USA mają główne wyzwania w Azji nie w Europie

USA nie są zainteresowane angażowaniem się w Europie. USA za czasów prezydentury pana Baracka Obamy odpuściły Europe w znaczeniu zainteresowania generalnego, jako miejsce do prowadzenia dalszej udanej ekspansji, w którą musiałyby inwestować aktywa. Ponieważ potrzebowali skupić ograniczone siły na Dalekim Wschodzie. To, co obserwujemy na Ukrainie prawdopodobnie musiało ich w pewnej części zaskoczyć i jedynie wykorzystali okazję, wpychając się ze swoim soft power, jak również prawdopodobnie działaniami innego typu, mającymi na celu spowodowanie przesilenia w niepodległym państwie – dark power. W konsekwencji prowadzenia działań hybrydowych minimalnymi nakładami osiągnęli maksimum efektów. Większość pracy wykorzystali za nich ich polityczni idioci i posługacze – aktywni politycy kilku państw europejskich. Dowodem na to, że zaangażowanie mogło nie być planowane jako priorytetowe jest inne stanowisko państw zachodniej Europy wobec Federacji Rosyjskiej, niż to które im narzucono w ramach oficjalnej retoryki po dramacie malezyjskiego samolotu pasażerskiego, jak wszystko na to wskazuje – nie przypadkowym.

To, z czym mamy do czynienia na Ukrainie, to jedna wielka improwizacja, podobnie do tego, co jest prowadzone w Iraku, nie mówiąc już o Libii (spektakularny zamach na amerykańskich dyplomatów i ujawniona korespondencja amerykańskich oficjeli). Jednakże to nie jest tak, że to przypadkowe działania, to co obserwujemy, to prawdopodobnie najbardziej zaawansowane i spektakularne wyniki zarządzania chaosem – szczyt możliwości publicznego marketingu i prawdziwej mocy sprawczej dark power. Niby, nie wiadomo, o co chodzi, nic się nie dzieje, nie ma zaangażowania a tu nagle mamy zamach stanu i pełne przewartościowanie paradygmatu funkcjonowania atakowanej całości. Klucz jest w dotarciu do ludzkiej percepcji na masową skalę w najważniejszym momencie, wykreowanym na moment przełomowy. Podstawową zaletą dark power jest ograniczenie kosztów ponoszonych do niezbędnego minimum, w zasadzie można bez większego kłopotu koszty przerzucić na kogoś innego, w tym przypadku modelowo płacą Europejczycy. Beneficjenci procesów ukrytych mają się w najlepsze za wielką kałużą i niczego nie ryzykują.

Amerykanie nie ukrywają już przed światem problemu, jaki mają w Azji, jeżeli chiński Smok się poruszy to swoje osiągnie, a to, że spadną przy tym czyjeś głowy, to akurat nikogo w Pekinie nie będzie martwić, albowiem to taka kultura jest, zresztą dramatycznie doświadczona przez okupujących ją sąsiadów podczas ostatniej wojny.

Problemem świata jest jednak to, że Amerykanie nie tylko mają problem w Azji, związany z utratą statusu supermocarstwa, jeżeli nie zareagują na chińskie rozpychanie się, ale przede wszystkim mają olbrzymie długi u Chińczyków i Japończyków, co powoduje, że mogą być zainteresowani spowodowaniem, żeby ich zobowiązania się zresetowały. Nie trzeba być wróżbitą, żeby sobie wyobrazić, jaki wpływ na globalizację miałoby nałożenie na Chiny embarga po jakimś gwałtownym zachowaniu się Pekinu. W zasadzie Amerykanie zaczynali tak, wszystkie poważne wojny, z tą z Japonią włącznie. Japończycy zaatakowali USA w odpowiedzi na embargo na dostawy paliw, jakie nałożyli Amerykanie. USA, jako globalna potęga, utwierdza się w swoim znaczeniu przez możliwość mówienia innym państwom, co powinny, a czego nie powinny robić, jeżeli chcą prowadzić interesy z USA.

