Paradygmat rozwoju

Utrzymanie państwa wymaga poświęceń i kompromisów

 Przyzwyczajeni do „cieplarnianego” życia w krainie ciepłej bieżącej wody z kranu, często zapominamy w wannach wylewanej na rzeczywistość krytyki, że wszystko ma swoją cenę.

Państwo, jego trwanie również ma swoją cenę – czas najwyższy to sobie uświadomić, bez ponoszenia kosztów państwo staje się słabe i może nie być w stanie się utrzymać, a wówczas upada.

Z tego względu trzeba uczciwie i powszechnie płacić wszystkie podatki i daniny publiczne, jakie są wymagane przez prawo, przy czym uwaga – obywatele utrzymujący państwo mają prawo domagać się od rządzących etycznego zachowania się właśnie w szczególności w zakresie wydawania środków publicznych.

Drugim elementem niezbędnym do utrzymania państwa w ogóle i państwowości, jako takiej, konieczny jest kompromis, a właściwie ciągłe ich serie. Bez kompromisów w ogóle nie da się rządzić państwem demokratycznym, można powiedzieć, że kompromis jest drugą stroną pluralistycznej demokracji.

Oczywiście kompromis wymaga pewnego poziomu samoświadomości i percepcji obejmującej sprawy własne i przełożenie ich na sprawy państwowe z oczywistym sprzężeniem zwrotnym. Niestety w naszym społeczeństwie mamy do czynienia z sytuacją, w której ludzie są ekonomicznie zniewoleni, a często ubezwłasnowolnieni, przez co nie mają swobodnej percepcji i głębi skali, nie mówiąc już o jakimkolwiek sprzężeniu, chyba że tylko w perspektywie działalności komorników sądowych. W wyniku ekonomicznego zniewolenia, kompromis nie jest możliwy, ponieważ mogą go zawierać – opowiadać się za nim lub przeciwko niemu, tylko i wyłącznie osoby wolne. Przy czym w tych kategoriach wolność jest kategorią bezwzględnie wymagająca samoświadomości, bez tego elementu nie ma wolności, no a jak być wolnym, jeżeli przeciętny dochód rozporządzalny w miesiącu przeciętnej rodziny to około 800 zł?

Pytaniem naturalnym jest, to jak można od takich ludzi domagać się dalszych ofiar i poświęceń? Odmawiania sobie przez całe życie wszystkiego? Odpowiedzią na ten dylemat jest idea opodatkowania progresywnego, inaczej praktycznie nie da się rozwiązać problemów związanych z nierównowagą dochodów w społeczeństwie kapitalistycznym.

Niestety w naszych realiach mamy do czynienia z sytuacją, w której znaczna część establishmentu ustaliła mechanizm działania systemu w taki sposób, że ani nie muszą się szczególnie poświęcać, ani nie muszą szczególnie szukać kompromisów – jedzą, jako pierwsi i wstają od stołu, bez obowiązku zmywania po sobie naczyń. Powoduje to nienaturalną nierównowagę systemu i jego zaburzenie w podstawach, gdyż masy – jakkolwiek by ich nie scharakteryzować, mają już na tyle, że pobudziła się ich samoświadomość, ale zarazem widzą, że nie mają szans w obowiązującym paradygmacie podziału na to, żeby im przyrosło do poziomu zaspokajającego ich potrzeby i oczekiwania.

W praktyce jesteśmy w sytuacji pozornej wolności, podczas gdy realia ekonomiczno-społeczne przypominają bardziej system feudalny niż nowoczesną demokrację liberalną!

Właśnie z tego względu uzasadnione jest utrzymywanie społeczeństwa w stanie półprawdy, chodzi o ułatwienie możliwości podejmowania za nie decyzji. Oczywiście dla dobra systemu, Ci, którzy są w stanie się podporządkować i przystosować – mają szansę na przetrwanie. Reszta niestety jest w trudnej sytuacji, ponieważ funkcjonowanie w naszym kraju bez oparcia w infrastrukturze jest niemożliwe zimą z oczywistych powodów.

