W interesie Polski jest poważny obóz polityczny zorientowany na Euroazję

Kryzys Zachodu, jako cywilizacji, systemu zarządzania sferą publiczną, prywatną, gospodarczą oraz jako systemu wartości i kultury – jest faktem. Nie jest to jeszcze upadek ostateczny, ale faktem jest to, że o wydarzeniach w Europie – obejmujących prawie całą Europę pierwszy raz od bardzo dawna zadecydowały czynniki poza Europą. Europa przestała sama nadawać ton i inicjować wydarzenia we własnej przestrzeni, o jej losie zdecydowali inni. Kryzys związany z nielegalnymi imigrantami z Bliskiego Wschodu i innych części świata obnażył nie tylko rzeczywistą słabość Europy, ale przede wszystkim indolencję jej znacznej części elit. Tym razem, jeszcze uda się to opanować, chociaż z wielkim trudem. Jednak, co będzie jutro? Co będzie pojutrze? Jeżeli nie zmieni się paradygmat myślenia o realiach i postrzegania rzeczywistości przez Europejczyków, a zwłaszcza w sposób wyprzedzający nie będą myślały i działały europejskie elity, to kwestia upadku Zachodu, jako systemu wartości w Europie jest tylko kwestią czasu. Prawdopodobnie jednego – maksymalnie dwóch pokoleń. Na to wskazuje prędkość rozwoju już wyraźnie zakorzenionych na kontynencie trendów. To smutne, ale Europejczycy powinni sobie uświadomić, że przez swoją dekadencje i słabość sami przykładają się do schyłku własnej cywilizacji, – co najmniej 3000 lat na nas patrzy, a na własne życzenie, świadomi błędów przeszłości i idiotyzmów współczesności zmierzamy śmiało, bezwolnie, niczym stado baranów na rzeź – ku nowym wiekom średnim, albo wtórnego „finis europae universalis”.

Nasze państwo postawiło wszystko, co miało – na związek z Zachodem, niestety suma wszystkich korzyści wynikających z tego związku, którego nie można określić inaczej niż o charakterze senioralnym – powoli staje się o wiele mniej warta od sumy ryzyk, wynikających z dekadencji, często głupoty i wewnętrznych błędów w kulturze Zachodu, skazujących go na samo osłabienie a w konsekwencji samo zniszczenie. Nasz błąd polega na tym, że wybraliśmy koncepcję bez alternatywnego oddania się. Nawet bez miejsca na krytyczne myślenie, czy przynajmniej nie ma innego kierunku poszukiwań? Samo myślenie o tym, że moglibyśmy funkcjonować w ramach innej koncepcji niż „zachodnia”, chociaż tutaj już obijamy się solidnie o szklany sufit – jest wykluczone z naszego oficjalnego dyskursu publicznego.

Tymczasem rzeczywistość jest o wiele ciekawsza od fikcji i zmienia się o wiele bardziej wyraziście niż nam się mogłoby wydawać. Przede wszystkim wiele się dzieje ze względu na globalizację, której niestety w Polsce nie rozumiemy, nie jesteśmy w stanie pojąć i w zasadzie – samodzielnie w niej nie występujemy. Owszem, jesteśmy obecni, ale głównie, jako element systemu zachodniego. Ma to dobre i złe strony, dobrą jest to, że amortyzuje to problemy, ale zarazem rodzi ryzyko konieczności partycypacji w przypadku, gdy system nadrzędny „się zapętli”. Przykładem pierwszego rodzaju procesów amortyzacyjnych, był wpływ funduszy unijnych na naszą gospodarkę podczas kryzysu od 2008 roku. W świetle dostępnych opinii – mnożnik dzięki nim wyzwolony dał nam przetrwać bez poważniejszych perturbacji. Przykładem drugiego procesu jest wiązka problemów, z jaką mamy do czynienia – poczynając od ograniczeń związanych z funkcjonowaniem na pograniczu strefy euro, a na kryzysie wywołanym przez napływ nielegalnych imigrantów kończąc. Jest to cena i uroki braku pełnej suwerenności.

