Wojskowość

Wielka tajemnica strategiczna polskich wojsk pancernych

 Decyzją pana Tomasza Siemoniaka – Ministra Obrony Narodowej, nowe-stare Leopardy, jakie kupimy okazyjnie od Bundeswehry będą miały swoją lokalizację dokładnie tam, gdzie mają poprzednio pozyskane, czyli w Żaganiu – mateczniku polskich pancerniaków. Jak czytamy na portalu „Polska Zbrojna” w materiale z 27 stycznia br., pt. „Leopardy trafią do Żagania” autorstwa PG dostępnym [tutaj] – „Za lokalizacją przemawiały nie tylko tradycje pancernej stolicy Polski, ale też dobre zaplecze techniczne i szkoleniowe – tłumaczy ppłk Jacek Sońta, rzecznik MON”.

Z punktu widzenia wojska i jego logistyki to decyzja logiczna, albowiem obok jest jednostka dysponująca od lat Leopardami, w pobliżu ośrodek szkoleniowy – wszystko przemawia za tą właśnie lokalizacją – ekonomia, logistyka, wspomniana tradycja, – bo to także jest element bardzo ważny w wojsku. Naprawdę super się stało, po pierwsze dobrze, że mamy te dodatkowe czołgi, po drugie szkoda, że tylko tyle, ale wszystko przed nami.

Jest jednak w tym morzu miodu także łyżka dziegciu – mianowicie nawet laik może zadać pytanie, – po co nam główna pięść uderzeniowa naszej armii lądowej – najpotężniejszy sprzęt, jakim dysponujemy – na południowo-zachodnich rubieżach państwa, gdzie o czym można łatwo się przekonać spoglądając na mapę – graniczymy z dwoma państwami sojuszniczymi?

Trudno jest dywagować na temat geniuszu strategicznego naszych decydentów, ale w przypadku zagrożenia konfliktem, tracimy możliwość niezauważonego przemieszczenia się ciężkich jednostek wojskowych w miejsca kluczowe do działania. Z Żagania – na wschód trzeba transportować sprzęt na lawetach – przejazd na gąsienicach jest jak najbardziej możliwy, ale i tak będzie wydarzeniem. Być może o wiele lepiej byłoby, gdyby czołgi były rozlokowane gdzieś w centrum kraju – tak żeby przynajmniej uniknąć forsowania Wisły w razie alarmowego wyjścia na pozycje do natarcia (oczywiście optymistycznie zakładamy aktywną obronę)? No i że będzie, po czym ją forsować… No ale to już sobie darujmy.

Uwaga – nie jesteśmy ekspertami, nie znamy się na taktyce użycia broni pancernej, ale zasady jej wejścia do walki są po prostu jawne, czołgi potrzebują miejsca na manewr. Nienawidzą przeszkód wodnych, które stanowią problem, poza tym samo ich przemieszczanie zawsze stanowi wydarzenie problematyczne, które jest trudne do ukrycia – zwłaszcza jak muszą przebyć około 700 km zamiast około 200-300.

Nie chodzi o to, że mamy wschodnią granicę bez obrony, jednakże pozostaje pytanie – jak użyte w razie zagrożenia wojennego mają być te czołgi? Jako drugi rzut, który w boju spotkaniowym w rejonie Łodzi – pokona przeciwnika, którego gąsienice zmiażdżyły już pół kraju? W przypadku posiadania przewagi w powietrzu – oczywiście w oparciu o sojusznicze lotnictwo, może jest to i dobry plan, jednakże w realiach pola walki, gdzie nic się nie zgadza z planem – zawsze lepiej jest mieć czołgi bliżej, nawet jeżeli mają stanowić odwód. Po prostu przy tempie prowadzenia dzisiejszych działań zbrojnych – do użycia Leopardów może po prostu nie dojść, ponieważ nie zdążą dojechać na pole walki. Wcześniej zostanie ogłoszony rozejm, zawieszenie broni, a przeciwnik osiągnie swoje cele – zwłaszcza te najważniejsze – polityczne!

