W niewoli kalendarza

graf. red.

W niewoli kalendarza, żyjemy kolejny rok od rocznicy, do rocznicy – historia, spojrzenie w przeszłość, to determinuje naszą teraźniejszość. W wykonaniu tej władzy, stało się to jeszcze bardziej natarczywe, wręcz historia i wspominanie kolejnych narodowych dramatów lub przeważnie zmarnowanych triumfów – to nakaz naszej współczesności. Jeżeli ktoś się chciałby przeciwstawić, to zderza się z murem rozumienia patriotyzmu, sprawy narodowej, wszystkiego co koncentruje się wokoło polskości pojmowanej plemiennie i oczywiście pod nadzorem jedynie słusznej instytucji międzynarodowej, eksportującej pewną religię na cały świat. Czy może raczej z wizją tej rzeczywistości, rzekomo patriotycznej utworzoną dla korzyści tych, którzy mają władzę, mogą nakazywać, zakazywać i karać.

Co jest szczególnie ciekawe, to daty do aktualnej wersji kalendarza rocznicowego, są dobierane w sposób istotnie pasujący do klucza politycznego rządzących. Abstrahując nawet od daty dnia dzisiejszego, nie da się uniknąć wrażenia, że oto mamy rzeczywistość, w której wykorzystuję się historię do modyfikacji rzeczywistości, tej w której żyjemy.

Nie jest bowiem tak, że historia nie ma dla nas znaczenia. Wręcz przeciwnie, jest nauczycielką życia, co więcej warto z niej wyciągać wnioski i przyglądać się temu, jakie błędy doprowadziły do jakich skutków. Polacy, zwłaszcza ci, którzy jeszcze załapali się na wykształcenie w okresie PRL-u, potrafią myśleć krytycznie i umieją oceniać sytuację. Właśnie dlatego, jakiekolwiek myślenie w kategoriach manipulowania rzeczywistością, poprzez robienie kolejnych wstawek historycznych, jest bardzo krótko perspektywiczne.

Kij historyczny ma bowiem dwa końce, z jednej strony jest historia i to, co można poprzez jej przypominanie osiągnąć, a na drugim końcu jest to, co się wyzwala – histeria, totalne nieporozumienie i orgia przeszłości rzucającej długie cienie na rzeczywistość.

Oczywiście można żyć od rocznicy, do rocznicy, a święta państwowe przeplatać świętami kościelnymi, czy jakimi tylko chcemy. Nie ma co do tego żadnych przeszkód, naprawdę można się obrócić w przeszłość i w nią spoglądać, chcąc widzieć w niej, tylko to co uznajemy za wartościowe, interesujące lub potrzebne dla nas z punktu widzenia współczesnego podtrzymywania rachunku krzywd.

Czy mamy jednak świadomość, jak olbrzymią władzę mają ludzie, którzy układają nam kalendarz rocznic, zdarzeń i kolejnych historycznych wspomnień? Powiedzieć o manipulowaniu rzeczywistością i moderowaniu naszego sposobu percepcji rzeczywistości poprzez fakty historyczne i okoliczności religijne (jako wzmacniacz), to mało powiedzieć. Tutaj trzeba spojrzeć w stronę kształtowania nowego człowieka, nowych wzorców dobra i zła, a przede wszystkim rozumienia patriotyzmu, jako klucza do stygmatyzacji. To smutne, ale niestety jest realne, a najbardziej to widać w przypadku jakichkolwiek prób racjonalizacji rozumienia skutków dramatu Powstania Warszawskiego, na temat którego dyskusja nadal w naszym kraju NIE JEST MOŻLIWA i chyba nie będzie możliwa kiedykolwiek.

W ogóle układ dat sierpień – wrzesień pokazuje istotę skomplikowania naszej historii i problemy z jej rozumieniem. Być może spotka nas za to spontaniczna potrzeba popełnienia samobójstwa we własnej łazience, ale od paru lat, istotnie widać, że w datach wrześniowych bardziej koncentrujemy się na spojrzeniu na Wschód, niż na Zachód. Nie chodzi tu o jakąkolwiek relatywizację winy, czy w ogóle kładzenie na szali winy „ze wschodu” i tej „z zachodu”. Takie rozumowanie samo w sobie jest ahistoryczne i służy tylko i wyłącznie zmętnianiu współczesności.

Po 1 sierpnia następuje 1 września, w międzyczasie inne daty z dalszej i bliższej przeszłości, potem 17 września i tak dalej – jedno wielkie koło wspominania przeszłości i odciskania jej na teraźniejszości. Tak co roku, tak ciągle, tak w koło. Jeżeli chcielibyśmy jednak zapytać o wnioski z przeszłości, już chociażby o ocenę sytuacji, która doprowadziła do dramatu we Wrześniu 1939 roku, to napotykamy na zderzenie z rzeczywistością tworzoną przez strażników systemu, którzy nie dopuszczają jakiejkolwiek dyskusji.

