Paradygmat rozwoju

Warunek skuteczności każdej strategii – modelowe odniesienie do planu pana Morawieckiego

 Żadna strategia nigdy nie będzie miała nawet szans na skuteczność, jeżeli nie zostaną skorelowane środki z celami. Przy czym i cele muszą być określone, jako adekwatne do celów, mogą być ambitne, nie mogą być nieokreślone, jak również nie powinny być „z Marsa”, zarazem nie powinny gwarantować zbyt łatwego osiągnięcia, – ponieważ zabijają dążenie do wyzwolenia wysiłku i kreatywności, który jest przecież istotą strategii. Bezcelowy wysiłek nie służy żadnemu sukcesowi, wręcz przeciwnie – jest do tego stopnia destrukcyjnym, że sam proces osiągania celu, zastępuje cel w sposób szokująco skuteczny – to jest bardzo wygodne, zwłaszcza jak proces staje się celem sam w sobie.

Skuteczność strategii wcale nie musi być definiowana przez osiągnięcie skutku, dla jakiego została zaprogramowana. W dzisiejszej rzeczywistości wszystko zmienia się tak szybko i podlega tak olbrzymiej ilości czynników, że powiązanie czynników na wejściu do procesów wielopłaszczyznowych, z pożądanym wynikiem na wyjściu – jest praktycznie niemożliwe w praktyce. Dowodzi tego giełda, tj. fenomen rynków. Proszę pokazać przykłady, kiedy to graczom udało się być skuteczniejszym od rynku? Jeżeli więc najpotężniejsze firmy inwestycyjne świata, posiadające olbrzymie doświadczenie, gigantyczne zasoby zdolne do moderowania rzeczywistości jak się je wprowadzi w ruch, jak i również tzw. „nos”, nie są w stanie wyprzedzić rynku, który w zasadzie mają ekonometrycznie opisany w komputerach. To, na jakiej podstawie śmiemy twierdzić, że projektując strategię społeczno-gospodarczą dla podmiotu będącego państwem, czyli sumą prawie wszystkich czynników oddziaływania na runek – możemy zaprogramować i przewidzieć wynikowy skutek? Przecież to jest szaleństwo! Parametryzacja wyniku w rozumieniu ekonometrycznym jest nonsensem i stratą czasu. Oczywiście można pobawić się liczbami, to fajnie jak rosną słupki – jednak, trzeba to wszystko robić wyjątkowo ostrożnie, bardziej bazując na przewidywaniu trendu i wskazywaniu wielkości w znaczeniu przewidywanej zmiany, niż jakichkolwiek realnych liczb.

Tymczasem społeczeństwo obiera planowanie strategiczne w rodzaju planu pana Morawieckiego na zasadzie prostych przeliczeń. Przykładowo ludzie chcieliby widzieć wskaźniki, – kiedy zbudujemy milion mieszkań? Kiedy nasze pensje będą miały poziom zachodni? Będzie wielką zbrodnią, jeżeli rząd spróbuje dawać proste odpowiedzi na tak sformułowane pytania.

Polska potrzebuje strategii społeczno-gospodarczej, której skuteczność będzie wynikała ze skorelowania antycypowania zagrożeń z posiadanymi zasobami, w kierunku ograniczonego sukcesu generalnego z kilkoma istotnymi niszami wzrostu. Oznacza to, że strategia rozwoju naszego kraju będzie wtedy skuteczna, kiedy przeciwstawimy zagrożeniom własne zasoby. Nastawiając się generalnie na pewnego rodzaju ogólny wzrost, który „szału nie będzie robił”, ale stopniowo będzie podnosił powszechny poziom życia. Do tego musimy być w stanie wypracować kilka nisz, które będą stwarzały nam możliwość – globalnego adresowania własnych potencjałów i aspiracji. Chodzi o to, żebyśmy byli w stanie nawiązać dialog w ramach globalizacji z najpotężniejszymi graczami, jak również żebyśmy wyznaczali trendy.

Oznacza to, że wszyscy nie będziemy syci, jednak wszyscy będziemy mieli obiady składające się z dwóch dań, a niektórzy z nas, będą mieli szansę nawet na dobre wino po obiedzie! Na więcej nie starczy nam zasobów, ponieważ musimy już teraz i będziemy w średniookresowej przyszłości – coraz więcej wydawać na utrzymanie starzejącego się społeczeństwa i na wojskowość. To są wydatki, które nie służą rozwojowi kraju, a jedynie jego podtrzymywania na poziomie takim, jaki znamy.

Z czasem będziemy w stanie tworzyć kolejne nisze, które będą wysokodochodowe – z bardzo dużą stopą zwrotu. Równolegle – zgodnie z dogmatem rozwoju zrównoważonego cała reszta kraju, będzie miała nieco lepiej, ale to wcale nie jest pewne, zwłaszcza jak uświadomimy sobie, że koszt utrzymania infrastruktury w naszej przestrzeni będzie wzrastał wraz z czasem, bo będzie się ona starzeć i coraz mniej ludzi będzie z niej korzystać. Przekłada się to na gigantyczne pieniądze, które trzeba będzie stale wydawać na to, żeby utrzymać tkankę społeczną na obszarze całego kraju.

Plan pana Morawieckiego jest jak na ta chwilę zbyt ogólny, żeby go krytykować. Znana jest słabość jego strony finansowej, która jest wyjątkowo słabo określona. Ze względu na zmieniającą się sytuację międzynarodową, należy postulować położenie w niej nacisku właśnie na skorelowaniu antycypowania zagrożeń z posiadanymi zasobami. Chyba nie ma innej drogi w warunkach niepewności, co do projektu europejskiego.

4 komentarze

  1. Trzeźwy tekst.

    Tylko kto weźmie sobie do serca rozsądne wnioski autora.

    Poza dyskusją jest jeszcze rozważanie, co będzie z Polską, jak rozgrzebany plan się nie powiedzie?

    A na to się zanosi, bo na razie plan to zbiór pobożnych życzeń.

    Gdzie są te biliony na jego realizację?

    Kto będzie nadzorował dyscyplinę realizacji planu?

    I szereg innych pytań – bez odpowiedzi …

  2. wieczorynka

    Zarówno Polska jak i inne kraje (drugiej prędkości) w UE nie mają szans na wzrost gospodarczy, trzeba mieć rozwinięty przemysł i znane marki. Obecnie sytuacja na świecie jest taka, że decyduje ten kto ma pieniądze a kto ma gros pieniędzy wszyscy wiedzą.

  3. wieczorynka

    Obecny mój wpis nie jest związany bezpośrednio z treścią akurat tego artykułu. Odnoszę się natomiast do wpisów komentatorów, które bardzo cenię bez względu na ich poglądy. Całkiem spora część komentatorów (łącznie ze mną) ma dość udawanej demokracji. Zwyczajni ludzie (łącznie ze mną) chcą mieć mieszkanie, pracę i móc się samodzielnie utrzymać. Przestańcie politykierstwo wmawiać Kowalskim i Nowakom, że nic nie rozumieją. To wy nie rozumiecie lub nie chcecie rozumieć czego oczekuje społeczeństwo.

  4. Fenomenalny tekst, zobaczymy co na to odpowie pan Morawiecki!?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

4 + 11 =