Polityka

Tuskologia stosowana

 Wczoraj premier Donald Tusk wygłosił swoje wystąpienie inaugurujące jego dalsze kontynuowanie rządzenia Polską. Początkowo myśleliśmy o przedrukowaniu tego tekstu i wypunktowaniu wszelkich niekonsekwencji, dopisaniu tego, czego premier w exposé nie powiedział, lub powiedzieć nie chciał a następnie podsumowaniu całości. Jednakże analizowanie tego tekstu, [który jest dostępny do pobrania tutaj] nie miałoby to żadnego sensu, ponieważ w tekście tym nie ma żadnej wizji lub kompleksowego ujęcia całości problematyki państwa. To, co zaprezentował nasz premier, to niestety tylko i wyłącznie wysokiej, jakości tekst PR, będący komunikatem, że lepiej już było. Co gorsza, tekst ten skonstruowano w ten sposób, że złożone obietnice można albo banalnie porzucić powołując się na jego myśl przewodnią – kryzys, albo po prostu je spełniając, albowiem wiadomo, że w czasach kryzysu władza musi mieć za sobą policję i wojsko, – dzięki którym może skutecznie tłumić wszelkie bunty, stad zapewne obiecane przez premiera podwyżki.

Dlatego też, niniejszy tekst nie będzie analizą słów pana premiera, skoncentrujemy się na tym, co premier mógłby powiedzieć i dlaczego prawdopodobnie tego w swoim wystąpieniu nie zawarł. Innymi słowy, udzielimy wskazówek do samodzielnego wyciągania wniosków wszystkim tym, którzy są ciekawi czyje interesy reprezentuje nasz premier i w czyim interesie sprawuje rządy. Oczywiście z konieczności nie unikniemy zamieszczenia kilku cytatów, ponieważ nad niektórymi myślami pana premiera nie da się przejść bez komentarza.

Wedle słów premiera jego expose miało stać się „(…) prostym, czytelnym komunikatem, który odpowiada na wyzwanie doby obecnej.” Dlatego w sposób banalny zrezygnował z omówienia pryncypiów jak to określił wielu narodowych strategii i tego o czym mówił w poprzednim expose. Ponieważ jak podał „(…) one na szczęście od lat w Polsce się nie zmieniają.” A szczegóły najważniejszej, dotyczącej spraw międzynarodowych wygłosi odpowiedni Minister. Aż się prosi zapytać pana premiera, czy nie dostrzega potrzeby podyskutowania o modyfikacji lub zmianie dotychczasowego paradygmatu rozwoju cywilizacyjnego kraju, nie chodzi tylko o łupki (aspekt ekonomiczny w kontekście energetycznym), ale np. o takie zagadnienia jak polityka społeczna? Polityka „prorodzinna”, lub światopoglądowa kraju! Jeżeli kolejny rząd zamierza jedynie kontynuować to, co zrodzone zostało przy Okrągłym stole, nie bacząc na zmianę sposobu życia i problemów społeczeństwa, to nie jest to poważne traktowanie państwa. Nadal będzie można mówić jedynie o zarządzaniu rzeczywistością i reagowaniu na fakty. Premier trywialnie stwierdził „(…) ominę te wątki, które pojawiały się zarówno w poprzednim expose, jak i przede wszystkim w debacie publicznej, jakiej byliśmy uczestnikami w czasie ostatnich kampanii wyborczych.” Czym to jest jak nie unikaniem od odpowiedzialności? Poza tym, jeżeli prześledzimy to, co było głównym nurtem debaty publicznej w okresie przed wyborczym, bo chyba o ten premierowi chodzi, to trudno tam dostrzec – poza kilkoma kwestiami – poruszania głównych problemów cywilizacyjnych kraju, przynajmniej w wystąpieniach polityków partii rządzącej i jej wiernego koalicjanta.

