Paradygmat rozwoju

Jak uniknąć wojny domowej w Polsce?

 Niestety nie jest dobrze, nie dzieje się dobrze i prawdopodobnie nie będzie się działo dobrze, jak również faktem jest to, że było bardzo źle. Nasza krajowa polityka wkroczyła w przestrzeń niebezpiecznych kryteriów ulicznych, władza zachowuje się w sposób niezrozumiały – z jednej strony jak władzą absolutną, negującą nawet ustrojowy porządek konstytucyjny, a z drugiej strony jak opozycja wobec systemu, w którym mimo wszystko musi funkcjonować jako władza. To nie jest normalna sytuacja, a niestety jej źródłem jest prawdopodobnie umysł jednego człowieka i jego popleczników, działających w reakcji na rządy ośmiorniczek i generalnej nieudolności poprzedniej władzy. Jednak to, co w tej chwili robi pan Kaczyński i jego zaplecze polityczne – to jest zejście z drogi ogólnonarodowego konsensusu na rzecz dobrobytu i generalnego rozwoju. UWAGA – NIKT NIE MÓWI, ŻE PODZIAŁ BYŁ RÓWNY I NIGDY TAK NIE TWIERDZIŁ. Jednak chyba wszyscy się zgodzimy, że lepiej jest rozmawiać o tym, jak dzielić to co jest, niż jak odbudowywać, to wszystko co by się zniszczyło przy resecie? Wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość postanowiło wykorzystać szansę daną przez historię i nie tylko zmienić kierunek „transformacji” nadany przy Okrągłym Stole i dopracowany później, mniej więcej do okresu stworzenia Konstytucji. Ich celem jest stworzenie nowej rzeczywistości, nowego rozdania, nowej gry, z nową planszą a nawet ustawienie jej na innym stoliku – jak się da w innej części wspólnego pokoju. Jest oczywistym, że nie wszyscy gracze załapią się na rozdanie w nowym układzie. Na tym polega właśnie nasz współczesny problem.

Gdyby to był wiek XVIII, to wszystko byłoby w porządku. Państwo narodowe, reforma w duchu postępowym, tworzenie na nowo instytucji państwa itd., a merkantylizm gospodarczy spowodowałby weryfikację skuteczności działania nowych struktur. Dzisiaj niestety tak nie jest, nie da się zamknąć granic, nie da się nałożyć ceł, co więcej nie da się nawet skutecznie zatrzymać ludzi w kraju – władza musi brać pod uwagę tą okoliczność, że nagle może jej ubyć 2-3 mln obywateli, którzy nie podzielają wizji Wielkiej Polski [tutaj przymiotnik].

Nie podlega dyskusji, że pan Kaczyński i jego zwolennicy, mają dokładnie takie samo prawo do formowania postulatów na temat kształtu ustrojowego Rzeczpospolitej, jak każdy inny np. pan Siemoniak lub pan Schetyna i ich zwolennicy – to w ogóle jest bezdyskusyjne. Okresowo mają nawet większe, bo mają większość – nikt tego nie neguje! Tylko problem polega na tym, że zbyt wiele osób ma wrażenie (uwaga – wrażenie – ocena), że to co mówi pan Kaczyński i jego otoczenie, to często jest nazywanie białego może nie czarnym, ale szarym, ewentualnie – czerwonym, bo zdaje się to jest jego znienawidzony kolor. W tych warunkach niezwykle trudno jest prowadzić dialog, zwłaszcza że druga strona jest upośledzona przez osiem lat psucia państwa, zaprzepaszczenia szansy rozwojowej i całego szeregu grzechów o których wolelibyśmy wszyscy zapomnieć. Jak w tych realiach pogodzić ogień z wodą? Przy wyraźnej przewadze ognia? Jak kto woli bardziej dosadnie – jak uniknąć wojny domowej w Polsce, bo niestety jesteśmy na ścieżce prowadzącej do eskalacji konfliktu, gdzie nie będzie już miejsca na dyskusję, będzie w najlepszym wypadku milczenie a w istocie przemoc.

