W poszukiwaniu alternatywy dla Europy

Jeżeli nie jedność to, co? W jaki sposób przemodelować obecną Unię Europejską, żeby był w stanie reagować na sygnały wysyłane przez inne globalne potęgi, a jeszcze lepiej żeby zaczęła je sama nadawać? Czy jedność, unifikacja, federalizm-konfederacja to jedyna droga i nie ma innej alternatywy? Czy nasz kontynent do niedawna dominujący globalnie, ma szanse utrzymać swoją ekonomiczną pozycję umożliwiającą czerpanie ze świata pełnymi garściami? Czy też pogodzimy się, biernie obserwując jak Azjaci konsumują surowce, które wedle niedawnych trendów służyłyby nam tak samo jak wcześniej służyły pokoleniu naszych ojców? Zmieniły się czasy, zmieniły się metody, zmienili się ludzie. Obecnie decyduje pracowitość, niskie koszty i zdolność do poświęceń, w tych kategoriach przyzwyczajone do taplania się w ciepłym maśle pokolenia Europejczyków przegrywają z Azjatami, dla których zakup samochodu to przeskok technologiczno-cywilizacyjny często z rikszy lub roweru.

Jaka zatem może być alternatywa dla Europy? Jeżeli nie poszerzymy integracji – już dzisiaj jest wiadome, że czeka nas postępująca dezintegracja osiągnięć minionych lat. Wszystko jest możliwe, albowiem z czasem do władzy zaczną dochodzić politycy traktujący Unię Europejską w sposób utylitarny, tj., jako narzędzie umożliwiające budowę dobrobytu na jakimś etapie i nic więcej. To wielkie niebezpieczeństwo, albowiem brak politycznej zgody na budowę wspólnoty siłą rzeczy musi oznaczać jej rozpad, gdyż trwanie w pół drogi do niczego nie prowadzi – czego najlepszym dowodem jest słabość instytucji europejskich w obliczu obecnego kryzysu. Znając siłę argumentacji różnych opcji narodowych, można się spodziewać, że dla wielu wystarczającym spoiwem europejskim będzie wolny rynek, jako wspólna platforma umożliwiająca przepływy ludzi, kapitałów, towarów i usług. Dla wielu to wystarczy, najlepszym przykładem tego typu państwa jest Wielka Brytania, której nie da się zachęcić do pogłębienia integracji a retoryka antyunijna nasila się wraz ze zbliżaniem kolejnych wyborów.

Można sobie wyobrazić sytuację, w której z Unii Europejskiej wydzieli się ścisła grupa inicjatywna, oparta na Euro, dążąca do pogłębionej integracji na kształt konfederacji, wspólnie zarządzanej w najważniejszych dziedzinach przez Komisję, jako quasi rząd centralny, z poszerzonymi kompetencjami w zakresie zarządzania strategicznego w kluczowych dziedzinach. Poza nią, będzie krąg krajów aspirujących do najściślejszego kręgu, w którym jak wszystko na to wskazuje znajdzie się Polska. Cezurą będzie przyjęcie wspólnej waluty, przejście tego progu będzie oznaczało szereg obowiązków i praw, a nie tylko pełen luz jak dotychczas umożliwiający zmarnowanie szansy. Poza tym kręgiem będzie szereg krajów nie zdolnych do integracji, krajów, które ideę tą porzuciły jak również jak wspomniana Wielka Brytania – zainteresowanych jedynie gospodarczo.  W takim zestawieniu wszyscy odnosiliby swoje małe korzyści, zachowując zarazem swoje indywidualne poczucie odrębności i wolności, jednakże dla czystości relacji trzeba byłoby mówić wówczas o członkach wspierających, członkach pełnoprawnych, członkach stowarzyszonych (jak dzisiaj). Zróżnicowanie statusu działałoby bardzo ożywczo na dynamikę wewnętrznych relacji w państwach wewnątrz Unii, a zarazem stworzyło możliwość objęcia jakimś stopniem stowarzyszenia takich krajów jak Ukraina, Turcja a może i nawet Rosja. To oczywiście pieśń przyszłości, jednakże należy za wszelką cenę poszukiwać pozytywów nawet w de facto rozpadzie Unii.

Silne jądro skonfederowanej Unii Europejskiej oparte o kraje północy i północno-zachodniej Europy, stałoby się prawdziwym motorem postępu i generatorem wzorców cywilizacyjnych, w tym także bogactwa. Nie da się uniknąć Unii w Unii, to stało się faktem już dawno a formalnie w momencie stworzenia osobnych obrad państw grupy Euro. Schody pojawią się w momencie, kiedy państwa bogate nie będą chciały łożyć na pozostałe kręgi wedle dotychczasowych – zakrojonych holistycznie i wspólnotowo polityk, jak nasza ulubiona polityka spójności. Równolegle państwa te, będą wygrane albowiem z państw w kolejnych kręgach będą czerpać ich rynki, surowce, pracę, kapitał, wszelkiego rodzaju zasoby – mając przy okazji te same, co do tej pory rynki zbytu. Kraje inne, będą pozbawione na trwałe dostępu do bogatych rynków, albowiem same nie posiadają marek i technologii zdolnych do ekspansji, poza produkowaniem pod obcymi znakami wszystko zostanie po staremu. Nie będzie skoku cywilizacyjnego, bez przyjęcia najwyższych standardów, norm i liberalno-socjalnego modelu gospodarczego, opartego o demokrację z lekką przewagą burżuazyjnej elity. Czy to się nam podoba czy nie, tak wygląda nasza współczesna rzeczywistość, więc jeżeli chcemy przestać być tylko montownią, powinniśmy jak najszybciej dążyć do przyjęcia wspólnej waluty, aczkolwiek należy się na to odpowiednio wcześniej przygotować.

Reasumując, alternatywą dla zjednoczonej i skonfederowanej Europy jest Europa dwóch, lub kilku prędkości. Tylko od nas zależy czy uda się nam być w najściślejszym kręgu, nawet, jako najbiedniejszy krewny, będzie się to wiązało z kosztami, ale również z  przywilejami. Nie ma nic za darmo musimy pamiętać, że pokój i dobrobyt jest bardzo drogocennym dobrem, za który się płaci. Musimy być gotowi unieść ten koszt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.