W trosce o politykę informacyjną władz publicznych

Doszliśmy do paradoksalnej sytuacji, gdzie w wyniku niedomówień, przewartościowań i dwuznaczności – dwa zamachy żyją już własnym życiem w naszej sferze publicznej. Władze niestety mają poważny problem z komunikowaniem społeczeństwu nawet najprostszych przekazów informacyjnych. Lawirowanie w przepisach i zasłanianie się tajemnicą przy robieniu „medialnego newsa” służy jedynie dywagacjom i powielaniu niejasności, na których buduje się mitologię. Od dwóch lat narosła olbrzymia warstwa mitologii smoleńskiej, a od kilku dni rośnie mit Brunona K., – rzekomego zamachowca na obecne władze naszego państwa. Co jest szczególnie ciekawe – obie sprawy dotyczą najważniejszych aspektów personalnych – wręcz samego istnienia – ścisłego kierownictwa naszego kraju, a są w sposób dokładnie taki sam niedomówione.

Abstrahując od ustalenia źródeł katastrofy smoleńskiej – sposób naświetlenia ustaleń komisji powołanych do wyjaśnienia źródeł katastrofy był jednym z powodów klęski wizerunkowej rządu i zrodzenia się „mitu smoleńskiego”. Podobnie jest obecnie z tym „zamachem”, dziennikarze powtarzają niesprawdzone informacje, którymi zostali nakarmieni przez potrzebującą rozgłosu prokuraturę! Zorganizowano konferencję prasową, na której nie przedstawiono faktów odpowiadających randze zarzutów. Tego samego dnia jeden z prokuratorów w popularnym programie telewizyjnym bardzo znanej i opiniotwórczej dziennikarki zasłaniał się tajemnicą – żeby nie udzielić odpowiedzi na banalne – podstawowe w swojej istocie pytania! Z pewnością minister Ziobro zrobiłby tą konferencję jak należy!

Urzędy mają swoich rzeczników, którzy są pierwszymi zderzakami decydentów – wiadomą zasadą jest, że rzecznik jest od przekazywania złych wiadomości i tych gorszych, a przełożony mówi o pozytywach. Ta zasada zawsze obowiązuje, może z wyjątkiem premiera, który przyzwyczajony do krzyżowania swojej osoby pod byle pretekstem – nie ma już złudzeń. W związku z taką praktyką funkcjonowania – mamy problemy tego typu jak mit smoleński lub niejasności związane z Brunonem K., – no, co tu dużo ukrywać – jego sprawa została przez część sfery informacyjnej po prostu wyśmiana!

Od tego, w jaki sposób, w jakiej kolejności i co się powie publiczności zależy bardzo wiele, może się zdarzyć, że więcej niż od samego załatwienia sprawy. Ludzie będący adresatami wiadomości podawanych przez władze – przyjmują ją poprzez własne pola percepcyjne, przykładowo w sprawie Brunona K., mało, kto rozumie różnicę między „aresztowaniem”, a „zatrzymaniem”, podczas gdy dla prawników są to znane opisane konstrukcje kodeksowe. Mamy w sferze publicznej mieszaninę metajęzyków i próby docierania z przekazem na przekór rzeczywistości – „do zwykłego” Polaka – świetnie to zrobił osobiście premier Tusk – mówiąc „tu i teraz” oraz o szpetnym obliczu historii. Natomiast cała reszta to niestety niedomagania.

Należy postulować, żeby władze publiczne miały obowiązek – przygotowywać normalne kampanie medialne, mające na celu w sposób odpowiedni przedstawiać fakty, obiektywnie je relacjonując zgodnie z polityką informacyjną w danej dziedzinie lub sferze spraw publicznych. Warto brać przykład z mądrzejszych – przykładowo w Izraelu kampanię wojenną z Hamasem relacjonowano super profesjonalnie, w taki sposób, że postronny obserwator mógł mieć wrażenie, że ofiary ponoszone przez obie strony konfliktu są równorzędne! U nas taki poziom jest nierealny, ale wynika to głównie z instrukcji przełożonych – wydających polecenia podwładnym „od mediów” – odpowiedniego sprzedania danego tematu dziennikarzom.

Problem ten przekłada się także, na politykę międzynarodową, albowiem od tego, w jaki sposób mówimy do innych państw często może zaważyć na randze samego oświadczenia i używanej w nim argumentacji. Tutaj niestety mamy pecha polegającego na tym, że obecny minister spraw zagranicznych ma pod pewnymi względami „trudną” przeszłość osobistą z perspektywy pewnego nie do końca przychylnego nam mocarstwa.

W ogóle z pewnością jakaś miła pani rzecznik – zdecydowanie mogłaby ocieplić wizerunek polskiej władzy, obecny pan rzecznik Graś – nie bez powodu został okrzyknięty przez część dziennikarzy, jako głównie twittujący! Można z łatwością obronić tezę, że pan premier Tusk jak i cały rząd – mocno traci przez słabego i nie wyrazistego rzecznika. Jeżeli na to nałożymy brak polityki informacyjnej w ogóle i szczególe – to niestety jest jak jest, a jest po prostu mizernie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.