Przechodząc do zagadnień poruszonych, premier stwierdził, że Europa, jaką znamy jest zagrożona także na poziomie wizji, czyli tego, czym chce sama być, co ma stanowić. Nie stwierdził, wprost, że bogate i mądre politycznie kraje mają dość współpracy z krajami biednymi i politycznie głupimi. My na szczęście jesteśmy krajem, co prawda biednym, ale politycznie jałowym. Dlatego mamy szansę, na pozostanie w czymś, co premier określa, jako „centrum Europy”, albowiem być może stracimy fundusze, ale zachowamy dostęp do wspólnego rynku najbogatszych państw kontynentu. W istocie jest to podtrzymanie dotychczasowego paradygmatu nadążania za najlepszymi i kopiowania ich rozwiązań cywilizacyjnych. Co prawda lepiej jest być państwem w koncercie mocarstw nawet, jako ubogi krewny niż mieć status, jaki obecnie względem Unii zajmuje np. Ukraina. Dlatego warto się cieszyć z pro europejskich deklaracji premiera, aczkolwiek oznacza to w praktyce zgodę rządu polskiego na daleko idącą integrację w ramach struktur unijnych, na nowo zdefiniowanych w celu dostosowania Unii do nowych potrzeb. Jedni zwą to federalizacją, drudzy utratą suwerenności, jeszcze inni Stanami Zjednoczonymi Europy. Zwał jak zwał, chodzi o to samo, premier dał sygnał, że zrobi wszystko, aby w te struktury Polskę wpasować.

Dywagacje na temat wariantów budżetu, generalnych oszczędności mających na celu likwidację procedury nadmiernego deficytu to ruchy w dobrym kierunku. Można się na tej podstawie spodziewać nieustępliwości, co do walki z deficytem, ale kosztem podwyższania podatków i dalszych cięć (warianty budżetu). Cieszy głównie niechęć do wykorzystania inflacyjnego dżina, albowiem to pogrążyłoby nas wobec góry zadłużenia zagranicznego i spowodowało, że marzenia o progu zadłużenia publicznego na poziomie 47% byłyby nie do zrealizowania.

Bardzo ciekawi zamach na KGHM, którego akcje zanurkowały na giełdzie. Ciekawe czy premier miał świadomość, że pragnąć rozmiękczyć łupki w miedziano-srebrnym sosie wywoła tąpnięcie na poziomie 13% jednej z kluczowych spółek WIG? Manewr powrotu do regaliów, czyli opodatkowania kopalin przez władcę to wynik dobrego rozumienia prawa unijnego. Gaz łupkowy będzie potraktowany jak zwykła kopalina to, co państwo straci na KGHM, zyska na podatkach. Będzie mogło z otwartą przyłbicą sprywatyzować molocha do końca, sprytnie unikając części roszczeń wyjątkowo bojowo nastawionych związkowców. Chyba nie było innego sposobu, żeby dochody z miedzi i innych metali odebrać związkowcom a przywrócić narodowi. To bardzo dobry i wart pochwały pomysł pana premiera. Jest oczywistym, że zarząd KGHM mając mniej do podziału, będzie musiał przyjąć zupełnie inną politykę wobec roszczeniowo nastawionych pracowników, których pensje i przywileje obrosły mitami.

Kwestia wyzwań demograficznych, z którymi jak stwierdził premier się borykamy to nic innego jak wołanie o pomstę do nieba. Żadne ulgi, żadne becikowe, żadne nianie, żadne przedszkola i żadne innego rodzaju fikcje nie pomogą na przyrost naturalny, jeżeli nie zastosuje się jednej z dwóch prostych metod. Pierwszą, jaką stosują rządy na zachodzie np. w RFN, którą można określić, wprost jako „płacenie za dziecko”. W skonstruowanym w oparciu o tą metodę modelu matka, jeżeli ma małe dziecko nie musi martwić się o mieszkanie, jego wyposażenie i utrzymanie oraz o jedzenie i leczenie dla siebie i dla dziecka – zwłaszcza, gdy nie ma ojca. Dostępne są mieszkania, „kindergeld”, naprawdę bezpłatna i faktycznie dostępna opieka medyczna, gmina płaci czynsz, kablówkę i Internet, a bogaty rząd federalny, co miesiąc przeleje luzem na konto nieszczęśliwej samotnej matki. W polskich realiach ten model kosztowałby 5000 zł na matkę z jednym dzieckiem plus 1500 zł na każde kolejne dziecko. Ale może to i lepiej, że musimy za wszystko płacić, albowiem z czasem po prostu zlikwidujemy system socjalny, po prostu przekazując ludziom pieniądze. Drugą metodą, jaką można zastosować i zbudować na niej model socjalnego funkcjonowania społeczeństwa, jest taka organizacja rynku, żeby mieszkania były dostępne, a dochody jednego z członków rodziny umożliwiały utrzymanie ojca, matki i dzieci. Niestety w dzisiejszych czasach i w dzisiejszej Polsce, ten model staje się tym bardziej utopijny im bardziej staje się utopijnym tradycyjny model rodziny, zakładający przetrwanie pożycia i to partnerów różnych płci!

