Polityka

Węgiel to będą już tylko problemy i koszty

“Coal anthracite” by http://resourcescommittee.house.gov, Lic., under PD via Wikimedia Commons

Węgiel to będą już tylko problemy i koszty. Nie jesteśmy w stanie produkować węgla w takich cenach, żeby konkurować z największymi eksporterami, dlatego nasze kopalnie, jeżeli będą w stanie się utrzymać, to głównie z tego co sprzedadzą na regulowanym różnymi sposobami rynku krajowym. Przy cenie 50 USD za tonę w Amsterdamie – nie ma w Polsce kopalni, która byłaby w stanie taką konkurencję wytrzymać, to po prostu nie jest możliwe, ani dzisiaj ani jutro, bez poważnego programu restrukturyzacji oznaczającego co najmniej – odcięcie nawisów i narośli na górnictwie, likwidacji (w tym łączeniu) mniej rentownych kopalni, zmniejszenie płac w górnictwie przy jednoczesnym cięciu zatrudnienia.

Nasze państwo przespało ostatnie lata, kiedy to była dobra koniunktura na węgiel, którego cena jest skorelowana z cenami innych paliw. Tańsza ropa naftowa i tańszy gaz, powodują że ich substytut, którego jest olbrzymia podaż także tanieje. Nowoczesne górnictwo odkrywkowe w Australii wydobywa olbrzymie ilości, o wiele taniej niż my bylibyśmy w stanie jakkolwiek. W USA zwolniły się olbrzymie moce przerobowe kopalni, ponieważ opłaca się spalać gaz i ropę, które są tanie. Amerykański węgiel jest w Europie. Rosja eksportuje ile może, Ukraina ma przejściowe kłopoty z wydobyciem, ale jak tylko skończą się działania zbrojne, bardzo szybko kopalnie będą uruchamiane – za wszelką cenę, to życie Donbasu. W Polsce możemy sobie uruchomić gdzieniegdzie nowe złoże głębinowe, jednak to nie zmienia faktu, że produkcja węgla w celu produkowania z niego prądu elektrycznego i ciepła jest już w Polsce nieopłacalna, co oczywiście nie oznacza, że jakbyśmy zamknęli własne moce wydobywcze, to ceny dla nas natychmiast by wzrosły. To normalne prawo rynku, jeżeli nie ma konkurencji, to nisza jest zapełniana i ceny dążą do nowego punktu równowagi.

Do póki nie odwróci się trend na światowym rynku jeżeli chodzi o ceny węglowodorów, to nie ma mowy o rentowności dominującej większości polskich kopalń. Rząd może mieć najwspanialsze pomysły na łączenie ich w dowolnych układach, roszadach i sieciach – ale to nie zmieni faktu, że bez oszczędności na działalności operacyjnej i działalności towarzyszącej – nie będzie w ogóle mowy o jakiejkolwiek opłacalności. Już trzeba powiedzieć to sobie uczciwie jaką ilość węgla jesteśmy w stanie kupić w krajowych kopalniach i po jakiej cenie – najlepiej regulowanej państwowej (trzeba przymusić Komisję Europejską do uległości), a jaką ilość węgla importować taniej. Wyjdzie z tego miks cenowy, który umożliwi nieco obniżenie kosztów działalności elektrowni, albo przy zachowaniu cen za węgiel Polski na węgiel z importu i przeznaczaniu różnicy na modernizację i likwidację górnictwa – można byłoby sfinansować jego wielką reformę. Równolegle jednak trzeba postawić jedną lub dwie elektrownie jądrowe, ponieważ inaczej możemy być w sytuacji, w której nie będziemy mieli prądu, albo będziemy mieli jeszcze droższy.

