Polityka

W naszej debacie publicznej nie ma słowa o polityce zagranicznej

 Trudno to zauważyć, albowiem nasza debata publiczna jest niesłychanie barwna, soczysta i pełna wszelakich atrakcji, jednakże ma pewne bardzo poważne braki. Oprócz celowego marginalizowania spraw ważnych a siłowego wprowadzania do głównego nurtu spraw błahych i w ogóle nie istotnych mamy pewne obszary tematyczne, które w istocie w ogóle nie są wprowadzane do debaty publicznej, co więcej w ogóle nie są podejmowane przez komentatorów i ekspertów.

Jedną z takich dziedzin zupełnie wakujących w debacie publicznej jest dyskusja o polskiej polityce zagranicznej, czego efemeryczne skutki możemy właśnie obserwować na ekranach kin, gdzie zachodni twórcy nie boją się mówić wprost o polskich obozach jenieckich, gdzie łamiąc konwencję torturowano jeńców. Co oczywiście nie znaczy, że w sprawach polskiej polityki zagranicznej nic się nie dzieje – wręcz przeciwnie mamy kilka ośrodków jak się okazuje współzakładanych przez ludzi powiązanych z naszymi własnymi służbami specjalnymi – nie jest źle, jest co poczytać w Internecie, nawet po angielsku (z pominięciem języka polskiego).

Przeglądając programy informacyjne i dzienniki telewizyjne – nie można powiedzieć o nich niczego dobrego w tym kontekście. Nie ma czegoś takiego jak podsumowujące stanowiska polskiego ministerstwa spraw zagranicznych – pod wiadomościami ze świata. Może, dlatego bo nasze ministerstwo rzadko zajmuje stanowisko, no chyba, że chodzi o uznanie separatystycznej części Serbii – albowiem taka jest aktualnie moda na nierozumiejącym natury bałkańskich relacji zachodzie – to wówczas możemy liczyć na szybkie oświadczenia ministerstwa pod rządami obecnego pana ministra.

W dyskusjach w najpopularniejszych programach najbardziej znanych komentatorów – nie ma w ogóle czegoś takiego jak polityka międzynarodowa i sprawy międzynarodowe, jeżeli już to przy okazji jakichś wydarzeń. Samego tematu się nie podejmuje, albowiem jest po pierwsze trudny, po drugie nie wiadomo, co powiedzieć a po trzecie nie wiadomo, kto miałby się wypowiadać i w jakiej dziedzinie. Najgorzej jest jak wypowiadają się ci politycy i eksperci, którzy są znawcami wszystkiego i spraw wszystkich, jakie tylko można poruszyć. Jednakże czy z Palikotem można na poważnie rozmawiać np. o polityce afirmacyjnej wobec Ukrainy? O czym my mówimy w ogóle!

Potrzebujemy stałej publicystyki informującej czytelników i widzów krajowych o wydarzeniach na świecie w sposób obiektywny, bez przegięć ideologicznych i przemilczeń – np. prześladowania dokonywanego na Palestyńczykach, tylko dlatego bo nasz rząd ma posiedzenie z gabinetem okupanta! I nic się nie dzieje – nawet nikt się nie zapyta, – po co, dlaczego? W jakim interesie? Jednakże błędów jest więcej – do historii przejdzie słynny brak parasola dla francuskiego przywódcy! Podobnie sposób usadzania Kanclerz sąsiedniego mocarstwa, za którego pieniądze inwestujemy, o lapsusie związanym z żoną szefa najpotężniejszego imperium nie wspominając. To przecieka na zewnątrz, to widać – jednakże czy któryś z polskich polityków się zająknął jak prezydent Obama szeptał do prezydenta Miedwiediewa, – co tenże miał przekazać prezydentowi Putinowi? Nic, zero!

W kontekście akcentów polityki polskiej w polityce zagranicznej Unii Europejskiej mowa była tylko w odniesieniu do podziału stołków – podobno za mało dostaliśmy. No i raz zupełnie w sposób nieskonsultowany z premierem – pan samodzielny minister spraw zagranicznych poprosił szefową dyplomacji o poruszenie sprawy Tupolewa z Rosjanami. Nic poza tym, zero, nic, zupełnie nic.

Musimy sobie uświadomić, że rząd właśnie, dlatego jest taki nieudolny, albowiem mu na to pozwalamy. Brak dyskusji publicznej właśnie w obszarze polityki zagranicznej owocuje taką postawą rządzących, którzy po prostu nie przejmują się realiami, a zagadnienia polityki zagranicznej w tym promocji międzynarodowej polski – traktują jak każdy inny dział, nie ujmując niczego – niezwykle rozwojowemu rolnictwu! Tymczasem polityka zagraniczna to kluczowa kompetencja państwa, której nasze państwo w zasadzie nie realizuje, bardziej można tu mówić o wypowiadaniu własnych sądów i opinii przez tweetującego pana ministra Sikorskiego niż o realizacji przez niego polskiej racji stanu!

Czy można to zmienić? Z pewnością tak, jednakże nie w sposób typowy dla naszej narodowej akcyjności, – czyli uparcie i na wariata przez tydzień Polacy ze słomianym zapałem będą uprawiać politykę międzynarodową, po czym zajmą się znowu niczym, a na wierzch wypłynie niezatapialna kłoda z brzozy smoleńskiej!

Równolegle chyba oczywistym jest dla czytelników fakt, że coś tak karygodnego jak sprowadzenie pryncypiów całej polityki wobec sąsiedniego supermocarstwa do odzyskania kilkudziesięciu ton aluminium lotniczego to najdelikatniej mówiąc głupota polityczna. Tym pesymistycznym akcentem zakończmy.

2 komentarze

  1. Przecież naczelnik od spraw zagranicznych ma tylko pilnować swoich mocodawców i to robi. Czego chcieć więcej?

  2. Brakuje słowa “interesów” przed mocodawców.
    Ktoś przed 32-ma laty dobrze postawił na młodego maturzystę z Bydgoszczy.
    Dosyć szybko, ten syn zwykłych nauczycieli z PRL-u znalazł się w Pembroke College Uniwersytetu w Oksfordzie.
    I dalej już poszło.
    Nie chcę domniemywać, ale kierując się Polską Racją Stanu, nigdy bym nie zrobił Pana Radosława S. ministrem spraw zagranicznych Polski.
    Zbyt wiele znaków zapytania.
    A żona Cezara powinna być poza podejrzeniami.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.