Społeczeństwo

W tym kraju trudno jest tańczyć inaczej niż grają…

 W mieście M pan P został mianowany dyrektorem departamentu D w urzędzie U. Trzeba przyznać, że został mianowany dość niespodziewanie, albowiem poprzednia dyrektor na tymże stanowisku, wcześniejsza przełożona P została dzięki atutom osobistym zatrudniona w innej bajce. Nominacja P była dla wszystkich zaskoczeniem, w tym dla samego P oraz co jest szczególnie istotne dla interesariuszy urzędu U, w mieście M, którego to dyrektorem departamentu D od spraw S został właśnie nasz bohater P.

Przez lata bycia pracownikiem podległym byłej dyrektor P jak i inni pracownicy departamentu doskonale zdawali sobie sprawę ze specyfiki pełnienia funkcji przez tamtą panią jak również z jej skali wolności i niepodlegania np. kontroli, co umożliwiało przez lata osiąganie znacznych korzyści osobistych np. w postaci budowy kapitału relacyjnego umożliwiającego w końcu upragniony awans. Niestety departament D przez lata nie funkcjonował dobrze, z jako tako przędącego departamentu zmienił się w folwark pani dyrektor, utrzymywany na powierzchni jej osobistymi – podobno bardzo bliskimi (stwierdzone w lokalnej prasie) – relacjami z przełożonymi najwyższego stopnia. O ile sprawy obyczajowe i po prostu złe prowadzenie się poprzedniej szefowej pracowników nie interesowało, to jednakże zwracali uwagę na praktyki składania dyspozycji. W departamencie do praktyk powszechnych należało ręczne sterowanie wszelkimi procesami, z instrumentalnym wskazywaniem rozwiązań – nie zawsze najbardziej korzystnych wedle kryterium doboru ekonomicznego lub celowościowego, natomiast zawsze przynoszącego osobiste korzyści – z zasady relacyjne ówczesnej głównodowodzącej.

W momencie jak P został dyrektorem departamentu D, natychmiast wieść się rozniosła po powiecie, a powiat to w istocie nie duży, jak wszystkie inne powiaty – może ludny, ale to nie ma znaczenia dla specyfiki pracy departamentu D. Ważne jest to, że dla wielu ludzi z lokalnego układu trzymającego władzę i decyzje kierunkowe innych urzędów nowy dyrektor P w departamencie D stał się obowiązkowym punktem odwiedzin i zaproszeń – mających na celu włączenie P do rytualnego tańca wszystkich decyzyjnych na danym terenie – oczywiście na jego poziomie. Taniec polega na tym, że nie można się ani wychylać, ani spóźniać, ewentualnie przysłać zastępcę, jednakże – zawsze trzeba przychylnie wypowiadać się o orkiestrze – jak ładnie gra, o przygotowaniu sali, – jaka wspaniała, no i o ochronie, albowiem ochrona jest zawsze ważna w przypadku powiatowych imprez tanecznych a nawet zwykłych potańcówek. Kto zadrze z ochroną ten nie istnieje. Po prostu. Wielu się o tym przekonało, niestety miał się przekonać także dyrektor P.

Pewnego dnia przyszedł do niego do departamentu dyrektor z innego urzędu UU z tego samego miasta M w sprawie dość błahej, jednakże wymagającej od dyrektora P zajęcia pryncypialnego stanowiska i wydania opinii umożliwiającej – dzianie się pewnych spraw mających pewne znaczenie, w tym także finansowe, albowiem od opinii departamentu D – w kilku węzłowych sprawach dla całego powiatu bardzo wiele zależy. P poczuł się nieswojo w momencie jak obcy dyrektor – innego urzędu – generalnie jego klient złożył mu wprost propozycję, że jeżeli on teraz zatańczy Krakowiaka, to za jakiś czas – jak jeszcze się sprawdzi to zaproszą go na bal przebierańców gdzie nazwijmy to obrazowo – jest wyśmienity catering.