Byłoby zdecydowanie łatwiej, gdyby była w Polsce normalna europejska scena polityczna, tj. gdyby była na niej lewica, będąca lewicą i mająca monopol na lewicowe postrzeganie rzeczywistości. Niestety lewicy nie ma, została wykastrowana i usunięta z życia parlamentarnego, a dwie partie prawicowe w zasadzie prawie licytowały się na kwestie socjalne, przy wyraźnym przekrzywieniu retoryki socjalnej przez partię o odchyleniu prawicowym. Słynne „pięć stów” – jak się je już określa na forach publicznych jako „pięć stów hańby”, to dowód na to, że elektorat można w Polsce po prostu kupić i to zrobiła bezwzględnie jedna z partii prawicowych. W takich warunkach, przy prześladowaniu kandydatów lewicy przez trudne do zidentyfikowania potężne struktury wpływu (casus kandydatury pana W. Cimoszewicza), nie ma możliwości na normalizację sporu. Licytacja była, jest i będzie dwuelementowa. Dzisiaj kwestią otwartą jest to, czy PO porzuci swoje logo, czy też przeprowadzą proces wewnętrznej odbudowy – ale to nie nasza sprawa, jak na razie wygląda to tak, że może im zabraknąć czasu, bo rzeczywistość przyśpiesza.

Czynnikiem wszystko utrudniającym jest nadzwyczajna pozycja pewnego Kościoła w Polsce, którego przekaz społeczno-polityczny, niestety nie jest jednolity. Mamy hierarchów, którzy jednoznacznie popierają prawicę i pana Kaczyńskiego, co więcej stanowią de facto jego istotne zaplecze, mamy Kościół milczący – niezaangażowany, mamy także Kościół przeciwstawiający się prawicy, ale w taki sposób, żeby nie popaść w konflikt z potężnymi strukturami ją popierającymi w samym Kościele. To prawdziwy problem jest dla samego Kościoła i nas wszystkich, albowiem przełożenie tej struktury na społeczeństwo, jego opinie i zapatrywania nadal jest totalne.

Swoje także robią nasze uwarunkowania międzynarodowe, jesteśmy silnie powiązani ze strukturami zachodnimi, którym się coraz mniej podoba to, że Polacy mogliby być niezależni, ale nie w rozumieniu „zachodnim”, tylko mniej więcej takim samym jak współczesna Rosja, albowiem większych różnić pomiędzy modelem państwa pana Kaczyńskiego a modelem państwa pana Putina nie ma! To się na Zachodzie nie podoba i zaraz zaczną się problemy – poczynając od presji gospodarczej poprzez rating, a na sekowaniu w strukturach decyzyjnych kończąc. Sprowokowanie incydentu, podgrzanie atmosfery w taki sposób, żeby nasz rząd lub prezydent zareagowali – w duchu własnego poczucia honoru, co zostanie przeciwko im wykorzystane przez nieprzychylne im media zachodnie, to mały pikuś, to można zrobić między wódką a zakąską. W relacjach z Zachodem jesteśmy małym, podrzędnym krajem, który nawet nie jest w pełni suwerenny w zakresie procesów dziejących się na jego terytorium – i niewiele możemy na to poradzić. Żaden rząd tego nie zmieni, bez takiego zamrożenia relacji, że ich dalsze utrzymywanie przestanie się nam opłacać, zwłaszcza że jesteśmy zorientowani ideologicznie na pewną byłą brytyjską kolonię położoną pomiędzy dwoma oceanami, która się nie interesuje już Europą.

Te wszystkie elementy będą wpływały na oczekiwania społeczne i postawy Polaków. Media są tutaj fundamentem nastrojów społecznych i wykładnikiem sposobu rozumienia sytuacji politycznej przez zwykłych obywateli. Niestety struktura własności większości mediów jest taka, że lepiej się o niej nie wypowiadać, bo można narazić się nie tylko na pozew. Są sprawy, których w Polsce nie powinno się poruszać jeżeli się jest maluczkim człowieczkiem, bo można spotkać na swojej drodze spontanicznego samobójcę. Nie ma przypadków, są tylko zupełnie przypadkowe.