Ponieważ nikt nie chce ruszyć ani działalności operacyjnej, ani narośli jakie żyją z kopalni i w ogóle z systemu dystrybucji i sprzedaży węgla w Polsce, ponieważ zbyt wiele osób ma z tego benefity, to całe społeczeństwo będzie musiało za to wszystko zapłacić. Najprawdopodobniej w cenach rachunków za energię elektryczną i ogrzewanie, ale nie obejdzie się także bez bezpośrednich dotacji, które będą niezbędne, żeby ratować spokój społeczny w niektórych częściach Śląska, gdzie zdesperowanym ludziom właśnie kończy się ich świat.

Żeby cokolwiek zrobić z węglem, trzeba po prostu zalać problemy socjalne zmian w górnictwie pieniędzmi. To się i tak będzie opłacać, biorąc pod uwagę możliwe komplikacje i koszty polityczne dramatów, jakie mogą tam mieć miejsce. Przy czym – uwaga, wcale nie trzeba likwidować kopalni, można je po prostu oddłużyć i dać górnikom w nich pracujących, najlepiej do spółki z samorządami na których terenie funkcjonują. Miałoby to sens w szczególności wówczas, gdyby w ten sposób uspołeczniano całe grupowania gospodarcze, dając ludziom i samorządom akcje przedsiębiorstw. Z punktu widzenia państwa to się opłaca, chociaż jest niesprawiedliwe społecznie, ale można w ten sposób uniknąć dramatów społecznych i załamania cywilizacyjnego na Śląsku. Przecież najważniejsze jest utrzymanie takiego poziomu wydobycia, który będzie rentowny? Jeżeli więc nie da się sprzedać kopalni inwestorowi, bo np. pakiety socjalne wymagane przez Związki Zawodowe są zabójcze, to naprawdę lepiej jest je dać pracującym na nich ludziom i samorządom w których są zlokalizowane, tak żeby lokalne wspólnoty – zarządzały danym przedsiębiorstwem, a zarazem były właścicielami tego co z niego zostanie jak ono upadnie.

W efekcie takiego posunięcia, kosztującego mniej więcej tyle co długi kopalń dzisiaj mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której wykruszyłyby się te przedsiębiorstwa, które nie byłyby w stanie dostosować się do cen konkurencji. Na pewno nastąpiłoby naturalne łączenie się podmiotów, co więcej byłyby zmowy cenowe, ale coś by przetrwało. To znaczy się przetrwałoby mniej więcej tyle kopalń, które byłyby w stanie wydobywać po cenie gwarantowanej przez państwo (formalnie przez elektrownie odbierające węgiel przeważnie państwowe), mieszcząc się w ilościach jakie pozostawiałaby nisza po imporcie taniego węgla zza granicy. W efekcie państwo z odpowiedzialnego i winnego na rynku węgla, stałoby się regulatorem.

Zarysowany scenariusz można zrealizować, jeżeli przeprowadzi się pewne zmiany w prawie, w tym zmusi się Komisję Europejską do jego zaakceptowania. Problemy narośli na kopalniach, wzięliby na siebie nowi właściciele. Mielibyśmy w kraju tak naprawdę wolny rynek węgla, w którym każdy mógłby funkcjonować, jeżeli tylko wpasowałby się cenowo. Jedynym pytaniem jest to, czy tak funkcjonujące górnictwo, byłoby w stanie do wzrostu wydobycia, gdy cenny węglowodorów na świecie wzrosną? Na pewno trzeba byłoby utrzymywać maksymalne stany zapasów węgla, a nawet zrobić jego zapas, to już normalne konsekwencje importu.

Wnioski – banalne – na górnictwo trzeba dużo pieniędzy, ale zarazem dużo odwagi, żeby podjąć działania uwalniające państwo od problemów górnictwa w przyszłości. Nie interesują nas kopalnie, tylko węgiel w dobrej cenie i w stabilnych ilościach dostaw.

Chyba, że wydarzyłby się cud i Dolar był po 6-7 PLN, wówczas nasz węgiel byłby w mniej więcej takiej samej cenie jak węgiel dewizowy.