P ujęty całym wcześniejszym negatywnym doświadczeniem z okresu obserwowania harców poprzedniej dyrekcji pomny tego jak o harcach, hulankach i swawoli doskonale wszyscy wiedzieli w departamencie i nie tylko – stwierdził, że on będzie uczciwy – nie będzie zabiegał o możliwość wzięcia udziału w balu przebierańców, jak również nie uczni niczego, co ułatwiałoby ziszczenie się pewnych faktów jak np. proszone zatańczenie Krakowiaka! O nie – powiedział P do obcego dyrektora – ja wam nie zatańczę jak mi zagracie! Są procedury, jest droga służbowa, jest prawo i są ochroniarze – nie ma powodu tańczyć wtedy, kiedy ktoś chce i to akurat taki taniec, jaki komu wygodny, albowiem w istocie właśnie departament D w interesie miasta M i powiatu, w którym miasto się znajduje powinien bardziej myśleć o tańcach dyskotekowych – nowoczesnych, zwiewnych i wygodnych, a nie Krakowiaku – symbolu kołtuństwa, zastania, układów, układzików, dobierania partnerów, – co prawda tańca skocznego i z przytupem, jednakże z góry w nim wiadomo jak się potoczy i jaką rolę mają poszczególni uczestnicy. Rozmowa stała się trudna, obcy dyrektor bez podania ręki i słowa pożegnania – wyszedł z gabinetu P, nie zamykając drzwi za sobą – nonszalancko z uśmieszkiem popatrzył się w dekolt nowej sekretarki P – jego wielkiej słabości i odszedł mrucząc coś pod nosem.

P był dumny z siebie – dał odpór filistrowi, nie zgodził się de facto na poważne ograniczenie interesów swojego powiatu w zakresie niektórych istotnych pól decyzyjnych. W wyniku wstrzymania się z decyzją – interesariusze zewnętrzni nie mieli, bowiem automatyzmu – każdorazowo muszą przeprowadzać cały proces negocjacji, – co może być bardzo korzystne dla stanu finansów powiatu, w którym znajduje się miasto M jak i ich mieszkańców – korzystających na zwiększonej aktywności administracji innego typu.

Kolejne tygodnie P żył swoim nowym dyrektorskim życiem, szczęśliwy z pełnionego obowiązku, posiadanych pieniędzy oraz nowych znajomości, jednakże po około miesiącu – sekretarka ze zdziwieniem zażartowała do koleżanki, że jakoś przestały przychodzić zaproszenia od innych urzędów do współpracy, spotkania – a nawet ze zdziwieniem stwierdziła, że telefon jakoś dzwoni rzadziej w zasadzie milczy. Podsłuchał to P i błyskawicznie skojarzył fakty – dyrektor obcego urzędu – wystawił mu w związku tanecznym czarną opinię, jakoby tenże P., nie tylko odmówił mu zatańczenia banalnego Krakowiaka, ale wręcz straszył jakimiś procedurami, mówił coś o tak abstrakcyjnej dziedzinie jak prawo czy też wspominał nawet o ochroniarzach, że mógłby się do nich odwołać – jak natrętny dyrektor będzie go do tegoż Krakowiaka zmuszał.

Rzeczywiście tak się stało – tenże obcy dyrektor był balonem próbnym mającym na celu sprawdzenie przez związek taneczny i związek miłośników tańców lokalnych oraz pląsów wszelakich – jak zachowa się P w nowej sytuacji, czy będzie można się z nim po ludzku – jak tancerz z tancerzem dogadać, czy też ewentualnie będzie się cenił? Nikt natomiast nie spodziewał się, że P w sposób brutalny złamie regułę od zawsze panującą na lokalnym terytorium, a w zasadzie reguły: po pierwsze – tancerze wszystkich branż łączcie się po drugie – tancerzom wolno więcej no i po trzecie – tancerz – tancerzowi rękę po tańcu myje! Już o tak oczywistych zasadach jak milczenie na temat szczegółów tańca, a nawet o samym fakcie jego odbywania – to nie trzeba wspominać, to wie, bowiem każdy, kto miał możliwość przypatrywać się ekwilibrystyce naszych mistrzów! Robią swoje – jadą z Walca, Oberka, Mazurka, czy też tego Krakowiaka – orkiestra po cichu gra, kroki znają – bez rozgłosu, nawet filcowe łapcie sobie zakładają, żeby nie było słychać zbyt głośno, albo żeby niewtajemniczeni myśleli, że oni meble przestawiają – albo, co jest najlepsze – czyszczą podłogę w Sali!

