Religia i państwo

Wielki nieobecny kampanii wyborczej

 Wielki nieobecny kampanii wyborczej, Kościół nasz dominujący – gdzieś się schował, przycupnął, siedzi i czeka nie wiadomo na co, nie wiadomo po co i nie wiadomo jakie ma intencje. Poza nielicznymi odłamami terytorialnymi, stanowiącymi w zasadzie sekty polityczne w Kościele dominującym, cała reszta hierarchów jak do tej pory zachowywała się wyjątkowo wstrzemięźliwie jeżeli chodzi o toczącą się kampanią wyborczą. Co więcej nie ma żadnych większych demonstracji religijnych, które byłyby wykorzystywane do moderowania opinii publicznej, tak podatnej na głos swoich pasterzy.

Nawet z nasłuchu prywatnego i sporządzonego wywiadu wynika, że lokalni funkcjonariusze organizacji kościelnej, w swoich terytorialnych wspólnotach licznie odwiedzanych co tydzień przez wiernych wstrzymują się z agitacją, jak również nawet nie ma sugerowania niczego na lekcjach religii, przynajmniej w zakresie popełnionego kilkunastoosobowego wywiadu w skali wybranych miejsc w Polsce. Co ciekawe nawet na badanej prowincji w rejonie Małopolski północno-zachodniej, nie występują większe sposoby oddziaływania, nie zanotowano niczego co nadawałoby się do uczynienia wzmianki. To szczególnie ciekawe w kontekście tzw. rekolekcji, które właśnie miały miejsce.

Nie ma także niczego szczególnego w nazwijmy to „prasie branżowej” i licznych portalach internetowych zorientowanych tematycznie. Całe środowisko wykazuje duży dystans, milczenie i brak dorozumień, o które w poprzednich latach w wielu miejscach było bardzo łatwo, wręcz banalnie łatwo. Pewnego radia i związanej z nim telewizji nie wliczamy, ponieważ to są media co prawda sponsorowane przez pewne zgrupowanie wiernych, jednakże istotną trudnością jest jednoznaczne zaliczenie tych ludzi do Kościoła dominującego, chociaż formalnie uznają się za jego wiernych i aktywnych członków. Jednakże to nie nam rozstrzygać.

Trudno ocenić czy to jest całościowa strategia tej struktury, czy też obrażono się na rządzących i toczy się gra o poparcie, a trzeba pamiętać, że w maju przed głosowaniem wypadają zwyczajowe wydarzenia o charakterze religijnym, znacznie grupujące wierzących, przez co oddziaływanie jest w tym okresie znacząco ułatwione.

Trzeba przyznać, że rządzący zrobili wiele, żeby Kościół dominujący nie darzył ich w ostatnich dniach sympatią, ponieważ najdelikatniej mówiąc – językiem retoryki Kościoła, jest problem z jednoznacznym opowiadaniem się za życiem, jak również nie może być zgody na konwencję lansującą sprzeczne z Biblią koncepcje dymorfizmu płciowego człowieka. W tych kwestiach Kościół dominujący nie może ustąpić, ponieważ ustąpienie, a nawet milczenie oznacza kres jego własnej doktrynie i to tej takiej najbardziej wewnętrznej. Chodzi o to, że tu nie ma demokracji, nie można zgodzić się na kompromis sanujący kwestie sprzeczne z doktryną.

Rządzący o tym wiedzą, swego czasu zamierzali pogmerać przy finansach dla Kościoła, jednakże prawdopodobnie się wycofano z kwestii reform, co zapewne bardzo cieszy część hierarchów, ponieważ nie jest tajemnicą, że to państwo, czyli społeczeństwo ma bezpośrednio na utrzymaniu znaczną część aparatu funkcjonalnego Kościoła dominującego. Jednakże jak na nagrodę, dla tak sprawnej w pozyskiwaniu darowizn instytucji, wyprowadzenie kozy, wcześniej wprowadzonej do ciasnego pokoju, czy też raczej nie wprowadzanie jej w ogóle, ale poinformowanie, że stoi za drzwiami, to zdecydowanie za mało.

Możliwy jest także scenariusz, w którym Kościół dominujący w znaczeniu swojego głównego nurtu w ogóle nie zamierza wchodzić w tą kampanię i będzie stał obok? To byłaby rewolucja jak na nasze warunki, realia, „tradycję” i zarazem możliwości tej instytucji. Być może chociaż hierarchowie postanowili poczekać na drugą turę, żeby wówczas sprzedać swoje poparcie wykrwawiającym się obu wiodącym kandydatom? Wiadomo, że w takiej sytuacji można wynegocjować o wiele więcej i to za mniejszą cenę, w tym znaczeniu że wysiłek hierarchów będzie mniejszy, a korzyści takie same jak zawsze przy takich okazjach.

Oczywiście nie ma co narzekać na sytuację, każdy gracz na krajowej scenie publicznej jest w miarę autonomiczny, a przynajmniej w zakresie posiadanej autonomii podejmuje decyzje samodzielnie i ponosi ich skutki, chyba że umie je przerzucić na innych. W tym przypadku mamy do czynienia ze śpiącym olbrzymem, rzeczywistym gigantem, który jak będzie trochę chciał, może bardzo pomóc w toczących się procesach, albo bardzo łatwo – bardzo, bardzo – zaszkodzić. To się powinno względnie szybko rozstrzygnąć.

4 komentarze

  1. Spokojnie, spokojnie oni się upomną o swoje i jeszcze bardziej o nieswoje 🙂

  2. Krk ma racjonalne podejście, najpierw przycupnie, poczeka a następnie głośno zawoła: (parafrazując) nasi wygrali, nasi.. a kto to są nasi? a to się okaże… po wyborach.
    Kilkanaście lat temu wypożyczyłam broszurę/książkę z biblioteki jednego z seminariów i właśnie były tam teksty (dotyczy przełomu lat 40-50 XX wieku), gdy osoby duchowne zachwalały z ambon jak to korzystne dla społeczeństwa polskiego są PGR. W myśl dominującego Kościoła zawsze wygrywają “nasi”. Mój wpis absolutnie nie nawołuje do niechęci w stosunku do osób wierzących, przedstawia mój punkt widzenia.Polecam wywiad z aktorem Krzysztofem Pieczyńskim a jest on osobą wierzącą. Tygodnik FiM nr 13/2015

  3. Panowie w sukienkach sobie doskonale poradzą

  4. Ponieważ wpisy komentatorów są nie koniecznie po myśli osób zaangażowanych w dominującą religię, jestem ciekawa jak Autor krakaer zrobi z tego “tramwaj”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.