Społeczeństwo

Uniwersytucja – bardzo efektywny model finansowania wyższej edukacji w Polsce

 Studia wyższe w naszym kraju teoretycznie są bezpłatne. Ten przywilej mają nieliczni szczęśliwcy, którzy zakwalifikowali się na „dzienne” lub wybrali tak niepopularny kierunek jak matematyka… Reszta społeczeństwa ma przywilej korzystania z płatnej oferty uczelni wyższych, która co prawda jest bardzo rozbudowana i elastyczna – doskonale dostosowana do potrzeb studentów, jednakże z tą różnicą, że pełno-płatna.

W praktyce oznacza to, że nasz model edukacji wyższej opiera się na dotacjach ministerialnych – na utrzymanie uczelni, natomiast to, co uczelnia zarobi na studentach w ogólnym bilansie jest rozliczane np. na wysokie pensje dla kadry, bazę itp. W praktyce się stypendiów nie wypłaca, a te wypłacane to najdelikatniej mówiąc kpina ze stypendystów, bez znaczenia czy naukowych czy socjalnych. Pieniądze, jakie studenci dokładają do systemu to znaczne kwoty w budżetach poszczególnych uczelni – zwłaszcza prywatnych, dla których komercyjne – rynkowe nastawienie to podstawa istnienia na rynku.

Uczelnie państwowe i prywatne konkurują ze sobą ofertą – dysponując swoimi markami i realnymi dokonaniami na polu sukcesów absolwentów. Problem pozyskania studenta jest problemem tym bardziej istotnym im bardziej daje o sobie znać demografia. Teoretycznie student zawiera z uczelnią umowę na kształcenie, jej płatnikiem czasami (w przypadku państwowych studiów dziennych) może być Minister edukacji w dowolnej akurat funkcjonującej permutacji, jednakże najczęściej płaci sam uczeń – lub jego rodzina. Jak czytamy w raporcie Głównego Urzędu Statystycznego „Szkoły wyższe i ich finanse w 2010r.” na s. 46-47:

  • Uczelnie publiczne osiągnęły w 2010 r. 78,5% przychodów z działalności dydaktycznej, 15,9% przychodów z działalności badawczej, w stosunku do przychodów z działalności operacyjnej ogółem. Na pozostałe 5,6% przychodów składają się: przychody z wydzielonej działalności gospodarczej, przychody ze sprzedaży towarów i materiałów, koszt wytworzenia świadczeń na własne potrzeby oraz pozostałe przychody operacyjne.”
  • W wyższych szkołach niepublicznych w 2010 r. 90,2% przychodów z działalności operacyjnej stanowiły przychody z działalności dydaktycznej, 2,8% – przychody z działalności badawczej, 7,0% stanowiły przychody z innych rodzajów działalności.”

Uczelnie publiczne w istocie – działają, jako podmioty rynkowe, a przekazywane im dotacje ministerialne to nic innego niż z rynkowego punktu widzenia – niezdrowa konkurencja zakłócają rynek publicznej edukacji w Polsce.

Oczywiście za to wszystko płaci student/tka, – którzy chcąc nie chcąc muszą skądś wysupłać przeciętnie około 3500 zł czesnego za semestr! Jeżeli ktoś pochodzi z małego miasta i musi się przenieść na studiowanie do miasta większego – to w praktyce oznacza, że będzie miał dodatkowe koszty związane z utrzymaniem się. Nie ma potrzeby tego opisywać, ponieważ każdy wie – lub łatwo może się dowiedzieć jak to wygląda od znajomych lub przyjaciół. W praktyce studenci skazani są na marną i biedną egzystencję, wykluczającą jakiekolwiek aktywne rozwijanie zainteresowań, a nawet regularne nabywanie polecanych podręczników. Pieniądze weryfikują wszystko, wokoło nich kręci się nasz świat. Jeżeli się nie ma na czynsz, na utrzymanie i na czesne – nie ma, co myśleć o studiowaniu chyba, że ktoś potrafi i ma warunki – realizować się tak jak Stanisław Wokulski.

