Paradygmat rozwoju

W drodze do Europy wielu prędkości

 Grecki kryzys znacznie nas przybliżył do Europy wielu prędkości, to nawet coś więcej niż Unia, w Unii, której tak bardzo swego czasu bali się nasi politycy, a której ideę już realizuje ściślej integrująca się Strefa Euro.

W przypadku Europy wielu prędkości, przede wszystkim każdy będzie sam robił sobie dobrze, nie będzie zbiorowej odpowiedzialności, a przynajmniej właśnie się ona skończyła w przypadku Grecji. Bogaci nie chcieli dalej płacić na biedniejszych, efekty widzimy na ekranach naszych telewizorów, co będzie dalej? Na pewno lepiej już było. Właśnie to charakteryzuje Europę wielu prędkości. Merkel i Juncker – nie wiedzą co powiedzieć, jedno zawiedzone a drugie głęboko rozczarowane. Tusk w tym w wszystkim po raz kolejny udowodnił swoją nieprzydatność i brak zdolności do odnalezienia się w sytuacji. Czy Grecy – kilka milionów obywateli Europy, ma ponosić konsekwencje tego, że miało skrajnie nieodpowiedzialnych i „godnościowych” polityków, którzy pomimo znajomości Teorii Gier (swoją drogą warto było by przeczytać doktorat tego pana), zamiast pragmatycznie negocjować – wybrali godność. Mają teraz godność przerażonych emerytów, którzy szturmują banki z głodu i nie mając na leki! Tak, właśnie wygląda godność, wszyscy którzy się za nią opowiadają w Polsce, powinni dobrze przyjrzeć się obrazkom z greckich ulic, a trzeba mieć świadomość, że pokazywane są tylko duże miasta, w mniejszych i na prowincji – jest straszniej.

Zamiast marzenia o wspólnym domu dla nas wszystkich, będziemy mieli coś na kształt klubu bardzo bogatych, którzy czasami subsydiują biedniejszych i udają, że ci biedniejsi mają prawo funkcjonować na równych zasadach na formalnie wspólnym rynku o ile oczywiście sobie załatwią certyfikaty na wszystko. Podobnie będzie z przepływem osób, jedynie kapitał będzie bez przeszkód żeglował po całej Europie. O tak, kapitałowi będzie bardzo dobrze, zwłaszcza w zadłużonych po uszy bieda-krajach, których jest w Europie pod dostatkiem i jeszcze ich przybędzie.

Chyba możemy zapomnieć o budowie wspólnego europejskiego super państwa, ponieważ dzisiaj już nie będzie zaufania. Owszem – ufać, w to że bogaci będą bez końca subsydiować Greków to także byłaby naiwność, ale jak to było możliwe w ogóle, żeby kraj w Unii Europejskiej po prostu upadł – zamknął banki i stał się niewypłacalny? Jeszcze kraj przez lata korzystający z dobrodziejstwa pomocy europejskiej i wspólnego rynku. Łotwie – pogrążonej w nędzy przez kryzys jakoś się udało, chociaż nikt jej szczególnie nie pomagał, dostała warunki i musiała się zmieścić. Nie było tam alternatywy. Być może to klimat przesądził, że grecki rząd nie czuje na sobie presji głodu i biedy? W Grecji jest ciepło, przy odrobinie wprawy można koczować pod byle daszkiem przez cały rok, dopiero jak jest skrajnie zimno, trzeba się gdzieś schować, ale to nie jest zimno w rozumieniu Łotwy z Bałtykiem zamarzniętym prawie na kość dookoła!

Efekty będą zgodne z teorią i praktyką biegunów wzrostu. Jeżeli popatrzymy na Unię Europejską jako na organizm terytorialny, w którym dzieją się przepływy i koncentracja czynników wytwórczych. To zarówno koncentracja jak i wzrost przepływów będzie generowany bardziej w miejscach, które są już i pozostaną biegunami wzrostu. Peryferia i zaplecze będą wymywane z zasobów (jak np. Polska z ludzi), jak również co najwyżej będą miały szczęście jeżeli staną się chociaż miejscami letniego wypoczynku (jak Grecja). Polityka spójności Unii Europejskiej nie ma żadnego sensu, należy jej zaprzestać, ponieważ biedniejszych nie jest nawet stać na korzystanie z infrastruktury, którą ona tworzy, a często skutki tych inwestycji są opłakane w wymiarze lokalnym. Widać to i w Polsce w przypadku autostrad i np. we Francji lub Włoszech w przypadku kolei dużych prędkości, która w wielu obszarach definiowanych lokalnie dla określonej grupy obywateli – wyeliminowała konkurencję innych środków transportu, a sama jest bardzo droga, za droga na to żeby codziennie dojeżdżać do lekarza lub pracy.

