pozwiedzać. Bywają i studenci zaciekawieni historią tych miejsc. Bywają i dorośli. Nie wszyscy przychodzą, aby śmiecić. Nie każdy, kto nawiedza fortyfikacje pozostawia po sobie butelki, plastyk i graffiti. Ale robi to dostatecznie niestety wielu, aby śmieci wciąż przybywało.

Workowcy

Jest szczególnie paskudna odmiana śmieciarzy: workowcy. Część fortów leży w laskach, zagajnikach, miejscach nieco odosobnionych od swego otoczenia. A dookoła przecież mieszkają ludzie ot o krok, o ulicę. Blokowiska, osiedla domków jednorodzinnych, ogrody działkowe – to głównie stąd trafiają tu worki ze śmieciami zawleczone tutaj z premedytacją. O ile po złomiarzach zostają np. otuliny po kablach i ogniska w których je wypalali, o tyle workowcy zwożą tu wszystko, co da się upchać do worków i wywieźć po cichu do lasu. A potem wszystko wala się dookoła, bo z czasem taki worek ulegnie rozdarciu i jego zawartość rozwleka wiatr i zwierzęta.

A śmieci

2015.02.23 Poznań

to najlepiej do lasu
to przecież takie łatwe
i nie kosztuje ni grosza

można worek pod pachę
i że niby z psem na spacer
a po drodze gdzieś upcha się
śmieci pod krzakiem
niech tam leżą

a jeśli do lasu daleko
większy worek się nada
można do lasu na grzyby
wybrać się ale tak na niby
bo przecież chodzi o to
by z bagażnika po cichu
i zupełnie ukradkiem
kilka worków podrzucić drzewom
niech sobie tu spoczywają
niech moje śmieci sobie tu leżą

i tak zmienia się nam okolica
las piękny i zdrowy i czysty jeszcze wczoraj
przez noc zmienił swe oblicze
dziś to już brudna cuchnąca
śmieci naszych powszednich składnica

Adam Gabriel Grzelązka

Co w fosie pływa?

Forty zazwyczaj otoczone są fosami. Obecnie niejedna taka fosa jest zalana wodą i zamieniła się w grząskie bagno. Od otoczenia i nieproszonych odwiedzin oddziela ją solidna kiedyś, a dziś nadgryziona zębem czasu metalowa barierka. Obecnie ten płot zżera w coraz większym stopniu rdza. Wiele elementów zdobiących zwieńczenia tego ogrodzenia dawno już rozsypała się w proch. Tu i ówdzie rozsypały się nawet pionowe szczególnie solidne grube żerdzie. Wcześniej czy później miasto czeka spory wydatek związany z ponownym ogrodzeniem tych miejsc. Dotychczasowa osłona długo już nie wytrzyma i grozi zwaleniem, gdy się o nią oprzeć. Może komuś przydarzyć się niemiła niespodzianka. Te metalowe ogrodzenia fortów, postawione na szczytach fos i oddzielające je od okolicy są chyba jedynym elementem krajobrazu, którego jeszcze nie rozebrali złomiarze. Widocznie za bardzo byliby na widoku podczas swej destrukcyjnej działalności. A bez sprzętu i ciężkiej pracy pociąć się tego ot tak nie da.

Fosy forteczne, te zalane wodą, nie są wolne od wrzucanych tam latami śmieci. Te gromadzą się one i nawarstwiają. To, co widać, to głównie butelki. Dziesiątki butelek. Setki butelek. Całe wysepki butelek wszelkiej maści. Po wódce, winie, piwie. Małe i duże. Białe i kolorowe. Tu i ówdzie dostrzec można jakieś szmaty, pojedyncze obuwie, no i oczywiście wszelkiej maści opakowania plastykowe.

Jest jeszcze jedna rzecz, której zdarza się współcześnie lądować w tych niedostępnych fosach fortowych. Są to wózki z pobliskich marketów. Ktoś je tu zawlókł, a następnie przerzucił nad ogrodzeniem. Teraz leżą w wodzie. Wystaje to, co ona nie skryła. Czasem niewiele, czasem niemal wszystko. Że też się komuś chciało je tu sprowadzać tylko po to, aby je wrzuci do środka. A teraz, skoro już zostały wrzucone, leżą tam i czekają, aż ktoś w końcu podejmie jakąś akcję oczyszczania i je stamtąd wyciągnie, co zapewne nieprędko się przydarzy. I co nie jest ani łatwe, ani bezpieczne.

Poznań, 2015.02.16
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Bardzo ciekawy i potrzebny tekst.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.