Trzeba bacznie obserwować w jakim kierunku będzie szła retoryka głównego nurtu w trzech głównych kanałach medialnego przekazu. Mamy media publiczne, media komercyjne oraz nazwijmy to kanał prawicowy. Nie ma znaczenia jakiego rodzaju to są media, liczy się to, co jest w nich i w jaki sposób przekazywane. Jeżeli będziemy mieli z jednej strony – sączenie jadu, a z drugiej rozliczenia i mówienie o ataku na demokrację zwolenników ośmiorniczek, to nigdy nie zejdziemy ze ścieżki prowadzącej do konfrontacji.

Nie jest rozwiązaniem podgrzewanie sytuacji i zmuszanie władzy do obrony takimi inicjatywami jak referendum w sprawie odwołania parlamentu. To jest zła droga, albowiem znowu będziemy słyszeć o ukradzionym zwycięstwie itd. Dorośli ludzie tak nie postępują – to jest dziecinada, prowadząca wprost do destrukcji. Okolicznością, która jest możliwa do zaakceptowania przez wszystkie strony konfliktu, bo pojawiła się już także strona społeczna (KOD i inne organizacje), jest uświadomienie sobie powagi sytuacji międzynarodowej. Naprawdę niewiele brakuje, żeby zapanował chaos na jednej z naszych granic zewnętrznych, a wówczas sytuacja w kraju może upoważniać władze do wprowadzenia nawet stanu wyjątkowego. W interesie wszystkich jest uświadomienie sobie tego odpowiednio wcześniej, że możemy albo wszystko stracić, jeżeli ziści się negatywny scenariusz – albo bardzo wiele zyskać, jeżeli odpowiednio się ustawimy, przy czym status quo, w naszych realiach to już jest wygrana sama w sobie, gdyż przeważnie w zawieruchach historycznych znikaliśmy.

Unia Europejska jest w przededniu dokonania reorientacji swojego postrzegania własnej podmiotowości – wszystko może się zmienić i to może dziać się nagle, wówczas wszystko naprawdę wszystko będzie możliwe. Mając świadomość trudnych czasów, realnego zagrożenia – powiedzmy wprost – z zewnątrz grozi nam niebezpieczeństwo. Może przyjść tradycyjne w postaci wojny, a może przyjść w postaci kilku milionów głodnych ludzi – co wówczas zrobimy? Ewentualnie, nagle mogą się skończyć zamówienia na połowę naszej produkcji z Zachodu – co wówczas? Nie jesteśmy samotną wyspą, gdzie można siedząc przy ośmiorniczkach spierać się o kształt interpretacji poszczególnych zapisów Konstytucji i dywagować bez końca nad różnicami semantycznymi w dyskusji prawników!

Ktoś musi powiedzieć wszystkim, że lepiej już było – bezpieczniej, także już było. Teraz rząd powinien raczej szybko myśleć o budowie drugiego gazoportu i naftoportu oraz rozbudowie pierwszego gazoportu, jak również generalnym zwiększeniu rezerw państwowych – wszystkiego! A nie o jakiejś publikacji wyroku Trybunału, która powinna dziać się automatycznie! Zagrożony jest nasz porządek konstytucyjny, ale przede wszystkim zagrożona jest nasza ciepła woda w kranie! Jak zagrożenie minie, będziemy mogli znowu rozbiec się we wszystkie strony, jak Polska długa i szeroka i narzekać każdy na każdego i na wszystko oraz nie zgadzać się z własnymi poglądami wyrażonymi dzień wcześniej! W tej chwili trzeba myśleć o skomasowaniu energii, zespoleniu możliwości i maksymalnym wzmocnieniu kraju, tak żeby było odporny i na ciosy możliwe na rynku finansowym i zagrożenia zewnętrzne – soft, hard i na zagrożenia wewnętrzne – jak obcy terroryzm oraz wszelkie inne – w tym klimatyczne.

Rząd pana Tuska myślał o przyjmowaniu Euro a trafił na początek kryzysu wygenerowanego w USA, który rozlał się na cały świat. Rząd pani Szydło stoi przed całym szeregiem pytajników, małych, bardzo małych, dużych i wielkich, które zaczynają spadać na dach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wchodzić do niej drzwiami i oknami – póki co, jeszcze da się je uszeregować, ale jest już tylko kwestią czasu, kiedy jedne pytania będą rodziły kolejne, a potem nastąpi paraliżujący strach przed nieznanym. Czy jesteśmy na to gotowi? Czy jesteśmy gotowi w takiej sytuacji bezwzględnie podporządkować się rządzącym – nawet jeżeli będzie to pani Szydło i pan Duda? Weźmiecie państwo broń do ręki jak wam każe pan Duda?