O historii trzeba pamiętać, nie można jej wypierać, jakkolwiek dramatyczna by nie była. Nie należy jednak przedkładać historii nad rzeczywistość, a na pewno nie można definiować przyszłości przez przeszłość. To największa zbrodnia jaką można wyrządzić Narodowi. Nie chcemy żyć w niewoli kalendarza… a tymczasem kolejne amerykańskie firmy, jak również kolejne kraje, jeszcze niedawno uznawane za zacofane – latają w kosmos, produkują jeszcze lepsze procesory itd.

23 thoughts on “W niewoli kalendarza

    • 17 września 2020 o 11:14
      Permalink

      DOBRZE JEDNAK CZASAMI MIEĆ SWOJE WŁASNE ZDANIE …

      Odpowiedz
  • 17 września 2020 o 07:48
    Permalink

    Nie zapomnimy! nie zapomnimy!

    Odpowiedz
    • 17 września 2020 o 09:01
      Permalink

      @WPK

      No nie zapomnimy pod jaką okupacją religijną jesteśmy. Nie zapomnimy, czyje interesy miała zrealizować napaść Niemców na Polskę i ZSRR.

      A więc ku przypomnieniu i wiecznej pamięci:
      Wyciąg z tajnego raportu Martina Bormana, zastępcy Hitlera, z posiedzenia, jakie się odbyło w dniu 2 października 1940 roku w mieszkaniu Hitlera:
      „Polakom – mówił Hitler – nie będzie wolno podnieść się na wyższy stopień, ponieważ staliby się natychmiast komunistami. Dlatego jest rzeczą zupełnie właściwa, ażeby Polska zachowała swój katolicyzm. Polscy księża będą dostawali od nas żywność, będą natomiast w zamian prowadzili swe owieczki w kierunku wyznaczonym przez nas. Księża będą przez nas opłacani i będą wygłaszać kazania według naszych życzeń. W wypadku, gdyby jakiś ksiądz przeciwstawił się temu, trzeba załatwić się z nim w sposób najkrótszy. Księża powinni trzymać Polaków w głupocie i ciemnocie, co całkowicie odpowiada naszym interesom. Podniesienie Polaków na wyższy stopień intelektualny równałoby się utracie sił roboczych, których potrzebujemy”.
      Teraz rozumiemy, dlaczego w okresie zaciętego prześladowania wszystkiego, co polskie, zamknięcia wszystkich pism polskich i prześladowania polskich pisarzy i dziennikarzy, gen. Gub. Frank zezwolił na wydawanie już w roku 1940 „Rycerza Niepokalanej” i przeglądów diecezjalnych. Nie uważał tych wydawnictw, i słusznie, za prasę polską, tak jak prasą polską nie był „Kurier Częstochowski”, „katolicki organ prasowy Generalnego Gubernatorstwa” ( wychodzący bez przerwy od 14 września 1939 do 16 stycznia 1945 r.) ani „Nowy Kurier Warszawski”, ani „Fala”.
      http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/11/zerwanie-konkordatu-z-1925-r-i-porozumienie-zawarte-miedzy-rzadem-rp-i-episkopatem-polski-z-dnia-14-kwietnia-1950-r/

      https://demotywatory.pl/4945421/Bog-byl-z-nimi
      https://demotywatory.pl/41695/Gdzie-byl-Bog-w-czasie-wojny

      Wyguglać na onecie:
      “Niemieccy biskupi o II wojnie światowej: nasi poprzednicy byli współwinni”

      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3540/q,Korporacjonizm.papieski.i.faszystowski

      Hitler i Niemcy przegrali z komunizmem radzieckim, ale faszyzm w Kościele pozostał zakonserwowany i czeka na odpowiednią tylko chwilę, żeby jak hydra odrosnąć.
      Pamiętamy i nie pozwolimy.

      Odpowiedz
    • 17 września 2020 o 10:54
      Permalink

      A Czesi pamiętają o Zaolziu…

      Odpowiedz
      • 17 września 2020 o 21:13
        Permalink

        Intieresno kto do kogo winien kierować pretensje i komu należałoby odświeżyć odświeżyć pamięć!

        Przegląd starej prasy naszych sanacyjnych socjalistów-masonów, odnośnie nieco wcześniejszej daty.
        Me(n)dia, i wiara to jednak potęga! 🙂 https://joemonster.org/art/40611

        Odpowiedz
  • 17 września 2020 o 12:18
    Permalink

    Doskonale stonowany artykuł.

    Istotna fraza: “nie można definiować przyszłości przez przeszłość.”

    I amen.

    Odpowiedz
  • 17 września 2020 o 17:39
    Permalink

    Kalendarz historyczny wyznacza rytm życia państwa – arbitralnie określa co jest właściwe a co nie, wypiera zdrowy rozsądek i bezstronną ocenę sytuacji. Uwikłani w przeszłość szukamy wskazówek dla teraźniejszości i przyszłości. Taki kalendarz niszczy kraj, niszczy społeczeństwo, które już od najmłodszych lat jest w tym względzie indoktrynowane, głównie na lekcjach języka polskiego przez lektury z czasów braku niepodległości. Nieważne, że teraz mamy swoje państwo, bo my mamy ideę ciągłej walki, jak nie z wrogiem zewnętrznym to z wewnętrznym. W rezultacie rolą państwa stało się dążenie do odtwarzania “idealnej” przeszłości, a kto tego nie chce, ten nie jest patriotą.

