Udało się…

graf. red.

Udało się, mamy 770 mld PLN (mniej więcej) z kolejnego budżetu Unii Europejskiej. Udało się uniknąć totalnej, zupełnej i błaźniącej kompromitacji. Świetnie, że udało się wynegocjować konkluzje blokujące możliwość zmiany zasad przydziału funduszy unijnych w przyszłości. Co z tego wyjdzie w praktyce, to dopiero się zobaczy. Na pewno zarówno i Polska i Węgry nie straciły, a pokazały siłę i pewną niezależność. Przynajmniej na tym poziomie, że nie damy się potraktować w sposób taki, w jaki nie chcemy być traktowani.

Bardzo racjonalnie przedstawił sytuację pan premier Mateusz Morawiecki, w którego ocenie porozumienie, które udało się wynegocjować to podwójne zwycięstwo. Otrzymamy dużo pieniędzy i ich przydział jest zabezpieczony przez ww. kryteria stosowania. Podobnie pozytywnie wypowiadali się najważniejsi liderzy unijni i kilku zaangażowanych państw, w tym Niemiec.

W praktyce może z tym być w ten sposób, że to będzie wykorzystywane jako narzędzie nacisku, jeżeli tylko chociaż jedna faktura do rozliczeń środków unijnych nie będzie się zgadzać. Trzeba się spodziewać kontroli, komplikacji i wszystkiego „pod górkę”.

Całe to zamieszanie jest dla nas poważną stratą wizerunkową, bo chociaż nie przegraliśmy formalnie i wynik sporu – negocjacji można uznać za remis. To jednak nasz obraz w mediach zachodnich został już ostatecznie zniszczony. Pisanie o wichrzycielach, twórcach problemów, braku praworządności, prześladowaniu mniejszości seksualnych itd., to już standard. W tej chwili doszedł zarzut, że Polacy – nie liczą się z Europą, przedkładając swój własny interes przed dobrostan całej Unii Europejskiej. To jest bardzo poważna sprawa, wręcz śmiertelnie poważna, bo nie tylko w razie polexitu – nikt po nas tam nie będzie płakał, ale mogą pojawić się zupełnie jawnie głosy, o tym żeby do tego procesu doprowadzić.

Całość procesu bardzo silnie promieniuje na politykę krajową. Ponieważ jest związane z rozgrywką w rządzie, a ściślej – właśnie pan premier uratował swoje stanowisko. Co więcej, udało się uratować trwanie koalicji rządzącej. Teraz wzmocniony, czy może przynajmniej nie osłabiony pan premier, będzie w stanie przejść na pozycję aktywną wobec pana Ministra Sprawiedliwości, którego żądania bardzo silnie podgrzewały emocje. Nie wiemy na ile to była uzgodniona gra naszych polityków, a na ile rzeczywiste emocje polityczne. Liczy się skutek.

Dodatkowo przekonaliśmy się, że nie mamy czegoś takiego jak urząd Prezydenta i urząd Ministra Spraw Zagranicznych, te dwa ośrodki władzy nie są nam potrzebne. Ani pan Prezydent, ani pan Minister Spraw Zagranicznych, nawet nie wyrazili swojego stanowiska w sposób istotnie liczący się! Można na nich oszczędzić pieniądze, bo administrowanie placówkami dyplomatycznymi można realizować poprzez urzędnika w randze podsekretarza stanu w KPRM, a podpisywanie ustaw można przenieść na Marszałka Sejmu. Naprawdę będzie taniej. Oczywiście celowo przejaskrawiamy problem, jeżeli jednak pan Prezydent nie widzi potrzeby – lub nie jest w stanie – lub go nie chcą – zaangażować w tak niesłychanie śmiertelnie poważny spór, to naprawdę pomylił się w chwili, w której wyraził zgodę na kandydowanie! O panu Ministrze Spraw Zagranicznych, nie można niczego powiedzieć, po prostu jest niewidoczny w ogóle, nie odgrywa politycznie żadnej roli.