Niestety nasze czasy rządzą się swoimi prawami i są kierunki studiów, gdzie studenci – pasjonaci bez problemu mogą znaleźć pracę już na pierwszych latach studiów – umożliwiającą im łączenie pasji, studiów i zajęcia zarobkowego. Dotyczy to np. informatyków, ale niestety nie wszyscy mogą być informatykami. Dla wielu studentów, studia to jedno, pasje to drugie a źródło utrzymania to trzecia zupełnie odrębna sprawa. Stąd popularność różnego rodzaju prac sezonowych, prac wieczornych, nocnych, prac na pół legalnych (opieka nad dziećmi) itp. rozwiązań umożliwiających połączenie egzystencji ze studiowaniem. Wielu wyjeżdża okresowo za granice, jeszcze inni – a zwłaszcza one – znalazły inny, bardzo efektywny sposób umożliwiający finansowanie wyższej edukacji.

Chodzi oczywiście o przywołane w tytule zjawisko prostytucji, w wydaniu młodzieży ze szkół wyższych. Młode atrakcyjne kobiety mogą w ten sposób zarobić stosunkowo duże pieniądze, albowiem popyt na tego typu zachowania nigdy nie wysycha. Portale internetowe profilowane w problematyce oferowania odpłatnego seksu, jak również zwykłe portale ogłoszeniowe a także popularne czaty – pełne są ofert lub możliwości znalezienia osób szukających możliwości kontaktu seksualnego w zamian za pieniądze (lub co się czasami zdarza w zamian za przedmioty lub świadczenia). Co ciekawe od pewnego czasu stały się „modne” ogłoszenia oferujące możliwość zamieszkania! W zamian za usługi seksualne polegające na tolerowaniu zachowań seksualnych wynajmującego przez najemcę – w uzgodnionym wymiarze czasu, zgodnie z ustalonymi preferencjami.

Tak funkcjonuje stosunkowo duża liczba młodych ludzi, różne dostępne w sieci badania – wskazują na alarmująco wysoki poziom aż około 20% młodzieży na studiach wyższych, jako osoby prostytuujące się, w tej liczbie są także młodzi mężczyźni.

Abstrahując od kwestii statystycznych, należy się zastanowić, dlaczego tak jest? Czy to nasza kultura – szerokiej tolerancji i wysoki stopień anonimowości wielkich miast – powodują, że młode osoby decydują się świadczyć usługi seksualne w zamian za korzyści materialne? Przecież to nie jest normalne, żeby młody człowiek chcący się uczyć – musiał dokonywać tego typu wyborów – na trwale wykrzywiających jego psychikę i światopogląd! Dlatego prawdopodobna jest hipoteza, że powodem popularności uprawiania najstarszego zawodu świata przez studentki i studentów we współczesnej Polsce jest po prostu lenistwo i wygodnictwo.

Nie ma, co się oszukiwać, ale jako kelnerka w pubie lub jako pracownik całodobowej stacji benzynowej – ma się raczej niewielkie dochody – oscylujące w okolicach płacy minimalnej. W pracy niewymagającej kwalifikacji, ale czasu spędzanego przy wykonywaniu różnego rodzaju czynności, do których wykonywania można się przyuczyć u pracodawcy bezpośrednio na stanowisku pracy – nie da się dużo zarobić, ale określoną ilość czasu trzeba być. To powoduje, że harmonogram czasu studenta napotyka na ograniczenie, poza tym pojawia się zmęczenie, determinowane pomimo wszystko wysiłkiem związanym z pracą na cały lub cześć etatu. Nie ukrywajmy – pracodawcy nie mają szczególnych powodów iść studentom na rękę, a przyrost przydatności z absolwenta np. filologii klasycznej na stacji benzynowej jest najdelikatniej mówiąc żaden. Dlatego też, trudno jest się utrzymać z tego typu prac prostych niewymagających kwalifikacji zwłaszcza, jeżeli nie ma się kośćca moralnego, motywującego człowieka do dokonywania dobrych wyborów – czerpiących np. z filozofii chrześcijańskiej.

W ten sposób ujawnia się sedno sprawy, – jakość kształcenia młodych pokoleń w szkołach podstawowych i średnich. Przecież gdzieś musi tkwić błąd? To nie jest możliwe, że marzeniem, co piątej młodej Polki – pragnącej zdobyć wyższe wykształcenie – jest „wypinanie się” w celu zdobycia środków na sfinansowanie zamiarów edukacyjnych! Jeżeli natomiast faktycznie żyjemy w systemie, w którym niewydolny system edukacji średniej spowodował, że około 20% osób z aspiracjami na studia wyższe godzi się na prostytuowanie, – jako konieczność ponoszenia „stosunkowo” uciążliwego kosztu funkcjonowania w wielkim mieście i studiów – to najlepiej jest już wyjechać z tego kraju, – ponieważ on nie ma przyszłości!

