Cytaty, Ogólna

Upadek szkolnictwa nie jest zjawiskiem powszechnym i można je odwrócić!

 Problem ze skutecznym odnoszeniem się do przejawów geniuszu autorytetu takiej rangi jak dzieła pana prof. Jana Hartmana jest zasadniczy. W przypadku osób tak znamienitych komentatorzy mizerniejsi mogą tylko zadziałać „zero-jedynkowo”, czyli paść na kolana i uznać słowa profesora za prawdy objawione albo próbować polemizować – jakkolwiek z pewnością może to być chybione wobec dzieła człowieka o takiej wiedzy jak pan profesor. Dlatego niniejszy tekst, aczkolwiek silący się na próbę polemiki – w istocie ma za zadanie jedynie uzupełnienie tezy głównej w tekście pana profesora.

Niestety jeden z najnowszych tekstów pana profesora jaki ukazał się w Gazecie Wyborczej pt. „Umarła klasa” [GW 10.05.2013r.] – jest odrobinę niepełny, pan profesor stawia trafną diagnozę, doskonale argumentuje, ale – nie pokazuje istoty zjawiska, nie ujawnia zła, które leży u sedna komentowanych problemów.

W „Umarłej klasie” prof. Hartman bezwzględnie rozprawia się z polskim modelem i systemem edukacji. W zasadzie bez sprzeciwu trzeba się zgodzić, ze wszystkimi tezami – jedną po drugiej, albowiem w sposób rzeczywisty odnoszą się one do problemu – bez szanowania jakiegokolwiek tabu. Pan profesor pisze o szkole jako przechowali, bardziej miejscu pracy dla nauczycieli niż edukacji dla ucznia, zwraca uwagę na przestarzały paradygmat kształcenia – jego zdaniem nie odpowiedni dla dzisiejszych potrzeb. W sensie poprawności i bezwzględnej prawdziwości przedstawionej diagnozy – pan profesor nie ma sobie równych. To co zawarł w tym tekście może służyć za kamienie milowe reformy całego systemu nauczania z jego częścią metodyczną włącznie.

Pod koniec tekstu profesor stwierdza: „Upadek szkolnictwa jest zjawiskiem powszechnym i nieodwracalnym”. Nie ma procesów nieodwracalnych, poza śmiercią, ewentualnie entropią jakichś pierwiastków. Mniejsza z tym, w każdym bądź razie jeżeli uznalibyśmy że w procesach społecznych i w życiu społecznym może dochodzić do „procesów nieodwracalnych”, to znaczy że nie mamy realnego wpływu na rzeczywistość albo prawie wszyscy zmarli i rzeczywiście jeden człowiek, który został nie może niczego już nauczyć innego – bo nie ma ucznia! Ewentualnie, rezygnujemy z możliwości wywierania wpływu – z jakichś powodów, których można się jedynie domyślać z wykładu profesora.

Natomiast problem rozumienia zjawiska przedstawiony przez pana profesora polega na tym, że my nie mamy do czynienia z upadkiem szkolnictwa – jako systemu – dzisiaj, wczoraj, rok temu, teraz i tutaj.

Pan profesor prawdopodobnie ze względu na wielkość spraw jakimi na co dzień się zajmuje nie dostrzegł, że ten system upadł w momencie, kiedy „forma” pod względem znaczenia w odbiorze społecznym przewyższyła „treści”! Kiedy to było, można dywagować. Jednakże upadek szkolnictwa nie był zjawiskiem powszechnym, gdyż ono upadało w każdym systemie społecznym nieco inaczej (jako układzie odniesienia). U nas upadło ostatecznie prawdopodobnie wraz z prywatyzacją wyższych uczelni oraz stało się nie potrzebne, jak zlikwidowaliśmy w gospodarce autonomiczną decyzyjność – wówczas ludzie z wyższym wykształceniem przestali być potrzebni. Ponieważ zniknął popyt na „mózgi” w gospodarce a uczelnie nadal istniały – nastąpiło masowe produkowanie „atrap” i ogólna pozorność systemu, o czym pan profesor daje do zrozumienia.

Jednakże to nie ma charakteru definitywnego, ponieważ gdyby miało – to być może pan profesor się z tym zgodzi – my mamy do czynienia nie z jakimś banalnym upadkiem szkolnictwa, ale wymyciem podstaw trwania naszej cywilizacji – w jej dotychczasowym paradygmacie. Skończyło się!

