Wojskowość

W kwestiach obronnych myślmy niekonwencjonalnie!

 W kwestiach obronnych myślmy niekonwencjonalnie. Oczywiście postulat budowy własnej broni masowego rażenia jest tutaj kluczowy, jednakże oprócz tego – zanim do tego dorośniemy pod względem zdolności państwowych, przydałoby się nieco więcej myślenia pozwalającego nam na działanie w oparciu o posiadane zasoby, możliwości i terytorium. Naprawdę na polu walki można zniwelować nawet miażdżącą przewagę ilościową i jakościową przeciwnika, jeżeli myśli się w sposób wyprzedzający i potrafi się go zaskoczyć zdobywając lokalną przewagę w krytycznych punktach.

Jest oczywistym, że w przypadku starcia pełnoskalowego – nie mamy szans na żadnym z dwóch głównych kierunków zagrożeń. Możemy myśleć o obronie spowalniającej atak, ewentualnie o bohaterskiej lub nawet heroicznej obronie – odciętych wysp oporu. Jednakże to wszystko na co nas stać przy stu tysięcznej armii, składającej się głównie z urzędników za biurkami.

W praktyce musimy dążyć do odtworzenia potencjału jaki reprezentowała armia poborowa pod nazwą – formacji obrony terytorialnej, albowiem bez dodatkowych 300-450 tys., ludzi pod bronią w ciągu pierwszej doby od wydania rozkazu mobilizacji jesteśmy bezbronni, nasze doborowe oddziały wykrwawiają się w starciu z liczniejszym i doskonale uzbrojonym nieprzyjacielem, a państwo upada. Zdolność do natychmiastowej mobilizacji od 300 do 450 tyś., ludzi w struktury wojskowe – zorganizowane przy i przeznaczone do współdziałania z armią zawodową to jest być albo nie być naszego przetrwania pierwszych 72 godzin konfliktu jako zorganizowanego tworu państwowego.

Drugą zasadniczą sprawą jest gotowość bojowa samej armii zawodowej – wszystko co nie jest w stanie wraz z zapasami na 72 godzinny intensywny bój przemieścić się w rejon zgrupowania w ciągu trzech godzin od wydania rozkazu – nie jest nam potrzebne, albowiem nie będzie istnieć po ataku rakietowym wroga. Po prostu cała armia musi być na kołach i przemieszczać się do rejonów zgrupowania – uzupełniać stany etatowe, dokooptowywać posiłki i aktywnie przemieszczać się zgodnie z wytycznymi dowództwa w sposób możliwe niewrażliwy na ataki nieprzyjaciela. To samo dotyczy lotnictwa, marynarki, specjalistyczne rodzaje wojsk – w zależności od specyfikacji, jednakże siły główne jeżeli nie ruszą natychmiast z miejsc koszarowania – są po prostu zbędne. W dzisiejszej wojnie liczy się manewr i liczy się zdolność przetrwania, ta bez manewru nie istnieje.

Trzecią kwestią są oddziały Obrony Terytorialnej i regularnego wojska działające w strefie przygranicznej – przewidziane do bezpośredniego powstrzymywania pierwszorzutowych wojsk nieprzyjaciela. Te jednostki muszą mieć priorytet jeżeli chodzi o szkolenie i wyposażenie, ponieważ od ich zdolności bojowych oraz co jest równie ważne – zdolności do mobilizacji i przetrwania zależy to ile czasu będzie miało zaplecze na przygotowanie się do działań manewrowych, w tym domyślnego kontrataku. Ponieważ nie mamy na tyle wojska, żeby je rozlokować w strefie przygranicznej na stałe, trzeba liczyć na Obronę Terytorialną z tych rejonów oraz wsparcie dla niej – przerzucone w przypadku pojawienia się prawdopodobieństwa konfliktu z głębi kraju. Chodzi dosłownie o tysiące ludzi z uzbrojeniem, sprzętem inżynieryjnym oraz prowiantem na czas wyczekiwania. Odpowiednie przygotowanie można oczywiście zapewnić odpowiednio wcześniej, a budowę ewentualnych umocnień i schronów – służących przede wszystkim do osłony przez środkami oddziaływania nieprzyjaciela jak również do zyskania przewagi taktycznej w razie skutecznego przewidzenia miejsc przejścia wojsk nieprzyjaciela – należy rozpocząć odpowiednio wcześnie i wykorzystać w tym nowoczesne metody walki, w tym liczne pułapki sterowane elektronicznie – stosunkowo tanie, ale śmiertelnie niebezpieczne. Dla wprawionych oddziałów – zamienienie pasa przygranicznego o głębokości około 35 km w strefę śmierci wszystkiego co się rusza, ma sygnaturę termalną lub magnetyczną ewentualnie emituje zaprogramowany dźwięk – to kwestia trzech – czterech dób. Możliwe strefy przejścia głównych sił nieprzyjaciela są znane i nie są żadną tajemnicą, ze względu na jego przewagę w sile rażenia licznych środków rażenia pośredniego – coś takiego jak „obrona reduty” jest dzisiaj niemożliwa, a przynajmniej prawie na pewno stanowi przykład głupoty taktycznej. Obronę trzeba szykować strefowo – powodując, że nieprzyjaciel bałby się postawić krok bez sprawdzenia terenu bez względu na to, czy to asfalt, piasek czy zaorana ziemia.

