Soft Power

Jakie wartości spajają dzisiaj Europę?

 Co sprawia, że jesteśmy lepsi? O ile w ogóle jesteśmy! Jakie wartości spajają dzisiaj Europę? Jeżeli możemy mówić w ogóle o wartościach! Dzięki czemu jesteśmy razem i mamy przeświadczenie, że właśnie tak jest dobrze? Co czyni Europę wyjątkową? W co wierzymy? Na czym nam zależy? Jakie mamy cele życiowe? W ostateczności – z jakiej części własnych preferencji możemy zrezygnować indywidualnie w imię wspólnego dobra?

Problem polega na tym, że prawdopodobnie już nie ma niczego takiego i wszystkie powyższe pytania mają semantyczną wartość „zero”, to znaczy nie tylko nie mają adresata, który je wysłucha i się nimi przejmie. Przeważnie nie ma w ludziach percepcji otwartej na tego typu aksjologię. W Europie mało kto INTERESUJE się jakimikolwiek wartościami, poza wartością Euro, wartością jego siły nabywczej mierzonej w lokalnej walucie w stosunku do Euro itd. Materializm opanował serca i umysły Europejczyków, pozwalając na zakłamane trwanie w rzeczywistości wyznaczanej przez atawizm, albowiem bez rozwoju jest to gra o sumie zerowej, w której niestety wszyscy przegrywamy. Europa bez ekspansji staje się małym, biednym kontynentem bez perspektyw, gdzie szybko starzeje się 500 mln ludzi. To jest naprawdę fenomen.

Wcześniej Europę napędzała wzajemna rywalizacja, czy to feudalna, czy to mocarstw, czy to zimno-wojenna. Poszczególne kraje bardzo szybko się rozwijały, często kosztem państw słabszych (jak np. Polski), bo los przegranych był oczywisty. Liczył się ten, kto był zdolny do dominacji, do sprostania konkurencji, do co najmniej – dania adekwatnej odpowiedzi. Przed I-szą Wojną, świat narzekał na zalew towarami niemieckimi, pomimo faktu, że niespełna pięćdziesiąt lat wcześniej – wszędzie dominowały przemysłowe wyroby brytyjskie, a jeszcze sto lat wcześniej z powodu handlu suknem tkanym na mechanicznych krosnach doszło prawie do wojny w Europie. Rywalizacja kosztowała Europę bardzo wiele, ale spowodowała także, że Europa była bardzo silna i miała praktycznie nieograniczone możliwości w podporządkowaniu sobie świata kolonialnego. Dopiero II-ga Wojna spowodowała dekompozycję systemu kolonialnego, jednakże do stanu w jakim znajdujemy się obecnie było jeszcze daleko.

Dzisiejszy Zachód jest pokonany w Iraku i Afganistanie, pomimo całej swojej potęgi nowoczesne zachodnie armie nie były w stanie wygrać wojny z fanatycznymi bojownikami, zdolnymi do poświęcenia życia własnego i jak trzeba swoich rodzin w imię swojej wiary i swojej sprawy. Nie da się bowiem wygrać wojny – jeżeli nie wierzy się w jej cele, przy czym żyjemy w czasach, w których wypadałoby je także rozumieć, a tutaj ani o wierze ani o rozumieniu nie może być mowy, ponieważ naprawdę nie sposób wytłumaczyć młodemu Duńczykowi dlaczego ma siedzieć na jakiejś zapadłej afgańskiej pustyni i strzelać z nowoczesnego i bardzo drogiego karabinu do jakichś ludzi, którzy chcą go zabić, tylko dlatego bo on tam jest. W bajki o prawach wyborczych afgańskich kobiet nikt nie wierzy, naprawdę budowanie siłą demokracji w ogóle a zwłaszcza w posiadających swoją tradycję krajach Islamu to debilizm, tak doktrynalnie idiotyczny, że tylko wyzbyci z wszelkiej wiedzy Amerykanie mogli w to uwierzyć.

