Religia i państwo

Urażenie uczuć religijnych przez zniszczenie Biblii

 Nie ma czegoś takiego jak bezczeszczenie Biblii w warunkach prywatnych, jak również nie ma czegoś takiego jak bezczeszczenie Biblii publicznie. Zawsze jeżeli nie okazuje się należytego szacunku wobec przekazu pochodzącego od Boga (bezpośrednio oraz pod wpływem Ducha Świętego) – to dokonuje się aktu sprzeciwienia się Bogu, w takim akcie się uczestniczy lub się na niego przyzwala brakiem sprzeciwu. Jakiekolwiek dywagowanie o tym, czy zniszczenie Biblii w warunkach zamkniętego gremium umniejsza zło jakie ma miejsce nie może być przedmiotem dyskusji, ponieważ Twórca niszczonego przekazu to widzi. Prawo jedynie penalizuje publiczne naruszenie uczuć religijnych, nie odnosi się do akcji indywidualnych lub uznawanych za mające charakter zamknięty. Oczywiście kiedyś było inaczej…

Sam akt zniszczenia Biblii jako akt bezczeszczenia w swojej istocie jest pozorny, albowiem Biblia – księga papierowa to tylko nośnik na jakim jest zamieszczony święty przekaz. Jego samego nie da się bowiem zniszczyć – można natomiast mówić o wywołaniu zgorszenia. Nonsensem byłoby mówienie o niszczeniu Biblii – jeżeli np. umieszcza się jej zapisy w Internecie a potem się je kasuje bo wygasł np. abonament za serwer. W niszczeniu Biblii nie chodzi o sam akt oddziaływania na nośnik i formę zapisu.

Niszcząc Biblię pokazujemy, że nie mamy szacunku do jej Twórcy – nadawcy zawartego w niej przekazu, bo taka jest intencja zniszczenia, czyli pełna negacja – zupełne zaprzeczenie zawartej na tym nośniku treści. Równolegle tym samym dziełem zniszczenia demonstrujemy swój stosunek do ludzi uznających zawartą na tym nośniku treść za prawdziwą i wartościową. Jest to stosunek jednoznacznie negatywny, wręcz poniżający, albowiem niszczący rezerwuje sobie prawo do wiedzy większej niż ta, którą zniszczył. Inaczej akt derogacji byłby nonsensem i w istocie zawsze w takim przypadku jest. W ten sposób przede wszystkim dokonujemy zgorszenia – poniżając tych wszystkich ludzi uznających treść zawarta w Biblii a ściślej wynikający z niej przekaz za wartość.

Jak widać problemem tutaj nie jest sam fakt zniszczenia Biblii jako materialnego nośnika słowa bożego (czy też zapisu elektronicznego), ale właśnie przywołane zgorszenie jakie to zło wywołuje – albowiem niszczący tenże nośnik pokazuje że nie ma szacunku wobec Boga – Twórcy, do czego w ramach wolności do wyznawania religii i od religii ma pełne prawo. Jednakże dokonujący tego czynu lub chwalący się nim – w sposób jawny i świadomy, czy też pochwalający takie działanie – poniża wszystkich, którzy uważają przekaz zawarty w Biblii za wartość. Tutaj zniszczenie nośnika jest tożsame z negacją treści i jej odbiorem przez innych ludzi. Na tym właśnie polega urażanie uczuć religijnych. Czym innym jest niszczenie z powodu zużycia lub z powodu technicznego (wymazanie danych, awaria systemu zapisu elektronicznego).

Bezczeszczenie Biblii przez jej zniszczenie jest także i być może głównie uniwersalizacją zła. Ma w zamyśle bluźniercy tylko jeden cel – zniszczenie przekazu pochodzącego od Boga. W tym znaczeniu ma charakter uniwersalny, albowiem niszcząc nośnik służący do przekazu treści – dąży się do zgładzenia przekazu. Znowu tu nie chodzi o zniszczenie, ale o cel w jakim jego dokonano. Niszczenie Biblii jest czymś dokładnie przeciwnym do procesu ewangelizacji, który bez Biblii w tekście jest trudny, w ten sposób ma na celu niwelowanie słów Boga. W tym także, odniesień do złego ducha, o którym na kartach Biblii jest bardzo dużo. W tym znaczeniu niszczenie Biblii jest próbą zaprzeczenia ostrzeżeniom na jego temat, ponieważ bez zawartego tam przekazu – jesteśmy wobec niego bezbronni.