O ile Grecja została wkalkulowana w straty konieczne do poniesienia, to prawdziwym gwoździem do trumny idei Unii Europejskiej może być zachowanie się Wielkiej Brytanii. Jeżeli Brytyjczycy podziękują Europie, to będzie oznaczało dla Niemiec i Francji, konieczność obrania nowego kierunku w całym szeregu kwestii, albowiem tak jak ich obywatele nie chcieli już dłużej płacić na Greków, tak też ich wielki biznes nie pozwoli na panoszenie się City na kontynencie, jeżeli Londyn nadal nie będzie chciał proporcjonalnie do korzyści partycypować w kosztach utrzymania Unii.

Wówczas może stać się dla nas coś strasznego, może się spełnić najczarniejszy sens Polaków, którego obecne elity w ogóle nie biorą pod uwagę, a nawet nie są w stanie sobie go wyobrazić. Chodzi o zachowanie się Niemiec w Europie. Mianowicie, wcale nie jest powiedziane, że Unia, w której Niemcy nie będą mogli zachowywać się równie swobodnie jak dotychczas (znaczy się dominować) – będzie im dalej odpowiadać. W naszym przypadku może to oznaczać powrót do klasycznej wykładni niemieckiej polityki wschodniej w wariancie miękkim zwanej koncepcją „Mitteleuropy”, a w wariancie w pełni pozbawionym PR-u nazywanej przez Niemców po imieniu, czyli „Drang nach Osten” (parcie na wschód). Oczywiście w dzisiejszych realiach można wszystko pięknie okrasić pięknymi słowami i ładnie opakować, ale w ogóle trzeba się zastanowić, czy dzisiejszy stan relacji też nie jest bardziej w tym duchu?

W Europie wielu prędkości będziemy mogli zapomnieć o podmiotowości i o poczuciu wspólnoty. W Europie wielu prędkości będzie się liczyło to, kto wygra więcej. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiorą relacje z kluczowymi sąsiadami Europy, których znaczenie silnie wzrośnie, ponieważ państwa europejskie stracą zdolność występowania wobec USA, Rosji, Chin, czy Turcji z pozycji wymagającego partnera. W najlepszym wypadku bogatsi będą znowu kupcami w Petersburgu, Pekinie lub Istambule, ci którzy sobie popsuli kontakty na którymś ze strategicznych kierunków w ogóle nie mają szans na cokolwiek.