Kluczem do zrozumienia przesłania pana premiera, było to, co powiedział o systemie emerytalno-rentowym i co zaproponował w ramach działań w tym zakresie. Samo zwiększenie składki rentowej o 2% po stronie pracodawców jest do przełknięcia, ale szkoda, że nie zlikwidowano przy okazji np. Funduszu pracy, albowiem byłby to lekki oddech – przynajmniej parę złotych dla pracowników. Zmiana systemu waloryzacji emerytur i rent, to nic innego jak wprowadzanie cichaczem idei – wszystkim po równo. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sumę składek emerytalnych dzielić po równo na wszystkich uprawnionych do emerytury. Wówczas, nie trzeba by dopłacać do systemu, a ludzie z pokoleń schodzących mieliby dokładnie tyle ile jest w stanie wypracować na nich obecne pokolenie, (czyli płacą tylko ich dzieci a nie także dzieci ich dzieci). Oczywiście krzyk podniósłby się niemiłosierny, gdyby obecnie wygranym 50 i 60 latkom obniżyć emerytury do poziomu uśrednionego. Ale na tym właśnie polega solidaryzm społeczny, na solidarności pokoleń schodzących z pokoleniami wchodzącymi, a wszystko to w imię pokoleń, które dopiero mają się narodzić, a w tym systemie podatkowym nie jest to łatwe. Innymi słowy, dotychczasowy model redystrybucji międzypokoleniowej, powoduje, że ubogie pokolenie dzisiejszych pracujących nie ma możliwości utrzymać uprawnionych, albowiem z winy tych uprawnionych jest zbyt nieliczne, a dodatkowo znaczna jego część jest za granicą, albowiem ich ojcowie i matki zorganizowali tak wspaniale system społeczno-gospodarczy w ich kraju, że prawie dwa miliony młodych ludzi nie mogły tu znaleźć pracy! Wracając do głównego wątku rozważań, waloryzacja kwotowa to po prostu wyrównywanie poziomu i to kosztem samych emerytów. Ma to pewne ekonomiczne uzasadnienie, otóż – podkreślam – statystyczny i uśredniony – emeryt otrzymujący 3000 zł przelewu, część przychodu akumuluje, – czyli nie jest mu on niezbędny do przeżycia. Jeżeli jest wspaniałomyślny, skromnie i oszczędnie żyje – to może dzielić się swoimi nadwyżkami z np. słabo wynagradzanym synem, córką, towarzystwem ochrony kanarków, Kościołem Katolickim itp. Jeżeli jednak, akumuluje pieniądz, lub nie wydaje go na przeżycie (jedzenie, czynsz, leki i podstawowe wydatki), to takie uposażanie go jest ekonomicznie z punktu widzenia systemu nastawionego na życie z podatków od konsumpcji nieracjonalne. Albowiem, inny emeryt, który otrzymuje po 1500 zł lub mniej, z trudem pokrywa jedynie główne składniki kosztów swojej egzystencji (czynsz, jedzenie), na leki i takie luksusy jak ubranie najczęściej już nie starcza! Ale ten ubogi emeryt, jest z punktu widzenia gabinetu pana Ministra Finansów oczkiem w głowie, albowiem może coś sobie składa w skarbonce, ale przede wszystkim wydaje, i to na produkty podstawowe – znaczy się bezwzględnie i brutalnie owantowane i akcyzowane! A z vatu i akcyzy żyje nasze państwo. Stąd, idea przekazania większych pieniędzy uboższym emerytom, nie ma na celu wzbogacenie ich, lub jakąś nadzwyczajną poprawę ich losu. Chodzi o to, żeby osoby te mogły podtrzymać łańcuchy kreowania wartości w gospodarce, poprzez swoje mikroekonomiczne decyzje zakupowe, na najniższym poziomie bazarku lub koszyka w supermarkecie! Jeżeli zatem mamy model składający się z dwóch emerytów, o łącznym dochodzie rozporządzalnym na poziomie 4500 zł, ale dzielonym nierówno, jak w opisanym powyżej przykładzie i jeden z emerytów – oczywiście szczęśliwiec, co ma nadwyżkę – odkłada, co miesiąc np. 1000 zł, to do gospodarki wraca jedynie 3500 zł, a to jest bardzo niekorzystne ekonomicznie z punktu widzenia naszego krótkowzrocznego budżetu. Pamiętajcie drodzy czytelnicy, że liczy się „tu i teraz”, jeżeli ktoś myśli, że oszczędzając wzmacnia gospodarkę, bo ta ma zdolności do akumulacji kapitału i generowania dużych inwestycji jest w błędzie. Nie mamy takich mechanizmów w gospodarce, które by inwestowały wasze pieniądze z pożytkiem pierwotnym (procent) i wtórnym (efekty nowych inwestycji, efekty obecności narodowych koncernów w gospodarce). Nasze banki i fundusze, głównie pożyczają naszemu rządowi. Dlatego też, im więcej nas złupi, tym mniej będzie musiał pożyczać, a w efekcie będzie nam się lepiej żyło.