    Ten kompletny brak zrozumienia, że rolą państwa nie powinno być dążenie do odtworzenia idei z przeszłości, lecz zwykłe organizowanie życia obywateli tak, aby było ono bardziej znośne teraz i stwarzało lepsze perspektywy na przyszłość, powoduje dziwne wynaturzenia roli jakie obecne państwo pełni i jak kształtuje ludzi.
    Ciągłe brednie o jakichś ideach i misjach do pełnienia (przedmurze, trójmorze, przyczółek, flanka, “za Waszą i Naszą wolność” itp.) tak zniekształcają rolę państwa, że nie dziwię się, że działa ono jak działa. Ostatnio dorzuca się do tego jeszcze walkę z “niedemokratycznymi” rosyjskimi surowcami i paliwami, walkę z “niedemokratycznym” chińskim sprzętem i programami – jakby te surowce i produkty miały w sobie coś przeklętego. Te “idee fixe” narzucane społeczeństwu ogłupiają je, i powodują, że staje się ono jeszcze bardziej podatne na ideowy bełkot władz.

    Trzeba rozumieć, że przeszłość jest tylko przeszłością, i powrotu do niej nie ma. Powinna zostać tam, gdzie jej miejsce, tj. tylko na kartach książek o przeszłości. Jeśli jednak jest nauczana jako “właściwa droga życia”, to niszczy ona teraźniejszość i przyszłość. Ludzie powinni żyć chwilą obecną i tym, co może im zaoferować jutro, a nie wczorajszym dniem. Nie trzeba egzaltować się minionymi klęskami (sukcesów raczej nie było) do których przyczyniało się krzewienie bzdurnych idei, a potem manipulowanie tak zindoktrynowanym społeczeństwem, żeby bezmyślnie uczestniczyło w awanturach, które niczego nie załatwią (oprócz klęsk i morza krwi), bo są z góry przegrane.

    Władza, której retoryka wpisuje się w apoteozę przekleństwa przeszłości, może liczyć tylko na kolejne dostawy “prawdziwych” bohaterów, grobów, zniczy, apeli itp. To nakręci im kolejnych chętnych do zguby. Tak oto zamiast myśleć o poprawie egzystencji obywateli, buja w obłokach chorych idei. Nie dociera do niej, że nasze realne państwo istnieje, że nie trzeba walczyć o jego istnienie z wrogami “wewnętrznymi i zewnętrznymi”, a starać się jedynie poprawić jego organizację i stawiać sensowne cele rozwojowe. Jeśli jednak wybiera się zawieruchy ideowe, to przyspiesza się jedynie koniec tej państwowości. Państwo jest dla ludzi, a nie dla idei.

    Odpowiedz
    • 17 września 2020 o 18:08
      Permalink

      100/100. Dodam jedynie, że naszym przekleństwem jest mesjanizm, giedroycizm, megalomania, mocarstwowość i…kompleksy.

      Odpowiedz
    • 17 września 2020 o 21:01
      Permalink

      @Ali
      Pełna zgoda, ale jest jedno ale.
      “Trzeba rozumieć, że przeszłość jest tylko przeszłością, i powrotu do niej nie ma.” – otóż dla dawnych klas posiadających to co się stało w wyniku rewolucji ludowej w Polsce z utratą ich wpływów i majątków, władzy i prestiżu – jest nie do zaakceptowania. Dlatego żyją tylko przeszłością i do niej wracają. Mają typowy syndrom ofiary i kata w jednym. Bo oni żyją zemstą i chęcią odzyskania wszystkiego co możliwe. To im przede wszystkim jest potrzebna polityka histeryczna i niszczenie pamięci o światłej przeszłości a gloryfikowanie ich klęsk, bo one utrzymują ich przy władzy, dzięki otumanieniu społeczeństwa. Jest to zamierzone trzymanie ludu w stanie permanentnego stresu i winy za ich straty. Lud ma się czuć winny utraty stanu ich posiadania i władzy. To są subtelne mechanizmy psychologicznego panowania nad umysłami ludu stosowane specjalnie w tym celu.

      Tu nie chodzi o dobro Polski i Polaków, dla dawnego “jaśnie państwa” i ich potomków jak się wydaje, w większości lud i jego dobrobyt nie miały nigdy znaczenia. Liczyła się tylko ich władza i zyski. To jest ich walka o powrót do władzy absolutnej, a do tego potrzebna im zmiana paradygmatu myślenia młodych pokoleń Polaków, coby się nie orientowali w ogóle, co ich rodzice, dziadkowie i pradziadkowie zawdzięczali PRL i ZSRR, a o czym oni mogą tylko pomarzyć na prekariacie.

