W nadwiślańskim Macondo po suszy są tornada a po nich przychodzi powódź

fot.red.

W nadwiślańskim Macondo po suszy są tornada a po nich przychodzi powódź. To jest obserwacja kilku ostatnich lat, tak mniej więcej od 2013 roku można w nadwiślańskim Macondo zaobserwować analogiczne zdarzenia pogodowe.

Najpierw nie ma zimy, a ta która jest, to jest symboliczna i przesunięta na przełom lutego i marca. Następnie słyszymy, że jest susza i będzie susza. Pojawiają się pierwsze intensywne zjawiska pogodowe, ale nie pada deszcz – jest już nawet w Macondo – „aleja tornad”, na szczęście takie tornada jakie Macondo, to jeszcze malizny w porównaniu do pierwowzorów na nizinach w USA. Następnie pojawiają się deszczowe burze i bardzo szybko zapełniają się rzeki, a zaraz po nich wszystko, co tylko może.

Ponieważ w większości władze lokalne zajmują się polityką krajową, nie mają czasu na czyszczenie rowów odwadniających, spustów i innych lokalnych urządzeń melioracyjnych. To powoduje, że woda zachowuje się zgodnie z prawami grawitacji, rozlewając się obwicie. To jest stosunkowo proste, każdy może to sprawdzić we własnym zlewozmywaku – zamykając odpływ, wówczas woda będzie się przelewać przez odpływ przelewowy na górze zlewozmywaka. Jeżeli ten byłby zapchany – wówczas woda wyleje się nam do kuchni lub łazienki. Analogicznie jest w skali makro, tylko że woda wylewa się wszędzie, gdzie jest niżej, niż ona się znajduje i to nie jest wina wody – to naprawdę grawitacja. Woda po prostu sobie spływa.

Obecny Prezydent rzucił pomysł, że każdy kto ma możliwość powinien zbierać wodę do zbiorników, czy oczek wodnych, pojawiły się nawet samorządy dające dofinansowanie do zakupu i montażu beczek, zbiorników, czy budowy oczek wodnych, stawów. To są wspaniałe pomysły na mikro i małą retencję, które są bezcenne i niezbędne, ponieważ w skali makro pozwalają na magazynowanie wody przez gospodarstwa domowe na ich własne potrzeby – głównie gospodarcze.

Ma to olbrzymie przełożenie na mikroklimat, jak również na ogólną gospodarkę wodną kraju, po pierwsze z tego powodu – zmniejsza się obciążenie sieci wodociągowych, bo ludzie pobierają mniej do podlewania ogródków. Po drugie woda deszczowa do podlewania jest po prostu lepsza od kranówki, to każdy doświadczony ogrodnik potwierdzi. Po trzecie nasycenie sieci osadniczej zasobami wody, powoduje parowanie, a to przekłada się na poprawę lokalnych warunków mikroklimatycznych.

Jeżeli poza stawianiem beczek w ogródkach, da się wprowadzić poważniejsze melioracje systemowe na terenach rolnych, wówczas widmo suszy, nie będzie już takie groźne. Wymaga to jednak zaangażowania całego państwa i pracy na terenie każdej gminy, każdego powiatu i województwa. Jest to zagadnienie tak niesamowicie ważne i mające tak kolosalne następstwa, że powinno być jednym z głównych zagadnień w agendzie politycznej w ogóle. W skali spraw wagi państwowej, systemowa melioracja terenów rolniczych ma znaczenie analogiczne, do zaopatrzenia państwa w energię elektryczną.

Należy sobie uświadomić, że pustynnienie Wielkopolski, było już widoczne w latach 70-tych ubiegłego wieku. Poziom Wisły na Mazowszu przeważnie jest alarmujący, bo albo jest to metr z okładem (przeciętnie), albo wody jest tak dużo, że nie radzimy sobie z tym problemem.

