Polityka

W sprawach strategicznych potrzebny jest konsensus polityczny ponad podziałami

 Piękny byłby dzień, w którym nasze elity polityczne uzmysłowiłyby sobie, że w sprawach strategicznych potrzebny jest konsensus polityczny ponad podziałami. Dodajmy ponad wszelkimi podziałami, czyli także tymi, które mogą wystąpić w przyszłości. Oczywiście dotyczy to w znacznej mierze relacji pomiędzy nowym ośrodkiem władzy w postaci pana Andrzeja Dudy – Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i tego, co się wyłoni z obecnej układanki politycznej, która jak na tą chwilę jest nieprzewidywalna. Sondaże polityczne to tylko sondaże, w naszych realiach nasilania się turbulencji pojawienie się innej wersji „Kukiza”, skrojonego dla innego segmentu odbiorców jest bardzo prawdopodobnie, zwłaszcza, że jedną wersję neoliberalną i na bogato już mieliśmy. Będzie więcej, ponieważ system nie podda się bez walki.

Prawica przygotowuje się do przejęcia władzy i trzeba mieć na uwadze, że ma poważną szansę na rządzenie samodzielne z opcją możliwości osiągnięcia progu umożliwiającego zmianę konstytucji w przypadku zawarcia koalicji z nowym tworem o proweniencji prawicowej, jaki może wyłonić się z działań pana Kukiza. Ponieważ do tego potrzebują przygotować solidnie kampanię wyborczą – blisko ludzi i ją mistrzowski przeprowadzić, mogą nawet popierać ten rząd, żeby przypadkiem się nie wywrócił, zanim potencjał atakujących nie będzie wystarczający do osiągnięcia wyznaczonego przez nich celu. Trzeba pamiętać, że nikt na prawicy nie spodziewał się zwycięstwa pana Dudy, włącznie z nim samym. Odniesiony sukces dał im wiatr w żagle, jeżeli rzeczywiście udałoby się im rządzić samodzielnie, to tym bardziej będziemy potrzebowali konsensusów politycznych. Jednak nie w celu dbania o interes kraju w rozumieniu planowania przyszłości, tylko dla zachowania tych zdobyczy wolności, które mamy dzisiaj, znamy i do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Są kwestie, w których nie tylko kompromis jest wykluczony, ale wręcz nie powinno go być i powinno nastąpić zupełne wyrugowanie dotychczasowych pozycji, ze względu na skalę błędów i strat. Przykładem jest tutaj polityka wschodnia, którą rządzące partie wraz ze swoim prezydentem przekształciły w kelnerowanie wielbicielom ludobójców i faszystów.

W tym kontekście być może będzie potrzebne poważne polityczne, prawne i przede wszystkim moralne rozliczenie pokonanego obozu. Tutaj nie ma, że leżącego się nie kopie! Lewicy po jej kastracji nikt jakoś nie żałował, co prawda nie było, czego za bardzo, jednak w obecnym układzie trzeba pamiętać o tym, że nie może być tak jak dotychczas, że NIE MA WINNYCH. Jeżeli prawica przez 8 lat mówiła, że Polska jest w ruinie, że wszystko jest źle, że zmarnowaliśmy szansę rozwojową, marnotrawiąc pieniądze unijne, że poszczególne części państwa skapitulowały itd., to TRZEBA WSKAZAĆ I ROZLICZYĆ WINNYCH. Tutaj nie ma żartów, tego oczekuje społeczeństwo. Z punktu widzenia politycznego ma to dodatkowy sens, ponieważ „ścięcie” winnych, spowoduje że o wiele lepiej będzie można zacząć wszystko od początku i za każdym razem, jak będą kłopoty, a będą – spowodować, żeby przez zwykłe zrzucenie winy na poprzedników (już rozliczonych i siedzących) ludziom było łatwiej.