Skutki dla globalizacji zakazu dostaw paliwa do Chin byłyby bardzo interesujące, a jeszcze bardziej – zakaz kupowania w Chinach czegokolwiek. To jak szybko odbudowałby się przemysł i drobna wytwórczość w Europie i USA być może, przesądziłoby o opłacalności utrzymania takiego stanu rzeczy. Więcej produkcji to nowe miejsca pracy dla ludzi dotychczas wykluczonych, to nowe podatki, to wzrost gospodarczy. Byłaby to blokada, bez blokady – część świata przestałaby handlować z Chinami pod wpływem amerykańskiej retoryki. Do tego można zawsze dorobić retorykę o konieczności wyzwolenia np. Tybetu i już mamy konflikt globalny, w który przeciwko Chinom są zaangażowane inne lokalne potęgi, bardziej zainteresowane przejęciem korzyści z handlu. Procesy, o których mówimy mogą zaistnieć w ciągu kilku dni. Wówczas nasz świat się zmieni natychmiast, o ile bowiem dzisiaj strategia zamknięcia Chin i odseparowania ich od świata jest bardzo trudna, to za kilka lat może być w ogóle nie możliwa.

Amerykańskie siły są i będą ograniczone, jeżeli nie zamierzają prowadzić wojny totalnej. Na to się nie zapowiada, o wiele bardziej interesuje ich użycie kombinacji soft i dark power oraz wysługiwania się państwami buforowymi. To mają przećwiczone i mogą osiągnąć wszystkie swoje cele bez bezpośredniej konfrontacji, po prostu zawieszając handel, który jak wiadomo nie jest obligatoryjny.

Do tego wszystkiego potrzebują m.in. Europy, która za nimi podąży, a przynajmniej nie będzie się przeciwstawiać. Jest oczywistym, że tylko Europa bojąca się i wystraszona – będzie posłuszna wobec kolejnych amerykańskich wizji. Stąd to wykorzystanie okazji na Ukrainie, która jednak stworzyła swoje własne szanse i jako taka została wykorzystana i rozwinięta do możliwości osłabienia Rosji, jako celu głównego.

Jesteśmy w trudnej sytuacji, USA maja główne wyzwania w Azji – Europa jest traktowana, jako dalekie i bezpieczne zaplecze, którego nie zaszkodzi wystraszyć konfrontacją z potężnym sąsiadem. Do kogo zwrócą się wystraszeni Europejczycy?

6 myśli na temat “USA mają główne wyzwania w Azji nie w Europie

  • 24 sierpnia 2015 o 05:52
    Permalink

    Bardzo interesująca hipoteza, zarządzanie chaosem wykładają w MIT i Berkley

    Odpowiedz
  • 24 sierpnia 2015 o 07:34
    Permalink

    Kluczowe zdanie: “W konsekwencji prowadzenia działań hybrydowych minimalnymi nakładami osiągnęli maksimum efektów. Większość pracy wykorzystali za nich ich polityczni idioci i posługacze – aktywni politycy kilku państw europejskich.”

    Zanim się z efektów tego działania typu SOFT-POWER przez USA otrząśniemy i pogodzimy z jego skutkami w Europie – upłynie 20-30 lat.

    Nikt nie chce wojny, więc procesy GNICIA będą trwały.

    Odpowiedz
  • 24 sierpnia 2015 o 08:32
    Permalink

    Jedno biegunowy świat się kończy,tylko Europa i USA tego nie rozumieją!

    Odpowiedz
  • 24 sierpnia 2015 o 09:05
    Permalink

    Pozwolę sobie nie zgodzić się z Autorem który pisze:

    “To, z czym mamy do czynienia na Ukrainie, to jedna wielka improwizacja, podobnie do tego, co jest prowadzone w Iraku, nie mówiąc już o Libii (spektakularny zamach na amerykańskich dyplomatów i ujawniona korespondencja amerykańskich oficjeli)…”

    Nie jest to improwizacja a zaplanowane na dziesięciolecia działanie!
    Co do U’Krainy to wypływają informacje w których Amerykanie szczycą się że całość była planowana już od roku 1991-go. Wydanie 5 mld USD na ten przewrót też nie zostało dokonane na majdanie. Wydawano pieniądze przez lata by doprowadzić do majdanowego przewrotu!

    DŁugofalowym celem polityki USA jest doprowadzenie do chaosu konkurencji w obliczu zbliżającego się i widocznego od lat krachu amerykańskiej gospodarki. Jeżeli mają się odbudowywac po krachu nieuniknionym., to najlepiej by konkurencyjne gospodarki leżały na łopatkach!

