Społeczeństwo

W oparach buractwa, czyli Polacy za granicą

 Niestety buraków w Narodzie nie brakuje i to nie tylko tych spożywczych. Otwarte granice, większe przychody paszport w kieszeni świat stoi przed naszym społeczeństwem otworem, wprawdzie niektóre kraje wymagają od nas jeszcze przechodzenia upokarzającej procedury wizowej, ale w porównaniu do okresu sprzed dwudziestu, trzydziestu lat jest lekko, łatwo i przyjemnie. Mogłoby się wydawać, ze przysłowiowe klapki „kubota” i białe frotowe skarpetki do tychże lub sandałów to obraz przysłowiowych wpadek naszych rodaków za granicą. Okazuje się jednak, że nasi rodacy potrafią w swoich pomysłach nieźle zaskoczyć.

Przy okazji urlopu, zachęceni przez „animatora” wskoczyliśmy do basenu na mecz „water polo”, hotel niebyt popularny wśród Polaków, z pełną świadomością, że jesteśmy w towarzystwie Anglików czekamy na podział drużyn, nagle podpływa do nas facet i najczystszą polszczyzną przedstawia się czysto słowiańskim imieniem, jesteśmy delikatnie zdziwieni wszak mijając go wielokrotnie słyszeliśmy, że posługiwał się językiem angielskim, składamy to na karb tego, że być może przyleciał w towarzystwie Anglików konkretnie Angielek, wszak wielu naszych tam mieszka, pracuje, żyje. Otóż nie jest tak – obie panie są Polkami, na moje zdumione pytanie „dlaczego udajecie, że nie jesteście Polakami?” Odpowiadają „bo Polacy się źle zachowują…”. W hotelu gdzie w sumie może był 10 osób z Polski a omawiana grupa towarzyska stanowiła prawie 30% tego stanu – wstydzić się Polaków, o zgrozo! Wydurniać się kaleczonym angielskim i udawać wśród dziesiątków anglików, że jest się Anglikiem!

Z przykrością przyznałem Polakowi-udającemu-Anglika rację, że czasami Polacy na wakacjach głupieją, tylko nie koniecznie myśleliśmy o tych samych osobach. Jedno jest pewne, ze cała ta grupa dostarczyła nam wiele uciech, kiedy widzieliśmy ich dokonania językowe a finałem naszej uciechy było zamówienie dla nich piosenki z dedykacją dla miłych polskich gości… Kilkanaście dni starań o zmianę nacji „psu w buty”.

Mogłoby się wydawać, że tego już nie da się przebić, przechodząc przez recepcje, kierownik recepcji poprosił mnie o pomoc, gdyż ma problem z dogadaniem się z jednym z naszych rodaków, który w arabskim kraju postanowił rozmienić posiadana walutę, bezwzględnie chciał zapłacić używając dolarów australijskich i kanadyjskich, posiadanych od lat. „Panie chce się tego pozbyć” – wyznał rodak a na informację, że do najbliższego banku, w którym to może zrobić jedzie się 10 minut taksówką lub godzinę pieszo w 40 stopniowym upale postanowił iść pieszo komentując pod nosem jak to mu się rzuca kłody pod nogi i że w dzikim kraju, tylko tak bywa. Pytanie dlaczego nie poszedł do kantoru w kraju, tam bez problemu mógł się pozbyć „uciążliwej waluty” pozostało bez podpowiedzi.

Kilka kolejnych dni przebiegło spokojnie, wysoko nosząc sztandar dumy narodowej, zostałem ukarany już na lotnisku. Lot czarterowy w środku nocy, w kolejce stoją pasażerowie odlatujący łączonym lotem do Katowic i Warszawy, kolejka zostaje podzielona na kolejkę Katowicką i Warszawską, stojąc w tej pierwszej w ucho wpadają wrażenia jakimi się dzielą nasi rodacy, jaka to wódka była w barach, jakie to jedzenie podłe było, bo i żurku nie ma i do rolady tęskno. Kolejka stoi a na tablicy odlotów pokazuje się opóźnienie, 70 minut, później dziewięćdziesiąt, część kolejki faluje z emocji, reszta przysypia na stojąco, kiedy zauważamy, że tak naprawdę jeszcze nikogo nie odprawiono z powodu jakiejś awarii, mamy czas do odlotu opóźnionego samolotu jeszcze ponad 3 godziny. Jednak polska natura zaczyna górować, a może to tylko efekt nadmiaru drinków pochłanianych dzięki formule all-inclusive? Pan z Katowic dostaje amoku i postanawia wytłumaczyć obsłudze jak powinno się pracować, dosłownie napada na punkt odpraw i operując pewnym słowem na „k” we wszystkich odmianach krzyczy, że jemu się spieszy. Rano ma być w pracy i to za kółkiem, więc musi jeszcze się przespać. Jedyne rozsądne było to, ze powinien się przespać, w jego stanie upojenia to ze dwie doby minimum zanim w miarę bezpiecznie będzie mógł prowadzić. Usiłujący go uspokoić rezydent słyszy jak to zaraz dostanie „w mordę” od „pana turysty”. Cześć kolejki bierze w obronę i rezydenta i obsługę, a towarzystwo „aktywisty” zamiast go zabrać i uciszyć dolewa jeszcze oliwy do ognia niewybrednie komentując zachowanie broniących. Naszym największym marzeniem jest zapaść się pod ziemie, albo aby tego awanturnika, przywołały do porządku służby porządkowe wlepiając solidny mandat i fundując mu dodatkowy pobyt w słonecznym kraju, który by mógł oglądać zza krat przez kolejne kilka tygodni, zanim Konsul z Kairu pofatyguje się (lub wyśle pismo) na południowy Synaj.