      A poza tym jest to z ich strony zwykła zemsta na narodzie za historyczne niepowodzenia i upadek który zaliczyli przez ten naród popierający kiedyś bolszewików i komunistów, ludowców i socjalistów. Oczywiście tego wprost nie powiedzą, ale znałem kilku takich zionących nienawiścią do narodu za straty jakie ponieśli kiedyś i musieli własnymi rękami zapracować na swoje utrzymanie. Oni już nie żyją, ale ich dzieci są przesiąknięte nienawiścią do narodu, plebsu, gawiedzi, jak to nazywają i poprą każdą manipulację oraz fałsz historyczny byle tylko odzyskać władzę oraz dawny stan posiadania.

      Kolejnym powodem jest zatarcie śladów własnej nieudolności i zdrady narodowych interesów. Ale to im się nie uda w dobie powszechnej wymiany informacji, nie jest to łatwe, aczkolwiek młode pokolenia są faktycznie przez nich już spaczone i trzeba je delikatnie wyprowadzać z fałszywej świadomości. Wiele młodzieży jest już straconej na zawsze, zafiksowanej na prawicowej wersji historii i poddanej kontroli umysłu ze strony Kościoła.

      Odpowiedz
  • 17 września 2020 o 18:19
    Permalink

    Dobór do kalendarium, jest w Polsce specyficzny.
    I polityczny…..
    Pytanie brzmi, dlaczego świętujemy wyłącznie klęski?
    To zdecydowanie odróżnia nas od innych narodów.

    Historia magistra vitae.
    Ponoć.
    Czego nauczylismy się na błędach przeszłości?
    Obawiam się, że niczego.
    Konsekwentnie je powtarzamy.
    A przecież stare błędy powielane obecnie dadzą stare wyniki.
    Bo natura ludzka się niewiele zmieniła w ciągu wieków.

    Czym skończyły się zamorskie sojusze, imperialne zapędy, buńczuczne wypowiedzi, rzady zagranicznych ambasad, podporzadkowanie się cudzym interesom?

    Koszt polskiej krwi, niewiele znaczył w globalnych rozgrywkach.
    Wielokrotnie używano nas do brudnej roboty, walczono do ostatniego polskiego żołnierza.
    Może warto dokonac w końcu bilansu zysków i strat?
    Przestać pozwalać na instrumentalne wykorzystywanie nas?

    Niestety, polscy politycy na to nie pozwolą.
    Zbyt wiele by stracili.
    Osobiście.

    Odpowiedz
  • 17 września 2020 o 19:29
    Permalink

    Z czego to było?

    “Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość.”…….

    Prorok ten Orwell, czy co?
    A może jedynie przenikliwy obserwator rzeczywistości?

    Poziom manipulacji tłumem, ocenami przyszłości, wnioskami z teraźniejszości i przyszłości, formułowanymi na zamówienie, jest przerażający.
    Ciemny lud to kupuje.

    Można zacytować “Do prostego człowieka”
    Tyle że ten prosty człowiek jest obecnie znacznie głupszy niż w 20 leciu międzywojennym.
    W ciągu 100 lat znacznie zwiększono poziom możliwości manipulacji prostymi udźmi, ich poglądami.

    Odpowiedz
      • 18 września 2020 o 09:29
        Permalink

        @krzyk58

        Znowu lokowanie produktu pod postacią prawackiej ciemnoty i spaczonego obrazu PRL?

        Linkowana analiza Kosseckiego jest w większości mylna i pomija zasadniczo destrukcyjną rolę “jaśnie państwa” na uczelniach, które tylko pod przymusem systemu godziło się na jako taka pracę i praktycznie blokowało rozwój naukowy bardziej inteligentnych młodych ludzi z warstw chłopskich i robotniczych przynajmniej w tzw. naukach humanistycznych. Nepotyzm tam zaczął się już za czasów Gomułki, wpuszczano tylko swoich rzekomo inteligentniejszych, którzy gwarantowali rozwalanie systemu od środka. Inni których narzuciła partia mieli pod górkę, bo zawsze spotykali się z krytyką i blokowanie rozwoju oraz badań. Przykładów mógłbym podać przynajmniej kilka.

        Mimo wszystko to był najświatlejszy okres w historii nauki polskiej i jej dynamiczny rozwój. Przejście od ciemnoty postfeudalnej do nowoczesności w przyśpieszonym tempie. Oczywiście to się zaczęło już w II RP, ale stagnacja była widoczna, wtedy to był powolny rozwój. Natomiast w PRL nabrał dynamiki, i mimo dużych braków kadrowych w nauce bo Niemcy przecież zlikwidowali nam większość naukowej inteligencji, zdążyliśmy nadrobić zaległości wobec zachodu, a nawet ich prześcignąć w niektórych dziedzinach.

        Kossecki pominął zupełnie rolę Kościoła w blokowaniu oświaty i nauki w Polsce.