Niestety na dzisiaj na naszej scenie politycznej, nie mamy nikogo poważnego, kto mógłby w sposób otwarty nazwać rzeczy po imieniu i przynajmniej zapoczątkować myślenie w poszukiwaniu dywersyfikacji przyjętego kierunku powiązań, który jak wiemy jest wyjątkowo cyniczny i pełen hipokryzji. Najbardziej widać to po naszych relacjach z Rosją, które na tle relacji krajów zachodnich oraz – uwaga samej Ukrainy, która przecież twierdzi, że Rosja prowadzi z nią wojnę są po prostu załamujące. Jak to jest możliwe, że politycy doprowadzili nasze relacje z Rosją do stanu poronionej i chorej nienawiści, wykluczającej nawet przeprowadzenie wymiany kulturalnej planowanej od lat? Skoro w tym samym czasie zachodni Europejczycy podpisują cały szereg intratnych i ważnych strategicznie kontraktów w Federacji Rosyjskiej, a na Ukrainie kwitnie wymiana handlowa z „agresorem” jak i wymiana inwestycji np. rosyjskiego sektora finansowego na Ukrainie i wszelkiego rodzaju biznesów rządzących Ukrainą oligarchów w Rosji? Jak to jest możliwe, że karmimy naszymi jabłkami świnie, a z malin robimy gnojowicę – skoro na Krym i do Donbasu stale wjeżdżają ciężarówki z ukraińskimi (i nie tylko) produktami? Czy jest ktoś w tym kraju, kto jest w stanie uzgodnić, żeby politycy nie pajacowali więcej na wschodzie, albowiem skutki tego są dokładnie takie, jakie przewidział pewien niestety swego czasu minister spraw zagranicznych, który po powrocie z Kijowa oświadczył w jednym z kanałów prywatnej zagranicznej telewizji w Polsce, że oto teraz trzeba będzie ponosić konsekwencje. Głupia sprawa, że zawsze, jako państwo i Naród musimy ponosić konsekwencje cudzych błędów, często popełnianych przez wyjątkowej maści idiotów i indolentów (terminy medyczne), w swojej konstrukcji percepcyjnej tak ekstremalnie szkodliwych dla otoczenia, w tym w szczególności spraw, którymi się mogą bez konsekwencji zajmować, że Targowiczanie przy nich to anioły i dobroczyńcy!

Nasza scena polityczna jest dysfunkcyjna, ponieważ nie ma na niej lewicy. Brak prawdziwej lewicy powoduje, że w zasadzie każdy wybór, jaki przedstawia spektrum istniejących możliwości, będzie w najlepszym wypadku wyborem mniejszego zła. Ludzie, którzy o tym zdecydowali przed laty, kiedy to dyktafonem i fałszerstwem podpisu najpierw pogrążono całą lewice, a potem jej kandydata w wyborach prezydenckich – popełnili zbrodnię stanu. Więcej w tej sprawie nie można napisać, jeżeli chce się żyć. Istotne jest jednak zrozumienie ograniczeń wynikających z dysfunkcji spektrum sceny politycznej. Mamy ograniczenie pluralizmu, mamy mniejszy wybór. W konsekwencji jesteśmy ubożsi, chociaż nikt nie twierdzi, że ta lewica, którą mieliśmy była „ideałem”, wręcz przeciwnie wymagała rewitalizacji, ale raczej w drodze stopniowej ewolucji, a nie kastracji połączonej z rozrywaniem rozgrzanymi szczypcami na żywca!

Podobnie jak jesteśmy ograniczeni w wyborze politycznym w polityce wewnętrznej, jesteśmy jeszcze bardziej widocznie ograniczeni w polityce zagranicznej. Winna jest tutaj wpajana Polakom i rozwijana od lat – wściekła, nieograniczona i po prostu chorobliwa rusofobia. Ten horror trwa od lat i co jakiś czas jest karmiony kolejnymi okolicznościami, zawsze interpretowanymi w sposób jednoznacznie anty i negujący zdroworozsądkową i pragmatyczną próbę postrzegania rzeczywistości. W efekcie dokonaliśmy przez lata samoograniczenia się, w postrzeganiu pełni spektrum możliwości, jakie są dla nas, czy też raczej były w zasięgu ręki. Uwaga – nikt nam nie kazał z nich korzystać, nie byliśmy przymuszani, ale żeby samemu spalić przed sobą most, to trzeba po prostu albo być idiotą, albo działać wedle innych instrukcji niż te, które wynikają ze zdroworozsądkowego myślenia o interesie własnego kraju.

Dzisiaj na Wschodzie wiele się dzieje, przy czym jest to wyraźnie pozytywny proces twórczy, jaki zachodzi dzięki niezłomnej woli Federacji Rosyjskiej, jako integratora wszystkich procesów i inicjatora współpracy w wielkiej przestrzeni Euroazjatyckiej. Rosjanie dołożyli wiele starań do tego, żeby była możliwa do wcielenia w życie wielka wizja pana Władimira Putina – Prezydenta Federacji Rosyjskiej, wedle której mogłaby powstać wspólna przestrzeń od Lizbony do Władywostoku. W swoich działaniach są konsekwentni pomimo wszelkich kłód rzucanych im pod nogi, jak wojna domowa na Ukrainie, czy też niesprawiedliwe, bezprawne i łamiące międzynarodowe obyczaje handlowe – sankcje gospodarcze i polityczne. Współpraca Rosji z Chinami, oznacza możliwość zrealizowania koncepcji nowego Jedwabnego Szlaku, co będzie jednym z decydujących procesów w XXI wieku w ogóle. Alternatywa dla komunikacji morskiej pomiędzy Azją a Europą, stworzy w ogóle nowe możliwości działania, zarówno Azji jak i Europy – nie jest tajemnicą, że bardzo się to nie podoba pewnemu państwu, które powstało w wyniku buntu kolonistów w pewnej byłej już brytyjskiej kolonii położonej pomiędzy dwoma oceanami. W naszym interesie jest, żeby nie być w tych procesach przypadkiem niczyim koniem trojańskim, tylko umiejętnie się w nie wpasować.

