Nie czy, ale kiedy Ukraina sięgnie po broń jądrową?

W zasadzie pytanie nie brzmi już czy, bo to jest oczywiste. Pytanie brzmi, – kiedy Ukraina sięgnie po broń jądrową pozwalającą jej na jakiś poziom odstraszania Rosji, z którą jak wynika z deklaracji jej władz nie chce mieć już nic wspólnego.

Realnie opracowanie broni jądrowej z zasobów, jakie Ukraina posiada to wedle różnych ocen (głównie z rosyjskich źródeł prasowych) jest około 7 lat i mają gotowość do dokonania pierwszej próby. To duże państwo posiadające bardzo duże doświadczenie w zakresie przemysłu jądrowego, zdolne do samodzielnej produkcji wszystkich elementów broni jądrowej i środków jej przenoszenia. Na tym właśnie polega siła Ukrainy, że biorąc pod uwagę i tak niezwykle osłabiony przez emigrację i rozpad wszystkiego potencjał, nadal może – wytworzyć broń jądrową.

Ze względu na ukształtowanie granicy oraz absolutną przewagę militarną Rosji pod każdym względem tj. ilościowym i jakościowym, zarówno w uzbrojeniu konwencjonalnym jak i niekonwencjonalnym oraz środkach przechwytywania napadu powietrznego, Ukraina potrzebuje specyficznej strategii obrony, której elementem byłaby broń jądrowa. Jednakże wyprodukowana w sposób dopasowany dokładnie do tej strategii, zarówno pod względem rodzaju jak i mocy ładunków oraz środków ich przenoszenia.

Ładunek jądrowy mniejszej mocy jest o wiele łatwiej użyć z przyczyn politycznych, jak również taktycznych, albowiem wywiera niesamowitą siłę psychologiczną, jednakże umożliwia odpowiednie dozowanie siły niszczącej. Przede wszystkim bowiem Ukraina powinna używać broni jądrowej JEDYNIE NA WŁASNYM TERYTORIUM (i strefie przygranicznej) – jako ostatecznej obrony. To główne założenie strategiczne, ponieważ ewentualny atak jądrowy na terytorium Federacji Rosyjskiej, mógłby spotkać się odpowiedzią, która zakończyłaby życie na centralnej Ukrainie na kolejne kilkanaście tysięcy lat. Kijów ma możliwość produkcji ofensywnej klasycznej broni jądrowej, jednakże nie ma możliwości opracowania i wdrożenia skutecznych zestawów przeciwrakietowych, a takich nikt mu nie sprzeda. Dlatego też koncepcja obrony na własnym terytorium, to broń ostateczna, przerażająco skuteczna. Odpowiednio dobrana wielkość ładunków może zapewnić broniącym się Ukraińcom – przewagę taktyczną np. w przypadku uderzenia w miejsce koncentracji wojsk rosyjskich, aczkolwiek ta wyglądałaby o wiele inaczej niż w realiach konwencjonalnego pola walki. W tym kontekście Kijów potrzebuje około 300 głowic małej mocy i około 30 głowic średniej mocy. Jako środki przenoszenia oczywiście rakiety balistyczne oraz działa dużego kalibru. W ten sposób uzyskano by pewność rażenia, tj. w skali taktycznej dalekiego przedpola rakietami balistycznymi na co najmniej 300-500 km oraz artylerią bez względu na warunki, w sposób w podejściu dyskretny i praktycznie nie do przechwycenia na odległość szacowaną na około 65 km „podrasowanych” dział 2S7M 203,2mm (które nominalnie potrafią wystrzelić pocisk 102 kg na 47 km). Użycie nowoczesnej amunicji i silniejszego ładunku – oczywiście skraca żywotność lufy, jednakże tutaj chodzi o to, żeby wystrzelić kilka razy. To byłoby bardzo dużo jak na Ukraińskie warunki, a zarazem obracamy się w zasięgu technologii, która jest na Ukrainie znana od lat i nie jest wyzwaniem. Można tylko przypomnieć, że o miniaturyzacji ładunków jądrowych mówiło się już w latach 50-tych, a w latach 60-tych to była już sprawdzona technologia.

