Wojskowość

Wartość przysięgi a ryba, która zawsze psuje się od głowy

 Przysięga zobowiązuje do zachowania się w zgodzie z jej treścią. Powinniśmy podziwiać Amerykanów za ich najwyższe standardy podchodzenia do wartości i ich bezwzględne przestrzeganie. Ze względu na złamanie przysięgi – w tym przypadku małżeńskiej wobec swojej żony Holly pan gen. David Petraeus zakończył karierę jako szef jednej z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych organizacji w znanym nam świecie – Centralnej Agencji Wywiadowczej (Central Intelligence Agency).

Grzeszna namiętność w świecie waszyngtońskich elit jest kwestią codzienną, jednakże formalny dowód na złamanie przysięgi – uwaga – jakiejkolwiek – wiążącej amerykańskiego urzędnika lub oficera z amerykańskim społeczeństwem, państwem, czy też utożsamiającym ich wartości prawem – jest nie do przyjęcia. Zawsze stanowiło powód wykluczający z życia publicznego. Innymi słowy grzeszą tam prawie wszyscy, których na to stać, ale póki sprawa nie jest publicznie znana nie robi się z tego problemu.

Tutaj mieliśmy do czynienia z klasycznym dramatem jednego aktora i trzech aktorek. Aktor – wszechmocny szef – naprawdę trudno osiągnąć w karierze na tym świecie więcej – okazał się człowiekiem słabym i wrażliwym, jak widać uzależnionym od kobiet. Co w istocie rzeczy samo w sobie nie byłoby zapewne problemem, ale to że nie potrafił tego faktu utrzymać w tajemnicy i zwykłe wiadomości przesyłane pomiędzy dwiema kobietami – rzekomą kochanką Paulą Broadwell a potencjalną kolejną kochanką Jill Kelley załatwiły jego karierę.

Nie jest i nie może być wiarygodnym człowiek, który nie potrafi dochować przysięgi, w tym tej szczególnej – małżeńskiej, co więcej, jeżeli toczą o niego spór kobiety. Zwłaszcza, jeżeli to potężny przełożony prawie wszystkich szpiegów imperium! Do tego nie umie nad tym zapanować! Skandal potrójny.

Prawdopodobnie, gdyby generał odpowiednio wcześnie ogłosił, że rozwodzi się – lub ma zamiar się rozwieść, czy też rozpoczął sprawę rozwodową – nie byłoby żadnego problemu. Kwestie rzekomych przecieków tajnych faktów zostałyby wyciszone. Media zachwyciłyby się nową wybranką, odpowiednie struktury dokonały inflirtacji środowiskowej i zabezpieczenia „nowej” osoby – a całość zostałaby potraktowana, jako tymczasowa zmiana jednego z elementów podsystemu. To mniej niż kichnięcie dla struktury, którą dowodził ten pan – po prostu maleńkie ziarnko piasku więcej. Niestety pan generał z jakichś przyczyn popełnił błąd, ale w istocie nie wiadomo gdzie. Może to faktycznie ludzka słabość? Stara jak świat – pożądanie! To w praktyce nie ma znaczenia, ponieważ prawdy się tutaj nie dowiemy.

Jeżeli przyjmiemy sprawę w taki sposób, w jaki się ją przedstawia widać, że Amerykanie są bardzo zasadniczy. To niesamowity mechanizm czyszczenia elit, ze wszystkich elementów, które mogłyby zagrozić wizerunkowi formalnie uznawanemu za standardowy. Nie znaczy to, że nie ma tam zgnilizny, albowiem ona na pewno jest – tak jak wszędzie, ale liczy się to, że system wykształcił mechanizmy automatycznie wykluczające elementy naruszające idealnie lukrowaną powierzchnię przyjętej fasadowości. W tym układzie wszystko, co chroni system jest chronione wszystko, co go nie narusza – tolerowane, a każdy element, który mógłby mu zagrozić odpowiednio do stopnia zagrożenia – eliminowany.

Trzeba pamiętać, że „ryba psuje się od głowy” i każdy system runie pod ciężarem własnej inercji – tak jak starożytny Rzym, czy ZSRR – przykładów można znaleźć wiele – jeżeli tylko odejdzie od własnych zasad, które uczyniły go sprawnym i efektywnym oraz zarządzały jego stroną funkcjonalną. Jeżeli bowiem państwo amerykańskie umożliwiłoby krycie tak kulejącej sprawy jak romans szefa omnipotentnych służb specjalnych, tym samym straciłoby na wiarygodności. W ZSRR prawdopodobnie zlikwidowano by najpierw żonę, potem kochanki a na końcu aktora tego smutnego teatru – a w prasie pojawiłby się komunikat o przykrym wypadku podczas łowienia ryb nad Bajkałem lub czymś zbliżonym.