Jakie kwalifikacje moralne może mieć młoda prawniczka (np. sędzia), która dla zdobycia kwalifikacji musiała się przez ileś lat w młodości prostytuować? Jakimi wzorcami nasiąkła! Co przekaże własnym dzieciom? Czego będzie oczekiwać od partnera życiowego i jakie wymagania będzie stwarzać swojemu otoczeniu? A co z lekarkami? Co z nauczycielkami? Jaki sens ma kształcenie nauczycielek-prostytutek? Przecież koszty poniesionych wyrzeczeń w młodości – te osoby albo będą w sobie przez całe życie skrywać, albo przeniosą w jakiś sposób na otoczenie. Nie ma żartów – psychologia zna tego typu modele zachowań, które sprawdzają się w dominującej większości populacji.

Jeżeli faktem jest, że około 20% młodych ludzi utrzymuje się – dorabia z prostytucji, to popatrzmy na całość systemu – zbiorowego stręczycielstwa – i hipokryzji – albowiem niestety liczb nie da się oszukać. Budżety wyższych uczelni są skonstruowane w części na tych pieniądzach. Jest to porażka całego systemu edukacji i porażka państwa – w zakresie kształtowania polityki społecznej i edukacyjnej. Co więcej jest to porażka rodzin, porażka kościołów i mediów lansujących modę na „wyluzowany” i „spoko-czaderski” styl życia.

Niestety wszystko kosztuje, zwłaszcza utrzymanie się, a jeżeli do niego dodać gadżety elektroniczne oraz inne „niezbędne” młodemu człowiekowi dodatki jak np. modne ubrania itp., to miesięczny bilans zdecydowanie przekracza pensje minimalną, zresztą nie bądźmy naiwni – przekraczają ją koszty wynajmu (nawet części mieszkania) i jedzenia. Ekonomii nie da się oszukać.

Reasumując, dlatego państwo i my wszyscy – powinniśmy dbać o to, żeby kreowane w sferze publicznej wzorce życia – poprzez kościoły, szkoły, media, „celebrytów”, świat reklamy i marketingu itp. – były bardziej adekwatne do istniejącej rzeczywistości. Która, niestety nie jest ani kolorowa, ani miła w dotyku – ani słodka, tak jak próbują to nam wmówić elity, a sprzedać media. Zło ma różne postaci, najczęściej jest wygodne, ciepłe, słodkie i łatwe – wystarczy się w nie zapatrzeć i już człowiek jest stracony. Różnica pomiędzy możliwościami przeciętnego człowieka a jego aspiracjami – tworzonymi przez miraże łatwego i przyjemnego życia bywa czasami zabójcza. Pół biedy z tym, jeżeli ograniczylibyśmy się do podsumowywania kosztów w skali jednostek, lub nawet ich rodzin. Zawsze będą to elementarne tragedię – wysublimowanych jednostek. Gorzej, jeżeli popatrzymy na te zagrożenia globalnie, wówczas jawi się obraz cywilizacji napędzanej przez kłamstwo i pustkę, albowiem w istocie świat wygląda inaczej niż w serialach…

Wybór należy do nas, rolą autorytetów i instytucji publicznych (świeckich i duchownych) powinno być zainicjowanie odnowy moralnej dla społeczeństwa – żeby tam gdzie jest to najbardziej potrzebne – dostarczać wzorce – zgodne z archetypem przywołanego Stanisława Wokulskiego, a nie bohaterki serialu lub dowolnej córeczki bogatych rodziców – narzucającej swojemu otoczeniu pożądany obraz niedoścignionej próżności.

7 komentarzy

  1. Sama decyduje z kim co robię i na jakich zasadach – jak się komuś nie podoba to …

    • Alez jak najbardziej tak. Tylko, ze fajnie by bylo aby takze konsekwencje tychze wyborow takze ponosic we wlasnym zakresie.

