W razie konfliktu ugnijmy się, ale nie dajmy się złamać!

Trudność generalna związana z naszym położeniem geograficznym powoduje, że jego obrona jest prawie niemożliwa, zwłaszcza w razie dwustronnego ataku na dwóch generalnych kierunkach tradycyjnych zagrożeń – nie da się obronić państwa i zachować niezależności. Przy obecnym nasyceniu pola walki jest to po prostu niemożliwe. Żeby zagwarantować sobie niepodległość i nienaruszalność terytorium musielibyśmy co najmniej dorównać technologicznie potencjalnym przeciwnikom, nadążać za nimi ilościowo i wyprzedzać o krok pod względem wywiadowczym. Jednakże nie można mieć co do tego złudzeń, to się nie wydarzy – żaden z tych warunków nie będzie spełniony. Nigdy. Nawet będąc w sojuszu ekonomicznym i wojskowym, możemy jedynie w części zabezpieczyć się przed rzeczywistym zagrożeniem, jak również jedynie w części zniwelować swoją słabość.

Mając na uwadze powyższe, należy pomyśleć o strategii gwarantującej przetrwanie w takich warunkach i realiach w jakich się znajdujemy i w jakich się znajdować będziemy. Musimy w razie konfliktu ugiąć się, ale nie wolno nam dać się złamać. Na tym powinna się opierać główna oś naszej strategii. Nie ma dla niej alternatywy zapewniającej przetrwanie, chyba że pogodzimy się z życiem.

Obecna przynależność do NATO w istniejących realiach wyklucza wariant „ugięcia się”, jesteśmy państwem frontowym – granicznym dla całego bloku. Musimy się liczyć z potężnymi stratami w przypadku wojny, zarówno w ludziach jak i w infrastrukturze. Konfliktu na druzach NATO nie ma nawet co omawiać.

Jakiekolwiek ugięcie się jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki rozwiązaniom politycznym, w sensie rozstrzygnięć militarnych jesteśmy z góry na przegranej pozycji. Wymaga to od nas zupełnie innego podejścia do pryncypiów polityki zagranicznej. Przede wszystkim trzeba się zastanowić nad trwaniem przy dogmacie niesprawdzonych zachodnich sojuszy, albo trzeba je urealnić i pogłębić – tworząc w Europie coś więcej, albo zastanowić się jak zdywersyfikować słabość tych struktur na swoją korzyść.

Wszyscy, którzy liczyli na to, że świat w naszej szerokości geograficznej zatrzyma się w miejscu – są idiotami. Niestety niebezpiecznymi idiotami, jeżeli nami nadal rządzą. Wojna w Gruzji, kolejne gazociągi omijające Polskę i inne liczne zjawiska na jakie nie mamy wpływu – to wszystko redefiniuje nasze dzisiejsze uwarunkowania geostrategiczne, a na pewno powinno skłaniać nas do refleksji nad ich kształtem i kierunkiem myślenia. Oczywiście najpierw byłoby bardzo dobrze, gdyby jakiekolwiek myślenie strategiczne w tym kraju istniało, jeszcze lepiej jak na najwyższych szczeblach władzy!

W pełni się nie zabezpieczymy, ale warto pomyśleć o kilku kwestiach ułatwiających przetrwanie i ewentualne odtworzenie państwowości.

Po pierwsze trzeba przygotować społeczeństwo do wojny, jej przebiegu i jej skutków. To nie jest żadne straszenie społeczeństwa, ale lepiej żeby było bardziej świadome i przygotowane na podstawie zajęć obrony cywilnej do przetrwania, poradzenia sobie w warunkach ponownej utraty państwowości.

Po drugie trzeba przygotować struktury państwowe do przetrwania ewentualnej okupacji. Z poprzedniej wojny wiemy, że nieprzyjaciel na dzień dobry rozstrzelał wiodącą część inteligencji na podstawie list proskrypcyjnych. Dzisiaj w przypadku konfliktu musimy się liczyć z czymś podobnym, dlatego niesłychanie ważnym jest przygotowanie społeczeństwa na tą możliwość i przede wszystkim zdublowanie struktur, tak żeby w warunkach okupacji władza państwowa pochodząca od społeczeństwa mogła przetrwać chociażby w formie szczątkowej.