W tym przypadku mamy jednak do czynienia z sytuacją pilnowania porządku na samym szczycie władzy, a sprawa dotyczy de facto głównego pilnującego, który miał możliwość inwigilować innych. Tym bardziej dziwi to, że całość wyszła na jaw, albowiem „tego typu” struktury muszą odpowiednio wcześniej tego „typu rzeczy” wiedzieć, gdyż w przeciwnym wypadku nie byłyby właśnie tego typu strukturami. No chyba, że to co widzimy to przedstawiony wariant przyjętego formalnie scenariusza – załatwiającego zmianę na zewnątrz. Teoretycznie CIA nie może działać na terenie USA, zwłaszcza przeciwko własnemu szefowi, ale koncepcja „podłożenia świni” i możliwość rozegrania zagadnienia przez „jakieś czynniki” mógłby spowodować globalne trzęsienie ziemi. Kierunek myślenia jest banalny – albo USA są wiarygodne a w konsekwencji tak potężne, że nic nie da się im zrobić, albo coś jest nie tak zwłaszcza, że dwie kobiety wymieniając się pocztą elektroniczną mogą doprowadzić do zmian na najwyższych organach władzy, wówczas USA są już mniej wiarygodne. Jest jeszcze trzecia opcja – właśnie ta mroczna możliwość, że za wydarzeniami „ktoś” stoi, tym bardziej przerażająca, jeżeli objawią się poszlaki wskazujące, że to ktoś w ramach tzw. gry wewnętrznej. W takim przypadku nie można już w ogóle mówić o wiarygodności. Nie wspominamy już nawet o tym, że w tle wydarzeń jest drugi mężczyzna – także wojskowy i to kluczowego znaczenia w sensie operacyjnym, bo dowódca sił koalicyjnych w Afganistanie – John Allen do niedawna praktycznie pewny nominat na adekwatne stanowisko w Europie. Podobnie wszelkie inne kwestie pozostają jedynie w sferze domysłów jak np. kogo i kto “przetrzymywał” w Libii i dlaczego zaatakowano tam Amerykańską ambasadę. Nic się nigdy nie dzieje bez przyczyny.

Jakieś skojarzenia do „afery smoleńskiej”? Próba poszukiwania „wielkiego reżysera” – nie proszę państwa w USA to nie jest możliwe. Albowiem nawet, jeżeli był „wielki reżyser” i ktoś generałowi podłożył świnię, to w interesie systemu jest w taki sposób uciszyć/wyłączyć/przekonać tego „ktosia”, żeby nie została naruszona równowaga, a społeczeństwu przez wyćwiczone i posłuszne media przedstawia się bajeczkę o dwóch pięknych kobietach – kochankach, rywalizujących ze sobą (nie na żarty) o względy prawdopodobnie znudzonego o wiele mniej atrakcyjną wizualnie żoną człowieka władzy. Sprawa na pewno jest już wyciszona i załatwiona, tak że nie stanowi zagrożenia dla interesów USA, a to że aktorzy – muszą teraz odegrać swoje role to inna kwestia, ale to się im po prostu po pierwsze opłaca (napiszą książki, pokażą zaplamione sukienki, sprzedadzą na aukcjach internetowych cygara służące wiadomo do czego itp.), jednakże nie puszczą pary z ust o co w tym rozdaniu chodziło naprawdę, gdyż – to właśnie drugi powód – bardzo łatwo może okazać się, że jedna lub druga pani przedawkowała „nieznaną substancję” w jakimś pokoju jednego z wielkich hoteli gdzieś na Florydzie a pan generał miał nieszczęśliwy wypadek lub nawet nie wytrzymał psychicznie i targnął się na życie we własnym domu. Co najwyżej za 50 lat, ktoś w Hollywood zrobi z tego dobry scenariusz i powstanie fantastyczny film o „grze wywiadów” u progu nowej ery.

Tak już na marginesie, chyba nikogo nie zaskakuje, że „romans” wypłynął po głosowaniu w wyborach prezydenckich, a może właśnie dlatego?

Pamiętajmy – to jest aktywne i potężne imperium – tam nie ma żartów. Amerykanie wiedzą, że im nikt nie pomoże, alternatywą dla potęgi jest niewiadoma, dlatego wolą być potęgą. Trzeba brać z nich przykład, ich podejście do zasad rządzących elitami bardzo by się nam przydało. Pamiętajmy „ryba zawsze psuje się od głowy”! Mężczyzna, który nie potrafi dotrzymać przysięgi własnej żonie nie daje gwarancji wierności swojemu krajowi. Bo czymże jak nie ochroną rodziny jest cały system?

2 komentarze

  1. Czyli w gruncie rzeczy słaby to „system”: „przyjęta fasadowość z idealnie lukrowaną powierzchnią”? Fasada, lukier… czy to nie jest jednak, abstrahuję od realności idealnego systemu ludzkiego, istotna słabizna, która niesie zarzewie potencjalnej klęski?
    Czy uzasadniona jest nadzieja, że miewamy do czynienia z systemami najwyższego rzędu – państwo/kraj – obiekty x relacje = sposób istnienia – charakteryzującymi się optymalną strukturą obiektów/elementów systemu w przyjętym zbiorze kryteriów i ryzyk, zharmonizowanymi relacjami oraz zsynchronizowaniem działań?
    Czy upadki państw, cesarstw, miast… były wynikiem marności ich fasad czy słabości tyłów?
    W oparach absurdu, szaleństwa i… pożądania.

    • Z przyjemnością odpowiem, bo to bardzo ciekawe pytanie – zwłaszcza, jeżeli wcześniej byłby Pan wspaniałomyślny i udzielił naszej fundacji wsparcia w dowolnej kwocie. K.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.