Finalnie odprawa ruszyła, rozjuszony „byk” opadł z sił i w miarę pokornie zachowywał się w hali odlotów a rezydent i obsługa przyjęli nasze przeprosiny za człowieka, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy na oczy. W rewanżu podziękowali nam za przyzwoite zachowanie w trudnej sytuacji. Czasami można tylko żałować, że tacy ludzie nie dostają zakazu wyjazdu za granicę, aby nie przynosić ciężkiego wstydu ojczyźnie.

Wnioski – po pierwsze zawsze wstyd, po drugie jeszcze większy wstyd, jeżeli ktoś jeździ w jedno miejsce na tyle często, że obsługa go zna, po trzecie, – dlaczego mamy tolerować chamstwo?

3 komentarze

  1. (Pan) Kazimirka

    po wyjezdzie z Polski w roku 1988, wracam po raz pierwszy do kraju w roku 1999 – wiele sie akurat zmienilo, ta Polska zmieniona przeciez snila mi sie po nocach i nie wiedzialem , czego sie tak naprawde spodziewac
    Laduje we Frnakfurcie, pozniej w Berlinie – juz blisko do granicy i zastanawiam sie, jak to teraz wszystko wyglada
    i stoje na dworcu kolejowym w kolejce, aby kupic bilet

    odprawiaja gosci w niemieckim stylu – przysiadasz sie do stolika i prowadzisz rozmowe z urzednikiem, dowiadujesz sie pewnie wszystkiego i wybierasz najlepsza opcje dla swojej podrozy, wiec zajmuje to troche czasu

    i nagle po raz pierwszy od wielu, wielu lat slysze polska mowe za soba: “czuje, ze bede chuba musial komus tu k..wa przyp..”

    i nagle w sercu mi cos zalkalo: “rodaku” pomyslalem wzruszony i chcialem sie rzucic mu na szyje

    a pozniej bylo jeszcze bardziej folkowo
    jedziemy pociagiem, po pociagu chodzi jakas wyrozumiala i wciaz usmiechnieta konduktorka niemiecka i slysze jakies ciagle dysputy z moimi rodakami (ktorzy ani w zab niemieckiego, ale obficie jej gestykuluja), nawoluja sie ciagle i cos ze soba zalatwiaja

    okazalo sie, ze sprytni Polacy wykombinowali, ze jezdzi sie taniej na tzw family tickets – a polega to na to, ze na dworcu skrzykuje sie chyba w pieciu, ze niby rodzina i kupuje sie taki bilet, pozniej jednak jest problem, bo kazdy w Berlinie idzie w swoja strone i nie zawsze sie pozniej spotykaja na peronie, wiec teraz wszyscy jada, ale sie nawzajem szukaja – ktos gdzies widzial “tatusia rodziny” w jakims innym wagonie, wiec sprawdzanie biletow trwa w nieskonczonosc

    gdy wysiadlem juz zagranica polska – stoje z torba przywieziona z USA (faktycznie, charakterystyczna, bo byla na ekwipunek hokejowy) i czekam na rodzine, az przyjedzie samochodem i … – nie myle sie, jestem uwaznie obserwowany i to przez wielu roznych osobnikow: pokazuja sie, niby stoja i znikaja w cieniu, aby sie znow pokazac za moment ale tez w ukryciu i w innym miejscu

    pozniej oczywiscie spotykalem wiele innych rzeczy: dobrych, wzruszajacych, sympatycznych i zlych, ale te pierwsze wrazenia pozostaly we mnie na zawsze

    smiesznie bylo

  2. Niestety jest to tak samo przykre jak i prawdziwe. Nakupują kolekcjonerek jak z dokumencikcompl i potem mysla, ze im wszystko wolno… Cale szczescie ciagle da sie spotkac milych i kulturalnych Polaków!

    • A trzeba tak od razu do jednego wora wrzucac??? Tez mam te karty i uwazam ze nic zlego nie robie a juz na pewno nie przynosze wstydu Polsce. Raz jak w taksowce zostawilem portfel to cale szczescie ze mialem juz dowod bo bym zostal z niczym.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 × one =