Polityka

Usiłując zrozumieć Prawo i Sprawiedliwość

 Oceniając partie polityczne po ich działalności realizowanej a działalności deklarowanej można dostać rozdwojenia jaźni, zwłaszcza jeżeli oceni się Prawo i Sprawiedliwość. Partia ta, bowiem zachowuje się w sposób odstający od tego, co ma zapisane w deklaracjach politycznych, a przy tym zupełnie nie zważając na to, co deklaruje na swoich sztandarach na pierwszym miejscu, – czyli wzmacnianie Polski. Nie ma tu, bowiem znaczenia to, co jest zapisane w programie, co deklarują liderzy i jaką realną politykę prowadzą. Liczą się tylko i wyłącznie osiągane efekty! W przypadku tej partii – nawet najwznioślejsze zapisy o miłości ojczyzny, wsparte najdoskonalszymi peanami jej pełnych patriotyzmu przedstawicieli – zdają się na nic, albowiem uzyskiwany wynik wpływu działania tej partii na scenę polityczną naszego kraju jest ujemny, wręcz w pewnych aspektach szkodliwy.

Być może właśnie, dlatego wszelkie usiłowanie zrozumienia Prawa i Sprawiedliwości, jako swoistego fenomenu politologicznego natrafia na barierę stwarzaną przez wyzwania świata realnego. Niesamowicie, bowiem w przypadku tej partii wszystko nie wychodzi, a nawet, jeżeli coś się udaje to obraca się przeciwko Polsce, jako najważniejszemu celowi wszelkich działań tej formacji politycznej. W tym kontekście ta partia i jej ludzie to postaci tragiczne, co zostało wzmocnione realną tragedią pod Smoleńskiem, w której zginęło wiele osób utożsamiających się politycznie ze środowiskiem ludzi Prawa i Sprawiedliwości.

Prawdopodobnie skoncentrowanie się na celebrowaniu tego wydarzenia przypieczętowało smutny los Prawa i Sprawiedliwości, jako partii tragicznej i przegranej, mechanizm jest prosty, – jeżeli bierze się katastrofę na sztandary to trzeba się liczyć z konsekwencjami. W krótkim czasie wszelkie myślenie o tej partii, jej programie, ludziach, liderach, dążeniach – czymkolwiek – jest postrzegane przez pryzmat katastrofy, czyli porażki. Czego można, zatem oczekiwać od wyznawców i czcicieli porażki? Zemsty? Ciągłego przypominania o niej? Wskazania i rozliczenia winnych? Jeżeli najistotniejszą rzeczą jest katastrofa, to nawet Polska schodzi na dalszy plan. Tak działa mechanizm wspomnień, oczywiście nie można tego potwierdzić i pozostaje to w sferze domniemań, ale można przypuszczać, że ci, którzy odnieśli bezpośrednią stratę w katastrofie, a do nich należy lider partii – będą w jej kontekście podchodzić do wszelkich spraw państwowych. Jest wiele przesłanek potwierdzających, że tak właśnie się dzieje.

Prawo i Sprawiedliwość przegrało jak dotychczas wszystkie wybory, w tym także i te wygrane, to znaczy wówczas, kiedy w wyniku niewłaściwie skonstruowanej koalicji musiało zapłacić cenę za nieodpowiedzialność koalicjantów – oddając władzę. Jak to rozumieć? Partia ta była tak bardzo zdeterminowana w dążeniu do władzy, że była gotowa sprzymierzyć się nawet z diabłem, tylko po to, żeby zdobyć władzę. Cel uświęcał środki – nic się nie liczyło, tylko zdobycie i utrzymanie władzy, która miała umożliwić stworzenie nowej Polski, za którą z wdzięczności Naród – wybierze politycznie ponownie Prawo i Sprawiedliwość. Sytuacja okazała się jednak o wiele bardziej złożona i wielobarwna, rzeczywistość upomniała się o swoje i panowie marzyciele, specjaliści od aresztowania lekarzy, wywijania męskim brzuchem, czy też samobójstw w łazienkach – mocno się przeliczyli. Społeczeństwo powiedziało nie – mocne, silne i zdecydowanie nie. Zarówno celowi, jakim miało być stworzenie nowej, jakości państwa jak i metodami, którymi cel ten miał być osiągnięty.

Pomimo doznanych porażek, partia ta nadal brnęła zagłębiając się w meandrach swojej retoryki, w efekcie odszedł od niej – lub został wyrzucony – cały krąg polityków, dotychczas uznawanych za polityków pierwszoligowych, co śmieszniejsze pomimo nawoływania do powrotu nie zdecydowali się na to, tworząc własne partie albo jak niektórzy przechodząc jawnie na drugą stronę politycznego sporu – udzielając się w mainstreamowej telewizji z coraz dalej posuniętą krytyką partii i jej lidera.

Docelowo już nie wiadomo, co to środowisko chce osiągnąć? Zdominowane przez lidera i jego jedynie dopuszczalne rozumienie słuszności jest skazane na rozpad w momencie, gdy go zabraknie. Już dzisiaj w jego otoczeniu nie brak „Brutusów”, jednakże jak dotąd poza już odrzuconymi – nikt nie odważył się na jawną krytykę jedynie słusznej linii. Jeżeli na te wszystkie porażki nałożymy jeszcze fakt, że to partia niezdolna do koalicji, albowiem prawdopodobnie nikt w polskim Sejmie nie poda im ręki.

Nie da się, zatem zrozumieć Prawa i Sprawiedliwości, nie wiadomo, o co chodzi tej grupie ludzi, zwłaszcza, że jak wszystko na to wskazuje liczy się tam głos jednego człowieka. Jak pokazały niedawne wybory w Polskim Stronnictwie Ludowym, nie ma w Polsce miejsca dla partii jednego lidera.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.