Jednakże doświadczenia zachodnie powinny nas nauczyć, że regulowanie rzek, nie jest optymalnym rozwiązaniem – tzw.–betonowanie nabrzeży rzek, powoduje liczne straty dla środowiska naturalnego, jak również ma istotne skutki dla ochrony przeciwpowodziowej.

Huragany, czy lokalne tornada, to nowe zjawiska pogodowe, które się nasilają i są coraz częstsze. Jeżeli poprawilibyśmy mikroklimat i krążenie wody w naszej biosferze, wówczas te zjawiska mogłyby stać się mniej intensywne. Jednakże, nie ma na nie sposobu.

Można tylko wzmocnić służby ratownicze, jak również zmienić przepisy budowlane na tyle i w takim kierunku, żeby poprawiać obiekty budowlane w sposób pozwalający na przetrwanie intensywnych zjawisk burzowych. Ubezpieczenia majątkowe powinny być obligatoryjne, dla każdego posiadacza nieruchomości, bez tego sfinansowanie systemu ochrony jest niemożliwe.

Powyższe to działania na długi okres czasu, wymagające poważnego zaangażowania państwa i udziału całego społeczeństwa. Tego wymaga od nas rzeczywistość, alternatywą jest droga żywność i braki wody w kranie. To zaś, będzie miało swoje skutki polityczne… Tymczasem w nadwiślańskim Macondo po suszy są tornada, a po nich przychodzi powódź, a po powodzi znowu brakuje systemowej refleksji… Niestety ludzie cierpią, tracą domy, dorobek całego życia, czasami tracą nadzieję.

10 myśli na temat “W nadwiślańskim Macondo po suszy są tornada a po nich przychodzi powódź

  • 30 czerwca 2020 o 05:17
    Permalink

    Oczka wodne to bardzo dobry pomysł, ale co do reszty to się nie zgadzam.

    Tych oczek powinno być chyba więcej niż zapowiadanych samochodów elektrycznych.

    Ale kolejne zjawiska: susza-tornada-powodzie, nie następują same z siebie.

    Zostały zaplanowane przez rządzących i wymodlone na zamawianych Mszach Świętych w Kaplicy Sejmowej – przez posłów PiS.

    Pierwsza była 6 sierpnia 2006 roku, ostatnia – 26 kwietnia 2019 roku …

    Dlaczego tak długo czekaliśmy (wszyscy!) – na efekt?

    No cóż, tam w Niebie też jest Biurokracja, do tego część wykonawcza Aniołów, pochodzi chyba z Ameryki Łacińskiej, co się szczególnie nasiliło po wyborze Papieża – z Argentyny.

    Dlatego nie było w Naszym Nadwiślańskim i Banasiowym Macondo opadów śniegu ostatniej zimy.

    Bo Oni tego nie znają, więc – nie zaplanowali …

    A cykle: susza-tornado-powodzie – są typowe dla Bananowych Republik, więc nasze Macondo co prawda Banasiowe – nie Bananowe, zostało usytuowane pośród nich.

    I “sorry – mamy taki klimat”.

    Ale lepszy taki, niż żaden.

    Wniosek: jak się składa prośbę “o deszcze” w Intencji Mszalnej i gdy to robią Oficjalni przedstawiciele Ludu Nadwiślańskiego Macondo w Sejmie, to trzeba to uszczegółowić, żeby ten wybłagany deszcze padał TYLKO U NAS, we właściwym do rytmu prac rolnych – czasie, oraz w ilościach nie powodujących powodzi.

    Przecież tam w Niebie słuchają Nas uważnie, umieją czytać, mają też zapewne dostęp do Internetu – więc trzeba być PRECYZYJNYM, jak np. Pan Ewangelista Mateusz Premier co do liczby samochodów elektrycznych – i prosić o NORMALNE OPADY nad jakże Umęczoną Ziemię Nadwiślańskiego i Banasiowego Macondo, a nie tylko “o deszcz”.