Jednakże to wszystko dla niszczących Biblię nie jest problemem, albowiem jakoś nie słychać o próbach niszczenia żydowskiej Tory. Cel niszczycieli jest jeden i ma na imię Jezus, a ściślej prawda o tym, że Bóg stał się człowiekiem, pokonał śmierć, obiecał że wróci… To jest prawdziwy cel, w który wymierzone jest działanie niszczycieli Biblii. Nie ma jednak chętnych, żeby zaprzeczać staremu przymierzu, albowiem inicjator tych wszystkich akcji doskonale wie że jego znaczenie jest o wiele mniejsze od około 2000 lat. Po prostu nie ma potrzeby niszczyć czegoś, co ma głównie znaczenie źródłowe – ale nie jest dokuczliwe dzisiaj, obecnie tu i teraz – jak żywe słowo Chrystusa zawarte na kartach Nowego Testamentu.

Powyższe po przemyśleniu musi stawiać wierzących w bardzo trudnej sytuacji i skłaniać wszystkich do pogłębionej refleksji oraz działania. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy tolerowalibyśmy jeżeli ktoś z nas w imię realizacji własnego prawa do wolności – mówiłby nam, że jesteśmy głupsi i gorsi, co więcej że jesteśmy zakłamani i parszywi? Ponieważ on w imię realizacji własnego prawa do wolności – uważa, że w sprawach zasadniczych ma rację i ma prawo wymagać od nas poszanowania celowo i rozmyślnie dokonywanego poniżenia – całej naszej skali wartości i opartej na niej percepcji. W skrócie – czy w imię poszanowania czyjegoś prawa do wolności mamy się zgodzić na to, żeby nas poniżał? Co więcej przyjmować fakt poniżenia do świadomości, czyli w istocie dokonywać aktu upokorzenia się?

Uwaga, nie mówimy tutaj o poniżaniu Boga – to bzdura, Jego bowiem nie da się poniżyć to nie jest możliwe w wykonaniu jego własnych stworzeń (w tym ludzi). Chodzi tylko i wyłącznie o nasze prawo do wymagania od ogółu poszanowania higieny psychicznej poszczególnych jednostek. Jeżeli bowiem nawet ktoś uważa, że przekaz zawarty w Biblii jego osobiście nie dotyczy lub w jakiejś mierze obraża – co więcej jest to w stanie udowodnić (znając biegle języki antyczne), to jeszcze nie jest powód żeby zmuszał innych do tolerowania zadawanego w ten sposób (przez negację) poniżenia i tym samym dokonywał autoafirmacji własnego „ja” na przekór otoczeniu i wyznawanym przez nie wartościom. Sprawa jest banalna – nie można nikogo poniżać, ale to nie znaczy że dokonujący poniżenia ma być chroniony tylko dlatego bo tego poniżenia innych dokonuje on jako pierwszy. Argument o poniżeniu przez Biblię jest chybiony, gdyż nikt nie nakazuje jej czytać – można nie brać do ręki. Czyli uwaga – co najmniej tolerować jej istnienie, zająć sobie stanowisko – ale go nie wyrażać. Ponieważ właśnie wyrażanie negatywnego stanowiska wobec Biblii – w uproszczeniu poniża innych ludzi.

Reasumując – zniszczenie Biblii ma zawsze jeden cel – zaprzeczenie prawdy o Chrystusie, a aspiruje do niwelowania Jego istnienia ze świadomości ludzi tu i teraz oraz w przyszłości. Dokonując zniszczenia Biblii – poniża się zawarty w niej przekaz, a tym samym poniża się w percepcji wszystkich, którzy uznają go za wartościowy – całą treść tam zawartą i jej Twórcę, którym jest tenże Trójjedyny Bóg – najlepiej znany nam ludziom jako Jezus Chrystus.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.