Paradygmat rozwoju

W obliczu postawy Zachodu trzeba dobrze planować przyszłość

 W obliczu postawy Zachodu wobec kryzysu ukraińskiego, należy dobrze planować przyszłość. W tym ponownie zastanowić się czy opłaca nam się strategicznie członkostwo w NATO, czy nie trzeba redefiniować i uściślić jego zasad?

Będąc w NATO mamy dwa poważne strategiczne problemy przed sobą, których materializacja naraża nas na kłopoty, poprzez dwie główne role jakie w NATO pełnimy:

Rola państwa buforowego w razie konfliktu z Rosją i Białorusią oznacza, że nasze terytorium będzie polem walki. W zależności od intensywności konfliktu grożą nam straty w infrastrukturze lub nawet zeszklenie głównych miast i wyłączenie z możliwości egzystencji ludzkiej na około 20 tyś., lat znacznej części terytorium kraju.

Rola państwa subsydiarnego – pomocniczego sojusznika, cały czas zobowiązuje nas do udowadniania, że jesteśmy „godni” tego, że opłaca się nas bronić. To jest wynik naszej oficjalnej retoryki – takich konstrukcji retorycznych używano dla uzasadnienia udziału naszych wojsk w wojnach za granicami kraju i obszarem właściwości NATO. W praktyce przekłada się to na udział naszych wojsk w jakimś Iraku, Afganistanie, Czadzie i gdziekolwiek, gdzie nie mamy żadnych interesów narodowych w prowadzeniu wojny, ale mają takową potężne zachodnie byłe mocarstwa kolonialne przykładowo sprowadzające rudę uranu z państw Afryki centralnej lub realizujące swoje strategiczne interesy na krańcach świata. To zagrożenie oznacza dla nas ponoszenie kosztów i straty, ale tak było zawsze od przeklętego zauroczenia Polaków – Napoleonem Bonaparte.

Trzeba wyciągnąć mądre wnioski z sytuacji, w jakiej jesteśmy, po tym jaką grę podjęła Polska w trakcie zamachu stanu na Ukrainie. Czynni wówczas w Polsce politycy, wcale nie ukrywali tego, że starali się poinformować i przekazać swoją wizję sytuacji jak największej ilości państw europejskich. Pan Donald Tusk ówczesny premier i jego minister spraw zagranicznych, którego nazwiska nie będziemy wymieniać na naszym portalu z szacunku dla czytelników – przegrali grę, którą podjęli. Niestety kreowanie fikcji się nie udało – „zły Putin” nie wjechał czołgami do Kijowa, nawet nie wysłał swoich wojsk na Ukrainę (nie ma żadnych dowodów). Wszystko, co przedsięwziął, to zgodnie z prawem międzynarodowym zgodził się na przyłączenie proszącej o to niepodległej republiki, jaka wyłoniła się z postpaństwowej przestrzeni na Ukrainie do Federacji Rosyjskiej. W konsekwencji swoich działań nasi politycy zostali wygaszeni – jeden otrzymał stołek, na którym nic nie może zrobić bez zgody najpotężniejszych państw Unii, a drugi został fizycznie pozbawiony stanowiska, w sposób pozwalający mu zachować twarz, przynajmniej na tyle, żeby sam mógł wycofać się z polityki – bez Trybunału Stanu. W praktyce z roli „rozgrywającego” zeszliśmy do roli strefy, nad którą się przelatuje samolotem – w drodze na negocjacje w Mińsku. O większe upokorzenie Polski naprawdę trudno, zupełna utrata prestiżu – zostaliśmy odpowiednio potraktowani przez Ukrainę, której wystarczy, że sama rozmawia z zachodem Europy i Waszyngtonem – nie potrzebując polskiego pośrednictwa. Sceptycyzm Rosji wobec samodzielności naszych polityków na pewno miał pewną rolę, (co jak wiemy nie było pozbawione podstaw po skandalicznej kompromitacji z edytowaniem przemówień ministra spraw zagranicznych w Polsce przez obywatela brytyjskiego, co mogło przyczyniać się do wpływu brytyjskiego wywiadu na treść tych przemówień). Natomiast Niemcy mają własne interesy i nie potrzebują pośrednictwa panów z Warszawy! Francja patrzy na problem pragmatycznie, chce żeby się jak najszybciej skończył i jak najmniej kosztował, – po co więc Polska? Jaką rolę pełniła w konflikcie, – jeżeli wiadomo, że to okrutna wojna domowa, w której władze przejęli oligarchowie sterowani z zewnątrz, a Polacy żenująco skacząc pod flagami, które kiedyś powiewały nad mordercami ich przodków – mówią o budowie demokracji i wolnego rynku na Ukrainie.

