Marketing, Ogólna

Warszawa – trudna sprawa

 Każdorazowa wyprawa do stolicy dla mieszkańca jedynej w pełni cywilizowanej części naszego wspólnego kraju tj. Krakowa – stanowi mieszaninę wyzwania, samobiczowania, przyjmowania wymuszonych ograniczeń i po prostu niemiłosiernego cierpienia. Nie chodzi o jakąś nadzwyczajną niechęć do Warszawy, jako symbolu, historii, siedziby władz państwowych itp., absolutnie nie!

Problem jest zdecydowanie inny – po pierwsze dotyka kwestii logistycznych, mianowicie Warszawa to wyzwanie – tutaj nie da się dojść z „Centralnego” do Sejmu a potem spacerkiem wzdłuż Wisły, przez most i odwiedzić ul. Francuską. Tutaj to nie jest możliwe – logistyka stolicy zniechęca, bo z jednej strony najnormalniej pasowałoby odwiedzić wszystkie miejsca na piechotę, ale w Warszawie po prostu bez samochodu towarzysko-biznesowo się nie istnieje. Chodzenie po tym mieście odpada – i dlatego jest złe!

Druga sprawa jest taka, że nawet stosunkowo mocno ustosunkowany w realiach cywilizacji krakowskiej po wyjściu z czegoś, co przypomina pociąg na „Centralnym” – człowiek staje się przysłowiowym słoikiem tzn., nie istnieje – nie ma życiorysu, nie ma, do kogo zadzwonić jak niemiłosierny strażnik próbuje zapiąć blokadę na jego prawym lewym kole – prawdziwy dramat wymagający pokornego samobiczowania się i przeklinania każdej chwili spędzanej w tym mieście. Które jest po prostu inne – inne w całości inne w każdym szczególe, to nie jest Kraków, nigdy nie był Kraków i bardzo dobrze.

Trzecia sprawa to ludność tubylcza – no niestety jest tutaj, mówi tym samym językiem, w stosunku do części posiada się nawet więzy rodzinne a do jeszcze innych jakieś mniej lub bardziej wyraźne w czasie relacje osobiste, tak, więc nie można tubylców zupełnie unikać. Jednakże każdorazowa rozmowa z takowymi, przeważnie „rodowitymi warszawiakami” kończy się zejściem na nieszczęsny temat pamięci pewnego sierpniowego dnia i następujących po nim kolejnych 63 dni sierpniowo-wrześnowej chwały. Trzeba uważać, bo tu nawet młode i atrakcyjne kobiety nie mają poczucia humoru – jak się rozmawia na te tematy, ponieważ Powstanie dotknęło chyba każdą warszawską rodzinę. Dlatego też można rozmawiać o wszystkim, jednakże jak się tylko wejdzie lub – tubylcy sprowokują temat, to nie da się uniknąć problemu, no zawsze jest zadra – gdyż nie da się nie być wystarczająco delikatnym w ocenie skutków Powstania i takie tam… Dlatego też, jeżeli chce się być zapraszanym do poważnych warszawskich domów najlepiej się nie wyrywać, a jeżeli już to delikatnie i przyjąć ograniczenie własnego intelektu, ponieważ tutaj ta sprawa nadal jest emocjonalna i chyba za naszego życia nie przestanie być, – co bardzo dobrze o nas jako Narodzie świadczy.

Jest wreszcie czwarta sprawa, która powoduje, że do Warszawy z Krakowa się tylko przyjeżdża i szybko wraca, trudno to zrozumieć, ale życie w mieście, które nie ma prawdziwego rynku, prawdziwych Sukiennic no i Wawelu – jest po prostu niemożliwe. A przynajmniej nie godzi się człowiekowi mającemu jakiś poziom szacunku do samego siebie i reprezentującego jakiś tam poziom kultury – nawet bronowicki! Z tego powodu – no trudno, trzeba użyć tego słowa, ale po prostu z olbrzymiej tęsknoty – po prostu przebywanie gdziekolwiek poza Krakowem, a zwłaszcza w Warszawie nasila nieskończoną tęsknotę za naszym Miastem. W konsekwencji tęsknota powoduje niemiłosierne cierpienie, którego nie da się w żaden sposób zaleczyć – tylko widok Dworca Głównego, tylko widok tych Błoń, tylko widok tego Miasta, które jest jedyne, ponad wszystkie inne i niepowtarzalne powoduje spokój krakowskiego serca.