W naszym przypadku musimy być, bowiem pewni, że w razie konfliktu zadecydują pierwsze 24 godziny, a w 24 godziny to można z Brześcia przejechać T-72 i BTR-em do Berlina i to niekoniecznie korzystając z naszych nowoczesnych i doskonale przygotowanych dla potrzeb ruchu ciężkich pojazdów autostrad, te pojazdy a raczej ich całe kolumny doskonale dają sobie radę w terenie, zwłaszcza w terenie przeciwnika, gdzie nie muszą uważać na przysłowiowe znaki drogowe.

To, co będziemy posiadać to mało, to około dwustu kilkudziesięciu czołgów, które będziemy stale remontować i dopieszczać. Dobrze, że zajmą się tym fachowcy z Żagania, jednakże czy przypadkiem nie robimy błędu o charakterze strategicznym – z odsunięciem od potencjalnego pola walki najgroźniejszego sprzętu? Przy możliwościach niszczenia potencjalnego przeciwnika, nie ma znaczenia czy Leopardy są pod Łodzią, czy w Żaganiu – i tak nie mamy jak się obronić przed rakietą balistyczną, liczy się, jaką będzie miała głowicę.

Prawdopodobnie koszty przebazowania byłyby większe od kosztów pozyskania dodatkowego sprzętu – i to cała tajemnica, dlaczego wybrano tak jak nie inaczej.

Ważny, liczący się sprzęt i doskonale wyszkoleni ludzie – to doskonałe połączenie na współczesnym polu walki, które może swoją potęgą zmiażdżyć przeciwnika. Szkoda, że Leopardów jest tak mało, jeszcze 1000 i moglibyśmy… oj moglibyśmy…

Tymczasem proszę sobie popatrzeć na mapie kraju, gdzie jest Żagań – piękna miejscowość – warta odwiedzenia. Cudowne lasy!

ps. Panią Kanclerz Merkel uprzejmie prosimy o więcej Leopardów (z częściami zapasowymi) i koniecznie z dwa okręty podwodne!

9 komentarzy

  1. Piszacy artykul nie zna roli jaka ma pelnic polska w razie konfliktu. Jestesmy w strefie buforowej. W tej sytuacji rozmieszczenie odwodu NATO ma sens

  2. Może chodzi o to, że każdy o zdrowych zmysłach zdaje sobie sprawę z tego, że nie mamy żadnych szans w razie wojny. Ponoć wojskom białoruskim potrzeba 2 tygodnie aby zakwaterować się w Warszawie. O pomocy od NATO nawet nie myślę, historia uczy o tym jak sojusznicy takiego mikroskopa jakim jest Polska go traktują. Czołgi zdążą się wycofać za zachodnią granicę, może nawet załogi podejmą walkę o wolność Niemiec w nadziei na wygraną, no i oczywiście wobec solennych zapewnień zachodu, że wyzwolą Polskę Tak to już było.

  3. Nie mają one bronić granic POLSKI tylko NIEMIEC,my jesteśmy tylko strefa buforową i polem walki,koszty utrzymańia tego złomu ponieśiemy MY

  4. Uważam Żagan, ze względu na położenie, za znakomite miejsce dyslokacji tanków.
    Ważnym jest by(odpukac) w razie …ktos(wiadomo) nadstawiił karku na wschodnich rubieżach “prawdziwej Europy”. Najkorzystniej byloby, gdyby “puknęli się”, bracia – Slowianie, w interesie “wyższej cywilizacji”.
    Jak juz posiadamy, aeroplany od dobrego wujka Sama, tanki od cioci Anieli, – mozemy groznie “kiwac palcem w bucie”.