Realia są takie, że Zachód a konkretnie pewna dawna brytyjska kolonia położona pomiędzy dwoma oceanami chciała wejść politycznie na Ukrainę i weszła – kosztem kilku tysięcy trupów, w zupełnym braku poważania dla aspiracji niepodległościowych tamtego Narodu, zamieniając miękki reżim oparty na równowadze wewnętrznych układów, na taki, który pozwala sobie ustami premiera podczas wizyty w Niemczech zrównywać powojenną okupację Niemiec i Ukrainy (!) przez ZSRR. To jest naprawdę fenomen w historiografii, warto żeby polskojęzyczni czciciele tryzubów zanim popełnią jeszcze większe idiotyzmy w brataniu się z ludźmi posługującymi się przemocą i kłamstwem, przetłumaczyli sobie kilka ich podręczników i książek. Warto znać rosyjski, bo Rosjanie się wysilili i przetłumaczyli kilka „nowo-ukraińskich” pozycji literaturowych, z których wynika historia tak niesamowita, że takie szczegóły jak „tragedia na Wołyniu” to jedynie epizody – niemające z ich głównego wątku historycznego żadnego znaczenia.

My zostaliśmy sami – nawet bez sprawców i krajowych architektów tego całego zamieszania i partactwa wschodniego, które posłużyło za osła trojańskiego w podpaleniu Ukrainy. Mit wolności, dobrobytu, błękitnych kolorów i zachodniego stylu życia działa i zadziałał także na młodych Ukraińców, którzy się zbuntowali i doszło do tego, do czego doszło. Gorzej że potem bunt społeczny, zwykłych ludzi został wysterowany przez profesjonalnie przygotowane organizacje podziemia nacjonalistycznego, których radykalizm jest przerażający (nawet dzisiaj nie uznają zwierzchności nowych władz na Ukrainie). Potem oligarchowie po opanowaniu mediów przeprowadzili sobie wybory, zwykły marketing polityczny i kraj jest przejęty, jak na razie z sumieniami większości ludzi, którzy uwierzyli w to, że „zły Putin” zabija ich synów i mężów na wschodzie kraju, podczas gdy tam ich rodacy – tacy sami nieszczęśnicy jak oni, wzięli za broń, walcząc z najazdem zorganizowanych hord bandytów i morderców przysłanych przez cynicznych architektów zła z Kijowa. Ci sami radykałowie, którzy podpalili Majdan, zostali wykorzystani do destabilizacji Donbasu, którego ludność nie chciała pozwolić się zastraszyć. Jak narosła nienawiść do walki wysłano zwykłych Ukraińców z poboru, w efekcie brat walczy przeciwko bratu, a służba bezpieczeństwa i jak donoszą różne niepotwierdzone źródła – także zagraniczni najemnicy po woli i po cichu likwidują radykałów, ponieważ przestali być potrzebni a ich dowódcy znają prawdę jak to było na Majdanie – przykładowo, dlaczego w ciałach części zamordowanych tam ukraińskich bohaterów kule zostawiły ślady wlotowe z obu stron – z frontu i z tyłu? Ciekawe prawda? Ewentualnie, – dlaczego poznikały protokoły oględzin zwłok, dlaczego nie było do nich dostępu i inne sprawy, które rozpatrywane szczegółowo każą zadawać pytania o udział profesjonalnych sił trzecich w mordowaniu ludzi i pracowników ukraińskich sił bezpieczeństwa na Majdanie.