Zapamiętajmy rok 2015, to po roku 2014-tym kolejny rok w którym Unia Europejska ponosi gigantyczną porażkę polityczną, samej idei europejskiej. W 2014 roku niektóre państwa unijne silnie wsparły nielegalny zamach stanu na Ukrainie, czego skutkiem jest trwająca krwawa wojna domowa. Cała nieudolna i po prostu porażająco naiwna i szkodliwa polityka wschodnia Unii, okazałą się pułapką i to śmiertelną. Dzisiaj widzimy, jak Unia ponosi porażkę na swoim własnym podwórku, z przyczyn w istocie proceduralno-konsensualnych. Przecież tego całego konfliktu dało się uniknąć, a kwoty które przesądzają o bankructwie Grecji w kontekście sum jakimi obraca się w Europie, to nie są nawet pieniądze, na przysłowiowe „waciki”. To musi dać do myślenia, ponieważ dwie takie totalne porażki – nie dość, że w planach ekspansjonistycznych, to jeszcze w ramach własnych struktur, to nie są przypadki. Unia w obecnym kształcie jest niesterowalna, słaba i z bardzo sektorowym przywództwem najsilniejszych krajów, które robią coś jak już muszą (Mińsk), a instytucje europejskie, w tym ludzie na wysokich stołkach to po prostu porażki. Ktoś słyszał głos Donalda Tuska, który powinien grzmieć do wszystkich w Europie, o tym co się dzieje, jakie są zagrożenia, jakie będą konsekwencje? Dlaczego pan przewodniczący Rady Europejskiej nie upomniał się głośno do sumień Europejczyków o Greków? Zabrakło odwagi? Zabrakło znajomości języka? Może nie było instrukcji z Berlina, od wyraźnie wycofanej super-Kanclerz? Czy wszystko to, co nam do tej pory przedstawiano, to była gra pozorów i czysty PR? Jeszcze można to jakoś zrozumieć, bo zawsze polityka opiera się na kłamstwie, ale po co w takim razie dopuszczono do okłamania Ukraińców? Po upadku Grecji, nawet jakby się dogadali z separatystycznymi republikami na Wschodzie i co najważniejsze uznali fakty dokonane na Krymie, to i tak ich nikt do Europy nie przyjmie, ponieważ właśnie idea europejska się na naszych oczach zdewaluowała. Tylko przez głupotę, nie było w tym żadnej strategii, nawet nie było w tym celowości, po prostu tak wyszło! To wynegocjowano! Przy całym szacunku do rządu Grecji, który w obecnej sytuacji ma prawo do silnych „odchyłek”, czy też bardzo snobistycznego postrzegania własnego interesu, to jednak przedstawiciele instytucji europejskich mają reprezentować nie interes wierzycieli, nie Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy też interesy narodowe najważniejszych państw, tylko WSPÓLNY INTERES EUROPEJSKI. A ten, w tym przypadku mówił, żeby „głupszemu ustąpić”, tak żeby nie było kosztów politycznych, w postaci stanu nieustalonego i nowej sytuacji, tylko zyskać np. rok czasu na przeprowadzenie takiej reformy Unii Europejskiej, żeby można było tak zachowujący się rząd jak grecki, bez mrugnięcia okiem, na zasadzie automatyzmu – z Unii usunąć, bez szkody dla kogokolwiek, albo uczynić klientem Brukseli, a nie partnerem, wówczas wszystko byłoby jasne i każdy, kto ma ochotę na promocję własnej godności, obserwując los Greków, kilka razy by się zastanowił, zanim złamałby reguły gry. Czy to takie trudne? Może polityczną niemożliwością jest dla tych ludzi przedstawienie nowej, zreformowanej, ale WSPÓLNEJ wizji Europy? Co to za liderzy! Ktoś słyszał w ogóle jakieś poważne wypowiedzi pana Tuska, albo pani komisarz Federici Mogherini? Pana Tuska możemy sobie odpuścić, wiemy i pamiętamy, że nie ma on pojęcia o rozwiązywaniu kryzysów jeżeli nie może kogoś pozbawić funkcji i wyrzucić, ale przecież Grecy wyraźnie sugerowali, że są „inne bezpieczne porty”, czy to nie jest zakres kompetencyjny sympatycznej pani Komisarz? Bo to, że pan Juncker czuje się rozczarowany, to tylko o nim świadczy i o tym, jaki ma pogląd na sprawę. Czy ci ludzie w ogóle są w stanie pojąć do czego się przyczynili? Przede wszystkim widać zupełną nieprzydatność funkcji pana Tuska, która się zupełnie nie sprawdza, co więcej na której musiałby być człowiek po prostu innego pokroju – jakiś wielki entuzjasta wspólnej Europy, a nie ktoś taki jak pan Tusk, którego nie da się nawet po tej porażce i bierności ocenić negatywnie.

Nie można mieć żadnych złudzeń, Europa wielu prędkości, nie będzie miejscem, w którym kraj słaby, nieudolnie rządzony i opierający swoją ekonomię na zadłużaniu się (u obcych), będzie w stanie przebić szklany sufit przeciętności, czy też wspiąć się na klify obojętności. Następny chętny do przyjęcia do Strefy Euro, dostanie takie warunki i będzie musiał, je tak dokładnie wypełnić, że bez silnej, a nawet bardzo silnej motywacji prawdopodobnie zrezygnuje. To smutne, że w Europie lepiej już było, ale zarazem dobrze, że do porażki Unii nie przyczyni się jak na razie żaden z krajów nowej integracji. To daje szanse i prawo do wyrażania nadziei, że Europa przetrwa, a może nawet że będzie jeszcze bardziej Europą, a nie tylko graniczącymi ze sobą państwami.

3 komentarze

  1. Londyńczyk

    W Wielkiej Brytanii ludzie to widzą i rozumieją mniej więcej tak, że każdy kto podskoczy Niemcom będzie zgnojony. Brexit jest pewny. Brytyjczycy nigdy nie będą niewolnikami…

  2. To bardzo realna wizja, w istocie wysoce prawdopodobna

  3. Mastokeles Temistokles

    Proroctwo? Bardzo rzetelnie napisany scenariusz

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.