Odpowiednie przygotowanie powyższego wymaga od nas odpowiedniej logistyki, szkoleń, znajomości terenu i obecności w nim. Trzeba znać dosłownie każdy krzak, żeby wiedzieć którędy nieprzyjaciel przeprowadzi atak i jakimi środkami. Przy odpowiednim przeszkoleniu stosunkowo licznych wojsk Obrony Terytorialnej oraz wyposażeniu ich w środki techniczne, środki inżynieryjne oraz środki walki – obrona strefowa jest najbardziej opłacalnym sposobem prowadzenia wojny obronnej współcześnie. Warto zauważyć, że taka koncepcja obrony jest trudna do przełamania za pomocą środków konwencjonalnych i nie jest wrażliwa na oddziaływanie lotnictwa. Oczywiście wymaga to odpowiednio wcześniej przygotowania planów rozmieszczenia pól minowych, pułapek, posadowienia stanowisk ogniowych – automatycznych i z siłą żywą, kamer, łączności, czujników, min specjalnych (np. przeciwko helikopterom), czy też rakiet przeciwlotniczych zdolnych do porażenia nieprzyjaciela niespodziewającego się ataku z już zajętego terytorium. Możliwości są tysiące, a nawet więcej, ponieważ ludzka kreatywność nie zna granic. Jeżeli do tego opanowalibyśmy jeszcze umiejętność ewakuacji ludności ze strefy nadgranicznej, to śmiało można powiedzieć, że nieprzyjacielowi byłoby ciężko wejść do naszego kraju – bez znacznych strat, a przynajmniej na tyle spowolnić jego marsz, żeby mieć czas na działania polityczne na arenie międzynarodowej.

Obrona strefy nadgranicznej jest niezbędna, logistycznie i organizacyjnie jest do wykonania, całość można samemu w kraju wyprodukować – stosunkowo tanio.

W ten sposób można myśleć, myślenie nic nie kosztuje. Koszt uszczelnienia w sposób totalny 200 km odcinka granicy o głębokości około 35 km – to koszt rocznych wydatków na misję stabilizacyjną (?) w Afganistanie. W ciągu kilku lat mielibyśmy zabezpieczoną całą potencjalnie wystawioną na zagrożenie granicę państwową.
Skrócony odnośnik: http://wp.me/p1RMxj-3Sp

7 komentarzy

  1. W 39 też broniliśmy linii granicznej i wiesz jak to się skończyło. Obrona musi być elastyczna, manewrowa, głęboko urzutowana.

    • Szanowny panie, wiem jak się skończyło. Oczywiście, że musi być elastyczna, manewrowa i głęboko urzutowana. To oczywistości, ja w tekście zwróciłem uwagę na potrzebę przygotowania prostej obrony pasa granicznego – uniemożliwiającej banalne wejście do Polski po prostu – poprzez wjechanie… Niestety dzisiejsza obrona zakłada bój pomiędzy Łodzią a Poznaniem-Warszawą w zależności od scenariusza, o manewrach przy uciekającej ludności, elastyczności przy braku rezerw i urzutowaniu przy braku zaopatrzenia możemy sobie pomarzyć. Osobiście jestem przekonany, że tym razem by się nawet nie udało osiągnąć wyniku z Września 39, 7-10 dni i Finis Poloniae… z pozdrowieniami k.

  2. Ale obrona pasa nadgranicznego o głębokości 35km jest sprzeczna z obroną manewrową. Obrona manewrowa zakłada głębokość 200 i więcej km a nie 35.Po prostu nie rozumie pan pewnych pojęć stąd komiczne artykuliki. Pozdrawiam.

    • W prezentowanym przez pana podejściu rozumiem, że mamy bez jednego wystrzału oddać np. Białystok? Olsztyn? Elbląg? Przemyśl, Lublin? Może odwrotnie ogłosić te miasta twierdzami? W imię manewrowania wojskami przy totalnej przewadze nieprzyjaciela w powietrzu i pod gradem środków zdalnego rażenia, których – łatwo się domyślić który potencjalny przeciwnik ma w nadmiarze? Zresztą zaraz zaraz – ile wschodnia część stolicy jest od granicy Hmmm niech zgadnę… no i już wszystko wiadomo!
      Ja piszę o elemencie powstrzymywania, nie ma żadnej sprzeczności między koncepcją wojny manewrowej a ideą dodatkowej obrony pasa nadgranicznego przez zaminowanie go przy pomocy przeszkolonych oddziałów OT w momencie pojawienia się napięcia w stosunkach międzynarodowych.
      Jeżeli w tym widzi pan problem to gratuluje wstecznictwa i żałosnego podejścia do zagadnienia obrony gdzie coś takiego jak dozór elektroniczny linii granicznej i wybranych stref możliwego rozśrodkowania wojsk nieprzyjaciela to ABC.., no ale dla pana to komedia i pozwala pan sobie nie rozumiejąc lub nie chcąc zrozumieć wyrażonej idei na poniżanie, więc nie pozdrawiam… No chyba że jest pan “kretem” to gratuluje szybkiej reakcji. tu was boli 🙂

  3. inicjator_wzrostu

    Dobry artykuł.
    Tylko co do posiadania broni masowego rażenia, to może być jak z Syrią.
    Silniejsi zażądają jej kontroli a potem – likwidacji.
    I to już w fazie tworzenia …
    Po prostu jesteśmy za słabi.
    Nawet San Marino nam zagraża (na razie w piłce nożnej).
    Czy ktokolwiek wie o przynależności Republiki San Marino do NATO?

  4. inicjator_wzrostu

    Te 35 km to taka “licentia poetica” @Autora.
    Autorowi chodzi raczej o “zagęszczenie” obrony.
    Jak te 2 mln Polaków wróci ze zmywaków w Dublinie i Londynie, to będzie miał kto tę OBRONĘ zagęszczać.

  5. Przepraszam, ale czego bronić? Bezrobocia , kolejek w przychodniach ,braku perspektyw dla młodzieży , ZUS-u ,pełnych brzuchów naszych polityków ? Mógłbym wymieniać jeszcze więcej ale po co się denerwować!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.