W Polsce brakuje mediów podejmujących poważne tematy

Nasze media od dawna są wydane na żer zagranicznego kapitału, który nie dość, że musi wyciągać z Polski zyski to dodatkowo dba o rząd dusz Słowian zachodnich. Najpopularniejsza gazeta, na której stronę internetową zajrzał prawdopodobnie każdy polski internauta – będąca zarazem synonimem prasy w ogóle ma liczne grzechy na sumieniu. Jednakże imperium medialne j właścicieli jest tak potężne, że prawdopodobnie nic ani nikt nie jest w stanie mu zagrozić. Innych konkurencyjnych tytułów prasowych jest jak na lekarstwo, a jeżeli już są to zarażone trajkotaniem smoleńskiej nowomowy – przez publicystów o koneksjach prawicowych mających swoje jedynie słuszne poglądy na wszystko. Rynek tygodników to przerost formy nad treścią, często nawet głośne tytuły to nic więcej ponad okładkę z krzykliwym – skandalizującym zdjęciem, tytułem. Prawdopodobnie żaden z tygodników nie jest opiniotwórczy na tyle, żeby można go uznawać za wyraz opinii jakichś środowisk, grup, itp. Radio i telewizja – to prawie pełna komercja, kultura nad Wisłą jest w odwrocie, nie mają szans recenzje przedstawień teatralnych, w zasadzie cała rozrywka to głupota na zagranicznych (wiadomo jakich) licencjach, amerykańska papka i domorosła twórczość – często dramatycznie wrażliwa intelektualnie, jak pewien nowy film – wyrzucony z kin poprzez druzgocącą opinię jednego krytyka. Media lokalne – prasa, radio i telewizje to przeważnie zablokowane w swoich lokalnych układach i środowiskach małe „polskie piekiełka” lub trybuny do wychwalania władzy lokalnej i lokalnego biznesu. Trudno jest się wybić na niezależność, zwłaszcza jak skandal dotyczy syna głównego sponsora, który wraz z synami lokalnego establishmentu rzekomo zrobił coś niedobrego nastoletniej niesłychanie atrakcyjnej kobiecie… Zaścianek, tendencyjność, brak uniwersalizmu, odwołanie do niskich uczuć, komercja, tandeta. Takie są polskie media tradycyjne, a zarazem nasza kultura powszechna. O książce i stanie czytelnictwa lepiej nie mówić, a rozwój bibliotek – podstawy wiedzy o kulturze to już w ogóle sobie odpuśćmy. Podobnie jak nie poruszajmy fenomenu pewnej rozgłośni i związanej z nią telewizji – media misyjne uznajemy za zagadnienie odrębne – aczkolwiek jak najbardziej w Polsce potrzebne!

Odrębnym polem do aktywności społecznej są media elektroniczne – zwłaszcza Internet sam, jako medium i liczne portale i platformy służące do wymiany opinii. Zasada jest banalna – gazeli cię nie ma w Internecie nie istniejesz. O sukcesie decyduje „klikalność” i liczba odwiedzających. Polski Internet jest nadal stosunkowo płytki, aczkolwiek tendencja jest jednoznaczna – w ciągu najbliższych kilku lat dominująca część „słowa czytanego” pochodzić będzie z sieci. Nie ma od tego odwrotu – obniżenie cen tabletów spowoduje dramatyczny wzrost zapotrzebowania na treści. Ludzie muszą mieć, co czytać na ekranach swoich małych zabawek.

Przez ostatnie lata na rynku portali internetowych, poza kilkoma głównymi graczami – dominującymi ogólnie w polskim Internecie – zaczęły pojawiać się liczne platformy blogerskie umożliwiające publikowanie treści każdemu, kto zaakceptuje regulamin. Działają one bez redakcji lub w oparciu o redakcje śladową – emitując na swojej witrynie treści wprowadzane przez użytkowników w ramach własnych kont. Treści najlepiej oceniane przez redakcję portalu – są emitowane na głównej witrynie, wyróżniane lub utrzymywane stosunkowo długo tak, żeby każdy mógł się z nimi zapoznać.

Specyfiką naszego Internetu jest to, wśród portali zajmujących się publicystyką polityczną dominują platformy o konotacji prawicowej, tzn. większość użytkowników bardziej opowiada się za prawicową wizją kraju – jak również redakcja lub jej dominująca część (często założyciel & Co.) – nie ukrywają swoich sympatii politycznych, otwarcie lub inteligentnie krytykując rządzącą władzę. Teoretycznie wysyp portali prawicowych miał na celu zrównoważenie wpływu mediów mainstramowych – na obieg opinii i informacji w społeczeństwie. W praktyce zrodził się drugi obieg informacji, swojego rodzaju „bibuła”, ale kolportowana jawnie – dla wszystkich, którzy chcieliby wejść na dany portal.

