Polityka

Uznanie de iure delegalizacji Wiktora Janukowycza może mieć złe konsekwencje!

 Uznanie de iure delegalizacji władzy Wiktora Janukowycza będzie miało kiedyś w przyszłości dla nas złe konsekwencje. Nie powinniśmy tego robić formalnie, przynajmniej do póki nie postąpi tak Komisja Europejska i inne – znaczniejsze od nas państwa europejskie, a najlepiej do póki nie uznają jego odsunięcia od władzy Rosja i USA.

Już kiedyś pośpieszyliśmy się z głupią polityką w postaci uznania secesji Kosowa z Serbii! To był niebezpieczny casus pierwszej uznanej międzynarodowo zmiany granic w powojennej Europie. Straciliśmy wówczas wspaniałą szansę, żeby milczeć lub przynajmniej poczekać aż nie zrobią tego inne kraje i na forum ONZ – uznać fakty dokonane, bez występowania wbrew interesom Serbii. Proszę pamiętać, że skoro my tak postąpiliśmy z kimś, to znaczy że nie możemy rżnąć głupa, jakby ktoś z nami w podobny sposób postąpił. Zresztą już tak kiedyś było, jak zajęliśmy wspólnie z Kanclerzem Adolfem kawałek Czechosłowacji, czego w ogóle nie wiążemy z dokładnie takim samym prawem ZSRR do zajęcia części Polski w 1939 roku.

Podobnie tutaj – delegalizacja władzy pana prezydenta Wiktora Janukowycza jest dyskusyjna na gruncie ukraińskiego prawa konstytucyjnego, tamtejsze organy muszą zabrać głos w tej sprawie wówczas będzie wiadoma sytuacja de iure – czy prezydent rzeczywiście porzucił urząd? Patrząc na sprawę zdroworozsądkowo – trudno jest wyjechanie do innego miasta na ternie swojego kraju uznać za przesłankę wystarczającą do uznania porzucenia urzędu. Przy czym nie ma znaczenia, czy przeciwko prezydentowi jego własne państwo wystawi list gończy czy nie, prezydentem jest ponieważ wybrał go Naród, a tej godności odmówiła mu rewolucja.

Narażamy się na podobne niebezpieczeństwo na przyszłość. Nie wiemy jak będzie ona wyglądać, w każdym bądź razie mamy smutne doświadczenia jeżeli chodzi o uznanie rządu emigracyjnego, który został zdradzony i internowany w Rumunii oraz potem drugi raz – rządu marionetek londyńskich, ale jednak formalnie zapewniającego ciągłość władzy państwowej. Po takich doświadczeniach warto jest być nadzwyczajnie delikatnym w ocenie cudzej zdatności do sprawowania władzy w jego własnym kraju, zwłaszcza że sytuacja nie jest jeszcze klarowna.

Z naszej perspektywy wystarczy, że uznajemy władzę w Kijowie – jest parlament on powoła rząd i niech rządzi, w maju będą wybory, po których może być dwóch prezydentów dwóch Ukrain i nic na to nie poradzimy. Po co więc się śpieszyć i wywierać wpływ na wydarzenia, które nas bezpośrednio nie dotyczą? Przecież naszym interesem jest utrzymywanie poprawnych stosunków zarówno z zachodnią jak i wschodnią Ukrainą. Wiadomo, że przyjaciół poznaje się w biedzie, jeżeli nie chcemy być neutralni, zachowajmy chociaż obiektywność i pragmatycznie poczekajmy na rozwój wydarzeń. Przecież od naszego uznania lub jego braku – nic tam nie zależy.

To co się właśnie dzieje na wschodzie to próba radykalnej zmiany stosunków, zupełne przemodelowanie systemu z zakorzenionego tam po 1920 roku, którego ewolucja nastąpiła w latach 1941-1944 i po upadku ZSRR. Proszę sobie wyobrazić co to oznacza dla państwa, jego instytucji i praktyki ich działania. Jeżeli ta rewolucja się uda, to będzie faktyczna transformacja ustrojowa. Jednakże nigdy nie można mieć złudzeń zwłaszcza w zakresie polityki, przecież dzisiejszy stan tego wielkiego kraju nie jest niczym innym niż wynikiem ewolucji jego struktur. W której wyniku to właśnie system oligarchiczny okazał się dla Ukrainy systemem optymalnym, a wręcz jedynie efektywnym. Może to zabrzmi brutalnie, ale jest to system, gdzie jeden odżywia się importowanymi wiewiórkami na galeonie pływającym po sztucznym stawie, a 40-kilka milionów innych nie ma co włożyć do garnka, ewentualnie ma bardzo niewiele. Tak, drodzy państwo – dobrze odgadliście Ukraina jest ofiarą oligarchizacji, jednakże ta udała się dzięki globalizacji i dostosowywaniu gospodarki do potrzeb zewnętrznych. Nam naprawdę nic do tego, chociaż transformacja kosztowała wiele, to mamy chyba największą zdobycz w postaci społeczeństwa obywatelskiego, jednakże nie wypada nam się ani wywyższać nad, ani krytykować Ukraińców, nie mówiąc już o ingerowaniu w sprawy ich polityki wewnętrznej. Niech się sami rządzą jak chcą. Życzmy im wszystkiego najlepszego.

3 komentarze

  1. Stach Głąbiński

    Uważam, że poruszona w feliwtonie kwestia ma znaczenie podstawowe.

  2. inicjator_wzrostu

    Słusznie, po co się spieszyć!
    A opinię doradcy Kuźniara bym wymazał i usunął go z otoczenia Prezydenta, bo to wstyd!

  3. To wyjaśnia dla czego tak się dzieje….

    Neocons and the Ukraine Coup
    American neocons helped destabilize Ukraine and engineer the overthrow of its elected government, a “regime change” on Russia’s western border. But the coup – and the neo-Nazi militias at the forefront – also reveal divisions within the Obama administration, reports

    Robert Parry.

    https://portside.org/2014-02-24/neocons-and-ukraine-coup

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

15 − 9 =