Paradygmat rozwoju

W naszej gospodarce zaczynają ujawniać się problemy systemowe

 Stopniowo, krok po kroku, punkt po punkcie, zaczynają ujawniać się problemy systemowe. Wynik w sumie 300 letniej zapaści gospodarczej dominującej części kraju, częstej zmiany granic, wojen, grabieży i licznych nieszczęść.

PRL zaradził na podstawowy problem Polski odzyskanej – odbudował potencjał ludnościowy społeczeństwa w optymalnej ilości około 36 mln jak na powierzchnię naszego terytorium. Rozwiązał w części kilka problemów klasowych, upowszechnił szkołę, zlikwidował feudalne stosunki w rolnictwie, wiele innych pozytywnych rzeczy uczyniono w Polsce w okresie PRL. Niestety nie dało się poradzić sobie z całością brzemienia zaborów, wojen i ogólnego zapóźnienia cywilizacyjnego. Co więcej w kilku dziedzinach szczególnie a także ogólnie pod względem rozwoju cywilizacyjnego doszło do spowolnienia rozwoju względem państw zachodnich, które znacząco przyśpieszyły w Europie pierwszych 25 lat po wojnie (do szoku naftowego).

U nas poza generalnym problemem demograficznym nie działa infrastruktura, posiadane i rozbudowywane zasoby – nie dają dźwigni rozwojowej, nie ma poprawy efektywności funkcjonowania, czy też jakości życia na tyle, żeby oszczędności i/lub zwiększone dochody były w stanie pokryć wzrastające koszty życia i utrzymania nowo wybudowanej infrastruktury. Najsmutniejszym przykładem są płatne autostrady – przejazd odcinka między Krakowem i Katowicami w dwie strony to około 55% kosztów korzystania z sieci doskonałych dróg na Słowacji!

Wyższe szkolnictwo nie spełniło pokładanych w nim nadziei, wyprodukowanie humanistów nie dało żadnego efektu gospodarczego, takie przykłady można mnożyć w nieskończoność, nadal jesteśmy małym, biednym, zacofanym i nie mającym niczego nadzwyczajnego do zaoferowania krajem.

W momencie jak pojawią się problemy z produkcją energii elektrycznej ze względu na koszty środowiskowe narzucone przez Unię Europejską – polegniemy, albo cofniemy się w rozwoju do połowy lat 50 – tych ubiegłego wieku, czyli okresu postępującej elektryfikacji. Polaków po prostu przestanie być powszechnie na prąd elektryczny do zasilania urządzeń, nie mówiąc już o ogrzewaniu czy też chłodzeniu ich mieszkań lub domów. Prąd będzie dobrem luksusowym i o ile w ultra nowoczesnych Niemczech ma to uzasadnienie związane z inwestowaniem w nowe – zielone technologie, to w naszym przypadku płacimy haracz i koszty poprzednich okresów. W konsekwencji będziemy drugą Bułgarią, gdzie koszty energii elektrycznej do około 35% miesięcznych przeciętnych zarobków.

Gdyby tego wszystkiego było mało czeka nas jeszcze problem utrzymania zadłużenia, bo zadłużamy się od lat zupełnie na poważnie, w sumie przejadając środki albo inwestując w najlepszym wypadku w „białe słonie” lub po prostu „katedry na pustyni”, często niemożliwe do obsłużenia w perspektywie pokolenia naszych wyludniających się i nie mających źródeł dochodów poza transferami socjalnymi samorządów. Jednakże długi rosną, trzeba będzie je spłacać i to spłacanie będzie nas kosztować procentowo o wiele więcej niż obecne 40 kilka miliardów złotych. W momencie, gdy dokonamy przewalutowania całości na Euro, nagle staniemy się niewolnikami systemu – podobnie jak Grecja. Nie będziemy mieli możliwości spłacić długów – inflacyjnie obniżając wartość swojego pieniądza, wszystko będzie się bowiem liczyło w twardej walucie, której będzie w kraju jak na lekarstwo. Z czego więc rząd będzie płacił odsetki od kredytów zaciąganych na wypłaty emerytur i rent w Euro? Z tychże rent i emerytur? Podatków stymulowanych popytem wywołanym tymi rentami i emeryturami? Czy na pewno pozostała część gospodarki będzie na tyle efektywna, że będzie w stanie pociągnąć starzejące się społeczeństwo do przodu – ponad przepaścią totalnego zadłużenia i upadku?

Póki co jest tak jak widzimy. Rząd, w zasadzie żaden poza tym, w którym funkcjonował pan prof. J. Hausner nie miał pomysłu na ogólne reformy systemowe. Być może „plan Hausnera” nie był czymś super odkrywczym, ale przynajmniej porządkował on system w sposób umożliwiający jego nie zbankrutowanie i to bez przesuwania progów oszczędnościowych lub likwidowania OFE!

No trudno, bywa! Rząd oszukał wszystkich odnośnie deficytu, w przyszłym roku mu się to nie uda, będzie musiał skonstruować pierwszy prawdziwie realny budżet, uwzględniający cały deficyt. Może się zdecyduje na wprowadzenie nowych podatków dla osób najbogatszych? Bez marzeń szanowni państwo czytelnicy – to jest rząd klas posiadających, działający na ich rzecz i w ich interesie, poza ich dobrostanem nic go nie interesuje, ani nikt. No bo czy to jest normalne, żeby dać komuś choremu 700 zł renty i kazać za to żyć? Ewentualnie 1060 zł netto pensji minimalnej miesięcznie i liczyć na to, że będą budowały się mieszkania, sprzedawały samochody, rodziły dzieci a z kraju nie wyjedzie kolejne 2 mln ludzi?

Ocknijmy się wszyscy! Zbudźmy się! Otwórzmy oczy!

One Comment

  1. 12-ty grzesznik

    Kluczowe jest zdanie: to jest rząd klas posiadających.
    Przecież o to w tej całej transformacji chodziło!
    Miał być kapitalizm – no to jest.
    Przecież kapitalizm (z odmianami na NEO-) musi mieć ludzi dysponujących kapitałem, czyli ludzi BOGATYCH.
    I o nich się ten system troszczy: o posiadaczy.
    Żeby mieli jak najwięcej.
    Jak ktoś tego nie rozumie, to znaczy że niepotrzebnie żyje w tym kraju, bo żyje złudzeniami, że np. Oni się podzielą dobrami, dadzą pracę, możliwości rozwoju …
    A ja się pytam dlaczego mieliby to robić, skoro chodzi o tę wąską bogatą i uprzywilejowaną grupę, która każdy rząd RP po transformacji MUSI wspierać, bo taki wybraliśmy sobie 4 czerwca 1989 roku NOWY SYSTEM!
    Amen.
    P.S.
    A kto to kwestionuje to jest terrorystą lub co najmniej heretykiem i odszczepieńcem od Naszej Świętej Wiary …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.