Biorąc pod uwagę, że równolegle należałoby opracowywać samodzielne środki przenoszenia tego typu broni, to najbardziej optymalne z punktu widzenia ewentualnej ukraińskiej strategii powstrzymywanie byłyby małe ładunki taktyczne oraz pewna część ładunków o średniej mocy. Głowic o dużej mocy Ukraina nie potrzebuje, ponieważ nie miałaby ich gdzie użyć, atak jądrowy na Moskwę jest niemożliwy bez najnowocześniejszych technologii rakietowych, a na ich opracowanie Ukraina potrzebuje kilkanaście lat i olbrzymie pieniądze. W zakresie nosicieli mielibyśmy raczej do czynienia z wykorzystaniem silnie zmodernizowanych znanych konstrukcji z czasów ZSRR. Takie rakiety, lecące po prostu po krzywej balistycznej z przewidywalną prędkością to dla systemu ochrony przeciwrakietowej Moskwy (najbardziej rozbudowany, najtajniejszy i najdoskonalszy system na świecie) – zwykłe strzelanie do celów. Natomiast ostrzał artyleryjski ładunkami małej mocy, na własnym terytorium jest nie tylko bardzo efektywny, ale przede wszystkim straty dla środowiska naturalnego będą w skali tak dużego kraju jak Ukraina do przeżycia, zwłaszcza że mają doświadczenie z izolowanie terenów skażonych chyba największe na świecie.

W takich realiach strategicznych mówilibyśmy oczywiście o jak największej ilości nosicieli broni jądrowej jak również dział, ponieważ to byłby najskuteczniejszy sposób na zamaskowanie ich „w tłumie”. W dobie dronów coś takiego jak działo 203 mm na podwoziu gąsienicowym lub rakieta balistyczna na wielokołowym podwoziu dużych rozmiarów to bardzo łatwy cel do rozpoznania.

Ładunki średniej mocy byłyby przenoszone przez pociski balistyczne o zasięgu co najmniej teoretycznie zdolnym do osiągnięcia Moskwy i S. Petersburga, dodatkowo część ładunków małej mocy można byłoby również przenosić za pomocą rakiet bliskiego zasięgu (typu Toczka na 130-150 km). Reszta to amunicja artyleryjska, ale wykonana w ten sposób, żeby głowica bojowa była w pełni dostosowana do zmiany nosiciela tj. pocisk artyleryjski po podpięciu dodatkowej elektroniki wchodziłby do głowicy rakietowej. Można próbować stworzyć rakiety wielogłowicowe, a tylko jedną w danym rzucie mieć, jako niekonwencjonalną inne, jako konwencjonalne. To dodatkowe utrudnienie dla systemów przeciwrakietowych przeciwnika. W ostateczności taką głowice można też włożyć do klasycznej bomby lotniczej, ale z oczywistych przyczyn takiego przypadku nie ma nawet, po co na poważnie rozpatrywać na dzisiejszym polu walki, zwłaszcza jeżeli przeciwnik posiada systemy S-300/400/500 i wiele innych strzelających zabawek oraz bardzo groźne lotnictwo.

Opisana powyżej hipotetyczna koncepcja jest możliwa przez Kijów do zrealizowania. Każdy, kto wszedłby na ukraińską ziemię, musiałby się liczyć z jednym z wielu ładunków jądrowych. To jest bardzo silne odstraszanie, wymuszające zupełnie inną koncepcję przeprowadzenia ewentualnej wojny pełnoskalowej, niż przy braku uzbrojenia jądrowego. Proponowane rozdrobnienie wskazywałoby na defensywny charakter, zgodny z oficjalnie ogłoszoną doktryną użycia. Zarazem, tak rozdrobniona broń, byłaby niesłychanie trudna do zniszczenia. Przeciwnik mógłby zniszczyć np. połowę jednostek z ładunkami jądrowymi przed ich użyciem, jednakże nigdy nie miałby pewności, co przewozi śmigłowiec lub zwykły samochód terenowy (masa pocisku do około 110 kg max., ewentualnie większa w przypadku dodatkowych przyśpieszaczy itd.).