    Dla USA groźna jest Europa w sojuszu z FR. Europa bez rosyjskich surowców i rosyjskiego rynku gwałtownie zdołuje gospodarczo – co się dzieje. Dodatkowo Europę zniszczą setki tysięcy zapędzonych tam “emigrantów”…

    Rosja bez Europejskich technologii i towarów, bez sprzedaży surowców do Europy też staje się podatna na uderzenia i słaba.

    Chiny i Rosja ratują się sojuszem gospodarczym i zbieżną w czasie dewaluacją swych walut – co po chwilowym zachwycie za oceanem wzbudziło przerażenie tamtejszych ekonomistów!

    Do tego dochodzą szalone wręcz zakupy comiesięczne złota – prowadzone przez Chiny i Rosję…

    A z giełd USA wyparowało w ostatnim tygodniu 200 miliardów dolarów! To więcej niż przez ostatnie 3 miesiące wyprzedały Chiny – chodzi o sprzedaż amerykańskich papierów i obligacji na sumę 163 mld USD. Operację przeprowadzono przez banki Belgii…

    Wczoraj padły ciekawe słowa ze strony Chin i Pana Ławrowa – mówiące o budowaniu świata “wielobiegunowego” i ostrzegające świat przed niewyciąganiem wniosków z historii…

    Cytują “sam siebie”
    Ogólnie jest chyba sytuacja dość napręzona – bo Pan Ławrow powiedział że światu obecnemu należy przypomnieć lekcje przeszłości by uniknąć błedów w przyszłości. Przekładając z języka dyplomatycznego na nasz – „jak coś to szybko dojdziemy nie tylko do Berlina ale i Waszyngtonu, po drodze zahaczając o Tel-Awiw”…
    http://vk.com/brusek?w=wall274493429_11803%2Fall

    Wtóruje mu:
    Глава МИД КНР: Москва и Пекин способствуют формированию многополярного мира
    ➡ Читать далее: http://russian.rt.com/article/110767
    Moskwa i Pekin sa gotowe do stworzenia „świata wielobiegunowego” – jak jest od pewnego czasu w języku dyplomatycznym nazywana hegemonia USA

    Odpowiedz
    • 24 sierpnia 2015 o 12:33
      Permalink

      Widzę to dokładnie tak samo.
      Dodam, że pomimo, że obecna EU to nic innego, jak posłuszny krowopaski parobek, wszystko może się w krótkim czasie zmienić.
      Wystarczy, że Europejczycy przestaną być “syci”, co przy obecnej fali uchodźców prawdopodobnie bardzo prędko nastąpi, a stosunek do Krowopasów zmieni się diametralnie.
      Zyje tutaj od ponad 25 lat i widzę jakie zmiany zachodzą. Pan Krakauer ma rację nazywając zachodnich obywateli EU “strachliwymi”. Ba, ja użyłbym bardziej dosadnego określenia, tzn. na myśl o możliwości utraty obecnego stanu, a tym bardziej na myśl o jakiejkolwiek militarnej konfrontacji po prostu mają STAŁY śCISK ROWA ;). Jak dotychczas, z powodzeniem wykorzystują to Krowopasy oferując Europejczykom swoją “ochronę”.
      Tylko, jak wiemy, ta “ochrona” staje się coraz droższa (dla EU) i w rzeczywistości, coraz mniej skuteczna.
      Coraz więcej ludzi w EU zaczyna to dostrzegać i jest świadomych tego, że kontynuacja obecnego stanu rzeczy nie jest możliwa na dłuższy okres.
      Prawdopodobnie, w momeńcie, gdy zostanie przekroczony krytyczny punkt cierpliwości społecznej, a w praktyce, gdy poszczególnym rządom braknie funduszy na pokrycie podstawowych potrzeb najniższych (wykluczonych) warstw społecznych dojdzie do wewnętrznych konfliktów i EU prędko znajdzie nowego “partnera”, który zapewni jej “ochronę” na dotychczasowym poziomie.
      Nie sądzę, by partnerem tym zostały Chiny. Wszystko wskazuje na to, że “na kolanach” wrócimy do FR

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.