Gdyby tego było mało, w 2008 roku upadł kapitalizm. Model gospodarczy świata zachodniego, chociaż o tym jeszcze się jednoznacznie nie mówi – upadł i leży w konwulsjach wymiotując. Nie ma już kapitalizmu, ponieważ nie ma już związku pomiędzy oszczędnościami a stopą zwrotu. Bez oszczędzania nie ma mowy o zwrocie – rencie kapitałowej uzyskiwanej z kredytu inwestowanego na rzecz rozwoju i postępu. Dzisiaj udowodniono, że rządy jeżeli chcą mieć spokój tzn., nie chcą płacić wysokich odsetek od swoich zadłużeń, to muszą pompować pieniądze w gospodarkę wirtualną, która jest zwykłym hazardem, jednakże przeprowadzanym na serio. Żeby nie było w nim totalnie przegranych – potrzeba luzowania ilościowego pompującego niewyobrażalne ilości pieniędzy. Po prostu nie trzeba dzisiaj oszczędzać, zarabiać, można wydrukować – wszyscy będą zadowoleni, a kreatywna wirtualna gospodarka wchłonie każde kwoty i to w sposób tak totalny, że na rynku dóbr realnych nie będzie nawet grama inflacji – dalej pieniądz będzie dobrem rzadkim dla maluczkich, którzy w pocie czoła muszą pracować własnymi rękami na swoje utrzymanie. Nie ma już kapitalizmu, to co mamy dzisiaj to klasyczny model oligarchiczny, wspierany poprzez państwowe refinansowanie zapadających należności. Plusem tego modelu opartego na czystej fikcji jest jednak to, że roluje on zobowiązania publiczne, pozostawiając nieco więcej pieniądza w gospodarce realnej (niskie odsetki). Bez tego trudno jest sobie wyobrazić, żeby współczesne państwa zachodnie (w ogóle jakiekolwiek) były w stanie finansować swoje zobowiązania. Osoby starsze wiekiem zapewne pamiętają 40% poziomy odsetek od kredytów w naszych bankach. Takie były czasy, że ludzie brali takie kredyty i je spłacali. Chociaż, akurat Polska to zły przykład, bo wiele na lepsze się u nas pod względem finansowym nie zmieniło.

Z kryzysu pieniądza, kapitalizmu i pracy – bierze się niedostępność konsumpcji, ponieważ z pustego i Unia Europejska nie naleje! Złapaliśmy się w pułapkę, w której sami już nie wytwarzamy dóbr, ludzie siedzą na bezrobociu lub w ogóle nie są w stanie znaleźć pracy ponieważ produkcja została wyeksportowana na Daleki Wschód, a chcieliby konsumować. Problem polega jednak już nie tylko na tym, że nie ma za co konsumować (bieda), ale także i może przede wszystkim na tym, że nie ma także już czego konsumować. Właśnie z tego powodu, ponieważ nie ma produkcji. Do póki tani alkohol, seks, narkotyki i gry wideo są tanie i łatwo dostępne – to generalnie nie ma problemu.

Jednakże czy wymienione powyżej kwestie, to rzeczywiste wartości jakie jeszcze dzisiaj spajają Europę? Co z etosem pracy? Co z Chrześcijaństwem? Co z poczuciem sprawiedliwości – wywodzącym się z wzorców grecko-rzymskich skrystalizowanych w okresie myśli oświeceniowej? Co z naszymi przekonaniami o słuszności przyjętego stylu życia? Proszę zwrócić uwagę, że to już nawet nie muszą być wartości powszechnie uznawane za wspólne w całej Europie, to nie muszą być wartości uniwersalne. Wystarczy, żeby po prostu występowały. Jednakże czy zwykłą konsumpcją można utrzymać Europę w jedności? Stany Zjednoczone mają swoje wielkie idee, Chiny mają ideologię państwową, nawet Rosja – dzięki Władimirowi Putinowi odzyskała samą siebie. O ruchach islamskich, które na naszych oczach dążą do budowy uniwersalnego tworu państwowego nie ma co wspominać – mają nie tylko ideologię i wiarę, ale przede wszystkim potrafią być skuteczni w dążeniu do celów. Natomiast co można powiedzieć o dzisiejszej Europie – bez zadawania głupich pytań w rodzaju – co wspólnego z brytyjskim bankierem z City pochodzenia hinduskiego ma węgierski rolnik w centralnej Rumunii?

Jeżeli ktoś myśli, że Unia będzie istnieć dzięki inercji, ponieważ wszyscy boją się co mogłoby się dziać, gdyby jej nie było – to jesteśmy w błędzie. Wystarczy jedno spotkanie szefów rządów, takie jak to ostatnie, gdzie pan Cameron zachowywał się najdelikatniej mówiąc „asystemowo” i „bez poszanowania dla ducha konsensusu” – na którym zamiast ugodowej i posługującej się pragmatyzmem siły spokoju Kanclerz Merkel pojawią się inne gorące głowy, które nie pozwolą „nadętemu” Brytyjczykowi się obrażać i już nie ma Unii.

