Wojskowość

Walka na dwa fronty – odwieczne wyzwanie?

 Musimy przygotować naszą armię, nasze społeczeństwo i nasze państwo do walki na dwa fronty tj. do sprostania niebezpieczeństwu na dwóch głównych z punktu widzenia historycznego kierunkach zagrożeń. To jest nasza międzypokoleniowa racja stanu i najważniejsze zadanie dla państwa. Czy to się nam podoba czy nie, jak bardzo myślimy o świecie w kategoriach bezpieczeństwa, budowania dobrobytu i rozwoju podczas pokoju – nauczeni doświadczeniami historycznymi, nie możemy zapomnieć o przeszłości. Co więcej musimy wyciągać jedyne realne wnioski na przyszłość, a ich suma nie może być mniejsza od najczarniejszych doświadczeń historycznych.

Bardzo sceptycznie trzeba podchodzić do wszelkich sojuszy, zwłaszcza z tymi państwami które się nie sprawdziły jako sojusznicy, powołując się na radykalną zmianę okoliczności jako powód uzasadniający porzucenie nas. Pragmatycznie powinniśmy podchodzić do dawnych wrogów, obserwując na ile zmieniły się ich geopolityczne i geostrategiczne cele, ponieważ bardzo wiele jest tutaj do ugrania i niekoniecznie musi się powielić historyczny scenariusz. Co oczywiście nie oznacza, że nie może się wydarzyć scenariusz jeszcze gorszy od najczarniejszych jakie znamy z doświadczeń historycznych.

Przebywanie w sojuszu gospodarczym i wojskowym z dwoma z państw spośród których możemy się spodziewać potencjalnych zagrożeń na podstawie doświadczeń historycznych to oczywiście nasz wielki atut, w pewnym sensie także sukces. Musimy jednak pamiętać, że jedno z tych państw jest najpotężniejszym graczem na kontynencie i traktuje sojusz gospodarczy do którego współprzynależymy zupełnie inaczej niż my. Dla tego państwa ten sojusz gospodarczy jest instrumentem do zwielokrotniania jego potęgi, dla nas jest racją stanu – wskazaniem sposobu na przetrwanie, trwanie i rozwój, a to powoduje że jest olbrzymi dysonans w samodzielności myślenia o znaczeniu i celach istnienia tegoż sojuszu gospodarczego pomiędzy nami a tym państwem. W miarę rozwarstwiania się interesów poszczególnych krajów – członków sojuszu – ta dychotomia podziałów będzie zyskiwać na znaczeniu, jednakże nim stanie się jawna to musiałoby się coś nadzwyczajnego wydarzyć, na co się nie zapowiada więc pod tym względem ciągle będziemy w uśpieniu. Oznacza to jednostronną przewagę i budowanie przewagi w naszych relacjach przez to państwo. Przypomnijmy, dla nas sojusz gospodarczy to być albo nie być, a dla tego państwa to tylko narzędzie do budowy własnej potęgi. Jeżeli to państwo będzie chciało wyjść z sojuszu gospodarczego i zbudować „coś nowego”, wówczas nie mamy żadnych gwarancji, że nie powróci do co najmniej 300 letnich pryncypiów własnej geopolityki!

Jedyną wówczas gwarancją chroniącą nas przed konfliktem z tym potężnym państwem jest treść sojuszu wojskowego, w którym wspólnie z nim jesteśmy ale tylko i wyłącznie przy łącznym spełnieniu się trzech warunków. Po pierwsze, że będziemy mieli na tyle znaczący potencjał, że zaatakowanie nas będzie oznaczać trwałą i znaczną stratę (stąd postulat posiadania broni jądrowej); po drugie że do naszych relacji nie wmiesza się trzeci gracz z innego tradycyjnego kierunku zagrożeń, czyniąc relację asymetryczną na wzór tej z września 1939; po trzecie że nad sojuszem obronnym nadal swój parasol ochronny będą rozpościerać Amerykanie, nie dopuszczając do skrystalizowania się konfliktu. Warto o tym pamiętać w kontekście tlącego się od lat konfliktu pomiędzy dwoma innymi państwami tegoż sojuszu obronnego, gdzie w razie konfliktu art. 5 traktatu nie zadziała. To może mieć dla nas znaczenie kierunkowe – w razie konfliktu z sąsiadem z sojuszu obronnego tylko potężny amerykański autorytet może nas uratować. Sami będziemy skazani w najlepszym wypadku na upokorzenie, no chyba że będziemy potrafili zadać przeciwnikowi śmiertelny i bolesny cios a zarazem odstraszyć padlinożerców, którzy swoim złodziejskim zwyczajem chcieliby się pożywić kosztem Rzeczpospolitej.

