Kultura

W jakim kierunku zmierza polskie kino współczesne?

 Funkcjonowanie umocowanego państwowo sponsoringu kinematografii w postaci Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej zaowocowało wzrostem ilości produkcji kinematograficznych krajowych autorów, którzy nie boją się podejmować odważnych tematów. Poza masową produkcją seriali i filmów o miękkim charakterze, przeznaczonych do łatwego trawienia przez wszystkich – zaczęły się pojawiać także dzieła wyrażające jakieś aspiracje.

Reżyserzy podejmują się kwestii związanych z rozliczeniami narodowych problemów nieistniejących w ogóle w dyskusji a także w pamięci publicznej, czy też usiłują wzruszyć narodowe mity, na których krystaliczno-spiżowym charakterze opierała się oficjalna historiografia przez lata całego PRL i siłą rozpędu obecna także się w jakiejś mierze opiera.

Mamy, zatem bardzo ciekawy film o mieszkańcach małego miasteczka – palących żywcem swoich żydowskich sąsiadów i to podobno nie jest przykład zorganizowanego antysemityzmu a jedynie ilustracja wynaturzenia czasów wojny, które nie było reprezentatywne. Mamy także nową produkcję dotykającą bardzo bolesnego wspomnienia Września 1939 roku, który to Wrzesień nie został w pełni rozliczony nie tylko przez historyków, ale także przez opinię publiczną, która ma prawo znać prawdę o przyczynach druzgoczącej klęski i ma prawo żądać żeby przynajmniej symbolicznie rozliczyć winnych. Takim przykładem rozliczeń z historią ma być nowy polski film o obronie Westerplatte przez heroicznych polskich żołnierzy.

To miejsce symboliczne, wydarzenia niemające precedensu a skala oporu, heroizmu i ofiary złożonej przez żołnierzy Rzeczpospolitej – najwyższa ze wszystkich w historii rozlewania krwi polskiej. Niestety film, którego tytułu i twórcy nie wymienimy, albowiem ma on w zwyczaju grozić, że pozwie recenzentów za negatywną recenzję – nie wiadomo, co ma na celu, nie da się określić czy ma być to wzorowane na masowej produkcji amerykańskiej filmów batalistycznych, czy też rozliczenie z dramatyczną przeszłością w sensie zachowań ludzkich.

Problemem nie jest nawet sam film, którego scenariusz już przed laty został mocno skrytykowany i uznany przez wielu znanych historyków przedmiotu za najdelikatniej mówiąc kontrowersyjny. W tym kontekście film można oceniać, jako próbę odarcia mitu ze spiżu i ukazanie jego rzeczywistego wymiaru.

Jednakże czy my czegoś takiego, jako społeczeństwo oczekujemy? Czy rzeczywiście chcemy być odarci ze spiżu? Nie mówimy tutaj o deptaniu narodowej pamięci, czy też zaprzeczaniu heroicznych mitów. Chodzi o zwykłą pamięć, która o wiele lepiej dla narodu, jeżeli jest heroiczna niż miałaby być cierpiętniczo-katastroficzna. Jeżeli bowiem chcielibyśmy stworzyć film o rzeczywistości wojny taką, jaka ona była, to prawdopodobnie nikt nie jest gotowy na wiadomość o tak banalnych sprawach jak np. okupacyjna codzienność, – czyli donosicielstwo i zdrada konfidentów-szmalcowników. Czy mamy rozliczać rodziny tych, którzy wpisali się na listę Volksdeutschów? Jeżeli tak to, do jakiej kategorii? Może też patrzeć w to jak walczyli żołnierze Września? Wycofywali się – to, co? Wywiesić listę z nazwiskami? A Zaleszczyki i hańba naszych elit, które doprowadziły do tego dramatycznego położenia z Września 1939 i haniebnie uciekały słynną szosą? To już raczej mamy przemilczeć, – bo wiele „rodów” dalej trwa, nawet zajmuje te same wille wybudowane z pieniędzy pochodzących z przedwojennych francuskich pożyczek wojskowych! Przecież ich nie wysiedlimy! No, bo i jakim prawem! W konsekwencji historycznych rozliczeń moglibyśmy z rozpędu uznać, że nadal trwa okupacja części przedwojennego terytorium Polski, jedynie okupant się zmienił. Co wówczas? Wypowiadamy wojnę Litwie, Białorusi i Ukrainie?

Film współczesny ma potężną siłę wyrazu. Film o tematyce tak bolesnej jak problematyka września 1939 – musi mieć wymowę dramatyczną i katastroficzną, albowiem wrzesień był katastrofą i dramatem, – co najmniej podwójnym. Jeżeli twórca podejmuje tak trudny temat i to w wymiarze nieskończenie symbolicznym jak Westerplatte – jedno słowo, które jest preludium do dramatu całego narodu, a w zasadzie narodów ówczesnej Rzeczpospolitej – spoczywa na nim bardzo poważna odpowiedzialność. Jest to odpowiedzialność polegająca na obowiązku – obrony narodowego mitu, owego pomnika ze spiżu, który tkwi w sercach i umysłach Polaków i Polek. Zwłaszcza, jeżeli film czerpie pieniądze z funduszy publicznych – i to na trzy i pół miliona miliony złotych dotacji! Ani reżyser ani scenarzysta – nie mają prawa tutaj odbierać Narodowi jego mitów a bohaterom, wręcz męczennikom ich bohaterstwa i męczeństwa!

Siła przekazu obrazu filmowego jest tak znacząca, że musimy się liczyć z odbiorem filmu także przez zagranicę. Ponieważ każdy filmy kręcić może – warto przynajmniej w zakresie przyznawania dotacji publicznych mieć zaufanie do fachowości i odpowiedzialności podmiotów przyznających środki publiczne, – że dzieło nie naruszy powszechnej wrażliwości, jak również przeciwko tej wrażliwości nie wystąpi. No chyba, że poprzez film mamy rozpocząć dyskusję ogólnonarodową i z sąsiadami?

Ku przestrodze – warto zawsze się nad tym wszystkim zastanowić przed – albowiem może to jednak Polacy pierwsi zaatakowali ten pancernik? Jak to w końcu było? Podobnie jak po kilku ahistorycznych publikacjach o Mieszku I-szym, część mniej wykształconych historycznie przychyla się do sądu, że był on wikingiem! Opanujmy te procesy i w trosce o własną pamięć historyczną uporządkujmy proces tworzenia nowych obrazów wspomnień w sposób niebudzący kontrowersji, albowiem nagle może okazać się, że nie jesteśmy tym krajem, o jakim myśleliśmy i nie jesteśmy tak krystaliczni jak się nam dotychczas wydawało.

Jest chyba oczywistym, że ten, kto szarga narodową pamięć i pluje naszym przodkom w twarz nie zasługuje na uwagę, jak również bywanie w towarzystwie. A może wręcz odwrotnie – potrzebne jest właśnie kino stawiające trudne pytania i pokazujące pustkę spiżowych pomników, które wypełnia krew, pot, zmęczenie i śmierć za kraj, który nie miał szansy przetrwać?

Niech państwo czytelnicy osądzą to we własnych sumieniach.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.