W tej chwili trzeba pomyśleć jak zminimalizować straty wizerunkowe dla kraju, ponieważ przeciętnego odbiorcę komunikatów medialnych na Zachodzie, nie interesuje żadna praworządność w jakiejś Polsce, czy gdzieś na dalekich Węgrzech! Co więcej, zupełnie tych ludzi nie interesuje to, czy Komisja Europejska obchodzi Traktaty. Liczy się tylko to, że w tej chwili Polska jest wskazywana jako „czarny Piotruś”, winny prawie wszystkim nieszczęściom Unii Europejskiej. Trzeba temu przeciwdziałać, prawie za wszelką cenę, ponieważ tu nie chodzi o to, żebyśmy nie przegrali jednej „bitwy”. Tu chodzi o to, żeby nie dopuścić do „wojny”.

Odpowiedzią krajów najbardziej zainteresowanych integracją będzie dążenie do jej zacieśnienia i przyśpieszenia. Prawdziwej federalizacji Europy, do czego wielkim krokiem jest uwspólnienia długu! Już od dość dawna, środek ciążenia Unii przenosi się na strefę Euro, od czego nie ma odwrotu, ponieważ upadek wspólnej waluty, byłby tragedią o niemożliwych do przewidzenia konsekwencjach. Ponieważ nasz konserwatywny rząd, nie będzie chciał się zdecydować na nic więcej, niż własne rozumienie „Europy ojczyzn”, to prawdopodobnie zostaniemy w miejscu, a pociąg pojedzie dalej.

Cieszmy się jednak, że generalnie się udało. Były negocjacje, była strategia negocjacyjna, była niezłomność, była współpraca z Węgrami – nie ma przegranej, nie ma totalnej porażki. Jest klęska wizerunkowa, ale to można uratować. Jest to tylko kwestią czasu i determinacji.

Cieszmy się, że uniknęliśmy weta i wynikającego z niego kryzysu. Wilk może nie do końca syty, a owca przeżyła i wesoło beczy… Udało się utrzymać spójność Unii, a to jest najważniejsze, o wiele ważniejsze nawet od praworządności i funduszy.

15 komentarzy do “Udało się…

  • 11 grudnia 2020 o 06:20
    Permalink

    Całe szczęście bo by była hańba.

    Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 08:29
    Permalink

    Któraś niemiecka gazeta napisała, że z dwóch groźnych tygrysów został dywanik

    I ja się z tym zgadzam

    Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 08:29
    Permalink

    Najważniejsze ze “nasz obraz w mediach zachodnich został już ostatecznie zniszczony”.

    Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 08:35
    Permalink

    770 mld to dużo? ale przy zakładanym tempie wzrostu odsetka PKB przeznaczanego zbrojenia, do 2030 roku Polska ma wydać 740-770 mld złotych

    Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 09:36
    Permalink

    No to się cieszymy!

    Mam nadzieję, że minister ON Błaszczak powita Pana Premiera 21 salwami armatnimi na lotnisku.

    A Nadwiślańskie Macondo będzie sobie kisło we własnym sosie.

    Byle pandemia malała.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 10:23
    Permalink

    Dobrze się stało, kasę trzeba brać – to święte słowa. Poza tym i tak żadnej Unii nie będzie już za 10 lat.

    Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 10:25
    Permalink

    Oj pewnie ze smutkiem Sz. Krakauer to przyznaje: 🙂
    “Na pewno zarówno i Polska i Węgry nie straciły, a pokazały siłę i pewną niezależność. Przynajmniej na tym poziomie, że nie damy się potraktować w sposób taki, w jaki nie chcemy być traktowani.” – i o to właśnie chodziło, aby powoli wstawać z kolan na które rzuciły nas zachodnie hieny.
    Jestem za Europą ojczyzn i innej opcji nie przyjmuję do wiadomości. Ktoś kto za kolejne judaszowe srebrniki zgodzi się na federalizację doprowadzi do zniszczenia państwa i polskiej kultury.

    Polecam więc trafną opinię Anny Tatarkiewicz sprzed lat:
    “Jak się zdaje, sprzeczność między etyką chrześcijańską i nakazem miłości nie tylko bliźnich, ale i nieprzyjaciół a drapieżną żądzą posiadania stanowi zasadniczy problem, z jakim musimy się uporać w czasach, gdy za sprawą broni jądrowej ludzkość może popełnić samobójstwo, które przeżyłyby ponoć tylko karaluchy. Jeśli nie chcesz naszej zguby, przed tą opcją strzeż nas, luby!