Po trzecie trzeba się historycznie pogodzić z zewnętrznym wpływem i nie można zachowań dotychczas określanych jako kolaborację uznawać za zdradę. Ludzie potrzebują jeść i się ogrzewać – zawsze, w czasie wojny także. To bardzo ważne, albowiem nie mamy prawa wymagać od kogoś, kogo nie potrafiliśmy obronić żeby był wierny… no właśnie ale komu i czemu miałby być wierny?

Po czwarte – przyjmując, że osadzenie państwowości w innym dodatkowym miejscu jest niemożliwe, musimy zawczasu zainwestować duże pieniądze w osadzenie własnej kultury, w tym skupisk Polonii, wszędzie tam, gdzie możliwy jest rozwój i kultywowanie narodowych tradycji.

Jednakże najważniejszą rzeczą jaką musimy zrobić jest zmiana naszej polityki zagranicznej, na politykę współpracy, współdziałania i Realpolitik z sąsiadami, wszystkimi sąsiadami. Kluczowym jej elementem musi być eliminacja elementów rusofobicznych uniemożliwiających ułożenie stosunków z największym sąsiadem!

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

7 myśli na temat “W razie konfliktu ugnijmy się, ale nie dajmy się złamać!

  • 4 listopada 2013 o 16:32
    Permalink

    Ostatnie zdanie to credo artykułu, ale żeby dokonać takiej przemiany w mysleniu i postrzeganiu otaczającej nas rzeczywistosci, potrzebny jest co najmniej “zamach stanu” na rządzących? Polską od 23lat solidarnościowców, musi nastąpic przeorientowanie, odrzucenie “wariackiej prometejskiej polityki wschodniej”.Musimy działac tak aby na wschodzie mieć co najmniej politycznych przyjaciół, a na zachodzie, tez w miare poprawne stosunki.

    Odpowiedz
  • 4 listopada 2013 o 18:39
    Permalink

    Czytając artykuł, przypomniała mi się wypowiedź pewnej Rosjanki “Jeszcze Polska nie zginęła póki my (t.z.Rosjanie) żyjemy. Wypowiedź Rosjanki zarówno żartobliwa, jak i trafna.

    Odpowiedz
    • 6 listopada 2013 o 11:00
      Permalink

      Szanowna Pani, jeszcze przed czytaniem Pani komentarza, odnosnie poruszanego tematu, mogę załozyć ze mógłbym się podpisać, pod trescią. Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  • 4 listopada 2013 o 19:39
    Permalink

    Nikt nam nie zagraża bardziej niż my sami wobec siebie!
    Obecna sytuacja gospodarcza, biedniejące miliony wobec konieczności zdobycia opału lub zapłaty za ciepło ZIMĄ doprowadzi do wyrąbywania drzew w lasach i parkach miejskich. Zapełnią się noclegownie, gdzie są może wszy, ale jest ciepło. Zejdziemy na podstawowy poziom egzystencji bez dostępu do sieci.
    Cofniemy się do lat 50-tych ubiegłego wieku.
    Na nasze wielopasmowe autostrady znowu wrócą furmanki.
    Da się, bo to nadal pozostaną nie połączone odcinki dróg.
    Spadnie ilość zabitych i rannych w ruchu drogowym.
    Wzrośnie produkcja bimbru.
    Przetrwamy.

    Odpowiedz
  • 4 listopada 2013 o 23:18
    Permalink

    bierzmy przykład z braci Czechów. przegrali wojnę, nie mają chwalebnej historii, bogatego doświadczenia w wywoływaniu i przegrywaniu powstań, ale mają niezniszczoną Pragę, niewyniszczone społeczeństwo i znacznie mniej pomników męczeństwa i zbrodni na współrodakach. tego im zazdroszczę … a i jeszcze Szwejka.

    Odpowiedz
  • 17 czerwca 2016 o 06:31
    Permalink

    Wczasie istnienia Ukladu Warszawskiego, jego sygnatariusze zakładali ,że w siódmym dniu walki , będą prowadzic wielka defiladę w Madrycie Teraz bylaby w tym samym dniu , tylko bez naszego iDemoludow udziału.

    Odpowiedz
  • 17 czerwca 2016 o 07:13
    Permalink

    Najsłuszniejszym jest co zauważa autor nakierowanie polityki na współpracę z sąsiadami , jak najszersza , a także zaprzestanie tworzenia klimatu dla rusofobii i drażnienia wschodniego sąsiada ,wymachiwaniem szabelka i obecnoscia jednego batalionu z sił NATO Ponadto jak pisał jeden Pan z komentatorow, -uczmy się od braci Czechow.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.