Problem polega na tym, że portale te – osiągnęły szklany sufit i nie bardzo mają koncepcję na siebie samych. Rozdrobnienie i konkurencja – przeważnie o tego samego odbiorcę ze względu na brak spójnej strategii powodują, że liczne media opiniotwórcze nie mają szans rozwinąć się w coś więcej niż zbiór luźnych myśli i większych lub jeszcze większych bluzgów w komentarzach. Nawet stworzenie „czegoś nowego” powoli okazuje się fiaskiem, nawet nie chodzi tu o stronę komercyjną – tylko o głębię treści. Sam „kontent”, zdjęcia, społeczność – a nawet celebryci, fachowi publicyści i znakomitości nie są w stanie spowodować, że wykreuje się wartość merytoryczną – liczącą się w dyskusji publicznej, albo jeszcze lepiej stanowiącą odnośnik na skali, klasę do odwołań – porównań. Warto zwrócić uwagę na to zjawisko, bo nawet tradycyjnie silna i stojąca na wysokim poziomie prasa (publicystyka) katolicka to już nie to samo, co kilkanaście lat temu. Prawdopodobnie zmuszanie autorytetów do milczenia nie służy kreowaniu opinii – powinni o tym wiedzieć wszyscy tyrani.

Niedawno skompromitował się nawet rząd, bezradny wobec protestów użytkowników Internetu – ocenzurował wpisy na swojej stronie najpotężniejszego medium społecznościowego, – ponieważ ludzie w sposób totalny poddali krytyce sprawę ACTA.

Niestety na ogólną bylejakość polskich mediów i brak perspektyw rozwoju rynku składamy się sami, – jako czytelnicy. Abstrahując już od poziomu niektórych komunikatów – często sam dobór informacji poraża. Nie raz oglądając główne wydania wiadomości informacyjnych lub kanały informacyjne w porze największej codziennej oglądalności – widzimy festiwal dziennikarzy sprzedających własne opinie i komentarze – na równi z opiniami i komentarzami dopraszanych polityków, a poza tym z ekranu leje się papka o banałach ze świata lub ekstra wyjątkowych błahostkach z kraju. Nawet największe media – te najbogatsze, posiadające pieniądze, możliwości i wpływy – z niewiadomych powodów zupełnie lub prawie zupełnie odpuszczają budowę własnej sieci korespondentów zagranicznych, zdając się na serwisy agencyjne i z rzadka korespondentów – często współdzielonych z radiem, komentujących przez komórkę. Brakuje wielkiego reportażu, w istocie, jako forma dziennikarstwa nie istnieje.

Media wiedzą, że ludzie nie chcą złych wiadomości, ponieważ złe wiadomości przytłaczają – wie o tym także każda władza. Dlatego takie przedsięwzięcia jak niektóre media niszowe – są skazane w Polsce na ograniczoną przyswajalność, po prostu dostęp do rynku jest obwarowany dramatycznymi ograniczeniami. Ale może to i lepiej, że ludzie nie wiedzą, że nie wiedzą… lepiej i łatwiej im się żyje w stanie nieświadomości i niewiedzy – a rządzącym łatwiej się rządzi – bez problemu mogą wcisnąć ludziom każdy kit.

One thought on “W Polsce brakuje mediów podejmujących poważne tematy

  • 17 kwietnia 2012 o 17:40
    Permalink

    Grupa trzymająca władzę dusz nie docenia inteligencji społeczeństwa i zapomina ze Internet nie ma granic, ze wszystkie gazety świata są wydawane w języku angielskim a wiec wystarczy znać średnio angielski aby sprawdzić jak niektóre fakty są przekazywane przez innych, często tych samych którzy sa właścicielami “polskich” gazet. I tak można poczytać w Dutch News o “antypolskiej” stronie internetowej, w Washington Post o sprowadzeniu dziwek na zjazd obu Ameryk w Kolumbii (na pierwszej stronie dziennika), o kampanii anty Irańskiej w prasie Armeńskiej, o traktowaniu Palestyńczyków w izraelskiej Haaretz, o “jedynej demokracji” na bliskim wschodzie w gazecie Uri Avnery. I co – wiadomości różnią się od “naszej” wersji. A wiarygodność rodzimej propagandy jest bliska zeru.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.