Polityka

Warszawskie „Miami Vice” a demokracja

 Miło się ogląda dowody jak ktoś, kogo się podejrzewa o bycie pospolitym idiotą okazuje się idiotą wybitnym. Można boki zrywać, śmiejąc się z naiwności osoby niedarzonej sympatią, którą ex-koledzy załatwiają właśnie publicznie poprzez ujawnienie kilku zdjęć. Niestety robi się nieco smutniej w momencie, jak człowiek sobie uświadomi, że hulanki, obmacywanie panienek, wachlowanie się pieniędzmi i obwożenie w limuzynie w majtkach Hendersona – następowało za jego w około 1:38.000.000 części pieniądze. Po uświadomieniu sobie tego faktu, że w tym samym czasie, kiedy pewni panowie bawili się w warszawskie „Miami Vice” – inni umierali z braku dostępu do specjalistycznych metod leczenia. Tak po ludzku, trzeba po prostu zapytać o efektywność i procedury działania tych tajnych służb.
Jeszcze bardziej sprawa dziwi, jeżeli uświadomimy sobie, do czego miała służyć wysoko specjalizowana tajna policja, jaką z istoty swojego przeznaczenia miało być Centralne Biuro Antykorupcyjne. W ustawie o CBA zapisano, że jest to służba specjalna powołana do zwalczania korupcji w życiu publicznym i gospodarczym, w szczególności w instytucjach państwowych i samorządowych oraz do zwalczania działalności godzącej w interesy ekonomiczne państwa. Abstrahując od politycznych proweniencji samego rodowodu tej służby, stworzenie takiego organu w państwie kultury łapówkarstwa, jakim jest Polska – to doskonały pomysł. Jednakże trudno ulec wrażeniu, po tym, co mogliśmy zobaczyć na zdjęciach, że ten podmiot realizował swoje zadania w sposób odpowiedzialny i tak jak powinien, w szczególności – przy pomocy odpowiedzialnych, rozsądnych i przestrzegających regulaminów ludzi.
Z wygłupiania się z kolegami na imprezie towarzyskiej nie można robić funkcjonariuszom tajnych służb wyrzutów, albowiem mogą się wygłupiać po alkoholu z kolegami ile chcą, ale już za to, że pozwolili sobie zrobić zdjęcia, których jak się okazało nie zabezpieczyli – należałoby ich zwolnić a już niepracujących pozbawić uprawnień emerytalnych. Tylko i wyłącznie z powodu braku profesjonalizmu, albowiem agent nie może pozwolić na to, żeby ktokolwiek nawet z jego najbliższego otoczenia – na niego “coś” miał, może z wyjątkiem żony, aczkolwiek – w naszych służbach i mundurówce – te legalnie donoszą przełożonym mężów, że np. mąż ma skłonności do alkoholu, dziwne upodobania seksualne (podczas rozmów z paniami psycholog), albo np. za bardzo je bije lub dzieci. Poza takimi słabymi stronami jak żona, polscy agenci, policjanci i żołnierze – zwłaszcza w służbie operacyjnej nie mogą mieć innych słabości, albowiem od tego jest kontrwywiad i wszelkiego rodzaju służby wewnętrzne, żeby takie sprawy wyłapać i móc interesariusza wewnętrznie przyszpilić – jak podskoczy przełożonemu, albo jak już ma dostać awans – dla zasady podcina się skrzydełka. Niestety tak te mechanizmy działają, człowiek nie może być nigdy pewien, że jest wśród przyjaciół, z którymi cokolwiek ustala „poza” przełożonymi – oczywiście z banalnego powodu, albowiem gdyby na to pozwolono – powstawałyby “poziomki” i nie byłoby kontroli a ci ludzie mogliby robić rzeczy o jakiś się nie śni. Z tych właśnie względów we wszelkich służbach obowiązuje zasada – moim przyjacielem jest mój … powiedzmy przełożony.
To, co zaobserwowaliśmy na ujawnionym niedawno przez jedną z gazet materiale fotograficznym oraz zeznania rzekomego kolegi bohatera warszawskiego „Miami Vice” – przekracza wszelkie granice tolerancji na potrzeby pracy operacyjnej służb zaangażowanych w działania w istocie policyjne. Jeżeli ci panowie działaliby w strukturach wojskowych – np. w kontrwywiadzie, to tam można zaakceptować i majtki Hendersona i Audi za pół miliona – jak również ocieranie się naskórkiem o pieniądze – dla zostawienia śladów dla obcych służb. Natomiast my tutaj mieliśmy do czynienia z przygotowywaniem prowokacji przeciwko obywatelom Polski – działających do wewnątrz – dodajmy – rzekomo działających. Tutaj, gdy nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa – powinny obowiązywać ścisłe kwity, przetargi, depozyty, system nadzoru – przecież to są pieniądze publiczne – a nie haracz z b…..i! Przepraszam czytelników za dosadność, ale inaczej tego nazwać nie można, albowiem to, co widzieliśmy to nie tylko brak profesjonalizmu, ale to po prostu sprzeczność ze zdrowym rozsądkiem. Jeżeli jakiś agent tajnej policji – odczuwa potrzebę półnagiego fotografowania się z dowodami przeznaczonymi do prowokacji – np. pieniędzmi – a nie działa z rozkazu przełożonego – to znaczy, że coś mocno z nim jest nie tak i najdelikatniej mówiąc – sięga do niezdrowych podniet, zamiast koncentrować się na wykonaniu zadania. Cała sprawa wygląda w ten sposób, jakby grupa chłopaków depilujących się woskiem, noszących buciki z delikatnej skóry i majtki z jedwabiu – chciała przy pomocy wykreowaniu fikcji stworzyć nadrzeczywistość, w której umoczyłaby mniej lub bardziej niewinnych ludzi. A to wszystko przy braku bezpośredniego nadzoru ze strony przełożonych, jasnych procedur, poleceń, scenariuszy, do tego na wesoło się fotografując przy dowodach rzeczowych.