        W jednym miał tylko rację, chociaż też z niektórymi tezami można by dyskutować, cyt. z linku:
        “Kiedy po 1956 roku rozpoczął się okres naszej wzmożonej wymiany naukowej z Zachodem, ośrodki kierujące w tym czasie nauką polską nie miały nowoczesnej koncepcji wykorzystania w naszym interesie tej wymiany. Taką koncepcję miał oczywiście wywiad SB (polegała ona na kradzieży informacji) i on też w znacznym stopniu sterował wymianą naukową z Zachodem w swoim interesie, a że nie był on zainteresowany w rozwijaniu polskiej samodzielnej nauki (z tego MSW nie rozliczano), lecz raczej w wykorzystaniu naukowców do celów rozpoznania ośrodków zachodnich, więc to sterowanie przez MSW wymianą naukową z zagranicą nie wyszło na zdrowie naszej nauce.

        Natomiast ośrodki zachodnie miały swoją koncepcję wykorzystania wymiany naukowej z Polską i innymi krajami komunistycznymi – oczywiście w interesie własnym. Co więcej dla zachodnich ośrodków walki informacyjnej nie było najważniejsze prowadzenie zwykłego wywiadu naukowego, lecz kładziono nacisk na subtelną inspirację i propagandę socjologiczną – a wobec tych działań PRL-owskie służby walki informacyjnej były właściwie bezbronne.

        Przede wszystkim rozpoczęto kaperowanie najzdolniejszych polskich naukowców, zwłaszcza młodych, z których wielu pozostało na Zachodzie m. in. dlatego, że ich rozwój naukowy był w kraju hamowany przez starszych kolegów, wykształconych w okresie stalinowskim.

        Jednakże od tego „drenażu mózgów” dla rozwoju nauki polskiej znacznie groźniejszy był inny proces. Do najciekawszych, najistotniejszych badań dopuszczano na Zachodzie tylko tych naukowców z krajów komunistycznych, którzy decydowali się pozostać na stałe za granicą lub byli swego rodzaju „mężami zaufania” (często wręcz agentami wywiadu naukowego) odpowiednich ośrodków zachodnich. Reszta, a była ich większość, trafiała z reguły tam gdzie prowadzono mało istotne (zwłaszcza z punktu widzenia zastosowań) badania, nie byli zaś dopuszczani do badań istotnych.

        W rezultacie, po zakończeniu swego pobytu na Zachodzie, nasi naukowcy przywozili do kraju najczęściej mało istotną i mało użyteczną tematykę badawczą, jako rzekomo tematykę, którą zajmuje się „nauka światowa”. Jeżeli zajmowali się taką tematyką – wówczas liczyli, że ponownie zostaną zaproszeni na Zachód, zaś PRL-owski wywiad naukowy mógł być zadowolony, że rozpoznaje tematykę uprawianą w „nauce światowej”. Z biegiem czasu następował wskutek tego proces swoisteg „zamulania” naszej nauki drugorzędną problematyką, w najlepszym razie stanowiącą przyczynkarstwo w stosunku do tego, co uprawiały różne naukowe ośrodki zachodnie, w dodatku często nie najwyższej klasy.

        Sytuacja ta była bardzo wygodna dla wszelkiego rodzaju miernot bez talentu, bowiem uprawiając przyczynkarstwo można się było powoływać na „naukę światową”. Ludzie pozbawieni talentu i inwencji twórczej zdobywali coraz większe wpływy na nasze życie naukowe, dbając o zdobywanie wszelkiego rodzaju kwalifikacji formalnych i decydując zarówno o sprawach personalnych jak i tematyce badań naukowych.”

        Te miernoty niestety decydują do dziś o poziomie nauki, ale są one produktem sabotażu “jaśnie pańskiego” na uczelniach i wciągają do nauki inne miernoty. Z tym, że wystarczyło na początku zainwestować w taki sabotaż a potem już się kręciło samo, bo przecież miernota nie wciągnie do pracy inteligentniejszego od siebie. Efekty widać.
        Pracują w niektórych uczelniach całe klany rodzinne, jakby mądrość przechodziła tak prosto z rodziców na dzieci.

        No i teraz mamy wydawanie pieniędzy na teologię i teologów, którzy z nauką nic wspólnego nie mają.

        Sam Kossecki też się chwalił swoim odpowiednim herbowym pochodzeniem i niezbyt przychylnie patrzył na system PRL. To co robił w PRL było przymusem, zresztą kiedyś coś się na ten temat wypowiadał. No i efekty mamy. W każdym razie jeżeli on tak uczył SB cybernetyki jak opisywał i diagnozował poziom nauki w Polsce, to nie dziwię się, że te służby nie dały rady uratować Polski Ludowej. Zbyt dużo zdrajców było w okół.
        Taka prosta prawda.

        Odpowiedz
        • 18 września 2020 o 19:43
          Permalink

          “Nepotyzm tam zaczął się już za czasów Gomułki”
          Znaczi’t, twoim zdaniem za Bieruta (nasi stalinowcy) było OK?