  2. Bardzo ciekawa obserwacja jesli chodzi o porownanie do Wokulskiego. Kobitki zarabiajace w sposob przez Pana opisany podobne sa zas do Izabeli Rzeckiej, jesli juz mamy byc przy “Lalce”.
    Mam natomiast kilka dodatkowych obserwacji i pytan do Pana odnosie kleski rodziny, kosciola i panstwa w ksztaltowaniu mlodych umyslow.
    Osobiscie udalo mi sie odbyc edukacje w dwoch systemach – tym poprzednim obecnie znienawidzonym oraz obecnym stawianym za ideal.
    Niestety moje obserwacje (zaznaczam, ze to moj wlasny punkt widzenia) jakos nie moga potwierdzic wyzszosci obecnego systemu (dodam, ze mowie o sferze edukacji tylko i wylacznie) nad tym panujacym w PRLu.
    W szkole nie bylo cyrkow jakie sie widzi teraz z brakiem szacunku dla nauczycieli, bo to byl wzor i ktos kogo warto sluchac bo wie wiecej niz mlokosy siedzace w lawkach.
    Moim rodzicom nie przeszkadzalo prowadzanie mnie na lekcje religii do salek katechetycznych i duzo lepiej wspominam taki model niz to co zapanowalo pozniej po wprowadzeniu religii do szkol.
    Moim zdaniem byl to powazny blad, gdyz odarl nauke religii ze sfery “sacrum” i czegos specjalnego, sprowadzajac to do rangi zwyklego przedmiotu w szkole. Jest to tak traktowane zarowno przez uczniow jak i ksiezy, co powoduje ze brak jakichkolwiek sensownych relacji spolecznych i poczucia wspolnoty. Niejednokrotnie za PRLu po religii czesc uczniow zostawala chcac pomoc albo na budowie salek parafialnych, albo przy sprzataniu Kosciola (i od razu mowie, ze bylo to spore miasto), czyli wpajanie etosu pracy trwalo w najlepsze. 🙂
    Ilu z obecnych uczniow tak robi?
    Efekt tego obserwujemy od ponad 20 lat, gdzie procentowo duzo wieksza liczba osob uczescza na zajecia religii (podczas gdy za PRLu nie byli to wszyscy), natomiast efekty spoleczne sa coraz bardziej mizerne.
    Jest to takze efekt idiotycznego sposobu finansowania Kosciola z budzetu, co powoduje ze nie ma zadnego motywacyjnego lacznika pomiedzy wspolnota religijna a ksiedzem, poniewaz motywator (czyli w tym wypadku pieniadze) sa w zaden sposob niezalezne od parafian.
    Ksiadz moze czytac co mu nakaze hierarchia z gory i zupelnie nie zajmowac sie lokalna spolecznoscia i jej problemami, bo tak naprawde nie ma takiej potrzeby (nie uogolniam mowiac, ze jest tak wszedzie, bo i owszem sa ksieza z powolania, choc coraz mniej). Tutaj klania sie teoria zarzadzania i nic poza tym, niestety ksiadz tez czlowiek i ragauje na motywacje.
    Dopoki nie wprowadzi sie finansowania Kosciola ze skladek lokalnej spolecznosci to tak naprawde nie przebijemy sie przez kwestie umotywowania ksiezy do dzialania w interesie tejze spolecznosci w systemowy sposob, bedzie jak teraz czyli “jakos to bedzie”.
    Oczywiscie finansowanie z budzetu takze powinno czesciowo pozostac, szczegolnie dla zabytkowych kosciolow i jeszcze kilku pomniejszych kwestii.
    Finansowanie caloksztaltu dzialalnosci zwiazkow wyznaniowych z budzetu, grozi takze (o czym chyba nikt z obecnych politykow nie pomyslal) wprowadzeniem pewnych obcych kulturowo aspektow, a obserwowancyh na zachodzie, bocznymi drzwiami. Niedawno grupa zolniezy prawoslawnych poprosila o ordynariat polowy dla siebie. Tylko czekac, az inne wiary zaczna dopominac sie rownouprawnionego dostepu do kasy z budzetu – gwarantuje, ze w Strasburgu wygraja kazdy proces o “nieposzanowanie” praw mniejszosci jesli prosba nie zostanie pozytywnie rozpatrzona. Ratuje nas na razie tylko to, ze Polska nie jest krajem szczegolnie atrakcyjnym dle emigrantow.
    Kwestia szkolnictwa wyzszego bedzie problemem, do czasu po pierwsze rozbicia “kasty” profesorskiej, ktora dlawi sie we wlasnym sosie promujac czesto swoje dzieci, bez zadnej weryfikacji realnych kompetencji mlodych ludzi do bycia “doktorem”, a po drugie finansowania na poziomie 2-3% PKB jak normalne kraje w Europie Zachodniej, a nie na poziomie 0.5% PKB jak jest teraz.
    Mimo, ze odbywalem studia w nowym “lepszym” ustroju to jeszcze o sposobach finansowania czesnego przez Pana opisanych nie bylo slychac (moze dlatego, ze bylo to tuz po zmianie warty).
    Ja tez musialem sie sam utrzymac sam, co oznaczalo tyranie na wakacjach (i brak wylegiwania sie nad morzem), bo niestety “dziadowskie” stypendium naukowe nie wystarczalo. 🙂 Bylo to przy bezrobociu rzedu 20% i jakos sie dalo, no ale iPhona nie mialem. 🙂
    Trzecia ciekawa kwestia, ktora Pan poruszyl to konsumeryzm. Tutaj niestety nie jestem optymista. Na wlasne zyczenie i bez zastanowienia wprowadzilismy sobie w roku ’90 obcy cywilizacyjnie model sponsorowany przez USA, promujacy zycie latwe, lekkie i przyjemne oparty na konsumpcji (czesto na kredyt). Niestety w srodku Europy w jakim jest Polska ten model nie ma prawa zadzialac i nie dziala. Ani Niemcy, ani Rosja takiego modelu nie propaguja, bo sprowadza sie to do “zjadania wlasnego ogona” czyli dokladnie tego co obserwujemy obecnie – wojsko lezy, gospodarka narodowa oddana w leasing zachodnich korporacji, zaufania spolecznego brak.
    Az do czasu wywalenia tegoz modelu na smietnik historii i asertywnego stawiania interesu narodowego zarowno na forum UE, jak rowniez w stosunkach z USA nic sie nie zmieni (po wczorajszym zakupie zbednego uzbrojenia od jedynie slusznego sojusznika za 2 mld PLN widze, ze slepota elit trwa w najlepsze).
    Albo beda niepokoje spoleczne (czego poczatki juz widac i ACTA to byla iskra) i jakas zmiana (oby tym razem nie sponsorowana ani przez CIA ani przez FSB), albo sami siebie pokojowo zlikwidujemy jako narod.
    Tymczasem rwanie “czerwonego sukna” wsrod elit trwa w najlepsze, moze na przyslowiowa “korone” wystarczy.
    Niedawno uslyszalem takie przyslowie, ze w czasie wojny narod byl w kraju, a rzad na emigracji, a obecnie rzad jest w kraju a narod na emigracji. To tez jest krok do procesu wynarodowienia.
    Jestem ciekaw jak Pan widzi obecny kierunek polskiej polityki wobec USA, poniewaz moim zdaniem jest coraz bardziej kosztowny zarowno finansowo jak i cywilizacyjnie.
    Niestety wiem, ze w pragmatycznym widzeniu tegoz “strategicznego” sojuszu jestem mocno odosobniony.