Fascynuje kunszt słowa pana premiera, pozwólcie państwo, że ponownie zacytuję fragment, który powinien wejść do kanonu naszej frazeologii: „Proponujemy zatem, aby od roku 2013, a więc praktycznie od zaraz, stopniowo zrównywać i podwyższać wiek przechodzenia na emeryturę kobiet i mężczyzn. Finalnie do 67 roku życia.” Co to znaczy w praktyce? Zwróćcie drodzy czytelnicy i czytelniczki uwagę na wytłuszczone przeze mnie słowa – zrównywać i podwyższać. Przeciętny obywatel, pozytywnie nastawiony do rzeczywistości a nieszukający dziury w całym krakauer pomyśli… no, jeżeli premier chce nam „po równo” to chyba nie jest źle, a że musi podwyższać, to trudno, ale będzie po równo. Czyli w sumie – sprawiedliwie. Dzięki czemu można przemilczeć tą kwestię (strona 14 z 21 wypowiedzi premiera w wersji doc – taką mam a wy już pewnie widzicie pdf) i przejść do następnych. Jednakże tutaj właśnie przejawia się cała perfidia władzy wobec wynędzniałego i wygłodzonego społeczeństwa. Wyrównanie wieku emerytalnego, dotychczas 60 dla kobiet i 65 dla mężczyzn, oznaczałoby, 62 lub 63 lata dla obu płci (przyjmijmy, że 62,5 roku nie wchodzi w grę z powodów księgowych). To byłoby faktyczne wyrównanie, czyli obniżenie jednym a podwyższenie innym, w celu sprawiedliwego wyrównania. Traciłyby na tym (w sensie wydłużenia obowiązku pracy) kobiety, a zyskiwaliby mężczyźni, albowiem ich okres uległby minimalnemu skróceniu (żyją statystycznie krócej). Zrównanie wieku emerytalnego oznaczałoby, że kobiety przesunięto by z wieku 60 na 65 lat, aby zrównać ich czas pracy z czasem pracy mężczyzn. W tym wariancie, kobiety miałyby możliwość zrealizowania feministycznych postulatów bycia równymi mężczyzną (przecież nie są gorsze), i dorównania im w prawie do okresu pracy wliczanego do emerytury. Piękny genderowy postulat, Girl Power! Niech tak będzie, niech nasze panie się realizują! To z pewnością pomoże w podwyższeniu ich świadczeń, poza tym, jako żyjące (statystycznie) dłużej, mogą dłużej pracować. Mężczyźni, pozostaliby przy tej wyznaczonej przez PRL i jego dobrodziejstwo socjalne granicy niedołęstwa i starczej niemocy, za jaką się powszechnie uznaje wiek 65 lat dla mężczyzn w Polsce. Niestety po 60 tym roku życia, każdy dzień biegnie o wiele szybciej, miesiące, lata kosztują nasze organizmy o wiele więcej, świadczy o tym częstotliwość wizyt lekarskich osób starszych. Niestety pan premier Tusk tych oczywistych biologicznych prawideł nie uszanował. On zaproponował zrównanie i podwyższenie, owszem stopniowe, ale jednak podwyższenie! Do zbrodniczych i katorżniczych 67 lat! I to dla obu płci, krzywdząc w tym statystycznie mężczyzn (żyjących krócej). Widać, że retoryka premiera to sprytne manipulowanie słowami, których znaczenie aczkolwiek poprawnie użyte, ze względu na przyjęty styl wypowiedzi i kontekst – sprawiedliwości społecznej – zasłaniają realny wymiar proponowanych zmian. Chodzi po prostu o to, żeby starsze osoby krócej o 2 lata pobierały emerytury! Co to znaczy? Może się o tym przekonać każdy z 30 latków, jak wpisze w swoją CV kę wiek 60 lat albo 58 i prześle do tej samej grupy pracodawców dwie wersje – pierwszą z wiekiem prawidłowym a drugą „pod pseudonimem ojca”. Łatwo będzie się przekonać, że jako 58 lub 60 cio latek, nie ma praktycznie żadnych szans na pracę, poza nazwijmy to sektorem komunalnym lub ochrony mienia. Co warto sobie uświadomić, w przyszłości czeka nas smutny okres bezrobocia przed przejściem na emeryturę, która będzie niższa od optymalnej – dla okresu pracy do 67 lat, albowiem tylko nieliczni będą mieli ten przywilej. Wszyscy powinni już dzisiaj odkładać, co najmniej 1/10 swoich dochodów, żeby móc w przyszłości przetrwać przez okres 2-3 lat pomiędzy zakończeniem pracy zawodowej ze względów biologicznych (ograniczenie sprawności psychofizycznej) a rozpoczęciem przez państwo polskie wypłaty emerytur. Jest to smutne i przerażające, ale niestety biologii oszukać się nie da, o czym powinien wiedzieć premier kraju, z tak zużytym życiem i zjedzonym przez stres społeczeństwem jak premier Polski! Co mam na myśli, łatwo się przekonać porównując niemieckich emerytów, których liczne wycieczki odwiedzają nasz kraj, z naszymi emerytami ich rówieśnikami. Pierwsza obserwacja jest taka, że tych naszych jest o wiele mniej (żyjemy statystycznie krócej), a wśród naszych niemieckich przyjaciół w podeszłym wieku dominują głównie kobiety (nieodżałowany Stalingrad). Druga obserwacja sprowadza się do pytania, czy ktoś kiedykolwiek widział polskich emerytów na wycieczce?