    Bylejakość się mści.

    Tak jak zapewne apele ustępującego Prezydenta o potępienie IDEOLOGII LGBT, bo są zbyt ogólne i mogą zrazić część Aniołów o takiej właśnie orientacji.

    Skoro Dobry Bóg pozwolił na istnienie osób o odmiennej orientacji, to zapewne tacy są i w Niebie, pośród Jego Sług …

    Dlatego nie potępiajmy tych NATURALNYCH (chociaż mniejszościowych) ORIENTACJI, tylko apelujmy O CELIBAT!

    Powszechny celibat dla wszystkich!

    Żeby nie było niczego! (cyt. Kononowicz).

    Oczywiście za wyjątkiem dla par żyjących w uświęconych związkach sakramentalnych.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 30 czerwca 2020 o 08:26
    Permalink

    “Ponieważ w większości władze lokalne zajmują się polityką krajową, nie mają czasu na czyszczenie rowów odwadniających, spustów i innych lokalnych urządzeń melioracyjnych”. – ależ, ależ, oni przede wszystkim się modlą i dotują Kościół zamiast kasę przeznaczyć na właśnie czyszczenie rowów i udrażnianie systemu melioracji, czy kanalizacji w mieście. Betonoza jaka wszędzie zapanowała i woła o pomstę do nieba, no i mamy efekty. Gdyby się oni zajmowali prawdziwą polityką to by te rowy czyścili, nawet sami dając przykład w czynie społecznym.:-)

    Oto przykłady kretyńskiej polityki betonozy w wykonaniu jakichś niedojdów umysłowych:
    https://demotywatory.pl/5001048/Wloclawek-kiedys-i-dzis-Niedobra-zmiana
    https://demotywatory.pl/4999212/Kielce-kiedys-i-dzis-Czyli-postepujaca-u-nas-betonoza
    https://demotywatory.pl/4999010/Nowoczesnosc-po-polsku-wyciac-wszystko-w-pien-i
    https://demotywatory.pl/4952224/Radni-gminy-Konskowola-wydadza-25-mln-zlotych-aby-rynek-wokol

    No a ja pamiętam jak w PRL z ojcem musiałem czyścić rowy na naszej ziemi rolnej, bo rok rocznie i to chyba ze dwa razy w roku urzędnicy z gminy sprawdzali czy przepusty rowów na lokalnych drogach i rowy na ziemiach rolników były udrożnione. Kosą się obcinało trawę i pogłębiało szpadlem miejsca zamulone przez wodę, udrażniało przepusty, wycinało siekierą rosnące chaszcze. Podobno takie przepisy wtedy obowiązywały i można było zaliczyć karę jak ktoś tego nie zrobił u siebie. Na drogach publicznych zajmowali się tym dróżnicy. Jak teraz jest z przepisami prawnymi w tym zakresie nie wiem, ale znając życie pewnie nawet jak są, to nikt tego nie przestrzega i nie wymaga, wszyscy się modlą lub siedzą przed TV i oglądają kulturę głupoty. Piwo, mecz i Kiepscy to jest życie.

    A w sumie czym się tu przejmować. Natura po prostu upomina się o swoje i kasuje ludzi gdzie popadnie skoro nie potrafią żyć zgodnie z tą naturą. Selekcja naturalna w toku. Szkoda tylko ewentualnych przypadkowych i niewinnych ofiar, ale natura nie zna litości i nie stosuje selekcji.