Naprawdę nie ma żartów, to nie jest gra komputerowa w budowanie państw i zdobywanie punktów, tu można się zbudzić bez dachu nad głową, a już nie będzie pogotowia i straży, które przyjadą na wezwanie… Bądźmy mądrzy zawczasu – zbudujmy konsensus, jedni niech sobie obchodzą miesięcznice i budują pomniki pary prezydenckiej, a inni niech sobie budują tęcze i hipstersko lansują się z drogimi komputerami przy bardzo drogiej kawie w modnych miejscach – tylko grajmy wszyscy do jednej bramki, co najwyżej uznając „tych innych” za trochę dziwnych, ALE NIECH SOBIE BĘDĄ JAKIMI CHCĄ! Polska jest nie tylko tutaj, gdzie My, ale wszędzie w koło – także i tam, gdzie stoją Oni! Nie mamy alternatywy! Trzeba być czujnym, żeby ktoś z zewnątrz nie chciał rozegrać nas – naszymi własnymi rękami – siejąc nienawiść jednym aktem i rzucając oskarżenia. W czasach niepewności – strzeżcie się agentury, takie słowa powiedział kiedyś Marszałek…

9 komentarzy

  1. Wybitny felieton, po prostu to trzeba przeczytać. Autorowi niech Bóg błogosławi!

  2. O tym, gdzie ma być “kolorowa rewolucja” decyduje CIA a nie obywatele danego kraju…..

    • … ito jest prawdziwa odpowiedż Panie Emlu .

    • Witam wszystkich po dłuższym “niebycie” (nawet zachartowanego czasami “połamie” ;))
      Pełna zgoda. W obecnej, drastycznie prędko zmieniającej się geo-polityczno-gospodarczej sytuacji naszego regionu Polska i Polacy mieliby jednak jakieś wyjście.
      Na pewno nie obeszłoby się bez niepotrzebnych ofiar. Szczególnie dlatego, że zniewolenie Polaków już bardzo daleko zaszło i nasi “panowie” tak łatwo nas nie “oddadzą”. Jestem skłonny przypuszczać, że woleliby wręcz nas unicestwić, niźli “oddać bez bicia”, ale prowadząc inteligętną strategię, myślę, że można by postawić “ich” przed “faktem dokonanym”. A tak strategicznym i ważnym dla nich krajem znowuż nie jesteśmy.
      Wykorzystując odpowiedni moment w szykującej się w niedalekiej przyszłości europejskiej zawierusze, za “jednym zamachem” i przy zachowaniu “minimum strat” możnaby odzyskać to, co stracone zostało po 89-ym. Może nie w materialnym wymiarze, ale przynajmniej w wymiarze SAMOSTANOWIENIA.
      By się nie powtarzać, wkleję linka ze swoimi wcześniejszymi rozmyślaniami.
      https://obserwatorpolityczny.pl/?p=36202
      Tylko, czy, jak to wówczas Pan “krzyk58” określił “czy wystarczy zdrowego rozsądku”?
      Moim zdaniem, to jedna, jedyna okazja wyjścia z przyszłego wielo-, wieloletniego europejskiego marazmu dla Polaków. I nie tylko. Prawie we wszystkich krajach byłego “Bloku Wschodniego” sytuacja podobna jest do tej w Polsce (w wielu z nich bywam zawodowo, więc znam to “od środka”) i jestem pewien, że decyzja “politycznego zwrotu” pociągnęłaby za sobą reakcję łańcuchową innych. Nawet mieszkańcy Wsch. Niemiec (byłej NRD) mają już dość “wolności, demokracji” i tych wszystkich “europejskich przemian”.
      Ludzie powoli są już u kresu wytrzymałości i wystarczy tylko “iskra”, a dojść może do wielkich społecznych perturbacji.
      Ileż można brać jeszcze kredytów na “przyszłość”, kóra określona jest już tylko prędkością i długością ich skonsumowania !?
      A co za rok, za dwa ?, a co dla naszych dzieci ?, co z naszą starością, przyszłością ?
      W ostatnich 20 latach ludzie zachłysnęli się zdobyczami techniki, samochodami, odtwarzaczami DVD, blueray, PCtami, ipodami, smartfonami, LCDami i innymi pierdołami, które właściwie niczego nie wniosły i nie wnoszą w ich rozwój.
      A wręcz odwrotnie, “wynalazki”, a wraz z nimi, sztucznie i z premedytacją wytworzona “wirtualna rzeczywistość” w krótkim czasie pozwoliły “uśpić” dotychczasową czujność i instynkt samozachowawczy człowieka doprowadzając do sytuacji, iż prawie całkowicie przerwana została ciągłość kontynuacji pokoleniowej.
      Dobra, dotychczas wytwarzane przez wieki, wspólnymi siłami i przeznaczone dla użytku większości ludzi zostały w ciagu 20 lat przejęte lub zawłaszczone przez 2% odsetek banko-korporacji i powoli te 98% pozostałych jest od nich “odcinanych”.
      Poziom wiedzy i wykształcenie jest minimalizowany i sprowadza się do nauczania obsługi sprzetu, pewność egzystencji skracana do drastycznego minimum, a przyszłościowe plany poszczególnych jednostek, rodzin, jak i całych grup społecznych nie wybiegają już poza DZIEń DZISIEJSZY.
      Jako Ludzkość doszliśmy już do takiego punktu, że żyjemu Z DNIA NA DZIEń
      Zależnie od “widzimisię” tych 2% !
      Wracając do meritum, niezależnie, od rządzącej frakcji, ktoś, kto zdobyłby się na taką zmianę (zwrot o 180° na “Wschód”) na pewno zostałby w pamięci przyszłych pokoleń na wieki.
      Pozdrawiam