Zachód to wszystko wie i rozumie, wszyscy pamiętają że Hitler także zlikwidował kierownictwo bojówek SA po umocnieniu władzy. Na Ukrainie jak na razie przejęcie kraju się udało, ale do jego „zaklepania” jeszcze bardzo daleka droga. Niektórzy politycy mówią wprost o tym, czego boją się powiedzieć nawet najbardziej otwarte na karykaturowanie Boga media, że na Ukrainie realizowany jest scenariusz troski o interesy siły trzeciej – nie Unii Europejskiej, nie Ukrainy, tam swoje załatwia pewna była brytyjska kolonia, dążąca za wszelką cenę do strategicznego zajęcia Federacji Rosyjskiej na jej głównym kierunku strategicznych zagrożeń. Co więcej, Europejczycy wiedzą, że celem pośrednim było oddalenie Europy od Rosji – wbicie klina. To się udało w pierwszym etapie, ale jest coraz więcej głosów nawołujących do rozsądku i zakończenia szaleństwa i głupoty – psucia naturalnych relacji. Dla wszystkich obiektywnych obserwatorów jest oczywistością, że Ukraina nie broniła Krymu, ponieważ jest on etnicznie rosyjski! Natomiast na Donbas wysłano ekspedycję najpierw karną w postaci bandytów i radykałów, którzy mieli wywołać bunt i samoobronę lokalnej ludności a potem ekspedycję pacyfikacyjną, która miała uciszyć świadków i narobić jak najwięcej szkód, żeby powstało wrażenie wielkiej obrony przeciwko nadchodzącej „putinowskiej sile”. Tymczasem przez cały czas konfliktu – pomimo pięknych ścianek promocyjnych z logo tzw. operacji antyterrorystycznej, na tle której oficerowie propagandowi ukraińskich służb opowiadali niestworzone historie – nie pokazano ŻADNYCH wiarygodnych zdjęć lotniczych lub satelitarnych na których byłyby rosyjskie oddziały biorące udział w walkach. Co innego – zgrupowane przy granicy, ale trudno mieć pretensję do Rosjan, że w takim przypadku, gdy codziennie pociski lądują na ich terytorium, a pogranicznicy wykopują codziennie nowe miny po swojej stronie granicy – zasadziliby kwiaty w pasie nadgranicznym. Proszę nie być ekstremalnie naiwnym!

Teraz mamy taką sytuację, że ze względu na zimę i klęskę humanitarną wywołaną przez zdruzgotanie infrastruktury Donbasu przez wojska i oddziały działające z rozkazów nowych władców z Kijowa – doszło do rozmów. W efekcie udało się uzyskać jakieś porozumienie, być może będzie nawet względnie trwałe, w tym znaczeniu, że Ukraińcy nie będą zabijać cywilów z broni ciężkiej, która nie wybiera jak trafia w blok mieszkalny.

Konflikt przeszedł w inną fazę – państwo nowo-ukraińskie uznało ludność Donbasu za ludność wroga i ją porzuciło, przestano wypłacać świadczenia socjalne swoim własnym obywatelom, których domy się ostrzeliwuje przez pół roku – rzekomo dla ich dobra w celu ich wyzwolenia spod władzy „Kremla”. Co więcej przestano opłacać lokalną administrację, służbę zdrowia. Państwo ukraińskie zlikwidowało resztki pozorów przynależności państwowej części wolnego od jego wpływów Donbasu. Co więcej, zdecydowano się nawet na blokadę społeczno-ekonomiczną regionu, podobnie jak odcięto Krym od komunikacji, ze światem, co de facto jest uznaniem zmiany statusu tych rejonów, – na co najmniej wolne obszary samorządowe Ukrainy, zgodnie z porozumieniami z Mińska.

