Paradygmat rozwoju

Unia Europejska już straciła na swojej słabości – ARKTYKĘ!

 Unia Europejska – słaby, biedniejący związek państw, w których bogatsi stają się jeszcze bogatsi, a biedniejsi wymierają – jest tak słaba politycznie, że nie jest w stanie nawiązać partnerskiego dialogu w międzynarodowej dyskusji mocarstw o Arktyce.

Generalnie nie chodzi o prawo do eksploatacji bogactw naturalnych jakie się tam znajdują. Wraz z topnieniem lodowców – otwierają się nowe możliwości eksploatacji, czyniąc ją bardziej możliwą technicznie i opłacalną ekonomicznie.

Główne państwa Arktyczne, zdolne do udowodnienia swoich praw do terytorium Arktycznego to Federacja Rosyjska, Kanada, Norwegia, Dania, Islandia, jednakże swoje apetyty mają także USA oraz uwaga – Chiny i Japonia. Tu nie ma żartów, gra toczy się o największą stawkę, co doskonale rozumie pan Władimir Putin – Prezydent Federacji Rosyjskiej, bardzo konsekwentnie rozwijający prawa Rosji do tych terenów. Podobnie ostro zaczynają grać Kanadyjczycy, oczywiście popierają ich Amerykanie, mający swój kawałek od Alaski. Europa w tej grze nie istnieje, nie mówi jednym głosem, podczas gdy Dania – Grenlandia, Norwegia oraz Islandia posiadają olbrzymi potencjał oraz geograficzne uzasadnienie do dochodzenia swoich roszczeń w analogiczny sposób jak robi to Rosja i Kanada wspierana przez Amerykanów. Co więcej doszło do tego nawet, że Grenlandię penetrują Chińczycy oferując bardzo korzystne warunki wymiany handlowej.

Właśnie Arktyka jest i będzie najlepszym przykładem unijnej niemocy, niezdolności do działania i braku wypracowania wspólnego interesu i osiągnięcia go, nawet przy udziale sąsiedniej Norwegii, która sama sobie nie poradzi i pomimo bogactwa – nie jest w stanie niczego sensownego na dalekiej północy osiągnąć, ponieważ pozostali gracze mają po prostu większe muskuły.

Bogactwo surowcowe regionów arktycznych jest bezsprzeczne. W przypadku umiejętnej eksploatacji moglibyśmy liczyć na zaspokojenie potrzeb surowcowych w skali globu na ładne kilka dekad, w praktyce przekładałoby się to na wzrost gospodarczy, rozwój liczby ludności i poziomu jej życia. Energia, metale, rozwój przemysłu – to wszystko można osiągnąć dzięki przetwarzaniu obecnych tam surowców. Jednakże, żeby po nie sięgnąć, trzeba być co najmniej silnym, równie silnym jak inni, albowiem nikt tam nie będzie się bawił w poszanowanie cudzych interesów – stawka jest globalna! W przypadku Rosji, może to oznaczać kolejne 150 lat eksploatacji wszystkiego czego tylko zapragną. Kanada już wie, że to będą olbrzymie zyski a tamtejszy premier obiecuje swoim obywatelom udział w podziale zdobytego bogactwa. Tymczasem Europejczycy? No właśnie, niewiele, wręcz nic.

Norwegowie i Duńczycy oczywiście są aktywni, jednakże w przypadku Norwegii – Europa nie będzie miała z tego nic, poza kolejnymi miliardami do płacenia, a Dania ma problem polityczny z Grenlandią, który będzie chciała rozwiązać w sposób jak najbardziej traktatowy. Co może oznaczać, że może się nam pojawić nowe super państwo, finansujące swój dobrobyt z wydobycia olbrzymiej ilości surowców. Od lat na Grenlandii obecni są Amerykanie i Kanadyjczycy, nie udają że nie wiedzą o złotym interesie jaki tam jest możliwy do przeprowadzenia. Geograficznie Grenlandii jest o wiele bliżej do Ameryki Północnej niż do Europy.

Gdyby Komisja Europejska była prawdziwym rządem europejskim, to podjęłaby działania w taki sposób, żeby osiągnąć korzyści rangi strategicznej, czyli nie mniej niż inni pozostali gracze. Poza tym wielkość Europy spowodowałaby, że nie bardzo byłoby z kim się jeszcze dzielić. Europejska jedność spowodowałaby podział Arktyki pomiędzy głównych zainteresowanych – Rosję, Kanadę, Europę i USA. Nikt więcej by się do tego tortu nie załapał, ponieważ nie zostałby dopuszczony. Tymczasem jeżeli grają w tej globalnej grze takie mikropaństwa jak Dania lub Norwegia, naprawdę nie istniejące ludnościowo, do tego zamożne i bogate – to nie ma nic lepszego na młyn chińskiej dyplomacji, domagającej się od ONZ odpowiedniego podziału Arktyki, wedle kryterium ludnościowego, czyli żeby każdy kraj mógł czerpać wedle swojego potencjału – co oczywiście jest niemożliwe, jednakże może zagwarantować chociaż miejsce w gronie ostatecznych beneficjentów – bez względu na to wedle jakiego klucza przydzielone, na pewno korzystne. A mogliby tym cieszyć się Europejczycy, naprawdę nie trzeba dużo – wystarczą dwie lub trzy duże bazy w Arktyce w Grenlandii, Islandii, Norwegii – rozbudowanie infrastruktury, zapewnienie transportu, odpowiedniej ochrony północnego Atlantyku i możliwości działania wojska – w tym lotnictwa o okrętów podwodnych na wodach Arktyki i można wchodzić gospodarczo, angażować się na całego bez oglądania się na partnerów, w taki sposób, że dla żadnych przybyszów z dalekich ciepłych mórz południowych po prostu zabraknie miejsca!

No tymczasem jest jak jest, a oczywiście Polska ma do powiedzenia w tej sprawie tyle co szum wody w toaletach naszego MSZ…

3 komentarze

  1. Arktyka – to jeszcze pieśń przyszlości, ale nalezy miec na względzie ze “karty rozdają juz dzis”. UE może i “traci”, ale jak będzie wyglądała europejska scena polityczna z uwzględnieniem Polski za lat 50, 100 ?? W takim przedziale czasowym, upadały “imperia’ nie do ruszenia. Gdzie i z kim będzie Polska “stowarzyszona”? Pytanie na dzień dzisiejszy, pozostaje -otwartym.

  2. inicjator_wzrostu

    Co ma Minister Radek Sikorski do Arktyki?
    Lepiej żeby się tym nie zajmował, bo jeszcze w jakąś wojnę nas wplącze. A tam zimno, nie to co w Afganistanie czy Iraku.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.