    • Kurcze chyba za dlugie komentarze pisze, bo prawie zawsze ida przez moderatora. Bede sie musial zaczac okrajac autocenzura. 🙂

      • Witam

        przepraszam to nasz filtr antyspamowy taki śmieszny widget do szablonów wordpressa który powoduje że jak natrafia na słowo klucz to blokuje – ale odblokowuję jak jestem przy komputerze – dlatego proszę się nie niepokoić że “od razu” nie widać komentarza. W poprawionej wersji portalu – na którą czekamy – stali forumowicze będą mieli “carte blanche” i będą wyłączeni spod filtra … Pozdrawiam Magda.

    • Witam Pana!

      bardzo dziękuję za pytania od stałego czytelnika… ze względu na chorobę odpowiem w skrócie 🙂
      Ilu z obec­nych uczniow tak robi? – to oczywiście pytanie retoryczne 🙂
      A co do kierunku … to chciałem o tym popełnić artykuł ale się boje… no dobrze postaram się 🙂

      ps. a na zakończenie – jeżeli nie ma pan Iczegoś tam to nie wiem czy możemy się przyjaźnić … 🙁

  3. E tam, od razu ponosić konsekwencje – przecież jak trwoga to z pretensjami do rządu – wystraszy się kamer i sypnie kasą … pomoże – na nas wszystkich koszt. Ale tak na poważnie to zjawisko jest dramatyczne… aczkolwiek nie mówię, żebym na nim dyskretnie nie korzystał … ot słabość … nie żebym zachęcał, ale przyznaje się że faktycznie to fajne jest … bo za parę złotych można mieć …. wspomnienie przeszłości!
    niech żyje młodość

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.