Polityka

Większa elastyczność Obamy – ważne decyzje podejmuje się w II giej kadencji

 „Tygrys schował kły”, „amerykańscy brutale wymiękli”, /„homosie’ przegłosowali swojego miękkiego prezydenta/, „Ameryka się zwija” – to tylko jedne z niewielu określeń, jakie można przeczytać na wielu zagranicznych – anglojęzycznych forach. Mniej więcej tak lub jeszcze gorzej – w sposób nienadający się do cytowania patrzą na wybór Baracka Obamy prawicowi Amerykanie.

Polacy pamiętają pana Obamę w jego słynnej już „sekretnej” rozmowie z panem Miedwiediewem podsłuchanej przez czułe mikrofony podczas szczytu w Seulu poświęconego bezpieczeństwu nuklearnemu – link na wideo jest [tutaj], a dodatkowo ją zacytujmy: „Co do wszystkich tych zagadnień, ale zwłaszcza tarczy antyrakietowej, to może być rozwiązane, ale ważne jest, żeby on dał mi na to czas. Tak, rozumiem. Rozumiem pana przesłanie co do czasu do namysłu. To moje ostatnie wybory. Po wyborach będę miał większą elastyczność, swobodę ruchu. Rozumiem. Przekażę tę informację Władimirowi.” Przypomnijmy kontekst – chodziło o czas na decyzje w sprawie „tarczy antyrakietowej w Europie środkowo-wschodniej. Czymże może być większa elastyczność pana prezydenta – przywódcy najpotężniejszego imperium, jakie do tej pory widział znany nam wszechświat? Przecież tylko człowiek słaby musi się cichaczem tłumaczyć rywalowi a w istocie potencjalnemu wrogowi! Kim więc jest ten człowiek, który dzierży przywództwo świata zachodniego? Co uważa za ważne? Na czym mu zależy? Jakie ma cele i jak zamierza je osiągnąć? Dlaczego przy tym musi coś cichaczem oznajmiać „jakiemuś koledze” pana Dmitrija Miedwiediewa o imieniu Władimir? Może powinniśmy bardziej szanować tego tajemniczego Władimira? Przecież to jemu cichaczem tłumaczył się władca państwa, które uważamy za naszego największego przyjaciela i ostatecznego obrońcę.

Na szczęście my w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do mówienia o nas bez nas, w zasadzie w zakresie polityki krajów reprezentowanych przez uczestników cytowanej wyżej rozmowy, pewnym standardem jest wieczne uzgadnianie ponad naszymi głowami naszego losu, więc nie ma, co się przejmować na zapas większą elastycznością deklarowaną przez pana Obamę. Można zrozumieć, że reset z Rosją to priorytet, w zasadzie to w ogóle nie powinno nas dziwić, jednakże takie przygotowanie gruntu – w zasadzie kupienie sobie czasu u konkurencyjnego mocarstwa – ma pewien cel – spokój! Za który po prostu trzeba zapłacić, albowiem w relacjach na tym poziomie nie ma nic za darmo. Można się jedynie dziwić, że ten lapsus pana Obamy nie został szerzej zauważony przez nasze ośrodki analityczne, w przeciwieństwie np. do mediów Niemieckich, gdzie tego typu deklaracja nie przemknęła się ot tak po prostu.

Nie można się, zatem dziwić obecnym polskim władzom, które w tak niesłychanie paniczny sposób próbowały zaskarbić sobie łaskę kandydata republikanów. Po prostu po takiej wpadce jak to, kiedy dowiedzieliśmy się dzięki czułym mikrofonom o zamiarach pana Obamy – nie można mieć żadnych złudzeń. To nie oznacza, że teraz będzie gorzej. Teraz będzie bardziej elastycznie! Zacznijmy patrzeć na USA pragmatycznie, tak jak Amerykanie traktują nas. Tu nie ma żadnej przyjaźni, co więcej tu nie ma żadnych poważnych interesów – nasza wymiana handlowa prawie się nie liczy. Nie mamy im nic do zaoferowania, co więcej oni niczego od nas poza nie sprawianiem problemów w naszym regionalnym otoczeniu nie oczekują.

Ameryka Obamy nie widzi po drugiej stronie Atlantyku jakieś tam Polski, – która jest dalekim, małym, biednym krajem. Ameryka Obamy ma własne problemy, związane z nimi priorytety oraz cele, które będzie konsekwentnie realizować. My nie jesteśmy tutaj priorytetem, albowiem nie sprawiamy problemów lub wyzwań – inaczej – nie potrzeba u nas interwencji.

Ameryka Obamy nie będzie bardziej aktywna w sprawach europejskich, polskich lub jakichkolwiek. Dla tego człowieka liczy się rozliczenie kosztów darmowej opieki medycznej dla najuboższych, finansowanie deficytu, terminowy wykup obligacji, uniezależnienie się od obcej ropy i stopniowa zmiana amerykańskiego paradygmatu na nieco bardziej, – co tu ukrywać – socjalistyczny!

Dlatego nie dziwmy się, że tygrys schowa kły, to wcale nie oznacza jego słabości, albowiem nadal jest absolutnym królem lasu i trzeba być szaleńcem żeby dążyć z nim do konfrontacji. Jeżeli popatrzymy przez chwilę na interesy USA z ich odrębnej i specyficznej perspektywy – pełnej samodzielności i suwerenności – albowiem nikogo nie muszą się słuchać i nie muszą uwzględniać niczyich interesów lub ostrzeżeń – trzeba docenić mądrość tego prezydenta, który nie ukrywa, że woli rozwiązania miękkie od twardych, albowiem i tak osiąga swoje cele, równocześnie dając innym nieco więcej swobody na oddychanie.

My Polacy – w znaczeniu systemowym musimy zrozumieć gdzie ten „wielki brat” widzi dla nas miejsce. Następnie wyciągnąć z tego wnioski i odpowiednio opracować strategię postępowania. Pamiętając, że najważniejsze decyzje podejmuje się w drugiej, – czyli ostatniej kadencji.

One Comment

  1. Na “dzień dobry” (a właściwie już lata temu) powinniśmy przywrócić obowiązek wizowy dla obywateli USA – jakaś wzajemność w relacjach obustronnych powinna chyba, mimo wszystko, obowiązywać…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.