Polityka

Twarda retoryka Donalda Trumpa wobec Chin?

 Kolejne wypowiedzi pana Donalda Trumpa – Prezydenta elekta Stanów Zjednoczonych, jak również Jego otwartość na Chińczyków z Tajwanu – to zupełnie inna retoryka wobec Chin kontynentalnych, niż dotychczasowe zachowanie się pana Baracka Obamy. Polityka dotychczasowej administracji wobec Chin była miękka, żeby nawet nie powiedzieć – polegająca na robieniu uników i przemilczaniu chińskich działań, które było trudno uznać za konwencjonalne.

Takie działania jak obniżenie wartości chińskiej waluty, czy też zachowanie się chińskiej floty na Morzu Południowochińskim to realna presja na światową gospodarkę jak i na sąsiadów Chin, którym działania Chin nie odpowiadają. Amerykańska bierność wobec chińskiej presji m.in. poprzez działania Marynarki Wojennej i budowę sztucznych wysp jest odbierana w Azji jako wyraz słabości. Do tej pory nie było wiadomo, czy w razie eskalacji Amerykanie się wycofają, czy wręcz przeciwnie będą z całą siłą odpowiadali adekwatnie do stosowanej presji? Ponieważ w Azji tzw. zachowanie twarzy jest fundamentem kultury i w ogóle wszelkich relacji – jakiekolwiek starcie natychmiast będzie miało wymiar zderzenia dwóch systemów. Skutki mogą być niespodziewane.

Barack Obama nie miał żadnego pomysłu na Chiny, oddał pole i wycofał się, zupełnie tracąc inicjatywę w Azji Południowo-wschodniej i w znacznej części świata – można powiedzieć, że nawet globalnie. Co ciekawe zrobił to bez żadnej przyczyny, po prostu nie podejmował decyzji, wtedy kiedy były one niezbędne, ale możliwe do przeprowadzenia bez strat wizerunkowych. Bierność administracji pana Obamy spowodowała, że USA przestały dominować w Azji, chociaż jak może wynikać z niektórych opinii – pan Barack Obama nie miał innego wyjścia, zachowywał się biernie – ponieważ tylko na tyle i aż na tyle pozwolili mu Chińczycy. To naprawdę żałosne jak na kraj, który uważa się za jedyne supermocarstwo na świecie. Warto pamiętać o tych słowach pana Baracka Obamy, albowiem na przykładzie jego wypowiedzi odnośnie Rosji i braku działań wobec Chin – wyraźnie widać, na czym osadza się amerykańska mocarstwowość.

Rozmowa z Tajwanem była bardzo ważnym akcentem w nowej retoryce amerykańskiej wobec spraw w Azji Południowo-wschodniej. Nie chodziło tutaj o jakieś szczególne drażnienie Chińczyków kontynentalnych, ich reakcja była do przewidzenia, rozmowa pana Trumpa z panią Tsai Ing-wen – Prezydent Republiki Chińskiej była ukierunkowana na inne kraje regionu – dotychczasowych sojuszników USA. Takie zainteresowanie się nowego przywódcy USA sprawami z Dalekiej Azji, to wielka otucha dla państw regionu, które boją się Chin, a równolegle nie są w stanie wyłonić spośród siebie lidera, czy też jakiegokolwiek przywództwa. Na wiodącą rolę Japonii nikt w Azji się nie zgodzi, byłaby to wielka prowokacja wobec Chin. Właśnie tą rolę z powodzeniem przez lata pełnili Amerykanie, z mniejszym lub większym poparciem poszczególnych krajów.

Ostre wypowiedzi nieformalne pana Trumpa na temat Chin, w tym z wykorzystaniem mediów społecznościowych – to początek nowej retoryki, zupełnie innej od tej, do jakiej Chińczycy byli do tej pory przyzwyczajeni ze strony USA. Takie sygnały były potrzebne już zdecydowanie na użytek wewnętrznej amerykańskiej opinii publicznej. Dla Chińczyków na pewno nie są one żadnym zaskoczeniem, ani niczym nadzwyczajnym, albowiem sami znają taką retorykę doskonale – z własnych komunikatów wobec krajów trzecich. Przy czym analizując język dyplomacji chińskiej, trzeba mieć na uwadze, że oni mówią zupełnie innym językiem na użytek wewnętrzny, a jeszcze inaczej na użytek zewnętrzny. Adekwatne czytanie ich komunikatów jest bardzo trudne, zwłaszcza że są mistrzami w generowaniu przekazu, na którego uznaniu im zależy. Chińczycy zawsze mają czas – dyskusja z nimi jest bardzo trudna, bez odpowiednich umiejętności i zasobu wiedzy – lepiej jej nie podejmować, bo ośmieszenie się to najlepsza rzecz jaka może się przydarzyć.

Zobaczymy co będzie się dalej działo na tym kierunku, jeżeli pan Trump będzie wyrażał twardą retorykę wobec Chin, to prędzej czy później dojdzie do jakiejś eskalacji – niekoniecznie retorycznej, ponieważ w warstwie retorycznej oba kraje raczej nie osiągną swoich celów.

Kluczowe jest stwierdzenie, czy mamy do czynienia z początkiem jakiejś większej strategii jaką wdrażają Amerykanie, a to oznaczałoby, że została ona przygotowana za czasów pana Obamy, czy tylko z improwizacją ze strony początkującego przywódcy?

Przyszłość będzie bardzo ciekawa, albowiem każdy wie i rozumie, że tego typu zagrania przeprowadza się po to, żeby negocjować za zamkniętymi drzwiami z zupełnie innego pułapu. Alternatywnie, robi się je jak już się nie chce rozmawiać. To dopiero stworzyłoby nam ciekawą rzeczywistość…

4 komentarze

  1. Dawid Warszawski

    To wytrawny gracz – gość wie co robi i robi to skutecznie

  2. Takie tam badanie gruntu.

    Na ile jest grząski …

  3. Czytam “Barack Obama nie miał żadnego pomysłu na Chiny,” A co Baracka Obame winny obchodzić Chiny? Jest to wielki i ludny kraj. Niezależny od nikogo i nie będzie pytał Obamy ani Trumpa co ma robić. To już koniec.

    • 50-parolatek

      10/10 !
      – miejmy nadziej, ze za vvvvvvv w krotkim czasie pojda inni…

      TROCHĘ ZAPACHNIAŁO RASIZMEM Z PANA WYPOWIEDZI. WEB. JÓZ.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.