Polityka

Urzędnicy – wygodni do bicia dla włodarzy systemu!

 Jak władza nie wie co zrobić, to wydaje pieniądze. Jak już wyda pieniądze, to zanim podwyższy podatki – szuka oszczędności. Ponieważ nie może oszczędzać, na tym co chwilę wcześniej rozdęła, zaczyna szukać winnych, żeby ich obarczyć winą braku pieniędzy. W każdym systemie państwowym jest jedna grupa społeczna, która – jak przykładowo w Polsce ma zakaz protestowania, nie ma za sobą realnej siły fizycznej protestu społecznego, jak również jest powszechnie nie lubiana przez społeczeństwo. Mówimy oczywiście o urzędnikach. To oni są winni całemu złu zdaniem każdej władzy, która nie ma koncepcji na rządzenie, zdaniem mediów, ponieważ zawsze jest wygodnie dokopać gryzipiórkom, jak również zdaniem znacznej części społeczeństwa, dla którego urzędnik = darmozjad.

Ostatnio jeden z ministrów, którego można było zobaczyć także w rządzie obecnej opozycji, przypiął się do urzędników. Jednak nie tylko on, co jest bardzo symptomatyczne, gdyż jak dobrej zmianie skończył się podręczny zapas tablic do powieszenia i Wyklętych do upamiętnienia, zaczęły pojawiać się problemy – jak władza ma markować swoją aktywność? Po problemach pana wicepremiera Morawieckiego z interpretowaniem jego prezentacji na temat przyszłych reform przez dziennikarzy, wiadomo już że podjęcie jakiejkolwiek aktywności przez ten rząd będzie spotykać się z krytyką. Z tego względu mówienie o oszczędnościach na urzędnikach, czy też nieco delikatniej – na administracji jest nie tylko modne, ale także uzasadnione. Władza ograniczająca wydatki na urzędników może liczyć na dobrą prasę, jak również i zrozumienie w społeczeństwie.

Wniosek jest idealny – z punktu widzenia każdego władcy systemu – ograniczenie administracji to bardzo modny temat, bezpieczny i wydajny politycznie, dzięki któremu nie będzie się krytykowanym. Tymczasem od środka instytucji zawsze wygląda to inaczej, albowiem bez urzędników, decydent nie znaczy niczego. Po prostu nie jest w stanie funkcjonować, bez pośrednictwa i wsparcia zespołu urzędników. Dlatego wewnątrz instytucji, nie mówi się o zwolnieniach i redukcjach, tylko o reorganizacji! Słowo reorganizacja objawia się w polskiej administracji najczęściej w okolicach września, o ile oczywiście nie ma wyborów. Wówczas urzędnicy są niezbędni, no i każdy głos się liczy. Pod pozorem reorganizacji jednak, najczęściej nie dokonuje się niczego, poza kosmetycznymi zmianami. Ponieważ czynności wykonywane współcześnie przez administrację wymagają dużej wiedzy fachowej i orientacji w procesach, a zawsze wymagały wiedzy instytucjonalnej o samym funkcjonowaniu organizacji, bez czego nie da się załatwić nawet najprostszej sprawy. Wie to każdy, kto chociaż zetknął się z administracją, za dziennikiem podawczym rozpoczyna się inny świat, w którym trzeba umieć się odnaleźć. Inaczej w ogóle nie da się w nim funkcjonować.

Czasami jednak zdarza się tak, że potrzebna jest głęboka reorganizacja nie polegająca tylko na zmianie struktur, jak dochodzi do opróżniania biurek i szaf, to zaczynają dziać się rewolucje – jak np. w tej chwili przy likwidacji jednego z ministerstw. To prawdziwa tragedia, albowiem jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakiekolwiek działania likwidacyjne w polskiej administracji – jeżeli nie towarzyszyła im decentralizacja – miały chociaż minimalny sens. Oczywiście ludzie to jedno, archiwa i akta to drugie, liczy się natomiast problem – pustka jaka powstanie po zabraniu kompetencji i przekazaniu ich – zgadnijcie państwo gdzie? No, przecież wiadomo że do innej administracji. Właśnie mniej więcej taki sens mają wszelkie reorganizacje. Na prawdziwe zmiany systemowe odważył się jak dotąd tylko pewien premier, którego cztery reformy, poza samorządową prawie w zupełności się nie udały. Wówczas właśnie w 1999 roku – mieliśmy do czynienia z przekazaniem kompetencji i finansowania, zostały utworzone dwa poziomu administracji samorządowej, z perspektywy czasu widać, że była to jedna z reform najbardziej wzmacniająca system państwowy w historii naszej odrodzonej demokracji.

