Polityka

W naszych realiach system prezydencki by się nie sprawdził

 Niestety w naszych realiach tak zachwalany przez niektórych polityków, głównie prawicy – system prezydencki by się nie sprawdził. Problemem jest wiele rzeczy składających się na naszą narodową wadę, czyli niechęć do podporządkowywania się prawu. Problemem jest sama istota i konstrukcja władzy prezydenckiej – wymaga ona bowiem autorytetu. Chodzi o to, że w systemie prezydenckim prezydent jako zwierzchnik państwa musiałby mieć co najmniej autorytet formalny, a dla jego wzmocnienia także autorytet osobisty. Tymczasem w naszych realiach już na poziomie autorytetu formalnego byłby problem, natomiast autorytet osobisty? Czy coś takiego w Polskiej polityce, poza może dwoma lub trzema osobami, które jeszcze żyją istnieje i istniał po 1989 roku?

Dzień w którym władza będzie powoływała się na swój autorytet w tym kraju i będzie domagała się dla siebie samej szacunku, będzie zawsze pierwszym dniem jej końca. Nawet Platforma Obywatelska to rozumie, albowiem nie ciśnie na fakt sprawowania władzy, jako powód do szacunku itd. Oczywiście przekłada się to na najdelikatniej mówiąc pewien sceptycyzm obywateli wobec państwa w ogóle, ale przyznajmy zupełnie szczerze – jest on w znacznej mierze uzasadniony okolicznościami, które stoją po stronie państwa. To nie jest tak, że obywatele są źli, jak również już dawno minął etos pracy z czasów okupacji lub stosunek do państwa jako wroga, który wyrażała część społeczeństwa przez znaczny okres PRL-u. Dzisiaj ludzie są państwem zawiedzeni i rozczarowani, przede wszystkim dlatego, ponieważ ono jest zawodne i rozczarowujące, nie można na nim polegać. Generalnie przykładowo dla przedsiębiorców – kontakt z państwem przez urzędników skarbowych to praktycznie zawsze powód do nieszczęścia. Czy tak powinno być jak jest? Samo pytanie w ogóle jest niewłaściwe. Niestety jednak, nasze państwo po 1989 roku to państwo elit, które wykorzystuje swoje mechanizmy przymusu, żeby trzymać społeczeństwo pod przysłowiowym butem. Mniej więcej tak odczuwa relacje z państwem duża ilość ludzi. Państwo, w tym w szczególności elita – nie zrobiła przez 25 lat transformacji, praktycznie niczego, żeby te społeczne odczucia poprawić. Na czym więc miałby się opierać autorytet „umiłowanego przywódcy”, któremu ufny Naród powierzyłby przywództwo? Formalnie są problemy w ogóle z prawem i szacunkiem do państwa. Autorytet osobisty to trzeba mieć, a jest o niego nadzwyczajnie trudno w społeczeństwie, które nie czyta książek…

Efektem takiego podejścia byłoby ograniczenie roli parlamentu do prowadzenia procesu legislacyjnego, co samo w sobie mogłoby być poważnym szokiem dla naszej klasy politycznej, bardziej zajętej politykowaniem, niż realną pracą parlamentarną. Niestety obyczaje całego ćwierćwiecza robią swoje, a i nie inaczej było wcześniej. Przecież zarówno w okresie PRL, jak i Sanacji – nasz Sejm pełnił rolę bardziej dodatku do procesów państwowych, niż ich rzeczywistego kreatora. Jeżeli dzisiaj mielibyśmy np. po zmianie kadencji przejść na system, w którym Naród wybiera sobie prezydenta i tenże odpowiada osobiście – przed nim, za praktycznie cały zakres władzy państwowej, to byłaby nie tylko rewolucja praktyczna, ale i mentalna. W istocie tak poważnej zmiany ustrojowej to w Polsce nie było od przyjęcia Kodeksu Napoleona.

Powstaje pytanie – czy państwo oparte na prezydencie, działało by sprawniej, bardziej efektywnie? Dla wszelkich porównań optymalny jest model francuski, gdzie rząd odpowiada przed prezydentem, co bardzo ułatwia rządzenie krajem, dając prezydentowi bardzo szerokie pole manewru. Na pewno bardzo wiele zależałoby od charakteru pełniącego urząd prezydenta i jego bezpośredniego zaplecza. W tym znaczeniu, że ciężar spraw państwowych z Rady Ministrów, prawdopodobnie przesunąłby się na jakiś gabinet prezydenta, w którym byłyby podejmowane decyzje, przekazywane potem rządowi do wdrażania. Na pewno by to oznaczało bardzo słabego premiera, który swoją osobowością i ambicjami, nie mógłby być niczym więcej niż skrupulatnym realizatorem wizji i pomysłów najjaśniej nam panującego. W przeciwnym wypadku może doszłoby do paraliżu władzy? Trudno określić, na pewno natomiast jedno by się sprawdziło – byłaby jasno sprecyzowana odpowiedzialność za sprawy kraju. W tym znaczeniu, że o wszystko w sposób w pełni uzasadniony można byłoby mieć pretensje do jednego konkretnego polityka – gestora praktycznie całej władzy w państwie. O tym, jak byśmy taką władzę kontrolowali, to może innym razem, bo zagadnienie to bardzo ciekawe.

3 komentarze

  1. Jan z Częstochowy

    Jestem pewien że pan prezydent Duda i PiS uważaliby inaczej

  2. Powtórki z rozrywki nie będzie.

    Nie da się odtworzyć w Polsce warunków sprzed 1939 roku.

    Do tego tamta odpowiedzialność Prezydenta RP “przed Bogiem i Historią”.

    To prawie kabaret był, tylko skończył się mniej wesoło.

    Obecnie nadal mamy Polskę jako “państwo elit, które wykorzystuje swoje mechanizmy przymusu, żeby trzymać społeczeństwo pod przysłowiowym butem”.

    I nic nie zapowiada zmiany.

    Nadal nie mamy społeczeństwa obywatelskiego.

    A okres rządów PiS trzeba przeżyć jako karę za obywatelskiego ZANIECHANIA podczas rządów PO.

    Amen.

  3. Polacy są niechętni podporządkowaniu się władzy, wynika to jednak w dużym stopniu z absurdu przepisów uchwalanych przez tą władzę, obecnie jak chodzi o absurdy i przepisy to konkurencję czyni nam UE. Czy państwo powinno być oparte na władzy prezydenckiej?. Jak sobie przypomnę plusy dodatnie i plusy ujemne oraz szoguna to uważam, że to stanowisko jest zbędne.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.