Wymaga to stworzenia w kraju poważnego obozu politycznego zorientowanego politycznie na Euroazję, jako alternatywę dla istniejących powiązań systemowych z Zachodem. Istnienie takiego obozu politycznego, jest w interesie państwa, wynika wprost z naszej racji stanu, jakkolwiek byśmy jej nie definiowali – nie ma w niej niczego o odcinaniu sobie jednej nogi!

Na tym kierunku ewolucji naszej sceny politycznej nie jest najlepiej, jakkolwiek jednak – pojawiło się, co najmniej jedno środowisko polityczne, dobrze rokujące w tym kierunku myślenia. Oczywiście natychmiast spotkało się z nieomalże pełną stygmatyzacją, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo zaistnieć w systemie, w którym dominująca cześć mediów jest zaprogramowana na lojalność interesom swoich przeważnie zagranicznych panów. To upośledzenie naszej media sfery, w połączeniu z wściekłą rusofobią – w istocie uniemożliwia wejście do głównego nurtu przekazu politycznego, informującego społeczeństwo o pełnym spektrum możliwych wariantów politycznych i istnieniu Euroazjatyckiej alternatywy politycznej.

Należy mieć nadzieję, że działania tych środowisk politycznych, w pewnym sensie już doświadczonych w naszej polityce będzie dalej rozwijana w duchu, co najmniej pragmatycznym, albowiem bez tych odważnych ludzi, wszyscy bylibyśmy nie tylko ubożsi, ale przede wszystkim nie byłoby w ogóle mowy w dyskursie publicznym o tym, że ZMIANA jest możliwa.

W interesie nas wszystkich jest po pierwsze wszelkie możliwe wsparcie dla tych procesów, w tym w szczególności przez uczestnictwo wyborcze, jak również – po drugie – możliwe włączenie się w nie, albowiem polityka to gra zespołowa. Przy czym należy pamiętać o automatycznej stygmatyzacji, o którą już na pewno znaczna cześć naszego medialnego mainstreamu błyskawicznie zadba.

Ps. Wszelkie podobieństwo użytych sformułowań do nazw własnych np. ugrupowań politycznych oczywiście przypadkowe.

9 myśli na temat “W interesie Polski jest poważny obóz polityczny zorientowany na Euroazję

  • 13 września 2015 o 08:15
    Permalink

    nie wiem czy akurat Zmiana byłaby w stanie udźwignąć zadanie opisane przez autora, ale zdecydowanie potrzebujemy takiego rozwiązania jak opisane.

    Odpowiedz
  • 13 września 2015 o 09:24
    Permalink

    Kłopoty z rejestracją Zmiany, dowodzą ,że alternatywy boją się jak diabeł święconej wody,ale poczekamy ,zobaczymy.ADNOVUM!!

    Odpowiedz
  • 13 września 2015 o 11:37
    Permalink

    Lubie Rosjan ale nie wierzę Rosji. Tak mam. Dziadek był niemieckim zakładnikiem wywiezionym po wybuchu I WŚ za Bajkał. Polak urodzony w Prusach Wschodnich był pełen uznania i wdzięczności dla Rosjan i przekazał mi to. Nieufność wynika z wiedzy pozyskanej TV, radia itp. Nie wiem czy nie jestem zmanipulowany.

    Odpowiedz
    • 14 września 2015 o 10:43
      Permalink

      Nie jestem polakiem, ale ciesze się, że Polska malo interesuje tych licznych uchodźców ze Wschodu. To znaczy chociaż jeden kraj europejski potrafi zachować swoją kulturę, swój naród, tradycje, wiarę. Trzeba tylko, żeby rząd polski też to rozumiał i nie poddawał się szantażowi niemców!

      Odpowiedz
  • 13 września 2015 o 13:00
    Permalink

    Szymonie ,Słuchaj Dziadka,mój był w 1939 w KOPIE,został aresztowany,ale jako młody robotnik w 1940 wypuszczony,wrócił i to samo mnie przekazał. U mnie w rodzinie nikt Rosjan nie traktuje jako Wroga.

    Odpowiedz
  • 14 września 2015 o 02:26
    Permalink

    U nas nie ma takiego myślenia

    Odpowiedz
  • 14 września 2015 o 10:21
    Permalink

    Chociaż nie jestem polakiem, ale ciesze się, że te uchodźcy nie są zainteresowani Polską. To znaczy chociaż jeden kraj europeiski potrafi zachować wlasną kulturę, tradycje, naród, wyznanie wiary! Mam nadzieje, że rząd polski też to rozumie i nie bedzie się poddawał szantażowi niemców.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.