10 komentarzy

  1. Kryzys polskiego górnictwa to między innymi wynik machinacji cenami ropy, gazu,braku jednolitej polityki państwa wobec branży górniczej,uległości wobec UE.

  2. Skończy się tak, że wydamy 50 mld zł na dotacje i kopalnie upadną, przejmą je Czesi i im się będzie opłacać. He he

  3. Latami budowaliśmy system rozdymania kosztów górnictwa do bizantyjskich rozmiarów. Pozyskiwanie spod ziemi węgla, miedzi, srebra i innych nieodnawialnych kopalin nazwaliśmy “produkcją” stąd koncepcja rezygnacji z narodowej renty górniczej (realizowanej w niektórych krajach w postaci współmiernych do wartości kopaliny opłat górniczych albo ceł eksportowych) rekompensującej ubytek bogactw narodowych. W koszty można było bezkarnie wpuszczać każdy rozmiar zbędnych wydatków i przywilejów, bo przecież w wartość finalnego produktu wkładano włożoną pracę i kapitał ale też wartość za darmo pozyskanego bogactwa narodowego. Lecz dlaczegóż mieliby na tym zarobić tylko (szeroko rozumiani) górnicy? Przecież można też zarobić krocie na przewozie kopalin i handlu nimi. Stąd pomiędzy połączonymi taśmociągiem kopalnią i elektrownią znalazło się miejsce dla pośrednika pobierającego swoją marżę. Stąd przewozowo-handlowe marże mogły stanowić 2-3 krotność ceny zakupu w kopalni. I tak pięknie rósł nam statystyczny PKB. Gdy przyszła do Warszawy propozycja poparcia wojny cenowej (z Rosją) na rynku surowców energetycznych, wsparliśmy ją entuzjastycznie aby “Putina udusić gazem”. Nikt jednak nie zatroszczył się o nasz rodzimy rynek i narodowy interes, bo przecież owo “zagazowanie Putina” było celem nadrzędnym. Rosja jakoś nieźle wytrzymuje istniejącą sytuację, zaś Polska i Ukraina mają problem czym ogrzać się w zimie. Zapasów węgla nie mamy, nie mamy też z czego finansować wydobycia. Nie mamy też sił aby wymusić na pośrednikach w obrocie węglem rezygnację z części marży na rzecz kopalń. Już nawet myślimy o wyrąbaniu lasów z przeznaczeniem na opał (co stanie się wówczas z dwutlenkiem węgla wyemitowanym przy spalaniu?). A teraz napiszę jak przewiduję dalszy rozwój sytuacji:
    Otóż teraz przyjdzie seria przekształceń własnościowych i organizacyjnych kopalń. Przedsięwzięcia te będą kosztowały krocie, a zarządzanie kopalniami stanie się jeszcze bardziej niekompetentne i rozrzutne. Ostatecznie kopalnie zostaną postawione w stan likwidacji. Górnicze związki wymuszą “pakiet osłonowy” w postaci utrzymania zatrudnienia przy rabunku wyrobisk, kradzieży kabli i drutów trakcyjnych, niszczeniu maszyn, burzeniu budynków i zasypywaniu szybów. Pomimo tego “frontu robót” coraz więcej pracowników kopalń trzeba będzie odprawiać na wcześniejsze emerytury (po 20 latach pracy) , 5-letnie “urlopy górnicze” na doczekanie emerytury i bajońskie odprawy. Tym samym koszty górnictwa będziemy ponosili nadal, lecz nie będziemy w zamian mieli węgla. Wobec braku innych źródeł finansowania rząd zaciągnie pożyczki w BŚ czy i innym EBR. Opał będziemy importowali na światowym rynku który “podreperujemy” likwidacją swojego wydobycia. Oczywiście pojawią się w warszawie pejsaci “inwestorzy” zza oceanu którzy zaproponują zbudowanie nowych (własnych) kopalń za oddanie im zasobów niewydobytych kopalin. Rząd przyjmie to jako wielką szansę dla “restytucji polskiego górnictwa” i bez żalu wywłaszczy naród z kolejnego bogactwa narodowego. Owi “inwestorzy” ,świadomi wartości węgla jako surowca chemicznego i energetycznego, zaczekają na dobrą koniunkturę na światowym rynku węgla, zbudują rzeczywiście kopalnie i zaoferują Polakom pracę na warunkach konkurencyjnych z wolnymi najmitami z Bangladeszu czy innej Ukrainy. Nie martwmy się więc, będziemy jeszcze mieli możliwość kupowania od owych “inwestorów” możliwość kupowania niegdyś polskiego węgla wydobywanego rękami też i polskich “najmitów”.