Na to wszystko nakłada się jeszcze bierność władz Ukrainy, które nie chcą przeprowadzać koniecznych reform w kraju, ponieważ AUTOMATYCZNIE musiałoby to oznaczać naruszenie interesów grupy potężnych i wpływowych oligarchów, którzy są realnym zapleczem władzy na Ukrainie. Przez rok nie zrobiono praktycznie niczego, żeby w tym kraju poprawić formalne warunki do prowadzenia działalności gospodarczej – nie zdjęto podstawowych barier administracyjnych. Na Ukrainie zapowiada się druga rewolucja, znowu robiona przez ludzi – w tym przez radykałów, którym nie można odmówić ich sposobu rozumienia miłości do własnej Ojczyzny. Jak wszystko na to wskazuje, władze zrobią wszystko, żeby metodami policyjnymi wyciszyć społeczne emocje, a do tego nadać im jednoznaczny rusofobiczny kierunek poprzez manipulacje przekazem mediów.

Jest oczywistością, że Zachód w takich warunkach nie zaangażuje żadnych poważnych pieniędzy na Ukrainie, kilka miliardów z instytucji międzynarodowych można dać, to nie jest problem, jednakże NIE BĘDZIE INWESTYCJI, jeżeli już to krótkie spekulacyjne, nic więcej. Całość jawi się jako jedno wielkie piekło, w którym najbardziej cierpią zwykli Ukraińcy, okłamani, oszukani i wykorzystywani, a teraz manipulowani – jutro zastraszani jak ich kuzyni w Donbasie.

Zachodnie Think tanki pozwalają sobie na różne symulacje, w tym na scenariusz stworzenia na Ukrainie państwa policyjnego, gdzie każdy, kto sprzeciwi się władzy będzie od razu uznany za „ruskiego szpiega lub zdrajcę” i izolowany lub zlikwidowany. Tylko przemoc będzie w stanie zagwarantować utrzymanie władzy po stronie oligarchów i takie moderowanie reform, żeby płacił za nie ten umęczony Naród a nie oligarchowie. To tylko kwestia czasu – wystarczy popatrzeć jak skutecznie zlikwidowano opozycję, dawną Partię Regionów – zastraszając ludzi, strzelając z granatników do ich domów, porywając rodziny, wywożąc ludzi w śmietnikach z miejsc pracy – po prostu zastraszając i bijąc. Jako zwolenników okrzykniętego zdrajcą Janukowycza – nikt tych ludzi nie żałował. Odcięcie od mediów i moderowanie przekazu nadało kontekst. Do tego wszystko jest podlewane sosem wściekłej nienawiści do Rosji i Rosjan, która udziela się zwykłym ludziom. Znajomi Rosjanie ze zdumieniem odchodzili od telefonów jak usłyszeli przekleństwa zamiast wzajemnych życzeń świąteczno-noworocznych! To jest niesamowite jak bardzo poszczuto Ukraińców i to na skalę, która przypomina tylko faszyzm niemiecki z lat 30-tych.

Problem polega na tym, że ta radykalizująca się Ukraina może jutro sięgnąć po broń jądrową, a po tym jak już nie będzie dało się okłamywać Ukraińców, że Zachód ich „kocha”. Wówczas wrogiem może stać się Polska, jako kraj winny „machinacji”, trzymających Ukrainę na dystans. Naprawdę propaganda może zrobić wszystko. Jeżeli ukraińska rewolucja zaczęła się od zakazu używania języków innych niż ukraiński? Tam, wszystko jest możliwe – każdy scenariusz.

Musimy dobrze zaplanować przyszłość, w tym scenariuszować nasze relacje i oczekiwania – oraz jak najbardziej wzmocnić państwo, tak żebyśmy byli zdolni do przyjęcia na siebie zagrożeń wszelkiego typu.

Trzeba uważać na wrogów, w tym wrogów wewnętrznych, z których chyba pożyteczni idioci, wierzący i wyrażający kłamstwa każdym swoim stanem są najbardziej niebezpieczni, ponieważ usypiają czujność.

Ludzi odpowiedzialnych za naszą dzisiejszą pozycję trzeba w miarę możliwości rozliczyć. Jest potrzebny albo konsensus wszystkich przedstawicieli różnych nurtów politycznych, albo zastąpienie ich przez nowe siły – zorientowane narodowo-centrycznie z silnym naciskiem na etniczność, albowiem jeżeli obce służby specjalne będą pisać przemówienia przykładowo naszym ministrom spraw zagranicznych, to my zbyt daleko nie zajdziemy.