    A mówiąc serio – przed taką katastrofą mogłaby, jak sądzę, ustrzec świat właśnie zjednoczona Europa – Unia Europejska. Tylko jaka? Moim zdaniem, może mylnym, Unia powinna być konfederacją różnorodnych państw realizujących wspólnie „trzecią drogę”.
    Dlaczego konfederacja, nie zaś federacja, o której coraz głośniej? Przemawia za tym argument historyczny. Federacje okazywały się trwałe, gdy w ich skład wchodziły grupy mówiące tym samym językiem ojczystym, jak w przypadku Niemiec, federacji landów, czy narzuconym, jak w USA, federacji stanów. Tu należałoby przeanalizować, dlaczego imigranci z różnych krajów tak łatwo dali się wynarodowić przez WASP-ów (White Anglo-Saxon Protestant – biały anglosaski protestant), ale to temat na inną bajkę.

    Pewnym wzorcem dla konfederacji europejskiej może być konfederacyjna Republika Szwajcarska, w której zgodnie współżyją różnojęzyczne kantony. A to język stanowi jedno z najważniejszych spoiw łączących wspólnoty kulturowe, jakimi są narody. Pozytywny stosunek emocjonalny do pewnych walorów rodzimej kultury, czyli zdrowy patriotyzm, nie ma nic wspólnego z patologią nacjonalistyczną. Zresztą nie wiadomo, czy nasilanie się nacjonalizmu – nie tylko w Polsce – wiąże się wyłącznie z kryzysem czy też z pewną tendencją UE do kulturowej „urawniłowki”.
    (…)
    „Trzecia droga” to, jak pamiętamy – albo raczej nie pamiętamy – współdziałanie gospodarki wolnorynkowej z umiarkowanym etatyzmem, czyli rozsądną kontrolą państwa, to znaczy władz sprawowanych przez ludzi wrażliwych na dobro wspólne.
    Czy nasze społeczeństwo obciążone tyloma kompleksami dojrzało do wyłonienia takich władz? Cóż, nad Wisłą zdarzają się cuda, więc może i tego się doczekamy…”
    http://www.tygodnikprzeglad.pl/anna-tatarkiewicz-jaka-europa/

    Opinia wyrabiana Polsce na zachodzie jest bez znaczenia, niech oni się martwią swoim upadkiem wartości i zagrażającym im terroryzmem. Wiadomo, są w szoku, bo jakiś Polak z Węgrem się postawili, jacyś nieudacznicy i “podludzie” za jakich nas mają, domagają się poszanowania prawa zawartego w Traktacie, chcą może uciec z neo-koloni, to nie może się im podobać, bo gdzie znajdą tanią siłę roboczą, jak “niewolnicy słowiańscy opuszczą unię”. A więc tamtejsze mendia muszą szczekać, jak im ich władcy każą. Przesadzam? Może trochę, ale nie można się poddawać dyktatowi zachodniej oligarchii, może czas wstać z kolan, przestać się modlić i zacząć myśleć, jak odzyskać nasz potencjał gospodarczy zniszczony nam przez agresywny zachodni imperializm.

    Już czas Polacy odrzucić poniżającą okupacyjną religię i wynikającą z niej mentalność uległości trzymającą nas na kolanach wobec zachodnich “panów”. Czas rozmawiać z zachodem na partnerskich zasadach, ale musicie być przygotowani na atak ostracyzmu i wylewania pomyj przez zachodnie ośrodki wpływu i ich lokai na nasze władze, jak na Rosję i Putina. Jak to przetrwamy to hieny stracą swój agresywny impet i zaczną inną politykę.
    No i o to chodzi. A o praworządność po naszemu musimy sami zadbać i ją u siebie ukształtować, bez zewnętrznej ingerencji.

    Odpowiedz
    • 11 grudnia 2020 o 12:52
      Permalink

      @Miecław
      Zawsze nasuwa się pytanie dlaczego UE posługuje się w procedowaniu językiem angielskim? W Brukseli na spotkaniach instytucji Unii zawsze ma się wrażenie że uczestniczy się w imprezie organizowanej przez kolonizatorów – nielicznych mother tongue anglojęzycznych (Brytyjczyków, Irlandczyków + urzędników UE z tych krajów) dla rzeszy niedokształconych krajowców, którzy kalecząc język dyskusji na poziomie podstawówki usiłują jakoś coś powiedzieć, mówiąc jak najmniej sloganami nowomowy i nie wnikając w szczegóły by nie narazić się na śmieszność. Szczególnie teraz po brexicie nasuwa się pytanie kiedy Europa przejdzie na język ojczysty w swoich instytucjach unijnych i jaki to powinien być język? Zgadzam się z Miecławem, że język to spoiwo każdej realnej federacji. Biorąc pod uwagę liczbę krajów UE z tradycją nauczania i stosowania praktyce biznesowej i polityczne języka rosyjskiego (10 na 27) wydaje się tylko logiczne przyjęcie tego języka jako wspólnej platformy komunikacji w UE na przyszłość.

