Weimarer Dreieck, czyli polityka gestów i kreowania fikcji

My Polacy uwielbiamy, jeżeli się nas docenia, hołubi, podaję rękę, robi zdjęcia, zaprasza na ładne bale. Strasznie potrzebujemy do łechtania swojego ego gestów. Gestem w przypadku gry dyplomatycznej może być wszystko, są gesty mniej i bardziej kosztowne, płytsze, gęstsze i daleko idące. Czynnikiem umożliwiającym odróżnienie gestów od sfery realnej polityki jest wywieranie skutków w realnej rzeczywistości. Nie chodzi oczywiście, o bankiety, śniadania, listy gratulacyjne i przyjemne łechtanie próżności. Celem polityki zagranicznej, której dyplomacja jest w czasie pokoju fundamentalnym orężem, jest skuteczność realizowania celów państwa. Chodzi nie tylko o działanie w sferze faktycznej, ale o działanie skuteczne.

Doskonałym przykładem kreacji fikcji instytucjonalnej jest „Weimarer Dreieck”, czyli Trójkąt Weimarski. Co to właściwie jest takiego, to dokładnie i do końca nie udało się ustalić, wiadomo natomiast jak to funkcjonuje, w skrócie chodzi o to żeby członkowie władz trzech krajów ten trójkąt tworzący, mogli, co jakiś czas zjeść razem obiad, a przy okazji żeby Polacy mogli ponaśmiewać się z Prezydenta Francji – trzymając go pod chmurką. Formalnie „Komitee zur Förderung der Deutsch-Französisch-Polnischen Zusammenarbeit e.V.” Czyli „Komitet Wspierania Wspólpracy Francusko-Niemiecko-Polskie (“Trojkat Weimarski”)” [uwaga oryginalna pisownia słowa polskiej – z błędem zjadło literkę /j/ w słowie polskiej i /ł/ w słowie współpracy, nie wspominając już o /ó/] ma na celu konsultację, współprace i dyskusję. Niestety nie dorobił się pomimo 20 lat istnienia (dzisiaj 28 sierpnia rocznica), strony internetowej w polskiej wersji językowej. Co jest oczywiście zrozumiałe, albowiem gwarantuje, że wątła dyskusja, jaka tam się toczy, jest dostępna jedynie dla naszej anglojęzycznej „elity”, lub szczególnie drogiej sercom krakauerów mniejszości niemieckojęzycznej. Polakom mówiącym po Polsku, nie pozostaje zbyt wiele manewru, no języki trzeba znać, nie ma wyjątków.

Abstrahując od polityki gestów, na jaką zdobywają się względem Polski, władze Francji i Niemiec, albowiem za okazywanie nawet z takiej polityki względem kraju swoich lokajów, hydraulików i pokojówek powinniśmy być im wdzięczni. Zaskakuje szczególna rolą, jaką do inicjatyw w ramach „trójkąta” przypisują polskie władze, z wyjątkiem czasów Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ileż to media informują nas o wielkiej wadze spotkania, o konsultowaniu z Polską celów kluczowych współpracy w ramach Unii Europejskiej i NATO, o uznawaniu Polski za istotnego partnera, o dużej wadze przywiązywanej do naszego zdania, … o szeregu pustych argumentów niemających żadnych skutków w sferze faktycznej.

W praktyce, trudno znaleźć cokolwiek poważnego w zachodnich mediach i zachodniej publicystyce, co sanowałoby znaczenie Trójkąta w formie takiej, jaką starają się nam nieudolnie sprzedać polskie władze naszego kraju. W Niemczech inicjatywa ta, jest traktowana, jako element polityki wschodniej republiki Federalnej Niemiec, której Polska jest istotnym, ale nie najważniejszym ogniwem. A we Francji Polska zupełnie nie jest przedmiotem żadnych debat, albowiem z punktu widzenia Paryża w Warszawie chadzają białe niedźwiedzie. A czy Polska mniej lub bardziej istnieje, czy jest już częścią Niemiec, w zasadzie nie ma żadnego znaczenia.

Od 20 lat, dwa mocarstwa unijne, skutecznie mydlą nam oczy, pozorując uwzględnianie naszej opinii i konsultowanie „kierunków” na poziomie głów państw i szefów rządów, dyskusji ekspertów, autorytetów i znakomitości. W praktyce nie ma nawet jednej decyzji w Unii Europejskiej, na którą mielibyśmy jakikolwiek wpływ z wykorzystaniem Trójkąta. W dalszej perspektywie, wszelakie poziome struktury w Unii Europejskiej, nie służą pogłębianiu integracji, albowiem jak widać na przykładzie lukratywnego klubu Euro, czyli Unii w Unii, Polska, jest totalnie wyeliminowana i ośmieszona z istotnych kręgów decyzyjnych i to w okresie, gdy fikcyjnie przewodzi całej Unii.

Skończmy z tą fikcją, skończmy z polityką jej kreowania, napawania się nią i wiary we własną propagandę, że to wiele dla nas znaczy i jak wiele nam daje. Na świecie i w Europie, liczy się tylko i wyłącznie Realpolitik, działania obliczone na skutek, zysk, budowę wartości. Spotykanie się dla samego spotykania ma być może jakiś sens dla prowadzenia dyplomatycznej gry, ale czy Polska ją faktycznie prowadzi…

Reasumując, nie dziwi, że do „bulu” szczery Prezydent najjaśniejszej Rzeczpospolitej, współpracuje tak intensywnie w Trójkącie, bez polskich znaków.

Post scriptum

Boże miej nas w opiece przed głupimi, ale jeszcze bardziej chroń nas od tych, co nie wiedzą, że nie wiedzą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.