Reasumując całokształt przemówienia pana premiera, należy stwierdzić, że nas nie zaskoczył. A używanie słów w rodzaju przełomowe, wiele znaczące itp., czego byliśmy świadkami w mainstreamowych mediach to robienie z ludzi idiotów zdolnych do percepcji wszelkiego rodzaju tańców i reality szop. Niestety niewiele osób rozumie tekst pisany, a coraz mniej ma możliwość percepcji materiału wygłaszanego przez telewizyjnych komentatorów zwłaszcza, jeżeli propagandziści ci, w sposób wdzięczny i pod krawatem lub nad wystawką zgrabnego biustu wsadzają w uszy społeczeństwa jedynie słuszną wizję i opinię na temat wystąpienia premiera. Opozycji oczywiście słuchać to obciach, aczkolwiek faktycznie główny opozycjonista (tym razem przyszedł), ale się intelektualnie nie popisał. Zwłaszcza czyniąc siebie, jako obrońcę zbankrutowanego KRUSu, albo widzi w tym szansę na polityczne know-how, albo chce przeprowadzić się z Żoliborza na wieś, gdyż dotychczasowy model – miasto płaci na wieś a wieś dostarcza „taniej” żywności do miasta po prostu właśnie definitywnie bankrutuje. Albo zupełnie nic nie rozumie, zwłaszcza jak funkcjonuje nasze państwo i jakich przekształceń wymaga. W jednym z programów publicystycznych pewien pośredni polityk Prawa i Sprawiedliwości użył pięknego kwiecistego zwrotu na określenie zacofania i konserwowania miernoty na polskiej wsi, czego przez szacunek dla czytelnika nie zacytuję. Tak mogą myśleć jedynie wrogowie polskiego „chłopa”, pragnący mieć w ciemnym i przestraszonym „PITA” ludzie – swój elektorat. Niestety politycy wszelkiej maści, którzy myślą, że jak pojadą na dożynki to będą mieć głosy się już przy następnych wyborach przeliczą. Polska wymaga reform, a jednym z filarów reform musi być przeistoczenie zacofanej formuły ekonomiczno-społecznej na polskiej wsi w sposób powodujący, że wieś będzie w stanie się sama utrzymać i generować dla siebie zysk, bez potrzeby wyciągania ręki „polskiego chłopa” w żebraczym geście do mieszkańca polskich miast, a z czasem po tzw. fundusze unijne (albowiem ich czas jest policzony). Wszystko to, co zaproponował premier w sferze socjalnej, cięcia i zmiany ogólne – systemowe – mógł z powodzeniem przeprowadzić przez ostatnie dwa lata (od okresu prezydentury obecnego Prezydenta RP). Nic nie stało na przeszkodzie, żeby ściąć ulgi internetowe i twórcze. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby wzruszyć przywileje! Owszem gmeranie przy indeksacji emerytur wymagało pewnej odwagi.