    “Człowiek jest najgłupszym gatunkiem. Wielbi Boga niewidzialnego i zabija widzialną naturę, nie wiedząc o tym, że natura którą niszczy jest tym niewidzialnym Bogiem, którego On wielbi.”- Hubert Reeves
    https://demotywatory.pl/4934110/Betonujmy-miasta-dalej-a-potem-placzmy-ze-goraco

    Odpowiedz
    • 5 lipca 2020 o 14:46
      Permalink

      Dokładnie, Mieclawie !
      – pamiętam dokładnie, jak było to zorganizowane.
      Swego czasu (koniec lat 80-ych), miałem okazję oglądać plany melioracyjne obszarów jednego z górnośląskich miasteczek i podległych mu terenów.
      Plany pochodziły z okresu sprzed I wojny światowej, t.j. jeszcze z okresu Prus (koniec XIX w)!
      W pierwszym okresie po powstaniu Polski, miasteczko znajdowało się w granicach Niemiec, po powstaniach (śląskich) przeszło w granice ówczesnej Polski. Oczywiście i w okresie Prus/Niemiec, ale także po przejściu w granice przedwojennej Polski wszelkiego rodzaju prace irygacyjne, melioracyjne i wszystkie inne związane z regulacją wód były kontynuowane, a plany i mapy uzupełniane.

      Jak wyglądało to w tamtym okresie nie wiem, ale już w PRLu powstały przedsiębiorstwa “melioracyjne”, które zajmowały się utrzymywaniem 100-letnich (!) systemów w pełnej sprawności.

      Tak na marginesie, praca w takich firmach nie należała do “atrakcyjnych”, t.j. była raczej niskoplatna (pracowano na “akord”) i najczęściej fizyczna (szpadel, łopata itp.), więc w PRLu niewielu było chętnych na stałe się tym trudnić. Miała jednak wielką “przewagę” nad innymi…
      – była w “terenie” i to tylko w ciepłych okresach roku (zima, podczas mrozów, czy śniegów nie było potrzeby odwadniania pół, czy innych zalanych terenów), więc pracownicy mieli stosunkowo “wolną rękę” t.j. nie podlegali ścisłej kontroli przełożonych (kierownika itd).
      W większości pracownikami był “element” ówczesnego “marginesu społecznego” t.j. alkoholicy, obiboki (“niebieskie ptaki”), ale także tacy, którzy opuścili wiezienie, czy tacy, którzy mieli problemy ze stałym zatrudnieniem. Zatrudniani byli także tacy, którzy chcieli sobie naprędce “dorobić” (np. jeszcze uczniowie, czy studenci), bo, gdy się chciało, to można było sobie sporo zarobić.
      W każdym bądź razie, przedsiębiorstwo to (mówię o tym, które miałem okazję poznać, jak wyglądało to w innych rejonach Polski nie wiem, ale mogę przypuszczać, iż podobnie) stanowiło zarazem znakomity sposób na resocjalizację wielu “wykolejonych”, a przy okazji kontynuowano to, co rozpoczęli już ponad 100 lat wcześniej nasi przodkowie żyjący na tych terenach.

      Tak, jak piszesz, Szanowny Mieclawie, czyszczono rowy, wycinano chaszcze, poprawiano melioracje, udrazniano mostki i inne punkty, które blokowały swobodny przepływ, czy odpływ wody. Kopano nowe rowy, przesieki, czy inne zbiorniki retencyjne, tak, że przy gwałtownym wezbraniu okolicznych rzek, czy wód woda bez problemu rozchodziła się po okolicznych terenach i lasach (regularne przesieki).
      Wszystko to było dokumentowane i nanoszone na mapy…

      No cóż…
      Takie przedsiębiorstwa (przedsiewziecia) nigdy i nigdzie nie były “rentowne” i z początkiem lat 90-ych, wspomniane miasteczko, po prostu zlikwidowalo firme…
      – wszystko zarosło, melioracje się zapchały, a drożność zanikła
      Teraz wystarczy kilka godzin intensywniejszych opadów, a newralgiczne punkty zostają zalewane i o dziwo, w innych miejscach, pomimo intensywnych opadów i tak jest sucho…

      Przykre w tym wszystkim jest to, że wspomniane plany i mapy również znikły “z powierzchni Ziemi”…
      – nie zostały nawet zarchiwizowane, a gdzie się znajdują obecnie (czy w ogóle jeszcze istnieją?) nikt nie ma pojęcia…