      • Przeczytałem z uwagą. Pełna zgoda.A zdanie kończące wypowiedź – majstersztyk… słowny.
        Myślę że w związku z TAKIM przetasowaniem
        nawet osoba niespecjalnej postury,zasłużyłaby
        co najmniej w niedalekiej przyszłości na przydomek
        – “WIELKI”!

        Ps.Miło Pana “widzieć’ 🙂

        Pozdrawiam

  3. Jak uniknąć wojny domowej w Polsce?

    Modlić się o pokój i rozum u rządzących.

    Więcej się modlić.

    Tylko to nam pozostało.

  4. Jeśli “gdzieś” postanowiono, to prawdopodobnie, co ma wisieć nie utonie,
    taki los,przeznaczenie,od ciążącego fatum nie uciekniesz – это сутьба – w podobnych
    okolicznościach… mawiają Rosjanie…dziwne i niepokojące
    jest to że “ten” los pisany jest “gdzieś tam” głównie
    Słowianom – południowym, wschodnim…czyżby pora i…
    Inni zaś twierdzą – iż każdy jest kowalem własnego losu- także chyba zbyt optymistyczne powiedzenie
    w ciekawych/nieciekawych czasach “porąbanej’Europy.
    By “być – należy “mieć”.(Odwieczny dylemat). A srebra
    rodowe – wyniesione z domu, także “na wódkę”.
    Nieciekawe są perspektywy gołodupca – na własne życzenie!

    http://niewygodne.info.pl/artykul6/02687-Paranoja-niemieckich-politykow-siega-zenitu.htm

  5. jasne, że wojna domowa jest bez sensu bo:
    – jakby na to nie patrzeć byłyby straty (ludzkie, materialne)a chyba nie widzę żadnej “siły zewnętrznej”, która by chciała nam potem “pomóc”.
    – a poza tym znając charakterek populacji między Bugiem a Odrą i Nysą TO BY NAS TO ZNOWU NICZEGO NIE NAUCZYŁO bo ta populacja jest “nieedukowalna” tj. ma zdolność wyciągania wniosków z historii.
    ALBO SIĘ SAMI PUKNIEMY W NASZE ZAKUTY ŁBY albo……..no nie wiem, nie mam pojęcia. Ma ktoś jakiś pomysł?

  6. To proste – trzeba przejąć władze nad mediami, które mają pokazywać ładne kotki jak sie bawią.,

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.