          – Czym Pan tłumaczy nad reprezentację Żydów w stalinowskim aparacie ucisku?

          – Dla Żydów każda droga dojścia do władzy i rządzenia jest dobra. Dlatego też Lenin i Stalin, znając apetyty żydowskie na władzę, dopuścili do zajęcia przez nich wysokich stanowisk w biurze politycznym, co pozwoliło im sprawować władzę dla budowy imperium sowieckiego. Oczywiście, kij ma dwa końce, więc jak to się skończyło dla Żydów, to już dziś wiemy. Niestety, odma zła i krzywd jakich dopuścili się żydowscy działacze w stalinowskim aparacie ucisku, spływa po dzień dzisiejszy na cały naród żydowski, Jest to krzywdzący osąd dla tych Żydów, którzy jako ideowi komuniści wierzyli w możliwość zbudowania państwa, w którym wszyscy ludzie byliby równi i żyli w zgodzie, jak i dla tych, którzy byli w opozycji do stalinowskich barbarzyńców.

          – Czy fakt tej nad reprezentacji ma w dalszym ciągu wpływ na obecną rzeczywistość w Polsce?

          – Starzy żydowscy aparatczycy powymierali, a ich miejsce zajęły ich dzieci i wnuki. Poprzebierali się za różnej maści demokratów i po 1989 roku opanowali czołowe miejsca we wszystkich gałęziach życia w naszym i kraju. Pod hasłami wolnej Polski, na barkach klasy robotniczej, czasami szantażem, wysforowali się na reprezentantów narodu. Niestety, stało się to przy kompletnym braku zjednoczonych sil patriotycznych i przy poparciu szabas gojów, którzy przy okazji
          dostali kawałek macy, pozostałej z żydowskiego stołu.

          – Legenda KOR-u jest oparta o martyrologię roku 1968. Na micie o „wypędzeniu”. Co by się stało w polskiej polityce, gdyby ten mit upadł?

          – Mam nadzieję, że znajdą się normalni historycy, którzy opiszą wydarzenia marca 1968 roku w sposób rzetelny. Ale może to nastąpić dopiero po oczyszczeniu naszego domu z „korników”. Tamten incydent przede wszystkim trzeba rozpatrywać pod względem geopolityki tamtych lat. W szczególności przez pryzmat polityki państwa Izrael prowadzonej po 1966 roku wobec Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na dzień dzisiejszy obecnym politykom rządzącym naszym krajem wygodne jest przedstawianie tego tematu jako martyrologii narodu żydowskiego i akt antysemityzmu zastosowanego przez rząd Władysława Gomułki

          – Panie Bolesławie, ostatnimi laty traktuje się PRL jako dziurę historyczną, ewentualnie jednoznacznie jako sowiecką okupację. Czy to dobrze, czy źle służy polskiej świadomości? Czy była to istotnie okupacja, czy też ograniczona warunkami jałtańskimi suwerenność Polaków?

          – To jest absolutna bzdura. Żadnej dziury historycznej nie było.
          Polska istotnie znalazła się w strefie okupacji ZSRR, zgodnie z zawartymi umowami o podziale Europy na dwie strefy. Suwerenności nie było, ale nie można powiedzieć, że Polska nie istniała. Sowiecka okupacja była faktem, ale rodziły się nowe pokolenia i choć w ograniczonej wolności, to żyły normalnie jak na ten stan. Podobnie zresztą jest dziś. Nasz kraj, jako jeden z członków, został całkowicie zobligowany do wykonywania poleceń Unii Europejskiej i w ten sposób
          znowu utraciliśmy naszą suwerenność.

          – Jeśli tak, to czy ludziom, którzy wysforowali się na przywódców „Solidarności” chodziło bardziej o likwidację komunizmu (który przecież niejednokrotnie w sposób bezwzględny tworzyli) czy na likwidacji polskiej państwowości?

          – Dzisiejsi politycy solidarnościowi to w większej mierze dzieci prominentów aparatu władzy w PRL-u. Niektórzy z nich bezpośrednio sami byli działaczami partii PZPR. Dla nich droga do rządzenia była prosta. Działając w Komitecie Obrony Robotników i tym podobnych przybudówkach, głosząc szczytne hasła wolnościowe, podejmowali próbę przejęcia władzy. Szczególnym przykładem są wydarzenia marca 1968 roku. Po tym okresie ci co wyjechali za granicę i ci co zostali w Polsce, pod płaszczykiem obalenia rządu komunistycznego dążyli do objęcia władzy, nie bacząc na interes polskiej państwowości.

          https://b-poreba.neon24.pl/post/104740,jestem-dumny-z-tego-ze-jestem-polakiem-zydowskiego-pochodzenia

          https://b-poreba.neon24.pl/

          https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/131300,rezimowy-filmowiec-prl-niczego-nie-zaluje.html