Czy taka doktryna zapewniłaby Ukrainie bezpieczeństwo? Trudno określić na ile udałoby się ją zrealizować – oczywiście w absolutnej tajemnicy, ponieważ ujawnienie programu byłoby ostatnim dniem pokoju na Ukrainie. Z pewnością jednak żaden kraj, nawet termonuklearne mocarstwo nie pozwoli sobie na przypadkowość, w relacji i zdarzeń z uzbrojonym w opisany powyżej sposób przeciwnikiem.

Oczywiście mniej więcej ten sam scenariusz moglibyśmy zrealizować w Polsce, przy czym w naszych warunkach zamiast pocisków artyleryjskich o wiele skuteczniejszym sposobem ataku (ze względu na odległość) byłyby pociski manewrujące oraz nowoczesne pociski balistyczne mające jakąś szansę na przedarcie się przez systemy obrony przeciwrakietowej potencjalnego przeciwnika. Różnica jest taka, że my potrzebowalibyśmy więcej czasu niż Ukraina i wydalibyśmy o wiele więcej pieniędzy.

3 myśli na temat “Nie czy, ale kiedy Ukraina sięgnie po broń jądrową?

  • 14 listopada 2014 o 08:45
    Permalink

    KTO MIECZEM WOJUJE OD MIECZA GINIE JACENIUK O TYM ZABYŁ

    Odpowiedz
  • 14 listopada 2014 o 09:56
    Permalink

    Dzień Dobry.
    Ja nie mam takiej pewności czy sięgnie mimo iż poziom rozwoju tzw. przywódców Ukrainy pozostawia dużo do życzenia. Nie tylko Ukraina ma ten problem jako że porównawczo traktując jest ten stan udziałem całej zachodniej cywilizacji oraz państw które na własne życzenie stoją w rozkroku między kulturą słowiańską a kulturą hybrydą kultur anglosaskiej, germańskiej, frankońskiej i kilku innych. To jednak wątek na inny temat.
    Mając czynne cztery reaktory twierdzenie że Ukraina nie spróbuje zbudować bomby “A” można by uznać za ryzykowne. Spróbują jeśli już nie próbują. W ich warunkach to trudny proces, w dużej mierze w większości teoretyczny, bo gdzie mieliby przetestować swoje dzieło? Coś takiego nie da się ukryć. Nie w dzisiejszym świecie. Sam akt obwieszczenia posiadania nie tyle bomby co bomby będące uzbrojeniem również nie pozostałby niezauważony a co ważniejsze nie pozostałby bez echa. Czy więc na pewno spróbują?
    Czy rozpatrując w szerszym horyzoncie czasowym scenariusz budowy arsenału nuklearnego przez Ukrainę jest możliwy? Patrząc na dzisiejszy świat, geopolitykę, rozkład sił, umowy międzynarodowe w tym te w których jako jedna ze strony występuje Ukraina to jest to mocno wątpliwe. Otoczenie geopolityczne skutecznie uniemożliwi uzyskanie atomowego statusu Ukrainie. Z jednej strony NATO i UE do którego aspiruje (podobno) Ukraina, z drugiej strony przeciwwaga FR. Czy politycznie (i militarnie) którekolwiek z państw pozwoli sobie na posiadanie broni “A” przez państwo które stabilnością władzy, uczciwością międzynarodową władzy i stabilnością emocjonalną tej władzy nie grzeszy? Które jest w stanie permanentnej wojny wewnętrznej między narodowościami które tworzą obywateli tego państwa? Czy Rzeczypospolita pozwoli sobie na, w zasadzie eksperymentalny, arsenał nuklearny u sąsiada u którego władza, kierunki i nastroje zmieniają się częściej niż pory roku? Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi: NIE. Broń atomowa nikogo nie powstrzymuje przed działaniami konwencjonalnymi. Broń atomowa to broń ostateczna nie użyteczna. Mimo że jej użycie to efekt decyzji politycznej to politycy tak naprawdę jej nie kontrolują. Po prostu, posługując się analogią, małym dzieciom nie daje się zapałek.
