Społeczeństwo

W przypadku negatywnego scenariusza multikulturalizmu kto i jak się będzie tłumaczył?

 Afirmatorzy multikulturalizmu zapewniają nas o konieczności przestrzegania naszych własnych standardów cywilizacyjnych dla ludzi z krajów trzecich. Apele o przyjmowanie imigrantów to już gra na emocjach. Jeżeli ktoś ośmieli się mieć inne zdanie, wystarczy że jest tylko sceptyczny, to natychmiast podlega krytyce. Skala „hejtu” i nienawiści do wszystkich, którzy mają odwagę powiedzieć, że nie życzą sobie w swoim kraju nielegalnych imigrantów, jak również przeciwstawiają się idei multikulturalizmu – to horror, dosłownie szczucie ludzi, prześladowanie za poglądy!

Afirmatorzy multikulturalizmu narzucają swoją retoryką nowy porządek rzeczy, bezwzględnie domagając się posłuszeństwa wobec własnych racji. Zapewniają przy tym – nie wiadomo na jakiej podstawie, że ze zjawiskiem nielegalnej imigracji, które dzieje się na naszych oczach nie wiąże się ryzyko terroryzmu, albowiem zdaniem afirmatorów nielegalnej imigracji i imigracji w ogóle, terroryści rzekomo nie chcieliby podróżować na piechotę. Są to oczywiście przeważnie bezkresne idiotyzmy, w tym znaczeniu, że afirmatorzy procesów, których ofiarą pada Europa opierają się jedynie na własnym osądzie spraw. Nie ma żadnych badań, nie ma żadnych danych, nie ma żadnych informacji – wywiad nie działa, po prostu na tym kierunku nie funkcjonuje, a selekcja była jak się okazało niemożliwa. W EFEKCIE MAMY TAKI STAN RZECZY, JAKI MAMY. W zasadzie jaki mają Niemcy, którzy teraz za wszelką cenę próbują obdzielić nim Europę. Co prawdopodobnie im się uda, albowiem nasz kraj z tego co wiemy wczoraj przychylił się do rozdzielenia imigrantów na szczycie ministrów spraw wewnętrznych. Sprawa zdecyduje się dzisiaj na posiedzeniu Rady Unii Europejskiej.

W takich realiach rzeczowy dialog jest niemożliwy, ponieważ strona afirmacyjna uderza w emocje i chce rozegrać całą sprawę właśnie poprzez emocje, ponosi za niego pełną odpowiedzialność, w tym za skutki decyzji. Problem polega na tym, że potencjalne skutki negatywne ujawnią się za około 20-cia, 30-ci lat. Wówczas afirmatorzy będą bardzo odlegli od odpowiedzialności za podejmowane dzisiaj decyzje i namawianie do nich. Jak zwykle nie będzie winnych. Co najwyżej jakiś stetryczały intelektualista powie coś dziwnego na temat nieudanego eksperymentu, dlaczego się nie udało itd. Na tym się wszystko zakończy, nie będzie żadnej odpowiedzialności, nawet honorowej. Konsekwencje będą ponosić inni – i to jest największa bezczelność i cynizm, całego tego typu działania.

Ciekawa sprawa zatem, ponieważ bez żadnych konsekwencji można dzisiaj promować w Polsce idee i procesy, za które odpowiedzialność będzie ponosił ogół, co więcej – nikt nikomu nie będzie miał prawa wypomnieć, że dana osoba swoimi np. publicznymi wypowiedziami przyczyniła się do problemów multikulturowych w Polsce. Nikt nie poniesie odpowiedzialności, nie będzie winnych – dlatego zapamiętajmy ich twarze, zapamiętajmy ich nazwiska, zapamiętajmy to co mówili, wszyscy ci którzy byli w tych dniach za afirmacją procesów dążących do multikulturalizmu.

Miejmy nadzieję, że nie ale jak będą problemy z integracją – jak będą płonęły przedmieścia, jak pojawią się niemożliwe do spełnienia żądania polityczne – nie będzie winnych nowej sytuacji. Nie będzie odpowiedzialnych, jak również nikt nie będzie chciał przyznać się do tego, że przyczynił się do zła, które sprowadził na społeczeństwo i państwo. Wiadomo, że porażka zawsze jest sierotką.

Wszystko można byłoby uznać za żart, jednak niestety tu chodzi o przestrzeń w której żyjemy i o nasze miejsce do życia w tej przestrzeni, o nasze prawa – do spokoju i funkcjonowania w otoczeniu kulturowym, które znamy i które jest zgodne z naszą tożsamością. Chodzi o to, że mamy prawo być wolni od ryzyka! To afirmatorzy multikulturalizmu dzisiaj wykluczając rzeczową dyskusję, skazują i nas wszystkich i gości na ryzyko przyszłej konfrontacji.

Nie wiadomo jak się do tych spraw odnieść ze strony państwowej? Co państwo ma na to odpowiedzieć? Problemu w rodzaju – kilkudziesięciu tysięcy ludzi do osiedlenia się, to chyba nikt się nie spodziewał! Jeżeli jeszcze mieliby to być ludzie inni kulturowo, mający potencjalnie poważne problemy z integracją – to państwo powinno znać odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania już dzisiaj, zanim ewentualne pytania zostaną wywołane przez rzeczywistość.

Wnioski? Trudno jest o jakiekolwiek sensowne wnioski, ponieważ proces jest dynamiczny i nie wiadomo jeszcze czym się zakończy, a przede wszystkim jaki przyjmie charakter w długości swojego trwania. Prawdopodobnie to będzie kluczowe do zadecydowania o jego wpływie na naszą rzeczywistość. Wielka rola w trym mediów, tak żeby uzmysławiać ludziom jak wiele robi się dla sprawy. Niestety polityka komunikacyjna tego rządu w tej kwestii jest istotnie niekonsekwentna. Skutki, zobaczymy jak przeżyjemy.

One Comment

  1. Od zawsze pisałam, że ludziom uciekającym przed wojną należy pomóc i tu zdania nie zmieniłam, jak twierdzą znawcy tematu jest ich pomiędzy 10-30 procent. Nie można stwierdzić, kto jest uciekinierem ekonomicznym a kto chroniącym życie swoje i swojej rodziny? dziwne przecież mamy tyle różnych służb specjalnych wyposażonych w nadzwyczaj skuteczne urządzenia do wykrycia czegokolwiek.

    Natomiast gdy przeczytałam, że guru polskiego neoliberalizmu uważa, że Polska powinna przyjmować imigrantów to oprócz tego, że zapaliła mi się czerwona lampka to jeszcze włączyła syrena alarmowa. W moim przypadku wszystkim neoliberałom dziękujemy, wystarczy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.