Jak w klasycznym państwie feudalnym dochodzi u nas do rozdzielenia funkcji społecznych i gospodarczych oraz podziału potencjałów i stref wpływów. Wszystko byłoby jeszcze jak najbardziej zrozumiałe jako np. taki etap w rozwoju gospodarki kapitalistycznej. Można byłoby powiedzieć, dobrze, trudno, przeżyjemy i jakoś tam będzie, żeby naszym dzieciom żyło się lepiej. Jednakże perfidia systemu jest taka, że powoduje brak dzieci. Nasze społeczeństwo zapłaciło cenę nienarodzonego pokolenia – to prawdziwe ofiary transformacji.

W ostateczności oczywistością jest, że jeżeli nie stać nas na odtwarzanie pokoleń, jako coś naturalnego – to poświęcenia są zbyt duże, albo ktoś inny „zjada” efekty naszej pracy. Kompromis rozumiany, jako spokój społeczny jest zbyt dużą ceną, jaką muszą zapłacić poddani na rzecz władców systemu. Zamiast kompromisu mamy atawizm, poświęcenie jak najbardziej mamy i to takie, że udało się jak mało co, ale niestety nie rośnie siła państwa. Wniosek ostateczny – nasz system jest dziurawy, ktoś zjada część naszych dochodów a my nic z tego nie mamy, ponosimy koszty i będziemy je nadal ponosić.

4 komentarze

  1. Nasze społeczeństwo woli wyjechać do Anglii, tam można normalnie zyć nie trzeba się ciągle poświęcać

    • Może nie tyle “woli’ co MUSI wyjechać do przysłowiowej
      “Angli’, z uwagi na zupełny brak perspektyw i w związku
      z tym “pusty brzuszek”…te “dobrowolne wyjazdy”
      okupione są i będą nie tylko rodzinnymi tragediami
      czy wyobcowaniem ‘tam”. Z życia wzięte;Polka,opiekunka
      do starszej pani w Niemczech “zameldowała” się u córki
      tejże – “ona’ informuje telefonicznie “obiekt opieki’,
      tzn. matkę “przyjechała już ta polska świnia”…
      miara naszych ambicji sukcesu i dobrobytu – Zachód!!!!!
      Jeśli ktoś sądzi że “tam” mamy przyjaciół,czy jesteśmy
      równorzędnym partnerem w życiu codziennym i pracy,
      jest w błędzie – “to” nigdy nie zmieni się,może
      tylko w przypadku odcięcia się nas POLAKÓW -Słowian od korzeni i Ojczyzny.Poprzestanę na tylko tej ocenie
      postrzegania nas przez Zachód – nie ma wyjątków,
      ONI nas tylko tak widzą. A MY nimi gardzimy!!

    • Zbyt duże uogólnienie. Nasze czyli czyje? Ja zostaję, jest ciężko i pewnie będzie jeszcze gorzej ale przynajmniej wiem o co walczę podobnie jak moi dziadkowie i babcie w odróżnieniu od babć i dziadków innych którym jakoś tak po wojnie nie bardzo się chciało walczyć o Polskę a później ich urodzone tam dzieci nagle sobie przypomniały o Ojczyźnie i zachciało im się tutaj rządzić i majątków szukać 😉

  2. Tym “ktosiem” co zjada większość dochodów wypracowanych przez ogół, jest około 10% polskiego społeczeństwa, sorry takie mamy prawo. Przeczytane w papierowych (nie pamiętam których) pracownik, który wypracował kilkanaście tys. złotych ma z tego jako dochód 48,- złotych.
    Kolejna informacja (Przegląd 46/2014) ” Z 8,5 mld euro zysków osiągniętych w 2013 roku przez zagraniczne firmy w Polsce 4,5 mld wytransferowano, a 4 mld zainwestowano u nas.
    Mimo rosnących zysków kwoty reinwestowane maleją”. Przykłady można mnożyć, to tylko dwa z nich przeczytane w ostatnich dniach.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.