Powinniśmy raczej poprzez rozpoznanie natury tego zjawiska wskazać rzeczywisty powód stanu w jakim znajduje się system. Otóż podstawą procesów edukacyjno-oświatowych jest relacja pomiędzy dwoma podmiotami. Uczniem jako interesariuszem systemu a zarazem nośnikiem jego produktu oraz nauczycielem, także jako interesariuszem systemu i jego moderatorem. Produktem systemu – jest wiedza, czy też ogólny poziom rozwoju osobistego poszczególnych jednostek – uczniów. System składa się z wielokrotności takich relacji. Liczy się nauczyciel – uczeń i nic innego, natomiast na jakość tej relacji oczywiście oddziałuje szereg czynników (jak baza oświatowa itp.). Być może to one skłoniły pana profesora do tak jednoznacznej i chyba z racji ograniczeń stawianych przez publikator uproszczonej opinii na temat systemu, bo rzeczywiście on jest w stanie upadku. Jednakże główną tego przyczyną jest właśnie rozpad tej relacji. W zasadzie we współczesnej szkole, jak również na przeciętnej polskiej uczelni ta relacja nie istnieje.

Dlaczego? Ponieważ procesy kształtowania młodego człowieka – zwane wychowaniem i edukacją przebiegają zawsze na linii pomiędzy autorytetem a adeptem. Nic innego się nie liczy, nic innego nie ma zasadniczego znaczenia. Co nie oznacza, że winni upadku systemu są tylko „źli” nauczyciele!

Przykład – tajne nauczanie w czasie okupacji niemieckiej – gdy nie było w ogóle oficjalnego systemu. Nic nie było jawne, całość odbywała się w oparciu o relację nauczyciel – uczeń (uczniowie). Efekty były zadowalające, a często nawet bardziej niż zadowalające. Ludzie zdawali matury (z łaciną i greką), czy też kończyli studia – zdobywając tytuły. Wszystko w ukryciu i pod rygorem kary śmierci. Jednak się udawało! W tym sensie, że szkolnictwo, którego nie było – przynosiło nadzwyczajnie dobre rezultaty swojej działalności.

Można zatem zanegować twierdzenie pana profesora, bo bez systemu – który został zlikwidowany – było możliwe kształcenie. Dlaczego? Ponieważ działała relacja nauczyciel-uczeń. Obie jej strony miały ten sam cel – wyprodukować wiedzę! Od ich zaangażowania i poświęcenia zależał wynik – pomimo braku systemu, który nie tylko upadł, ale wręcz był oficjalnie i formalnie zakazany (w rzeczywistości zminimalizowany do postaci śladowej).

Wniosek – w części profesor ma rację, można zlikwidować system bo jego istnienie jak widzimy na podanym przykładzie nie ma zasadniczego znaczenia dla ostatecznego osiągnięcia efektu w procesie, którym się zajmuje. Jednakże profesor – nie pokazuje nam tego co jest przyczyną tak pięknie przedstawionego skutku, albo inaczej, czym wyrządza szkodę całemu przedstawieniu faktów. Upadek szkolnictwa nie jest zjawiskiem powszechnym i można je odwrócić! Trzeba jednak zacząć u podstaw systemu, od odbudowy relacji – nauczyciela i ucznia, autorytetu i słuchacza, rodzica i dziecka…

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że tym skromnym uzupełnieniem można było odrobinę przyczynić się do rozwinięcia tez profesora nie czyniąc żadnej ujmy w jego wywodzie!

3 komentarze

  1. Wrócić do elementarnych relacji NAUCZYCIEL-UCZEŃ.
    Powyrzucać komputery.
    Przywrócić CZYTANIE.
    Zrezygnować ze sprawdzianów w formie testów.
    Rozmawiać.
    Uczyć pracy w grupie.

    • no jeszcze lepiej to przywrocic lacine i greke, ktora cwiczyla umysl (moj Dziadek tak twierdzil i pewnie mial racje)

      nie da sie wyrzucic komputerow i nie da sie nawet przywrocic czytania w takiej tradycyjnej formie

      tzreba sobie jednak zadawac pytanie, czego chcemy mlodziez nauczyc plus co przychodzi mlodziezy w miare latwo, a co trudniej i czy warto poswiecac wiele wysilku na cos, co przychodzi trudno, a nie jest tak bardzo wazne

      w moim przekonaniu – sprawa, ktora wymaga natychmiastowej uwagi – jest problem umiejetnosci komunikowania sie w jezyku polskim – tak, aby udalo sie przekazac informacje i byla ona wlasciwie odczytana

      nasz sposob porozumiewania sie powoduje, ze wtedy rozumiemy przekaz, gdy jest on zgodny z naszym oczekiwaniem, ale ucieka nam, gdy jest nietypowy albo ukryty

  2. Znakomity i inteligentny tekst. A zdanie: ,,Ponieważ zniknął popyt na „mózgi” w gospodarce a uczelnie nadal istniały – nastąpiło masowe produkowanie „atrap” i ogólna pozorność systemu, o czym pan profesor daje do zrozumienia.” – jest genialne.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.