Zamiast podsumowania – być może potrzebne byłoby, żeby w całej Unii Europejskiej wprowadzić przedmiot „Wychowanie europejskie” – czy jakoś podobnie nazwany i uczyć dzieci raz w tygodniu przez cztery lub więcej godzin – czym jest Europa, po co ona jest i dlaczego dobrze jest, że państwa ze sobą współpracują, nawet jeżeli czasami muszą coś poświęcić. Dobrze byłoby, żeby wszystko odbywało się na podstawie zunifikowanych podręczników, a w lekcjach w różnych krajach – występowali nauczyciele z innych krajów. Na tłumaczy nie ma co żałować pieniędzy, liczy się żywy kontakt z innymi narodowościami, ludźmi, którzy z pasją będą opowiadać o swoich krajach, będą ambasadorami wielowątkowej europejskiej kultury. Inaczej znowu za kilka lat zaczniemy się zastanawiać co nas łączy? Czy tylko zakupy w niemieckich dyskontach lub francuskich supermarketach?

Będąc złośliwym, można zadać pytanie – jakie wartości powinny spajać Europę jutro? Jednakże nie tylko po to, żeby ona przetrwała. Tylko po to, żeby mogła się dynamicznie rozwijać i zająć należne jej miejsce na samej górze wszelkich procesów globalizacji – gospodarki, kultury, polityki, wojskowości czy też tak bliskiego nam wszystkim humanizmu, który przecież jest fundamentem myśli europejskiej.

5 komentarzy

  1. Chyba tylko seks. Nic innego, tylko seks spaja Europę, ludzie to lubią i to ich dyscyplinuje.

  2. Islamski dżihad to koncepcja wymyślona i wdrożona przez Z Brzezińskiego jako odpowiedź na rosnące wpływy ZSRR w Azji i na Bliskim Wschodzie. Zamiast rywalizować z sowietami w inwestycjach w infrastrukturę taniej było zbroić i buntować fanatyków. W Afganistanie wyszło śpiewająco i USA powtarzają ten schemat do dzisiaj. Kalifat jak dżin z butelki wyskoczył (pod nosem mossadu) właśnie w momencie, gdy Irak zbliżył się z Syrią i Iranem. Przypadek? Nie – terroryzm to najlepsze i najtańsze narzędzie destabilizowania opornych imperialistom krajów. Kiedy “kalifat” zrobi swoje w Lewancie, zostanie skierowany przeciw Rosji i Chinom. W tej armii najemniczej to nie idealizm (sugerowany przez autora) a materializm jest treścią. walczą tam szumowiny z całego świata pod czujnym kierownictwem agentów wywiadu. Nie szukałbym zatem wartości w tym sterowanym przez imperializm ruchu. W Libii czy Syrii nie było religijnych fanatyków – trzeba było ich tam wyprodukować na potrzeby zachodu.

  3. Jako niepoprawna idealistka podpisuję się pod tekstem autora “zamiast podsumowania”, być może w przyszłości duda się proponowane rozwiązanie.

  4. inicjator_wzrostu

    Kapitalny tekst!
    Nie lekceważmy rozważań o wartościach, lub ich braku.
    Kapitalne zdanie autora: “nie sposób wytłumaczyć młodemu Duńczykowi dlaczego ma siedzieć na jakiejś zapadłej afgańskiej pustyni i strzelać z nowoczesnego i bardzo drogiego karabinu do jakichś ludzi, którzy chcą go zabić, tylko dlatego bo on tam jest.”
    To jest puenta na przegraną Zachodu, który odszedł od wartości.
    Kierowanie się interesami Wielkiego Brata zza Oceanu – tego braku oparcia się o wartości – nie zastąpi.
    Dlatego Zachód przegra na dłuższą metę.
    A że przeróżne wywiady chcą przy chaosie wynikającym z terroryzmu upiec własne pieczenie – to normalna sprawa.

    • terroryzm jest tworzony a nie wykorzystywany – to fundamentalna różnica. Nie było go w Libii a teraz władzę tam mają ludzie alkaidy. Nie było terrorystów w Iraku itd.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.