Oczywiście o konsensus na „nie” jest o wiele łatwiej niż o konsensus na „tak”, zwłaszcza jeżeli będzie chodziło o wykluczenie dotychczas rządzącej elity z udziału w sprawach państwowych w ogóle. Niestety nie da się jednak budować kraju na negacji porażek poprzedników.

Dlatego bezwzględnie trzeba spowodować, żeby kluczowe kwestie związane z interesami państwa, w tym w szczególności polityką gospodarczą, demograficzną i bezpieczeństwa – nie budziły sprzeciwu żadnej z głównych sił politycznych państwa. Ma to fundamentalne znaczenie dlatego, żeby siły zewnętrzne, żywotnie zainteresowane naszą porażką, nie mogły tak łatwo nas rozgrywać, jak to było możliwe do tej pory.

Ten kompromis można stosunkowo łatwo osiągnąć, jeżeli tylko obie strony porozumiałyby się, co do pryncypiów, tj. np. rezygnacji z rozliczenia winnych, do jedynie poprzestania przy zwykłej krytyce. Istnieje duża szansa, że to jest możliwe, ponieważ gwarantem zachowania statusu dotychczasowych relacji może być właśnie pan Andrzej Duda. Jeżeli udałoby się to mu przeprowadzić, nawet za cenę podporządkowania rządu jego wizji politycznej, co nawet sygnalizował już sam pan Jarosław Kaczyński.

Pan Andrzej Duda bardzo wiele mówił w trakcie kampanii o konieczności zasypania podziałów politycznych, jakie są w społeczeństwie. Warto dać mu kredyt zaufania w tym zakresie i poczekać na jego działania w tym zakresie. Jeżeli rzeczywiście byłby tu skuteczny, to byłby olbrzymi sukces jego prezydentury. Wówczas, miejmy nadzieję dwóch kadencji.

4 komentarze

  1. W ciągu minionych 10-lat rządy sprawowała prawica i tylko prawica, prezydent III RP to na ogół kandydat partyjny i realizuje polecenia partii z ramienia której trafił na to stanowisko, za wyjątkiem prezydenta dwóch kadencji, który już następnego dnia po wyborach oświadczył, że jest prezydentem wszystkich Polaków zapomniał jednak o wyborcach dzięki którym wygrał zarówno pierwszą jak i drugą kadencję. Zaufajmy panu A.Dudzie – to autor, natomiast ja obserwujmy poczynania pana A.Dudy jako prezydenta i wyciągajmy wnioski. Pierwsze kroki pana A.Dudy nie świadczyły, że jest prezydentem wszystkich Polaków.

  2. Tak bez powodu i bez związku z artykułem, polecam do przeczytania w “Sputniku” artykuł Jakuba Korejba “Sikorzy Śpiew” z dnia 15.06.2015 godz 16:44, lepsze aniżeli demotywatory, przynajmniej ja tak oceniam.

  3. Panie autorze szanowny, pod hasłem “konsensusy ponad podziałami” popełniono po 1989 największe kretyństwa w RPjTakiśtamnumer. Ale nie tylko tu bo w innych krajach tyż.
    Dzisiaj w US toczy się zażarta “wojna” Obamy z senatem/kongresem o tzw. FastTrack w odniesieniu do TPP. Dlaczego? A chodzi po prostu o trywialną zasadę DEMOKRACJI czyli między innymi TRANSPARENTNOŚĆ. U “nasz” udało się “uwalić” Umowę okrągłego stołu (to Balcerowicz – który “kupił” Sorosa w Wybiórczej u Michnika – Sachs to tylko przykrywka) i Mazowiecki któremu Giedroyc miał powiedzieć, że “umowa to nie sakrament”). I tym sposobem, na zasadzie “konsensusu” mamy to co mamy.
    Konkluzja: ŻADNE tzw. “konsensusy ponad podziałami” ale KOMPETENCJA i TRANSPARENTNOŚĆ.