  5. inicjator_wzrostu

    Sądzę że zdecydowało położenie bazy szkoleniowej, doświadczenie ludzi z pobliskiego Świętoszowa w eksploatacji Leo oraz bliskość Niemiec, skąd przychodzi zaopatrzenie.
    Niestety, nadal WSZYSTKIE części zamienne i CAŁĘ wyposażenie Leo nie istnieje w polskim systemie logistycznym.
    To jest dobre na czas “P”, ale nie na wojnę.
    Za przybliżeniem baz jednostek z Leo bliżej centrum Polski przemawia z kolei problem MOSTÓW.
    Z miejsca bazowania w pobliżu Łodzi jest o kilkadziesiąt mostów mniej …
    Dotyczy to nośności, bo wobec masy Leo ich transport musi przebiegać przez OKREŚLONE mosty, co już zapewne wie potencjalny przeciwnik.
    Jeżeli chodzi o liczebność, to 1000 jest zbyt wiele.
    Z kolei 4 bataliony (ok. 220 razem) – to trochę mało.
    Czyli Złoty środek: 10 – 12 batalionów (ok. 650) to byłoby to. Taka liczba pozwoliłaby UPANCERNIĆ 5 – 7 Brygad.
    Pozdrawiam.

  6. Szkoda tylko ze nikt nie pomyslal po co ten zlom kupujemy.
    Wieksza czesc czolgow jest wyprodukowana po 1985 wiec maja prawie 30 lat. Bedziemy je uzytkowac przez nastepne 10 lat niech sobie kazdy doda 25+10 lat to bedzie widzial czym bedziemy dysponowac w 2024 r. chlamem do ktorego juz nie dlugo trzeba bedzie doplacac.

  7. To tak taktycznie. Rów przeciwczołgowy w postaci Wisły w dzisiejszych czasach nie stanowi przeszkody i rubieżą może być w ograniczonym zakresie. Jakoś tak umyka szpecjalistom rów dużo poważniejszy nazywający się Odra który akurat w tym miejscu już nie jest naszą Zachodnią granicą a bardziej wschodnim przyczółkiem. W kontekście taktycznym i strategicznym spojrzeć na mapę naszego kraju należy z pewnej perspektywy i zrozumieć dlaczego cuda w postaci lejoparchów wciąż poprzedniej generacji ulokowane są tak daleko od potencjalnego współcześnie agresora stanowiąc jednocześnie pierwszą linię obrony stając przed drugoliniowymi jednostkami nowszej generacji będącymi na wyposażeniu armii państwa bratniego w obecnej geopolitycznej układance. Jest bowiem plan konkretny w tym że w Polsce podzielonej Sprzęt logistycznie powinowaty sąsiadowi stoi blisko granic powinowatych i tak pancerny plaskacz wraz z jastrząbkami i zjadaczami śmieci (KTO) na Zachodzie stoi bo jagby co to częsci można rwać z uwalonego sprzętu przeciwnika i w drugą stronę. Karkołomna to konstrukcja ale w megalomańskich snach o potędze jedyna która ma jakiekolwiek logiczne uzasadnienie. Jakoś tak nie wyobrażam sobie by Zachodu pilnowały T w wersji M1 a Wschodu niemieckie blaszanki. Wiara że ktokolwiek jest naszym przyjacielem jest taką samą spekulacją jak to że każdy jest wrogiem i zgubą o której już raz przekonaliśmy się w zeszłym wieku, choć wtedy w klesce udział miały głównie środki z którymi póki co nie jest u nas źle a nawet jest całkiem nieźle. Tyle w miarę zrozumiałego mojego bełkotu jako że taktycznie i po taktycznemu to z taktykami a to miejsce jeno obserwatorem i wyrażaczem opinii jest 🙂

  8. Żagań jako polska stolica pancerna to ciekawy pomysł. Do granicy niemieckiej blisko a więc wieć nie będzie trzeba “szosą na Zaleszczyki” tylko mały skok przez Odrę czy Nysę i czołgi są bezpieczne. A na kolumny atakujących czołgów i transporterów nasza ukochana Policja użyje fotoradarów i zarzucimy Rosjan i Białorusinów mandatami. A co niech płacą.

  9. Plan obrony jest taki jak zawsze,obrona na wiśle

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.