Unia Europejska i rządy powinny jednoznacznie zidentyfikować ryzyko dla turystów

Po ostatnim brutalnym zamachu w Tunezji oraz regularnej bitwie na Synaju, pomiędzy armią egipską a bojownikami – trzeba powiedzieć wielkie STOP dalszym wyjazdom obywateli Unii Europejskiej do krajów zagrożonych terroryzmem. Najlepiej żeby to zrobić na poziomie biur podróży, po prostu zmuszając te instytucje do znacznego ubezpieczenia każdego podróżnego, który zdecyduje się na taką wycieczkę (bo ich nie można zakazać), ale w kwocie takiej, jaką należy wypłacić w przypadku ryzyka śmierci. Byłoby bardzo ciekawym na ile firmy ubezpieczeniowe, wyceniłyby polisy dla podróżnych-wycieczkowiczów. Na pewno koszt takiej wycieczki istotnie by wzrósł.

Jeżeli tego typu ubezpieczenie udałoby się połączyć ze wzmocnieniem ochrony na miejscu, tak żeby turyści mogli korzystać, oczywiście zgodnie z obowiązującym prawem z realnej ochrony tamtejszych służb i organizacji ochroniarskich, najlepiej tych mających międzynarodowe doświadczenie, to na pewno udałoby się po pewnym czasie odbudować zaufanie, najpierw do pojedynczych obiektów, potem miast a następnie krajów. Oczywiście nie da się wyeliminować ryzyka terroryzmu, ale dodatkowe pieniądze przekazywane przez ubezpieczycieli dla profesjonalnych organizacji zajmujących się ochroną, to byłby realny sposób na wsparcie wysiłków tych państw w walce z terroryzmem.

Ryzyko niestety istnieje i jest znaczne, dzisiaj jeżeli ktoś sprzedaje wycieczkę jako usługę masową, do jednego z krajów zagrożonych przez terroryzm, ten bierze na siebie ryzyko ziszczenia się wypadków, których nie można przewidzieć. Wiadomo, że podróżni głosują portfelami i jeżdżą do Tunezji i Egiptu, ponieważ to piękne kraje, oferujące bardzo wiele turystom, a ceny na miejscu są bardziej niż korzystne, jednakże ktoś musi powiedzieć STOP. Po pierwsze na zasadzie systemowych ostrzeżeń, odradzających ludziom i operatorom turystycznym – tego typu kierunki. Po drugie przez wspomniane dodatkowe obowiązkowe ubezpieczenie, dające wartość dodaną w postaci konkretnych możliwości zwiększających ochronę w miejscach przeznaczonych dla turystów, jak i w ogóle w krajach zmagających się z tym zagrożeniem.

Dodatkowo – państwa najbardziej narażone na ryzyko losowego dotknięcia problemem terroryzmu swoich obywateli tam na miejscu, powinny, czy to na poziomie unijnym, czy też bilateralnym – istotnie wesprzeć kraje będące popularnymi miejscami wypoczynku w walce z terroryzmem. Przede wszystkim przekazując broń i pieniądze na walkę z tym zjawiskiem, ale również dostarczając, oczywiście w porozumieniu – struktur, zdolnych do działania na miejscu, w ramach porozumień z władzami konkretnego kraju, na zasadzie wsparcia ekspercko-szkoleniowego. To na pewno nie zaszkodziłoby, a ze względu na powodzenie misji musiałoby być przykryte absolutną tajemnicą, jednakże liczy się to, żeby państwa zainteresowane miały dostęp do zachodniego know-how w zakresie profilaktyki zjawisk terrorystycznych jak i samego zwalczania tego typu inicjatyw. Dodatkowo, co jest chyba najważniejsze, obecność na miejscu i współpraca ramie w ramię umożliwiłaby nam – realny wgląd w skalę zjawiska, a zarazem ocenę potencjału zagrożenia i możliwości „poradzenia sobie” przez władze poszczególnych krajów.

Sytuacja krajów turystycznych jest różna. Z jednej strony mamy Turcję, której super potężna armia i na własnym terenie praktycznie wszechpotężne służby specjalne (i inne struktury porządkowe) mają pełną kontrolę nad miejscami turystycznego wypoczynku, które często są formą lokaty kapitału dla rodzin wojskowego i państwowego establishmentu. Z tego powodu, spotkanie patrolu ciężkozbrojnej tureckiej piechoty z noktowizorami, bronią długą, obwieszonych amunicją – w krzakach nieopodal kurortu nad morzem – nie jest czymś nadzwyczajnym. Turcy dbają znakomicie o bezpieczeństwo, trzeba pamiętać że jest to kraj świadomy tego, jak działają terroryści, ponieważ zmaga się z nimi w różnych odmianach praktycznie od zawsze.