  4. Przyznaje, ze po przeczytaniu tekstu felietonu jestem zaklopotana lub nie pojmuje uzytej przez autora “alegorii”.
    Po 1° obecna instytucja prezydenta nie jest ustawowo wyposazona w kompetencje, ktore musial posiadac prezydent, by mogl inicjowac te przemiany w Polsce, to wiecej przewodnik intelektualny, “moralna instacja”….nic wiecej. Kompetencje do przemian ma ustawodawca tz.sejm i egzekutywa tz. rzad centralny z miniszrami, autor felietonu i bardzo czesto czytelnicy = komentatorzy projektuja na instytucje prezydenta swoje pragnienia i oczekiwania, ktorych on juz z formalnych przyczyn wypelnic nie moze !, to bylo w innej epoce czasowej np.za prezydentury Walesy istnial na model amerykansko-francuski system prezydialny z szeroka gama kompetecji prezydenta !
    Po 2° zeby cos zmienic i na nowo uksztaltowac stosunki spoleczno-polityczne trzeba miec plan, czego sie chce, dokladnie czego ! Oprocz wielkiego zlorzeczenia na terazniejszosc obywatele wcale nie widza przyczyn w ustroju spoleczno-politycznym lecz w nieudolnosci rzadow, co tylko minimalnie sie zgadza, gdyz rzad dziala w ramach obecnie istniejacego systemu polityczno-prawbego i “kraje, jak mu materii staje”, ludzie z “Solidarniscia” chcieli upadku sytemu socjalistycznego i przejecia srodkow produkcji i wlasnisci narodowej przez mala grupe kapitalistow, pragneli sztywnego kolnierza konserwatywnego reprezentowanego przez kk, przeciez to wszystko sie po przewrocie politycznym =transformacji zzyscilo, tak wyglada ustroj kapitalistyczny ….
    Po 3° zmiany i partycypacja calego spoleczenstwa w systemie produkcji i podzialu dobr narodowych wymaga ponowne przejecie srodkow produkcji przez spoleczenstwo , a wiec ponowna transformacja do innego systemu systemu spoleczno-politycznego, zdaja sobie ( wszyscy ) obywatele z tego sprawe ? No i taka “transformacja” ustrojowa nie odbywa sie zazwyczaj bez przelewu krwi …. ci, co wzbogacili sie podczas transformacji, pokradli majatek narodowy przeciez nie zwroca go dobrowolnie …jest jednak pewne, ze spauperyzowane, glodujace tlumy i wyzute przez garstke oligarchow z godnosci ludzkiej pewbego dnia zdecyduja sie na krwawe przejecie wladzy ….ten stan rzeczy musi byc uswiadomiony ogulowi, a nie wiecznie jakies niedorzecznosci, ze to niby prezydent cos zmieni przeleje z pustego w prozne …, ze tam kogos sie ukara za to , ze byl ministrem , owszem kompletnie pozbawiony etyki i dobrego tonu, wulgararny, bo z marginesow spolecznych , ale “systemkonform ” !!!! Jak dlugo bedzie istniala bledna ocena przyczyn spolecznych i politycznych fenomenow i ich skutkow, tak dlugo bedzie trwala jazda na tej samej karuzeli, az powszechnie ludzie dostana torsji ….
    Moim zdaniem felieton nie ujawnia przyczyn tych destrukcyjnych fenomenow i mowi w tradycji starego testamentu ‘oko za oko, zab za zab” o karaniu lub pociaganiz do odpowiedzialnosci ludzi pewnego systemu politycznego, ktory zawodzi …nowy prezydent i nowy sejm i rzad pizistajac w tym samym sytemie beda te same bledy popelniac , moze ten i ten bedzie nieco sympatyczniejszy, mial lepsza aparycje czy prezencje, aure , ale nic tym nie bedzie w stanie wskorac !!! To przykre, ze “Solidarnosc” pozbawila Polske jej naturalnego dialektycznego rozwoju i cofnela ten rozwoj o conajmniej 200 lat, do okresu z przed rewokucji francuskiej ! , obiecujac ludziom bogactwa wyimaginowane w pustych glowach i fundacjach obcych panstw …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.