      Dopowiem, że mam stosunkowo dobre dojście do “władz” wspomnianego miasteczka i temat tych map i planów zawsze leżał mi na sercu (intensywnie ich poszukuje)…
      – “jak kamień w wodę”…

      Odpowiedz
  • 30 czerwca 2020 o 08:31
    Permalink

    …a po nocy przychodzi dzień…i tak w kółko. Tak zawsze bywało, nic nowego pod słońcem. Znaczi’t jest normalnie może dlatego że nie widzę (nie tylko ja) chemtralsów?
    Ps Wykopałem takie oczko wodne ok. 12x4x1,8 kilka lat temu, tzw. zbierak nadmiaru wody opadowej na działce to działa, wraz z odprowadzeniem nadmiaru wody z oczka za pomocą rur drenażowych… do sąsiada :).
    W lata suche, a takie mieliśmy ostatnimi czasy w oczku nie notowałem więcej niż parę szklanek wody, momentami bywało tak jak TO ujął nasz klasyk – niczego nie było, cały okrągły rok!

    Odpowiedz
  • 30 czerwca 2020 o 09:59
    Permalink

    Autor zapomniał o pomorze świń! A też trwa!

    Odpowiedz
    • 30 czerwca 2020 o 10:31
      Permalink

      A kto ma jeszcze świnie, to już pieśń przeszłości…chyba że… 🙂 wytępiono drobniejszych rolników, zmonopolizowano przemysłowy tucz “kak na zapadie”, i gra gitara, odsyłam na YT-y kanał “Marcin Bustowski”.

      Odpowiedz
      • 30 czerwca 2020 o 19:05
        Permalink

        A tłumaczyłem drobnym rolnikom nie głosujcie za wejściem do UE bo was zapędzą na nowoczesne folwarki, ziemię utracicie i u panów biznesmenów będziecie musieli dorabiać, albo na zachód wyjeżdżać, aby przetrwać, bo dopłaty do produkcji rolnej niewiele wam dadzą, gdy zachód nas zarzuci śmieciowym jedzeniem. No ale chłop jak zwykle głupi i pazerny na judaszowe srebrniki. Unia ma to da, takie było ich powiedzenie. A wcześniej w PRL mawiali, jak komuniści chcą rządzić niech dają, no i dawali jak mogli zapomogi, pomoc i dotacje w różnych zastępczych formach, ale chłopi sterowani kropidłem wybrali zachód, to teraz mają na co zasłużyli.
        A wszystko za radą i z błogosławieństwem Kościoła.

        Wszystko się sprawdziło co do joty z naszych przewidywań. Obecnie chłop na 5-7 ha z rodziną to bieda totalna i musi żyć z socjalu oraz dorabiać u biznesmena, często na czarno, a w PRL-u bez dopłat się swobodnie utrzymał, a ten co sobie dorabiał to żył nawet na bogato, jak nie przepił. Rolnictwo indywidualne rodzinne kurczy się w zastraszającym tempie, jeszcze ci bardziej zdolniejsi na areale 15-30 ha jakoś skromnie jadą, mniejsi biedują, a nowoczesne folwarki już powoli powstają.

        Odpowiedz
  • 5 lipca 2020 o 20:43
    Permalink

    Strzeżmy się władz które nie słuchają ludzi nauki. Obawiam się że ludzie sprawujący władzę w Macondo nie sięgają w modelowaniu matematycznym wyżej jak czterech podstawowych działań arytmetycznych, zaś ich znajomość zjawisk: fizycznych, chemicznych i biologicznych jest mniejsza niż Żywotów Świętych. To zła prognoza dla naszych dzieci i wnuków, bo ignorancja władz nakazuje im kształtować system edukacyjny generujący jeszcze głupsze, ufne in młode pokolenia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.