Musimy mieć świadomość, że w przypadku negatywnego rozwoju scenariusza w stronę regionalnego chaosu – nasze państwo może upaść, a nie wszystkim sąsiadom zależy na tym, żeby w razie powtórzenia się historii je odbudować – zwłaszcza w tych samych granicach. Przecież nie trzeba wiele, wystarczy tylko zmiana nastrojów politycznych u zachodniego sąsiada i co wówczas zrobimy? Swoją drogą warto będzie posłuchać wówczas naszych elit, bo wyczerpania się formuły Sojuszu – tzw. doktryna Komorowskiego nie przewiduje…

Jeżeli w razie konfliktu zbrojnego, w tym nawet hybrydowego – uda się nam zadać napastnikom tak duże straty, że będą musieli się zatrzymać przed wejściem w Polskę, to przetrwamy. Dlatego ze wszelkich sił należy wzmocnić armię i dokonać militaryzacji społeczeństwa, tak żeby każdy Polak umiał posłużyć się bronią i znał procedury postępowania w przypadku kryzysu – bez potrzeby ich ogłaszania lub przeprowadzania pod lufami własnych struktur siłowych.

Nie można dopuścić do upadku państwa, – jeżeli do tego dojdzie – czeka nas niewiadoma, może się okazać, że o naszym losie będą decydować polskojęzyczne elity posiadające rodziny na Zachodzie, którym zachodnie służby specjalne napiszą nie jedno przemówienie… NIE MOŻNA DOPUŚCIĆ DO WIELKIEGO ROZCZAROWANIA. Niestety jesteśmy dzisiaj totalnie słabi – nie bylibyśmy wytrzymać nawet scenariusza chaosu na Ukrainie, który wywołałby klęskę humanitarną i masową migrację ludzi. Nie można pod żadnym pozorem pozwolić na rozsianie chaosu. Musimy wzmocnić państwo, jego struktury – jego siły zbrojne. Nie można na to żałować pieniędzy!

Niestety, jeżeli chcemy tutaj przetrwać – musimy być gotowi do walki. Nie ma alternatywy, żadni sojusznicy nie przyjdą i nie będą za nas umierać. To jest naprawdę ciekawe, że nasze elity tego nie rozumieją! Zwłaszcza, że jesteśmy już w epoce post-narodowej i dzisiaj ani historia, ani religia, ani wspólnota losu – nie są narodowym spoiwem. Jednakże na to przez ostatnie zdaje się dziewięć lat SOLIDARNIE (ważne słowo posiadające liczne konteksty) pracowały dwa wielkie prawicowe obozy, a od 25 lat poprzez ekonomiczne upośledzenie Narodu pracują na to praktycznie całe elity hołdujące neoliberalizmowi, który owszem sprawdził się i służy – na Zachodzie. My nie będziemy mieli 300 lat spokoju i licznych kolonii, pozwalających budowę społeczeństwa burżuazyjnego! Musimy mieć inną drogę, inną organizację społeczeństwa. Znieczulanie na wartości narodowe jest systemowym, prawie na pewno celowym i przemyślanym osłabieniem państwa…

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

7 komentarzy

  1. Wierny_Czytelnik

    Oj, żeby tak Piłsudski ożył chociaż na miesiąc ! Zauważam duże podobieństwo pomiędzy autorem a Marszałekiem jeżeli chodzi o retorykę

  2. Słuszny tekst, ale fraza: “członkostwo w NATO, czy nie trzeba redefiniować i uściślić jego zasad?” – jest fałszywa.

    Tylko że to nie Polska (jako klient) będzie REDEFINIOWAĆ zasady, tylko ci wielcy z NATO, co mają broń A, B i C …

    Jesteśmy wygodnym i usłużnym BUFOREM, i jako BUFOR musimy tak kombinować, żebyśmy przypadkiem NIE ZNIKNĘLI.

    O nic więcej nie powinniśmy zabiegać.