      SZANOWNY PANIE UZNAJEMY PANA KOMENTARZ ZA KOMENTARZ ROKU 2020! CAŁYM SERCEM POPIERAMY IDEĘ UCZYNIENIA JĘZYKA ROSYJSKIEGO JĘZYKIEM URZĘDOWYM W UNII EUROPEJSKIEJ I UPOWSZECHNIENIA JEGO NAUCZANIA W KRAJACH UNIJNYCH. TO DOSKONAŁY POMYSŁ WART PROPAGOWANIA. BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJEMY WEB. JÓZ. PS. LADA DZIEŃ POJAWI SIĘ W TEJ SPRAWIE ARTYKUŁ.

      Odpowiedz
      • 11 grudnia 2020 o 14:56
        Permalink

        @jakub TO na poważnie?! 🙂

        🙂 Moim zdaniem finisz posta można uznać za doskonałą szutkę albo pobożne życzenie nie tylko roku 2020, ale i lat następnych, awansem aż do 2024 włącznie? Poczemu nie mielibyśmy jechać po bandzie?
        Bruksela ( socjalistyczne siedlisko rusofobii) raczej uznałaby za urzędowy mandaryński bądź inny
        suahili – byleby nie z rodziny Sławiańskich… TO takie oczywiste! 🙂

        Odpowiedz
      • 11 grudnia 2020 o 19:33
        Permalink

        @jakub

        Dobre. 🙂 Ale na pewno jadąc do Rosji w interesach od każdego zachodniego człeka należałoby wymagać znajomości rosyjskiego, inaczej nie obsługiwać, niech się uczą. Podoba mi się, że Putin za granicą nie zniża się do poziomu poddanego tylko posługuje się w mowach swoim ojczystym językiem, tylko czasami gdy istota rzeczy tego wymaga i dotarcie bezpośrednio do zapieczonych umysłów zachodnich partnerów, wtedy używa ich języka.

        Ale ja proponuję jednak język polski, jako chyba najtrudniejszy na świecie, na wspólnotowy dla UE.
        Po pierwsze – Unii Europejskiej brakuje precyzyjnego języka, tak aby nie można było falandyzować prawa, co w przypadku Brukseli jest na porządku dziennym. Czytając ich rozporządzenia i dyrektywy, zwłaszcza te motywy przewodnie na kilka stron, to można ku*wicy dostać. A bywa, że nie wiadomo co kretyni mieli na myśli i można to różnie interpretować, dlatego Ziobro ze swoją krytyką ma częściowo rację.

        Po drugie przećwiczylibyśmy tym z Brukseli mózgi naszym językiem bo są kompletnie zapieczone prymitywną angielszczyzną. 🙂
        https://demotywatory.pl/4939100/Jezyk-polski-jest-cudowny
        A tam gdzie trzeba jesteśmy uniwersalni:
        https://demotywatory.pl/4940274/A-mowia-ze-jezyk-polski-jest-skomplikowany
        https://demotywatory.pl/4950656/Polacy-nie-gesi-i-na-kucyka-po-swojemu-mowia
        https://demotywatory.pl/4971567/Swiat-odkrywa-magie-polskiego-jezyka

        A jak nie, to proponuję uniwersalny język międzynarodowy Esperanto, który by łączył a nie dzielił, bo każdy język narodowy, dla innych narodów będzie trudny do przyjęcia. Czas na prawdziwe równouprawnienie z jednej strony i ochronę narodowej kultury z drugiej strony, a język wspólny dla świata, byłyby bardzo wygodny w użyciu i nie jest trudny do nauczenia się.
        https://pl.wikipedia.org/wiki/Esperanto
        Chcesz być posłem Europarlamentu ucz się esperanto i tyle.