Niestety z drugiego z tradycyjnych kierunków zagrożeń można się spodziewać wielkich niewiadomych. Na samym początku rozważań musimy sobie uświadomić, że jest to kierunek rozczepiony, to znaczy mamy co najmniej trzy możliwości wejścia w konflikt z trzema potężnymi i uzbrojonymi po żeby krajami w różnych konfiguracjach. Tutaj niekoniecznie musi dokonać się wielka zawierucha, żeby nas upokorzyć lub do tego stopnia zagmatwać w wydarzenia, żebyśmy toczyli wojnę, której nie chcemy i na którą nie mamy najmniejszej ochoty. Wystarczy bowiem wojna domowa w jednym z państw, z którym graniczymy i w ekspresowym czasie będziemy poddani oddziaływaniu fali uchodźców, presji własnej opinii publicznej mającej na celu wzięcie pod ochronę mniejszości narodowej tam pozostającej, jak również z pewnością władze w Warszawie otrzymywałyby różne propozycje udzielenia wsparcia, żeby toczyła się gra.

Problem polega na tym, że do póki rządzą nami ludzie rozsądni i pragmatyczni – nie damy się wmanewrować w różnego rodzaju dziwne relacje i współzależności. Jednakże może za niedługo być tak, że mogą nami rządzić ludzie, którzy w zawierusze na wschodzie mogą zacząć upatrywać dla nas okazji do zniwelowania historycznej niesprawiedliwości, która się przydarzyła.

Największym zagrożeniem jednak z tego kierunku są ambicje największego Imperium, dla którego nasze terytorium jest naturalnym przedłużeniem terytorium własnego, a zarazem dogodną bazą logistyczną umożliwiającą panowanie nad całością obszaru, w tym szachowaniem zachodu. Tak było zawsze a od czasu wojen napoleońskich jest to czytelne dla każdego stratega, ten kto ma pod kontrolą terytorium Polski centralnej, ten ma przewagę strategiczną w regionie jeżeli chodzi o możliwość realnego oddziaływania na otoczenie. Po prostu nie ma lepszego terenu do działania dla wielkich związków pancernych, których się powstrzymać nie da, a na pewno jest to niesłychanie trudne.

Mając zatem na uwadze także zagrożenie z tego kierunku musimy, przy pełnej świadomości niekorzystności wszystkich czynników być w stanie do zadania śmiertelnego ciosu, który byłby naszą odpowiedzią na atak ze strony przeciwnika. Sama obrona, jakkolwiek heroiczna na nic się nam nie zda – tylko poprzez potencjalny atak na terytorium nieprzyjaciela możemy uświadomić mu, że prowadzenie z nami wojny pełnoskalowej mającej na celu zajęcie terytorium oznacza wojnę na wyniszczenie. W ten sposób znacząco podnosimy stawkę, jednakże jest nią nasze bezpieczeństwo i przetrwanie. Przy czym w momencie ziszczenia się najczarniejszego scenariusza musimy mieć świadomość, że podpalilibyśmy w ostateczności cały świat, ale nie dalibyśmy się wziąć żywcem. Tą samą świadomość musieliby mieć nasi nieprzyjaciele, że zajęcie Polski może oznaczać tym razem początek końca.

Reasumując powyższe – musimy posiadać spory arsenał broni niekonwencjonalnej oraz całą gamę niezawodnych i sprawdzonych środków jej przenoszenia. Do tego o wiele silniejsze siły konwencjonalne, ponieważ to co mamy w tej chwili nie jest odpowiedzią na żadne z wyzwań. Tylko gotowość do walki na dwa fronty, do zadania dotkliwych i ostatecznych ciosów na każdym z dwóch historycznych kierunków głównych zagrożeń może być trwałą gwarancją naszej niepodległości i samodzielności, ponieważ zmusi otoczenie do innego wliczenia naszego kraju do swoich rachub geostrategicznych i geopolitycznych. Scenariusz zniknięcia Polski z mapy musi oznaczać zgodę na początek końca, czyli używając języka Biblii Armagedon.