W Egipcie również mamy do czynienia z super-potężną armią, która nie żartuje. Tamtejsze służby specjalne również są omnipotentne na terenie swojego kraju, stopień inwigilacji środowisk islamistycznych jest totalny, a w przypadku stwierdzenia zagrożenia władza nie stosuje taryfy ulgowej. Nieco odmiennym problemem jest Synaj, objęty porozumieniem z Izraelem o limitowanym użyciu na jego terenie ciężkiego sprzętu. Tam jest wiele pięknych kurortów, które są bardziej niż właściwie chronione wojskowo, wysiłek państwa egipskiego w tym zakresie jest widoczny, odseparowanie stref turystycznych od reszty terytorium jest totalne. Jednakże ze względu na wielkość terytorium i lokalny charakter grup bojowników, walki mogą być na tym terenie zawsze czymś zaskakującym, podobnie jak terrorysta-samobójca w kurorcie.

Z Tunezją jest ten problem, że wymyśliła sobie demokrację, przez co sama w sobie stanowi dodatkowy cel dla terrorystów islamskich, dla których demokracja jest czymś wykluczonym. Niestety tamtejsza armia jest nieporównywalnie słabsza od naprawdę potężnych armii Egiptu i Turcji, co do służb specjalnych, wiadomo że opowiedziały się po właściwej stronie przewrotu, nie dopuszczając do nadmiernego przelewu krwi. Jednakże dwie porażki spowodowały, wyrwę w ich systemie bezpieczeństwa, nie można mieć do nich zaufania, jeżeli chodzi o zdarzenie losowe, w tym znaczeniu że w Tunezji poziom bezpieczeństwa musi być oceniany jako niższy.

Wnioski niestety są jednoznaczne, najlepiej nie jeździć do krajów mających problem z motywowanymi ideologicznie terrorystami. Niestety ten stan powinien trwać do odwołania, ponieważ tak naprawdę to dzisiaj nie możemy już mówić o tym, że kraje islamskie są bezpieczne dla turystów. Kto weźmie na siebie ryzyko ataku kolejnego szaleńca na bezbronnych ludzi? Biznes turystyczny w tych krajach musi poprawić bezpieczeństwo i to w znacznym stopniu. Bez wypracowania nowych standardów, nie ma mowy o ryzykowaniu życiem i zdrowiem. Wiadomo, że wszyscy mają dobre intencje, ale ryzyka na zasadzie losowej nie da się już wyeliminować. Niech skorzysta Grecja, Bułgaria (piękna), Chorwacja, Włochy, południe Francji (jak kogoś stać) oraz Hiszpania. Jest gdzie jeździć, może jest przeciętnie o połowę drożej w Europie, ale chyba warto to zapłacić za poczucie bezpieczeństwa?

W ostateczności, turyści w krajach zagrożonych terroryzmem powinni mieć prawo do noszenia broni. Być może to pomysł radykalny, ale naprawdę zmieniający relacje pomiędzy bezbronnymi ludźmi, a terrorystami.

2 myśli na temat “Unia Europejska i rządy powinny jednoznacznie zidentyfikować ryzyko dla turystów

  • 3 lipca 2015 o 19:25
    Permalink

    Mass Media podły, że wczoraj wieczorem nastąpił koniec świata, wśród ofiar nie było Polaków , to z demotywatorów.

    Do Tunezji i Egiptu na urlop jeździło wielu Polaków i nie tylko Polaków (jeden z tańszych urlopów) oraz
    przywiozło ze sobą sporo zdjęć i wiele wspomnień.Kraje te utrzymują się z turystyki, zatem zależy im na bezpieczeństwie turystów.
    Warto natomiast odpowiedzieć sobie na pytanie, komu zależy aby tak zwani terroryści byli szczególnie aktywni w przyjaznych dla turystów miejscach i dlaczego?

    Odpowiedz
    • 4 lipca 2015 o 01:00
      Permalink

      Mysle , ze wujkowi zza wody zalezy, gdyz siejac strach moga mu poslowie zatwierdzic budzet na zbrojenia, na podsluchy itd, , inni tez z tej okazji zbroja sie na potege, kupuja duzo i zadrizonego sprzetu, naturalnie jak im wlasne parlamenty zatwierdza budzety, co po takich wydarzeniach jest latwo osiagnac , ci co na tym tak swietnie zarabiaja udziela poparcia i sfinansuja kampanie wyborcze swoich wybrancow lub ich kolesi z tego samego ugrupowania i tak swiat sie kreci …a ludzie , co tam i tak by kiedys musieli umrzec … to jest wlasnie terroryzm panstwowy, a potem jakies panstwa islamskie powstaja, by bronic sie przed wujkiem ….

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.