Zupełnie na marginesie można zapytać, – jakie są procedury w CBA odnośnie postępowania z pieniędzmi przeznaczonymi na dowody rzeczowe – czy ocieranie ich o męski tors to standardowa procedura? Skąd szefowie wiedzą, czy tych pieniędzy nie ubyło, nie zostały podmienione, czy też w jakiś inny sposób nielegalnie i niezgodnie z przeznaczeniem wykorzystane? Pomijając już wartość dowodową – czy przed sądem zamierzano przedstawić numery banknotów czy badania DNA pewnego agenta z wydepilowaną klatą, który się o nie ocierał?
Oczywiście nie będąc ekspertem od pracy operacyjnej tajnej policji – nie można wyrokować o żadnych szczegółach, może rzeczywiście nasze państwo stać na to, żeby do pracy operacyjnej w tajnej policji – zatrudniać ludzi nieodpowiedzialnych, pozwalając im na nierejestrowane działania i wzajemne obfotografowywanie się. W każdym bądź razie o wiele większą winę za funkcjonowanie tej wesołej kompanii ponoszą przełożeni niż sami panowie oficerowie, albowiem nikt i nic nie może zakazać im robienia sobie przysłowiowych „jaj” w pracy, jeżeli przełożeni nie trzymają odpowiedniej dyscypliny. Dlatego też należy bardzo dokładnie rozliczyć ówczesnych zwierzchników, albowiem ktoś musi odpowiedzieć za nierejestrowane traktowanie pieniędzy publicznych. Nie chodzi przy tym, czy np. samochód mogli wypożyczyć, czy też kupić w Niemczech używany taniej i wyremontować. Jak również nie ma znaczenia, jaką kupowano agentowi bieliznę – do jego zadań polegających na utrzymywaniu bliskości z kobietami (lub mężczyznami, – czego nie wiemy do końca). Jednakże warto zobaczyć nawet wewnętrzne przepisy – pozwalające właśnie na takie działanie i twarz osoby, która się pod nimi podpisała. Co więcej warto zapytać – czy są procedury rozliczające człowieka, który dał pozwolenie na takie traktowanie pieniędzy publicznych? Dopowiedzmy – kupowanie agentom majtek i samochodów za gotówkę! Szukając w ten sposób odpowiedzialności u przełożonych – kolejnych przełożonych można by postawić przed Trybunałem Stanu – za sprzeniewierzenie lub niewłaściwy nadzór nad wydawaniem państwowych pieniędzy nawet samego ówczesnego premiera.
Jednakże w tej sprawie oprócz limuzyn i majtek męskich kupowanych za gotówkę jest jeszcze jedna raczej smutna sprawa, mianowicie podejrzenie – fałszowania przez tajną policję legitymacji prasowych (dziennikarskich) do działań operacyjnych swoich funkcjonariuszy. Jeżeli to jest prawda i okaże się, że takie praktyki miały miejsce – to można mówić o złamaniu prawa prasowego, albowiem zgodnie z nim – prawo do wydawania takich dokumentów mają tylko i wyłącznie uprawnione redakcje swoim dziennikarzom. Byłoby to wielkim nadużyciem prawa i dowodem na atak na demokrację, wymagającym jawnej komisji śledczej, – jeżeli zostałoby to potwierdzone. Wszystko mogą fałszować, nawet z metrykami i grobami włącznie, – ale akurat dziennikarstwa i przekazywania informacji powinni wystrzegać się jak penetracji własnych matek! Tylko z jednego powodu, – ponieważ tutaj bardzo łatwo o oskarżenie – wpływania na ład demokratyczny poprzez sterowanie informacjami – i żadna służba przyłapana na takim działaniu się nie wytłumaczy, że czegoś nie robiła. W ogóle nie powinna tego robić – to jest porównywalne do prawdziwego zabijania niewinnych ludzi. To zbrodnia przeciwko państwu demokratycznemu, zwyczajna hucpa i pierwszy krok w stronę bardzo wysublimowanego totalitaryzmu.
Nie może być zgody na jakiekolwiek mieszanie się służb specjalnych w sprawy mediów, nie może być zgody na funkcjonowanie tajniaków w środowiskach dziennikarskich! Nie może być zgody na fałszowanie dokumentów i prace operacyjną w tym środowisku. Ponieważ w ten sposób kończy się z demokracją. Tajny agent jak widzi dziennikarza powinien przejść na drugą stronę ulicy.
Należy postulować powołanie jawnej sejmowej komisji śledczej, która miałaby za cel wskazanie – ile było przypadków przenikania agentów i jakich służb do środowisk dziennikarskich w Polsce, z czyjego polecenia i jakich działań dokonywano. Jeżeli nie oczyścimy dzisiaj tej ujawnionej rany – to zalęgną się w niej robaki, które będą pożerały naszą demokracje z otwartej i jątrzącej rany! Nie można tolerować najmniejszego naruszenia prawa, jak również etyki w tej sprawie.
Jeżeli potwierdzi się fałszowanie dokumentów dziennikarskich i wkraczanie agentów do środowiska w celach operacyjnych – to bez wyjaśnienia i wypalenia tego zła gorącym żelazem – nie można mówić w Polsce o wolnej niekontrolowanej przez służby demokracji.