        Ale byle nie język angielskich kolonizatorów, bo już nawet “żabojady” się budzą i protestują, aby zachować swoją tożsamość kulturową.

        „Francuski musi być chroniony przed imperializmem USA-UK
        Opublikowano: 17.06.2019 |
        Grupa blisko stu intelektualistów z dwudziestu pięciu krajów wystosowała specjalny listy do francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona. Domagają się w nim większej ochrony języka francuskiego na całym świecie, który ich zdaniem jest wypierany przez mowę angielską, co ma być dowodem na stale rosnące wpływy „angloamerykańskiego imperializmu”.
        (…)
        Ma być to widoczne nawet w samej Francji, która jest coraz bardziej uległa wobec „anglo-amerykańskiego imperializmu”, co sygnatariusze apelu uznają za kapitulację wobec obcych wpływów. Aby odwrócić negatywne wpływy francuscy urzędnicy powinni między innymi zrezygnować z używania zagranicą angielskiej mowy, ponieważ i tak jest on używany w większości organizacji międzynarodowych, stąd przedstawiciele innych krajów powinni poznawać francuski.
        Ponadto sygnatariusze listu do Macrona twierdzą, że powinien on przerwać „samobójczy marsz w kierunku intronizacji języka angielskiego” poprzez swoiste nadanie mu statusu drugiego języka narodowego. W tym celu francuski prezydent powinien położyć kres „świętokradztwu”, jakim ma być prowadzenie lekcji ogólnych w szkołach i na uniwersytetach właśnie po angielsku.”
        https://wolnemedia.net/francuski-musi-byc-chroniony-przed-angloamerykanskim-imperializmem/

        U nas też już jest ten problem kulturowy:
        https://demotywatory.pl/4953882/Spedz-pol-roku-za-granica-Wplataj-angielskie-slowka-do-swoich

        Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 11:49
    Permalink

    Tymczasem Rosja DDDD się obraca w kierunku Niemiec i Europy. Artykuł rosyjskiego publicysty Łakianowa ujawnia zmianę rosyjskiej polityki wobec Niemiec, gdy Merkel coraz bardziej wchodzi orbitę zależności od USA, a cała Europa potwierdza swoją służalczość i kolonialną zależność od militarnego mocarstwa z za Atlantyku. https://www.rt.com/russia/509221-germany-friendship-fade-asia/ Z naturalnych względów politycznych i ekonomicznych swoją politykę Rosja skierowuje do Azji Centralnej i do Chin. Bogactwo surowcowe Rosji i biegłość technologiczna Chin stworzy gigantyczny kompleks polityczno gospodarczy eliminujący gnijącą tzw cywilizację zachodnią. Europa jak zwykle obudzi się z ręką w nocniku upstrzona setkami amerykańskich baz militarnych i marznąca z powodu niedostatku amerykańskiego drogiego gazu.

    Odpowiedz
    • 11 grudnia 2020 o 19:37
      Permalink

      Wcale się nie dziwię, bo Niemcy z całą Europą zachodnią nie zasługują na zaufanie i partnerstwo. Prowadząc z kimś interesy nie mogą ciągle macać się po kieszeni i zważać, czy mi portfela nie skubnął, a tak w uproszczeniu prowadzi się biznes z zachodnimi kolonistami. A nie daj boże się upić, to jeszcze ci wcisną testament ostateczny do podpisu.:-)

      Odpowiedz
  • 11 grudnia 2020 o 13:10
    Permalink

    Viktoria jest pozorna, BO pyrrusowa. Jeszcze jedno takie zwycięstwo (budżet), i jesteśmy zgubieni “na amen’, i o to chodzi w tym rozdawnictwie. Boję się “europejczyków” zwłaszcza gdy roz/dają pieniądze…analogia do postaci https://pl.wikipedia.org/wiki/Sancho_Pansa też jest jakby zarysowana delikatnie w tej tragikomedii (na użytek motłochu?).
    Pozostaję z nadzieją iż spełni się w zakreślonych ramkach wcale nie pobożne życzenie kom. Hakuna matata. ☺️

    https://myslpolska.info/2020/12/11/potyczke-wygral-ziobro/

    https://marucha.wordpress.com/2020/12/10/teologia-sodomii-i-gomorii-2/

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.