No i to poczucie wyższości kulturowej nad Warszawą… No i chleb w Krakowie lepiej smakuje, a krakowskie powietrze czyni szczęśliwym!

Żegnaj Warszawo – nie miej nam za złe, ale naprawdę cywilizacja kończy się za Miechowem, potem na północy już nic nie ma i nie ma niczego, co powodowałoby, że warto zostawić Kraków, chociaż na kilka chwil, ponieważ Kraków jest Krakowem – miastem godnym Boga, które podobnie jak tenże nie potrzebuje już żadnych określeń – wystarczy pomyśleć Kraków i wszystko jasne…

6 komentarzy

  1. Dobre, śmieszne, prawdziwe 🙂

  2. no i znowu wyjdzie, że mamy kompleksy… No ale skoro je mamy to są najcudowniejsze kompleksy, bo nasze! Krakowskie!

    • Wrocławiak

      Szczerze mówiąc wyszło :D, ale z początku wydawało mi się, że tekst jest jakąś satyrą na stereotypowego krakusa. Zdaje się, że jednak nie jest. Nie szkodzi, wciąż jest śmieszny 😉

  3. Kocham Kraków, Warszawę powiedzmy też, wiadomo stolica więc wypada. Należy jednak dodać, że jest zasadnicza różnica pomiędzy Warszawą a “warszawką”.
    – Kiedy zanika życie kulturalne w Warszawie
    – Jak odjeżdża ostatni pociąg do Krakowa.
    Ja natomiast mam to szczęście, że mieszkam w Polsce B. Choć w wakacje jest to uciążliwe ponieważ wielu Warszawiaków przyjeżdża na Mazury i ceny w sklepach rosną. Dodam jeszcze, że przeciętny Warszawiak nie odróżnia Warmii od Mazur. Natomiast doskonale da się odróżnić “aborygena” tak nas mianują od przyjezdnych.

  4. Komentował nie będę. No bo co można by dobrego o Warszawce napisać?
    Kompletnie nic.
    Duże, śmierdzące miastko ze Złotymi Tarasami. I Sejmem.
    No czy może być coś bardziej obciachowego?
    Eh…
    Byłem dziś na spacerze na Bulwarach Wiślanych. Niby ta sama Wisła co w Warszawie… Ta sama a jednak jakaś inna:)

    Leszek.

  5. Po pierwsze kłamstwo – spokojnie się da, tylko trzeba wiedzieć którędy iść i mieć kondycję Korzeniowskiego 😉
    Po drugie prawda ale to realia każdego obcego, przyjezdnego do każdego większego miasta, w tym warszawiaka w Krakowie!
    Po trzecie prawda – o ile się nie ma minimum empatii dla ofiar wojen i pamięci o nich (zamordowanych w 1944 dwu braci dziadka autora)
    Po czwarte – chyba najwięcej szkody wyrządzono by Krakowowi gdyby na powrót stał się stolicą – Dworzec Główny był by za mały, Błonia by zabudowali, a smród większy niż przed zamknięciem Skawiny. Dlatego
    “Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
    chociaż tak lubicie wracać do symboli
    bo się zaraz tutaj zjawią
    butne miny święte słowa
    i głupota która aż naprawdę boli
    u nas chodzi się z księżycem w butonierce
    u nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze
    i odmiennym jakby rytmem
    u nas ludziom bije serce
    choć dla serca nieszczególne tu powietrze
    Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
    niech już raczej pozostanie tam gdzie jest
    najgoręcej o to proszą
    dobrze ważąc własne słowa
    dwa Krakusy Grzegorz T i Andrzej S.”
    Po piąte (do Leszka). Będąc raz w okresie bożego narodzenia w Loretto podczas spowiedzi świętej spowiednik poznawszy miejsce mego zamieszkania, pozwolił sobie na podobny komentarz “czy może być coś dobrego z Warszawy?”, na co usłyszał “czyż może być co dobrego z Nazaretu (J 1,46)”?. Nie pisz Leszku takich rzeczy by się ktoś kiedyś Ciebie nie spytał takim lekceważącym tonem o Twój ukochany Kraków.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.