8 komentarzy

  1. Nie dość, że dziennikarstwo straciło wszelką wiarygodność, upolityczniając się do granic absurdu bo jawnie już każda gazeta (każde medium) wyłącznie swojej partii służy, to jeszcze, od teraz, nikt nie ma pewności, czy rozmawia z dziennikarzem czy z tajniakiem albo kapusiem. Ot skrajne zeszmacenie “czwartej władzy”.

  2. Agent Tomek pięknie pląsa, ma śliczny brzuszek i do tego cudowny wyraz twarzy delikatnego chłopczyka – taki “jezuskowy”… To się musi podobać polskim kobietom – wyprutym z jakichkolwiek wartości poza parciem na ścianki własnej rury i chęć posiadania kasy…
    Gratulacje dla Pana Kaczmarka – odniósł sukces zyciowy – poza tym już ma emeryturę dożywotnią przed 40 tką – a wy sobie możecie pluć na niego ile chcecie a mu do pięt nie dorastacie – jak ta cyście mądrzy zróbcie tak jak on !

  3. Stach Głąbiński

    Domyślam się, że artykuł dotyczy jakiejś afery. Skąd można dowiedzieć się, o jakim wydarzeniu jest mmowa? Bez tego wyjaśnienia cały tekst jest niezrozumiały.

  4. Jestem w zasadzie liberalny, ale wykorzystywanie funkcjonariusza Państwowego do wykorzystywania intymnego kobiet w celach operacyjnych, budzi moje obrzydzenie.
    A co z przepisami BHP w tego rodzaju operacjach i odpowiedzialności za ewentualne szkody. Czy operacje są ubezpieczane w ramach OC?
    Przecież to Państwo jest stroną w działaniach przeciwko swoim obywatelom, którzy dopiero w trakcie operacji POPEŁNIAJĄ przestępstwa!
    Tam jest mnóstwo naruszeń prawa w trakcie takich operacji, gdzie wydaje się masę PUBLICZNYCH pieniędzy, po to, by kogoś na coś SKUSIĆ, po drodze osłabiając wiarygodność osób zaufania publicznego, jakim powinni być dziennikarze.
    Ja od teraz nie zamierzam już rozmawiać z żadnym dziennikarzem, bo może to być AGENT służb.
    Ktoś tu pomylił porządki prawne i moralne.
    Nie zapominajmy, że CBA utworzyły obie “bratnie” partie: PO i PiS!
    I Oni mają czelność powoływać się zwalczanie KOMUNY?
    W tamtej totalitarnej epoce obowiązywała zasada, że cel uświęca środki, jeśli wśród 10 osób może być 1 podejrzana – należy rozstrzelać 10-ciu!
    Do tego dochodziła ideowa zasada wprowadzona przez Pawkę Morozowa, że donoszenie na własną rodzinę jest OBOWIĄZKIEM człowieka sowieckiego, karane Gułagiem w przypadku braku doniesień …
    Tamte metody były obrzydliwe, tak jak i te opisane w tym artykule.
    Tylko że tamte tyle nie kosztowały.

  5. Dobry i potrzebny tekst, doskonałe komentarze.

  6. Z ust mi to Pan wyjął. Niestety, ciągle mam je wykrzywione z niesmaku, zdziwienia i przerażenia po publikacji tych materiałów. Nie powinienem mieć już chyba żadnych złudzeń, co do miejsca w którym urodzić się przyszło.

  7. … Dostojni Żurnaliści, ja pamiętam okoliczności towarzyszące corocznemu “otwieraniu” Targów Poznańskich przez premierów czy ministrów! Dziwny był wówczas “wysyp” krawaciarzy ze znaczkami “Press” w klapach i zapewne legitymacjami “Dziennikarskimi” w kieszeniach! Tak się niestety składa, że żurnalista, nawet farbowany najlepiej się nadaje na … przykrycie, chyba że jest tak prymitywny jak .. agent “Tomek”!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.