Jak do tej pory jednak nie widać, żeby rządzący planowali jakiekolwiek szersze realne działania. Są raczej zwolennikami centralizacji i pionowego podporządkowywania struktur. Samo likwidowanie Ministerstwa Skarbu Państwa i przeniesienie kontroli nad Spółkami Skarbu Państwa do ministerstw, to wielki zwrot w stronę „Polski sektorowej”. To zaprzeczenie wielu latom wysiłków na rzecz decentralizacji państwa. Prawdziwa zła zmiana, której nawet nie przedyskutowano publicznie, po prostu zdecydowano, że ma być tak i kropka. Oczywiście to jest korzystne dla rządzących, ponieważ przy braku przejrzystości – zawsze można osiągnąć także i „inne” cele.

Natomiast ludźmi, poświęcającymi życie dla kraju, za bardzo niskie pensje i często w atmosferze ekstremalnego stresu – nikt się nie przejmuje.

4 komentarze

  1. Zawsze musi być ktoś winny

  2. Potrzebny tekst, tylko nikt z rządzących nie weźmie go pod uwagę.

    Oni już są w INNYM świecie, świecie absolutnej Prawdy i Racji.

    Nic ich nie powstrzyma przed czynieniem nam POWSZECHNEGO DOBRA.

    Wszak są rządem DOBREJ ZMIANY.

    A że potem ktoś będzie musiał po nich posprzątać – to się nie liczy.

    No i wszystko pozostanie po staremu.

    Tracimy tylko czas.

    Wniosek: to są zwykli UTRACJUSZE, bo tracą najcenniejsze dobro które mamy, czyli CZAS …

  3. Jan Zamoyski. Hetman i polityk: ”Spójrzmy tylko na królestwo (Polskę) nasze, jedno z pierwszych w Europie, spójrzmy na jego siły i środki obronne, na jego dostatki, bogactwa, na wszystko, co ludziom jest potrzebne. Czegóż nam brakuje? Oto rządu silnego i ustalonego ładu prawnego, a wtedy wszystko będziemy mieli i stać będziemy silni i pewni siebie.”
    PS…
    PIS wykorzystuje bezwładność umysłową POLAKÓW, którzy mało wnikają w to co słyszą, bezdenną głupotę wolnych mediów, które takiego świńskiego manipulowania ludźmi nie tępią oraz kompletne zero reakcji opozycji, która za każdym razem powinna robić raban i nazywać to po imieniu, tak jak na to zasługuje – żeby była burza w mediach i docierało do ludzi….
    Ale – nikt nie robi nic… więc kolejne porcje parszywej obłudy są skutecznie tankowane w łatwowiernych POLAKÓW…
    Kiedyś Kaligula mianował konia senatorem planując jego dalszy awans polityczny do rangi konsula…
    Kaczor drwi sobie z nas wszystkich ustawiając premier, która ewidentnie nie ma pojęcia o niczym i spełnia tylko rolę pląsającego magnetofonu – w roli “premiera” kraju…
    Opozycja jest tak groteskowo stuknięta, że umożliwia Kaczorowi mieć jabłko i jeść jabłko – drwić sobie z Narodu wystawiając niedorzeczną kukiełkę na najważniejszy urząd i sterować nią z tylnego siedzenia wg uznania i jednocześnie mieć pełny szacunek jak gdyby wszystko było normalnie i serio…. i jeszcze ośmiesza tym opozycję a nie siebie…

  4. Dane GUS mówią, że w ubiegłym przybyło w Polsce 5,6 tys urzędników, tym samym ich liczba przekroczyła 444 tys.

    Niektórzy piszą w sieci, że co 5-osoba zatrudniona jest jako urzędnik. Każdy urzędnik musi wykazać swoją niezbędność i kreatywność zatem tworzy, tworzy, tworzy..
    “produkcja” urzędników dotyczy krajów gdzie faktyczna gospodarka ma problemy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.