    Przeprowadzając eksperyment myślowy, złóżmy że Ukraina wybudowała broń atomową i ma odpowiednie środki jej przenoszenia o zasięgu powiedzmy 1000km. Łamie podpisane i obowiązujące traktaty, zostaje w izolacji, prawdopodobnie zostaną przeprowadzone próby pozbawienia jej tej broni, zarówno formalne jak i nieformalne. W przypadku skutecznych formalnych, nadal pozostanie izolacja, embargo na sporą część technologii i zapewne nadzór zewnętrzny nad surowcami i środkami. To ten mniej dramatyczny scenariusz. W przypadku kiedy sytuacja będzie trudna i powstanie zagrożenie które nieformalnie ale skutecznie zostanie zneutralizowane, można się spodziewać… właściwie tylko zbrojnej interwencji być może wojny na większą skalę niż dzisiaj obserwujemy konflikty. Jest jeszcze czarny scenariusz. Niezależnie od formy neutralizacji, okazuje się że stworzono po cichu zapas albo neutralizacja się nie udała i w akcie zemsty (tak, spodziewam się że tego po obecnych nie tylko na Ukrainie przedstawicielach władz czy dowódców wojsk) i atakuje cel na wschodzie czy zachodzie. W sumie nie istotne gdzie ten cel będzie bo konsekwencją operacyjnego użycia broni atomowej będzie interwencja ze wszystkich stron i z całym szacunkiem dla wszystkich idei i ludzi wiary i pokojowych rozwiązań, po wszystkim Ukraina stanie się taką euroazjatycką Palestyną.To wszystko tylko w wersji optymistycznej bo użycie broni atomowej przeciwko mocarstwu atomowego równa się odwet, atomowy odwet. Mając na uwadze że życiem większości sterują emocje to jestem przekonany że na tych dwóch ciosach by się nie skończyło, a zanim pojawiłby się się ktoś, o ile by się pojawił, kto przerwał by tą wymianę ciosów, w przypadku broni atomowej mogłoby być już za późno. W końcu mimo wysiłków i starań właśnie Palestyna jest przykładem niekończącej się vendetty.
    Interesujące są takie różne scenariusze jak ten w artykule, jednak bardziej nadają się one na fabułę książki czy filmu niż do rzeczywistości. Powiedzenie: “Nie rób nic na siłę, weź większy młotek” nie działa. Młotek musi być właściwie dobrany do zadania a jego używanie przemyślane i nieustannie ćwiczone. Broń atomowa to młotek do zadania zwanego armagedon. Kryterium ilościowe nie działa bo przecież jeszcze większa broń o jeszcze większej sile rażenia tym właśnie jest. Działa jedynie kalkulacja kryterium ilościowego (teoretyczna) a prawdziwą (realną) wartość ma kryterium jakościowe, precyzyjny dobór środków. Bo wrogiem nie są wszyscy ludzie reprezentujący daną grupę tylko jej liderzy którzy tą grupę popychają w kierunku przemocy, zniszczeniu, śmierci. I tak na koniec tytułem dygresji: nigdy nie ma jednego lidera. To ludzki umysł stworzył ten mit bo poszukując winnego musi wiedzieć kto to jest i musi być to jedna konkretna osoba nie jakaś tam nieokreślona grupa. Zwykle nie jest to również ten którego nazwisko znamy ale to nazwisko wystarcza byśmy poczuli się bezpiecznie, stracili czujność, bo znamy wroga. Nic bardziej mylnego. Podobnie jak z wielkością młotka.

    Odpowiedz
  • 14 listopada 2014 o 18:18
    Permalink

    “Bo wrogiem nie są wszyscy ludzie reprezentujący daną grupę tylko jej liderzy którzy tą grupę popychają w kierunku przemocy, zniszczeniu, śmierci”.
    .I to jest prawidłowy proces! Niejaki Adolf H.
    też nie ” spadł z Księżyca’ jako Übermensch a był
    marzeniem i ucieleśnieniem snu kazdego(prawie),Niemca,
    analogicznie jak niejaki Piotr P.w Galicji – d.ziemiach
    II RP.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.