Soft Power

Wicepremier Janusz Piechociński ma rację oskarżając media publiczne

Pan Janusz Piechociński wicepremier polskiego rządu ma absolutną, pełną i niepodważalną rację rugając pana Juliusza Brauna za sieczkę intelektualną jaką pompuje widzom telewizja zwana nie wiadomo dlaczego publiczną. Co więcej Janusz Piechociński jako zjadacz chleba i podatnik ma pełne prawo, będąc także widzem – powiedzieć panu Braunowi co myśli o tym co telewizja przedstawia, ponieważ telewizja to nie jest Kościół powszechny i nie zajmuje się sacrum. Nie ma czegoś takiego jak niezależność mediów w Polsce, co więcej – jakość mediów nazywających się publicznymi jest tak porażająca, że tutaj przydałyby się nie tylko połajanki na krynickim deptaku ale zdecydowane działania właścicielskie i kadrowe!

Jeżeli ktoś w przypadku mediów zwanych publicznymi w Polsce zasłania się misją w imię ich nietykalności – jest idiotą, ewentualnie ma kolegów w mediach i wie jakie mają fajne bezpieczne pensyjki. Jak ktoś widzi tą misyjność mediów publicznych to niech to opisze, będzie z tego ciekawy tekst, jednakże nie da się tego dzisiaj napisać. Media publiczne powinny być sprywatyzowane lub zlikwidowane, nie ma żadnego uzasadnienia do produkowania przez państwo dobranocki lub puszczania ludziom muzyczki w dobie mediów elektronicznych i darmowych portali. Każdy komunikat można nadać w Biuletynie Informacji Publicznej, w ostateczności ze względu na osoby niewidzące – można zostawić jedną stację radiową jako oficjalny kanał informacyjny w eterze, na satelicie i oczywiście w Internecie.

Oszczędzone w ten sposób pieniądze można przeznaczyć na spłatę zadłużenia, ewentualnie na leczenie chorych na rzadkie choroby, np. onkologiczne. Na pewno byłby z tego większy pożytek dla społeczeństwa niż z płacenia pensji po kilkadziesiąt tysięcy złotych lub wielokrotności dla państwowych celebrytów. Wystarczy nam tego szaleństwa, naprawdę państwo nie musi nadawać ludziom filmów, społeczeństwo się zorganizuje, a przedsiębiorcy mają już na rynku taką ofertę, że propozycja kanałów państwowych w ogóle nawet nie przystaje. Dość psucia rynku i dość wygodnego życia mainstreamowych – kreujących swoje nazwiska za państwowe pieniądze dziennikarzy.

Na pewno zlikwidowanie abonamentu RTV spowodowałoby wzrost poparcia dla władzy i zaufania do państwa, ponieważ śledzenie ludzi pod kątem posiadania telewizorów lub radioodbiorników to coś gorszego od gestapowskich przeszukiwań mieszkań, przypomnijmy – w trakcie okupacji radioodbiorniki (telewizji w Polsce nie było) były zakazane, Polacy nie mogli ich posiadać. Dzisiaj w wolnej Polsce muszą je rejestrować! Skandal! Skandal sam w sobie i hańba państwa! Równie dobrze moglibyśmy rejestrować spłuczki w toaletach, ma to mniej więcej taki sam sens.

Jednakże pan Janusz Piechociński zwrócił uwagę na aspekt merytoryczny oferty telewizyjnej, nazwał rzecz po imieniu przywołując nazwisko bardzo popularnego dziennikarza, który wykreował sobie nazwisko w publicznych mediach, a teraz nawet posiada media konkurencyjne! Co więcej swego czasu mówiło się o jego kandydaturze na prezydenta Polski! I kto ma czelność bronić niezależności mediów w przypadku takiego człowieka?

Byłoby wspaniale, żeby ludzie mediów pomyśleli czasami o widzach, nie każdy bowiem potrafi odsiać we własnej percepcji fundowaną hektolitrami medialną sraczkę. Nie każdy potrafi wyrobić sobie ogląd sytuacji na temat, jeżeli widzi dwa filmy o „zamachu”. Nadawcy muszą brać za to odpowiedzialność, przecież to że media dysponujące największą widownią sterują rzeczywistością, nie jest żadną tajemnicą. To starannie powielana prawidłowość, na której straży w każdym kraju stoją służby specjalne. Tego żadna władza nie popuści, a forma własności – czy państwowa, czy prywatna nie ma znaczenia, chyba że mamy do czynienia z własnością zagraniczną, a centrala właścicielska jest potężniejsza od danego państwa, wówczas bywa śmiesznie. Niestety w naszych mediach publicznych mamy do czynienia z lansowaniem głupoty, ewentualnie klasycznej sieczki i to wszystko przeplata olbrzymia ilość reklamy.

Teraz idą kampanie wyborcze, które będą się ładnie przeplatały co roku. To wywoła dodatkową presję na media wszelkiego typu, a w szczególności na media publiczne. Mówiąc wprost – okres wyborczy, to taki okres w którym politycy są zależni od mediów i to ludzie mediów kreują polityków. Odpowiednio zadane pytanie w programie informacyjnym, ewentualnie tendencyjny wywiad, źle ustawiona kamera, kiepski makijaż, czy też zestawienie różnych wypowiedzi tego samego polityka lub zilustrowanie ich w sposób kontekstowo-tendencyjny są w stanie zniszczyć każdy autorytet lub go budować. Niszczy się zdecydowanie łatwiej, a akurat w mediach publicznych nie brakuje różnego typu dziennikarskich hien, wyspecjalizowanych w polowaniu z kamerą na polityków w okresie wyborczym.

Miejmy nadzieję, że pan wicepremier Piechociński zrealizuje swoją groźbę i „zajmie się” mediami publicznymi, a także że nie chodzi mu po prostu o wstawienie tam po prostu swoich ludzi, ale o prawdziwą zmianę dla dobra samych mediów i przede wszystkim dla dobra publicznego, któremu mają one służyć.

One Comment

  1. nie ma co się łudzić, że przed wyborami mogą zapaść jakiekolwiek merytoryczne decyzje, postanowienia czy też próby zmian w strukturach publicznych mediów. tuba wyborcza i okienko wydawania kielbasy (a właściwie parówki bo kryzys nadal trzyma się nieźle) wyborczej musi funkcjonować ….

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.