  3. Od pewnego czasu, na różnych spotkaniach politycznych, zadaję różnym politykom, jedno pytanie; Czy na pewno za lat 20 będziemy jeszcze istnieć jako państwo, biorąc pod uwagę fakt, że nie posiadamy własnego przemysłu, własnych banków, własnej nauki za to z bardzo biednymi ludźmi, o któreych los nie martwią się elity polityczne i intelektualne naszego kraju. Kraju skonfliktowanego z sąsiadami. To pytanie wywołuje wielki popłoch ale odpowiedzi nie słyszę. I myślę, że nie usłyszę…

    • Jestem umiarkowaną pesymistką, obserwując to co dzieje się w Polsce i na świecie przypuszczam, że za 20 lat z państwa polskiego zostanie nam tylko nazwa, obym była złym prorokiem.

  4. inicjator_wzrostu

    Będziemy istnieć, ale już w innej organizacji państwowej.
    Ta co jest rozmyje się na przeróżne LANDY …
    Może to i lepiej, bo ta LECHICKOŚĆ trochę chyba przeszkadza sąsiadów.
    Jesteśmy w UE i mamy się z tego cieszyć.
    Cieszyć jak cholera …

  5. To nasze pokolenie odpowiada za bliski już upadek państwa polskiego. Sami siebie okrzyknęliśmy Germanami Wschodu. Na zamówienie Nowego Wielkiego Brata stanęliśmy do walki przeciwko ludom słowiańskim. Klaskaliśmy radośnie gdy uranowe bomby burzyły Belgrad i inne serbskie miasta. Ochoczo oddaliśmy wrogiemu imperium wszystko co wiedzieliśmy o ojczyznach i Rosjan i Białorusinów, aby w przyszłych bombardowaniach jak najmniej cennych ładunków jądrowych zostało zmarnowanych. Staramy się jak możemy szkodzić interesom politycznym Czechów. Dokładamy starań aby Polska stała się niepokonaną przeszkodą w wymianie handlowej wschód-zachód. Ochoczo pozbyliśmy się swojej infrastruktury przemysłowej zamieniając fabryki na niespłacalne długi. W imię czego to uczyniliśmy? Czy nasz Nowy Wielki Brat przyrzekł nam udział w łupach? Czy liczymy, że w razie zwycięskiej wojny potraktuje nas hojniej jak w Iraku? A kogóż on już potraktował hojnie? Wierzymy , że to “Polish Jokes” będą pierwszymi którzy dostąpią jego wdzięczności? Jak w takich warunkach mamy budować swoje bezpieczeństwo? Dla Nowego Wielkiego Brata mamy jedynie wartość utylitarną, dla sąsiadów z zachodu jesteśmy w najlepszym razie bezwartościowi, a w dobrym okupantami Faterlandu. Dla ludów wschodu i południa jesteśmy “haniebni i bezwstydni… prowadzeni przez najpodlejszych wśród podłych”. Nie mamy potencjału przemysłowego pozwalającego rozwijać się gospodarczo i produkować uzbrojenie. Utraciliśmy też narodową kulturę i poczucie wspólnoty narodowej. Dziś już tylko kibole są potencjalnymi kandydatami gotowymi na poświęcenia dla wspólnoty. Reszta uważa, że żaden zaborca nie będzie gorszy od obecnego. Na jakich podstawach chcemy oprzeć narodowe bezpieczeństwo. Myślmy więc raczej na powtórce XVII wieku, aby przyszli zaborcy okazali się równie litościwi jak tamci.

    • Rozumiem Pańskie rozgoryczenie.Jednak napiszę,
      z tymi “polakami” począwszy od bandyckiego bombardowania Belgradu i wcześniejszych występków,
      NIGDY nie będę entuzjazmował się
      natowską szabelką.Sądzę,iż nie jestem odosobnionym przypadkiem – jest NAS więcej.”polacy” w Warszawie,
      i Naród POLSKI to dwa oddzielne tematy – wspólnie mamy
      bardzo mało,a może nie mamy NICZEGO co nas jednoczy.
      MY i “ony”…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.