6 komentarzy

  1. W treści artykułu czepiać się mogę jedynie stwierdzenia o rozsądku i pragmatyczności obecnie nami rządzących. Wszak zagrożenia ze strony “padlinożercy” do zeszłego roku nie widzieli żadnego, a w “drapieżniku” widzą wciąż jedynie filantropa. Do tego, irracjonalna wiara w wiecznotrwałość sojuszy, zdaje się u nich elementem nowego dekalogu.

  2. Tak z ciekawosci.

    Jak Autor wyobraza sobie mozliwosc wejscia przez Polske w posiadanie duzej ilosci broni atomowej ?

    Kilka sztuk raczej nic nam nie da, bo Autor sam wielokrotnie wychwalal skutecznosc S300/400. Nic wystrzelonego z naszego terytorium nie doleci za daleko na wschod.

    Z drugiej jednak strony czy stac by nas bylo na posiadanie wiekszej ilosci glowic – tylu, zeby miec pewnosc, ze skutecznie kilka z nich celnie trafi we wrogie aglomeracje ?

    Czy daloby sie zachowac nasz program atomowy w tajemnicy ? Watpie w to, a nikt nie zgodzilby sie na to, zeby Polska miala atomowy straszak.

    • Witam, “autor” się rozpisywał na ten temat już tyle razy że nie ma sensu chyba się zagłębiać. Tak rzeczywiście jest z tym problem. Jednakże w kwestii bezpieczeństwa – przetrwania i przeżywalności Narodu nie może być problemów nie do pokonania, a co do S-300/400 tak to jest drugi bardzo poważny problem, ale nie takie problemy się w historii wojskowości rozwiązywało. Dlatego polecam czytać regularniej i uważniej publikowane teksty – bo było i o tym i o tym ! Z tą reasumpcją, że jest to problem w naszych realiach (tu i teraz) raczej nie do przejścia.
      Oczywiście ma pan rację i rozumiem sugestię, że “ścieżka dojścia do ABC” była by bardzo ciekawym tematem do rozpisania. Może kiedyś jak będzie więcej czasu, ale zachęcam pana do przeprowadzenia takiej symulacji…
      Serdecznie pozdrawiam K.

  3. Nikt nas nie zaatakuje i nie będzie okupował, bo to są koszty. Lepiej żeby “Naród Pomiędzy Dwoma” sam pilnował interesów “Tych Dwóch” sąsiadów – co już zaczyna mieć powoli miejsce.
    Dlatego trzecim graczem, zagrażającym Polakom są Oni sami.
    To znaczy brak jedności w Narodzie i głupota, którą wpajają im posłuszne media i różni agenci wpływu oraz tzw. użyteczni idioci …

  4. Polska,w obecnych czasach i obecnej sytuacji politycznej nie jest w stanie wygrać samodzielnie jakiejkolwiek wojny/powstania.Wiem, że sojusze zawierane po wsze czasy, przetrwały zaledwie dwa lata, zatem są niepewne.Ze względu na swoje położenie geograficzne rządzący w Polsce powinni starać się zachować politykę równowagi pomiędzy wschodem a zachodem, tak mawiał już marszałek Piłsudski.Od siebie dodam, że Polska powinna zachowywać się bardziej jak Szwajcaria i starać się o status państwa neutralnego. Tym samym, zamiast wydawać ogromne pieniądze na MON lepiej wydać te środki na naukę. Nauka to inwestycja, która zwraca się wielokrotnie.Ponadto mając osiągnięcia naukowe Polska będzie rozpoznawalna w świecie. Natomiast gdy kupujemy jakieś nieloty czy inne u-booty to Świat się śmieje.

    • Z tym, że właśnie państwa decydujące się na neutralność, zmuszone są do zwiększania swoich nakładów na zbrojenia. I traktują to jako oczywistość. Osobna kwestią jest: na ile ta neutralność będzie szanowana przez sąsiadów? Stosunkowo łatwo, acz nigdy tanio, jest być neutralnym, gdy mieszka się w trudnodostępnych górach, bądź na półwyspie w otoczeniu słabszych od siebie. Trudniej o neutralność, gdy leży się na nizinnej “autostradzie” między wschodem, a zachodem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.