          “Proszę zwrócić uwagę, że beneficjenci KOR od początku, jako agentura niegdyś Moskwy, dziś Waszyngtonu i Tel-Avivu świadomie i konsekwentnie szczują na Rosję, podpalając wszystkie możliwe polskie w tym kierunku antagonizmy. Udało się pozrywać wszystkie, dotychczas głęboko osadzone więzy ekonomiczne. Na naszych ongiś miejscach są dziś Niemcy, Chińczycy, Włosi, Hindusi. To ich działalność wepchnęła Putina w ramiona
          Niemiec ( co zresztą jest starą tendencją w historii Rosji ale rok 1944 i 45 ją przerwał, co powinniśmy podtrzymywać a nie wyrzucać na śmietnik). Moim zdaniem z tamtej strony było sporo gestów pojednawczych, odrzuconych najpierw przez Geremka, później innych. “- 2014 r.

          Odpowiedz
          • 18 września 2020 o 23:55
            Permalink

            @krzyk58
            “Nepotyzm tam zaczął się już za czasów Gomułki”
            “Znaczi’t, twoim zdaniem za Bieruta (nasi stalinowcy) było OK?”

            No chłopie takiej prostej rzeczy nie kumasz?
            Za Bieruta po wojnie, musieli się słuchać partii i dopiero rozpoczynali tworzenie struktur naukowych. Niewiele przedwojennej kadry pozostało, więc wtedy byli zajęci jeszcze tworzeniem podstaw szkolnictwa wyższego w Polsce. No i musieli być lojalni, jeżeli chcieli pracować. 95 % kadry naukowej w tamtym czasie to inteligencja przedwojenna. Większość z nich jak sądzę była lojalna wobec nowego systemu i naprawdę zrobiła bardzo dużo dla narodu i Polski Ludowej. Mniejszość niestety robiła tylko to co musiała.

            Każda kandydatura na stanowisko naukowe była weryfikowana, więc nie mogli jeszcze wtedy podejmować decyzji wg własnego widzimisię czy interesów lub wg potrzeb sabotażu.
            Dopiero za Gomułki obrośli w piórka i zaczęły się pierwsze problemy oraz sabotaż w nauce.

          • 19 września 2020 o 13:12
            Permalink

            @krzyk58

            No faktycznie wymiękasz ze swoją bezwładnością intelektualną. 🙂
            Przecież ci napisałem, że Kossecki się mylił i to diametralnie. Aby obalić jego tezy, trzeba by książkę napisać i akapit po akapicie wskazywać na jego błędne przekonania i religijne uwarunkowania.
            Przykład:
            “Od tysiąca lat integralną częścią polskiej kultury narodowej jest religia katolicka, która
            zrosła się z naszym kodem społeczno-kulturowym. Zgodnie więc z zasadami socjotechniki propagandy, indoktrynację marksistowską (podobnie zresztą jak każdą inną) – jeżeli miała być skuteczna – należało rozpocząć od wskazania punktów stycznych marksizmu i katolicyzmu.”

            Po pierwsze to nie ta epoka, aby wskazywać na punkty styczne w momencie praktycznie wojny domowej wspomaganej przez Kościół po stronie przeklętych przez lud i próbującego wpływać na władzę, przejąć ją poprzez partie, np. PSL, SD i inne. W tamtym czasie odwoływanie się do chrześcijaństwa byłoby wodą na młyn ich prawicowej propagandy, wspomaganie polityki okupanta religijnego, a na to Stalin jego janczarowie pozwolić sobie nie mogli.

            Po drugie, z nauką i jej tworzeniem niewiele ma to wspólnego. Właśnie wtedy dano podwaliny pod wysoki poziom rozwoju nauki i gdyby naukowcy przeszli przemianę moralną mielibyśmy większy postęp. Oczywiście w partii musieliby też znaleźć się tacy, którzy naukę rozumieją, a z tym bywało różnie, bo trudno było ufać naukowcom, którzy pracowali bo musieli, a system zaledwie tolerowali, a stawiali się okoniem, bo im się nadal marzyły czasy II RP. Takich było sporo.

            Po trzecie – Materializm dialektyczny okraszony wówczas marksizmem był niezwykłym postępem naukowym w tamtym czasie, aczkolwiek niewielu go zrozumiało. A skoro nie rozumieli, bo ich percepcja była zablokowana przez np. fantazmaty religijne i postfeudalne myślenie, to wyglądało to bardzo sztucznie. Teraz jak czytam stare publikacje naukowe i wstawki cytatów z Marska, Lenina, czy Stalina dla zaspokojenia cenzury, to mnie śmiech pobiera. Podobnie jak obecnie sztuczne wstawianie cytatów z JP II i biblii. No ale miernoty tak mają, że zawsze i wszędzie chcą się przypodobać aktualnie dominującej władzy. Konformiści, ot i cała historia. Oni zniszczą wszystkie szczytne idee.