Złe wieści o P bardzo szybko się rozeszły, – że nie tańczy i tancerzom grozi, co w istocie było nieprawdą, bo P wolałby o tańcach milczeć, jednakże dorobiono mu gębę, co się zowie, albowiem tak właśnie działają wszelkie koterie – prezentują to, co się im opłaca, chroniąc interesy swoich członków. Niestety pech chciał, że urzędnicy podlegli P – od czasu do czasu musieli coś załatwić w innych urzędach i nie tylko, jednakże zawsze jak gdzieś dzwonili lub sam P., pisał pismo formalne – zgodne z procedurami, prawem i absolutnie nie do podpadnięcia ochroniarzom – sprawa ślimaczyła się w nieskończoność lub w ogóle nie dawała się załatwić. Było to przykre, albowiem z czasem zaczęło się odzwierciedlać na wynikach pracy całego departamentu D, który obecnie nie posiadając osobistego parasola głównego szefostwa zaczął podlegać pod zwyczajowe w urzędzie kontrole wyników, terminowości i merytoryki prowadzonych działań. W efekcie – P wszędzie napotykał na mur zobojętnienia, tak, że aż do jego zwierzchników dotarło, że w departamencie D – są kłopoty.

Przełożeni tylko na to czekali, albowiem okazało się, że są nie tylko tancerzami, chociaż nie tańczą, ale są współwłaścicielami całej szkoły tańca! Negatywne wiadomości, jakie do nich dotarły o P spowodowały konsternację i chęć wyprostowania spraw, albowiem nikt się nie spodziewał, że w sumie banalne sprawy, – ale istotne w procesie organizacji warsztatów tanecznych będą tak utrudniały wszystkim życie.

P na polecenie przełożonych sporządził formalną notatkę rzetelnie i dokładnie wskazując powody, dla których pewne rzeczy nie szły tak jak powinny pod jego rządami, nie pisząc oczywiście ani słowa o tym, że odmówił zatańczenia Krakowiaka – albowiem o tym się w pismach urzędowych nie pisze, aczkolwiek wszyscy wiedzą, jaka jest waga poszczególnych spraw. P liczył na to, że zasłoni się procedurami, formalnościami i prawem. Tymczasem został bezzwłocznie usunięty ze stanowiska, jako powód podano – oficjalnie brak zdolności negocjacyjnych i współpracy na poziomie kompetencyjnym powierzonego stanowiska.

W ten oto sposób P zakończył karierę dyrektorską w departamencie D miasta M., Jaki stąd morał? Niestety nie wszystko jest w naszym kraju tylko tym, czym się wydaje być. Niektóre kwestie dzieją się na wielu poziomach, w tym niestety tych nieformalnych, – od których bardzo wiele zależy. Nie chodzi tutaj o istnienie jakichś mafii, czy lokalnych układów a jedynie o wpisanie się w pewien lokalny koloryt opisujący zwyczaje na danym poziomie w danych relacjach. O to jest często bardzo trudno, albowiem zgoda na to w istocie może być uznana za korupcję lub po prostu psucie państwa – w określonym wymiarze, aczkolwiek lokalnie istotnym.

Wniosek – nie da się naprawić naszego państwa bez zmiany struktur i kompetencji administracji, w tym masowej prywatyzacji jej usług – wszędzie tam, gdzie nie zachodzi potrzeba funkcjonowania w ramach bezpośredniego stosowania kryteriów interesu publicznego. Tylko w ten sposób można zmienić ten kraj. Przykład P – jest typowy dla setek osób wchodzących do lokalnych sitw i z przymusu sytuacyjno-towarzyskiego zachowujących się wedle wzorca, który sami wcześniej krytykowali. Wybór jest prosty – ubrudzenie sobie rąk, albo stygmatyzacja i wykluczenie.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    To jest proroczy tekst!

  2. Zawiły, ale dobry i słuszny tekst.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.