    • Trzeba jak najszybciej zlikwidować lichwiarski system handlu węglem i wtedy wszystko zacznie się opołacać . Węgiel w kopalni kosztuje 200-300zł, ale już na składach opałowych kosztuje 900-1100zł.Tak więc pośrednik lichwiarz zarabia bajońskie sumy i tym samym dusi się kopalnie i odbiorców .Jak się tego ‘węzła gordyjskiego ” nie przetnie to przemysł górniczy runie . Tak więc pytam kto za tym wszystkim stoi? .

    • @Pozorovatel
      odnosze wrazenie, ze powyzsza analiza jest prawidlowa, czy musi sie tak dziac ?
      Nie ma to “starych” managerow=dyrektorow kopalni ? No ja mam torsje i chce wiedziec , kto rzadzi Polska !

    • Krzyku58, podrzucasz sceny z kultowego filmu i bardzo dobrze, w czasach PRL takie filmy kręcono mimo cenzury. Obecnie jest duża nagonka na przemysł węglowy. Co istotne należy głównie pisać o przyczynach, dlaczego się nie opłaca?. Dodam, że w mojej okolicy ze snu budzi mnie dźwięk pił wycinających drzewa. Przeraża mnie wycinanie lasów, mam jednak już tyle lat, że mogę powiedzieć nie moja broszka.
      Podsumuję to, że w Polsce nie opłaca się wydobywać węgla to albo rządzącym brakuje wyobraźni, albo przeważają zachodnie wiatry.

      • @rozsądny prosto i logicznie ujął temat “wyngla”.
        Czy dziś pomimo “braku cenzury”,mogą powstać
        podobne w treści,filmy, pewnie tak, materiału
        co niemiara a może więcej niż w czasach PRLu,
        tylko czy “ktoś” zaryzykuje – ośmieszyć system
        solidarnościowy?(Bezpieczniej kopać po “komunie”) Piszesz
        Wieczorynko, o “piłach wycinających drzewa”,
        tak się składa że również ogrzewam wyłącznie
        drzewem,(odpady dębowe z lokalnych manufaktur
        przerabiających drzewo na rzecz dużych i możnych, plus drzewo z własnego lasu,tzw.
        źle rokujące, usychające itp.)Zapewniam,
        palenie węglem jest mniej pracochłonne…odnośnie rentowności
        Czy jest branża mająca stworzone ku temu warunki,
        zapewniające opłacalność czegokolwiek?????
        Pewnie zmywak w Londynie…tylko czy…
        to na pewno szczyt Naszych(młodego pokolenia) aspiracji?

      • I jedno i drugie

    • Krzyku ja odróżniam rozsądne wycinanie zmurszałych drzew od wycinania lasów. Ja też wycinam stare drzewa owocowe i drewno spalam w kaflowym piecu a w miejsce wyciętych drzew owocowych sadzę brzozy i sosny, akurat te lubię.
      Jak chodzi o ochronę przyrody to odnoszę wrażenie, że nie różnimy się poglądami, pozdrawiam. Niektóre drzewa, które posadziłam (brzozy, sosny, wierzby) mają obecnie średnicę nawet 40 centymetrów.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.