          • 19 września 2020 o 13:20
            Permalink

            @krzyk55

            W uzupełnieniu polecam do przeczytania:
            Stanisław Butryn, Materializm dialektyczny a naukowy obraz wszechświata, PWN, Warszawa 1980.
            Może ogarniesz? 🙂
            Bo Kossecki pewnych rzeczy nie ogarniał.

  • 17 września 2020 o 21:34
    Permalink

    krzyk
    17 września 2014 o 19:34
    Permalink

    ” W 1939 żaden kraj na świecie nie uważał Związku Radzieckiego za (podkreślam m.p.) agresora. Wszyscy alianci i Liga Narodów zaakceptowali radzieckie wyjaśnienie, że ZSRR broniło własnych granic oraz pozostawało neutralne w wojnie Niemiecko-Polskiej. Polska i jej lud zostały porzucone przez polityczne i wojskowe przywództwo.
    Stanowisko rządu radzieckiego mówiło, że polskie państwo załamało się i przestało istnieć. Nawet jeśli ktoś odrzuci to sformułowanie, sprawa radziecka jest w dalszym ciągu dość dobrze uzasadniona. W 1958, w samym sercu Zimnej Wojny, amerykański ekspert w dziedzinie prawa międzynarodowego, George Ginsberg, osoba bardzo negatywnie nastawiona do ZSRR, ale – będąca uczciwym i obiektywnym uczonym (co dziś jest rzadkością) – ustaliła, że działania rządu radzieckiego nie były sprzeczne z prawem międzynarodowym (American Journal of International Law, styczeń 1958). Ci, którzy twierdzą, że ZSRR nie miała prawa wysłać swoich wojsk do Polski mówią tym samym, że Związek Radziecki powinien pozwolić armii niemieckiej podejść pod swoją zachodnią granicę z 1939 roku. Żadne państwo na świecie nie zachowałoby się w taki sposób. I prawo międzynarodowe tego od nikogo nie wymagało”.

    ” Nóż w plecy” czy złożenie się w ofierze?

    http://polonocentryzm.pl/?p=401

    Ps. Przekopiowałem z forum OP. Źródła proszę nie szukać, dawno temu – wyschło…

    Ps2. Jako ten czas zapier*la…..! Źródło: “koledzyzwojska” 🙂

    ” W chwili rozpoczęcia (podkreślam m.p. ) agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku pomiędzy 2 a 3 w nocy, wezwany pilnie do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie, otrzymał od zastępcy Ludowego Komisarza Spraw zagranicznych Władimira Potiomkina notę dyplomatyczną, w której ZSRR uzasadniał agresję na Polskę. Grzybowski noty nie przyjął.

    Po nieudanej próbie zakwestionowania immunitetu dyplomatycznego przez władze ZSRR, opuścił on w październiku 1939 roku, wraz z polskim personelem dyplomatycznym, terytorium Związku Radzieckiego, po bezpośredniej interwencji dziekana korpusu dyplomatycznego w Moskwie, ambasadora III Rzeszy Friedricha von Schulenburga i ambasadora Królestwa Włoch Augusto Rosso. Tak pisze Wikipedia, powołując się na Jerzego Łojka i jego pracę Agresja 17 września. Ta sama Wikipedia informuje też, że Grzybowski był masonem. Więc to chyba wyjaśnia interwencję ambasadora III Rzeszy. Nawet towarzysze radzieccy musieli ulec. Po linii masońskiej znaczyło więcej niż po linii partyjnej, choć pewnie ci towarzysze też byli masonami.

    Po zamachu majowym w 1926 roku była już inna Polska. W administracji państwowej, w dyplomacji i w wojsku pojawiają się ludzie Piłsudskiego. Wielu z ich to masoni. Czy można zatem dziwić się, że zachowywali się tak, jak się zachowywali. Bliżej im było do masonerii i jej celów niż do państwa i narodu polskiego. To musiało „zaowocować” w tym tragicznym wrześniu.”
    https://bb-i.blog/2020/09/11/17-wrzesnia/

    Odpowiedz
  • 18 września 2020 o 02:32
    Permalink

    „Nikt nam nie zrobi nic, gdy z nami Śmigły-Rydz” – śpiewano z radością, łzami, z dumnie wypiętą piersią. Polacy byli „silni, zwarci i gotowi”. Pod opieką swego wodza i marszałka. Tego samego, który 17 września 1939 roku ucieknie do Rumunii.

    Odpowiedz
    • 18 września 2020 o 20:20
      Permalink

      A prostą konsekwencją “tego śpiewania” były późniejsze nieco żurawiejki niewolnicze utrzymane w tonacji marszowej… jak to szło? “…”Marszałek Śmigły- Rydz nie nauczył nas roboty nic, a nasz Hitler złoty nauczył nas roboty”. Czy nie tak? Spiskowanie przeciwko własnemu państwu i budowanie bram powitalnych na powitanie nowej armii nic nie pomogło- kiedy się wypełniły dni… w domyśle…Naród, (mniejszości) który nie chce karmić własnej armii, będzie karmić cudzą.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.