Polityka

Wielki konflikt polityczny o „nic” tylko nas osłabi i to bardzo w długiej perspektywie czasowej

 Wielki konflikt polityczny o wizję państwa, czy jak kto woli o przysłowiowe „nic”, poza byciem u koryta raz przedstawicieli jednej opcji, a raz drugiej – tylko nas osłabi i to bardzo, co będzie szczególnie odczuwalne w długiej perspektywie czasowej, ponieważ podziały raz zbudowane pozostaną. Niczego bowiem się tak łatwo nie buduje jak podziałów, a kopanie rowów ma sens tylko w przypadku melioracji lub układania kabli. Niestety w naszym przypadku mamy do czynienia z mówieniem na czarne – szare, a na białe – lekko przybrudzone. W konsekwencji jest tylko gorzej, jedna część sceny politycznej urządza sobie pokaz jedynowładztwa i sobiepaństwa, a druga część świętego oburzenia (chociaż w istocie nie była o wiele lepsza, chociaż miała inny styl). W efekcie mamy obraz generalnego zamieszania, a sprawa polskich problemów wewnętrznych, nawet bez ich rozumienia, jest podejmowana nawet przez Departament Stanu USA na konferencjach prasowych. Jest to samo w sobie szokujące i powinno stanowić dla całej klasy politycznej mniej więcej tyle, ze wielka czerwona żarówka w instalacji alarmowej. Jeszcze się nic nie stało, ale już wyje alarm – to bardzo dobrze, pora się zastanowić co robimy źle.

Przecież realnie nic się nie stało, owszem naruszono fundamenty ustrojowe państwa w jednym z kluczowych miejsc, jednak poczekajmy na efekty, zobaczmy jak Trybunał Konstytucyjny będzie działał w nowej rzeczywistości? Przecież dopiero po efektach poznamy skalę negatywnego wpływu tych rozwiązań na system państwowy. Wówczas rzeczywiście będzie można działać, jeżeli ktoś będzie pokrzywdzony faktem, że Trybunał Konstytucyjny w obecnym kształcie ustrojowym, nie może działać zgodnie z przyjętymi w Unii standardami, ten będzie sobie wnosił skargi do instytucji unijnych domagając się sprawiedliwości. Wówczas będziemy rzeczywiście mówili o realiach w kontekście zmian i ich wpływie na rzeczywistość. Dzisiaj to wszystko co się dzieje to teatr i darcie szat, na które nie ma się wpływu ponieważ władze publiczne są zdominowane przez członków i sympatyków jednej partii, którzy najdelikatniej mówiąc zgodnie współdziałają.

Zarazem cała ta sytuacja to jest jedna wielka zasłona dymna dla innych kwestii jak np. personalne przejmowanie mediów publicznych, które jest właśnie przygotowywane przez jedną z najbardziej cynicznych i perfidnych osobowości w naszym życiu politycznym. Pewnego dnia nadejdzie ta chwila, kiedy przygotowywane z pietyzmem zmiany zostaną wdrożone w życie i nawet się nie pozbieramy, a już będzie po zawodach. To tylko kwestia czasu, a także bohaterowie – uznanej za niebyłą tzw. „afery madryckiej”, również powrócą do łask na jakimś poziomie odniesienia, ponieważ są potrzebni a ława jest za krótka i nie ma ludzi, którymi można obsadzić tak wiele stołków.

Po kolejnych szokach wynikających z bezwzględności działania koalicji rządzącej, w ogóle nikt nie będzie się pytał o jakąś wizję rozwoju kraju – dokąd zmierzamy, co chcemy osiągnąć w perspektywie 10, 20 czy kilkudziesięciu lat. Możecie państwo być pewni, że dyskusja na temat tego w jaki sposób i w oparciu o jakie parametry rozdawać „pięć stów” na każde drugie dziecko – w pełni zagospodaruje nam przekaz w większości mediów publicznych i prywatnych głównego nurtu, a media niszowe praktycznie się nie liczą. Uwaga społeczeństwa będzie skupiona dokładnie tam, gdzie będzie sobie tego życzyć władza. To da tym ludziom nie tylko pewien poziom spokoju w mainstreamie, ale przede wszystkim motyw przewodni umożliwiający funkcjonowanie w blasku majestatu władzy dającej przez jakieś dwa może i trzy lata. Dopiero ostatni rok ich kadencji będzie gorący, ponieważ dopiero wtedy ludzie będą się interesować na nowo polityką, w tym będzie w niej wielu nowych ludzi, nowe marki polityczne, logotypy i twarze. To już samo w sobie daje im bardzo dużo, można się odpowiednio przygotować do drugiej kadencji.

Tymczasem w rzeczywistości tylko stracimy czas. Będą cofane reformy i niby-reformy rządu pana Tuska, poza tym nie będzie praktycznie żadnych nowych sensownych rozwiązań i pomysłów na nic sensownego, bo po pierwsze pieniądze pójdą na socjal, a po drugie – w miarę stabilizacji władzy, element ryzyka będzie odsuwany – to klasyczny problem w demokracji przedstawicielskiej cyklicznie wybieranej. Być może lepszym rozwiązaniem byłaby kadencja 10 letnia? Chodzi o to, żeby ludzie władzy – nie bali się podejmować decyzji, których państwo jako system społeczno-gospodarczy potrzebuje. W tym przypadku PiS raczej nie zaryzykuje np. reformy emerytur rolniczych, czy też reformy systemowej górnictwa – ponieważ po pierwsze nie ma na takowe pieniędzy, a po drugie koszty polityczne, byłyby olbrzymie, chociaż są niezbędne do przeprowadzenia i ten kto się podejmie zmian w tych sektorach bardzo przysłuży się krajowi. Natomiast o czymś tak kosmologicznym jak przyjęcie wspólnej waluty Euro w ogóle nie ma co liczyć, co nas na trwałe – ustawi poza głównym rdzeniem Unii Europejskiej, której ewolucja może jeszcze nas wszystkich zaskoczyć. Żebyśmy potem nie żałowali, żeby potem nie było łez, żeby potem nie było że znowu się nie załapaliśmy. Przyszłość decyduje się teraz i tutaj. Prawda jest taka, że za obietnice prostego i trywialnego populizmu – kraj przechodzi transformację, ale nie pod nowy ustrój, np. przygotowujący Polskę do stania się beneficjentem nowej rewolucji przemysłowej itp. Nasza nowa transformacja ma charakter ideologiczno-słusznościowo-emocjonalny. Nawet w argumentach osób popierających dobrą zmianę słychać, że przecież na Zachodzie też coś jest, jak np. pieniądze na dzieci – więc dlaczego i nas ma nie być? Wszystko może być, możemy nawet kaktusy przywiązywać do dębów! Naprawdę śmiało! Tylko trzeba mieć świadomość że nadal jest nam do Zachodu tak daleko jak dębom do kaktusów, więc zanim będziemy coś mierzyć ich miarą i wyciągać z tego wnioski to nabierzmy sporo pokory. Pokora jest fundamentem realizmu. O realizm a nie o marzenia tutaj chodzi. Zresztą marzenia jednego człowieka…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.