Jeżeli zatem zmienia się Europa, mamy kilka wariantów budżetu, czeka nas gwarantowana podwyżka wszystkiego oprócz dochodów, to ja się pytam nie tylko jak żyć? Ale jak przeżyć w państwie rządzonym logiką Tuska?

4 komentarze

  1. Długi ale istotny tekst. Dziękuję.

  2. Świetny tekst. Od siebie dodam, że tylko głupiec – ostro, ale sprawa ważka – podnosi wiek emerytalny, nie zastanawiając się, jak skłonić pracodawców by zatrudniali starców. A ponieważ “coś za coś” – jak decyzja taka wpłynie na położenie ludzi młodych, którym ci starcy – niepotrzebnie – zablokują drogę do stanowisk. Rządzenie krajem to nie buchalteria, historyku Tusk. Są pewne potrzeby społeczne, na które pieniądze muszą się znaleźć, i takie, powiedzmy, mniej potrzebne. Te potrzebne to ludzki los, te mniej potrzebne, to ludzka rozrywka, np. stadiony… zachęcam rząd i naszego pierwszego sługę do myślenia.

    • Problem polega na czymś głębszym, no po prostu rząd chce na nas oszczędzać na wzór Bundesregierung, tylko zapomina o tym że tutaj ludzie to wraki !

  3. Szkoda, ze ten tekst przeczyta znikoma ilość osób. A nawet jeśli to co to da prócz jakiegoś tam uświadomienia? Mam 26 lat i już nie wierzę w ten kraj, rządy te które są i te, które będą. Skuteczna, długofalowa polityka ogłupiania społeczeństwa udaje się rewelacyjnie. Szkoda, że w podobny sposób nie można wprowadzić zmian, które w końcu pomogą wyjść z tego dołka.Polacy nie wierzą, że będzie lepiej, nie wierzą w rządzących, dbających o własne tyłki-pokazały to wybory. Będziemy dojeni aż w końcu coś nie pęknie. Ile jeszcze? Pewnie długo, w końcu nasz naród dużo zniesie. Nie będę się rozwodził nad wyprzedawaniem majątku państwowego,swoistym fenomenem na świecie- politycy cieszą się, że młodzież wyjeżdża za granicę, przekrętami i wyłudzeniami finansowymi w sektorze publicznym. Chyba idę się pochlastać. Miłego dnia.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.