Polityka

Tusk oddaj nasze sto miliardów!

 O ile wczorajsza informacja pana premiera Donalda Tuska, jakiej udzielił on w Sejmie w przedmiocie możliwych do pozyskania środków unijnych oraz kwestii ratyfikacji paktu fiskalnego nie jest przejęzyczeniem, to należy uznać, że pan premier coś wie. To znaczy wie dużo więcej niż my o zamiarach pani Kanclerz Angeli Merkel, albowiem te 300-400 mld złotych ze środków pomocowych to będzie piękny prezent, w zasadzie najpiękniejszy od poprzednich prawie 300 mld-ów.

Zarysowana przez premiera strategia negocjacyjna ujawnia bardzo istotny atut – właśnie poparcie pani Kanclerz, albowiem rzeczywiście warto jest mieć Niemcy po swojej stronie, nie tylko, jako największego płatnika netto, ale w ogóle, jako sensowne państwo, na którym można polegać i się wzorować. Jeżeli faktycznie pani Merkel doprowadzi do obdarowania nas kwotą około 300 mld złotych, to będzie gigantyczny sukces rządu pana Tuska i potwierdzenie słuszności całej linii jego dotychczasowej – pro niemieckiej polityki. Byłby to oczywiście olbrzymi sukces i potwierdzenie niemiecko-polskiego partnerstwa, a w zasadzie jego rzeczywisty dowód.

Oczywiście jakiekolwiek apele pana premiera o budowę ponadpartyjnego porozumienia dla poparcia tego projektu nie mają sensu. Dla opozycji ratyfikowanie paktu fiskalnego to zdrada – niczym targowica. W ogóle można podziwiać premiera, że chce mu się o cokolwiek zwracać do opozycji, nawet w formule pro forma. Widać zmęczenie na jego twarzy i wyraźną niechęć jakiegokolwiek zwracania się do panów i pań spod znaku prawa i sprawiedliwości. Nie można mu się dziwić, albowiem nie ma, z kim rozmawiać po prawej stronie. Naprawdę apelowanie o skupienie się opozycji na skoku cywilizacyjnym, który bezdyskusyjnie wymaga porozumienia nie ma żadnego sensu, albowiem właśnie w konflikcie opozycja upatruje swojej szansy na zamienienie się fotelami z panem premierem. Nie ma w ogóle, o czym z tymi ludźmi mówić, Rubikon został przekroczony – Prawo i Sprawiedliwość oraz inne partie prawicowe, które z niego się wykluły – skompromitowały się bezapelacyjnie. Nie można żyć przeszłością, dla przeszłości i potrzebą jej wyjaśniania.

Swoją drogą ciekawe, czy pan premier swoje wystąpienie w jakiś sposób skonsultował z urzędem kanclerskim, albowiem kwestia obnoszenia się z potrzebą uzyskania niemieckiego poparcia w tak drażliwej sprawie jak transfer pieniędzy jest najdelikatniej mówiąc trudna. W tym znaczeniu, że niemieckie media mają u nas swoich obserwatorów i taka kwestia jak zadeklarowana przez pana premiera na pewno nie ujdzie ich uwadze, powiem więcej – prawie na pewno stosowna notatka znalazła się jeszcze dzisiaj na biurku pani Merkel i pana Westerwelle – ministra spraw zagranicznych rządu federalnego. Tu nie ma żartów, nasi przyjaciele nie popełniają błędów. Jeżeli bowiem pan premier po prostu się wygadał – odsłaniając się absolutnie, to w praktyce wyrządził niedźwiedzią przysługę pani Kanclerz, albowiem skołowanie Niemców, jeżeli chodzi o dalsze płacenie – z równoczesnym głosowaniem na jej partię to poważne wyzwanie. Jeżeli natomiast pan premier jedynie wyraził swoją gorącą nadzieję, to najdelikatniej mówiąc już przegrał, no ale żaden – nawet nieracjonalny polski polityk nie popełniłby takiego samobója! Więc raczej mamy do czynienia z drobną uciążliwością dla pani Kanclerz, ale już nie z takimi problemami ona sobie radziła i poradziła.

Wszystko byłoby pięknie, możemy sobie dywagować o niuansach, tymczasem wojowniczy lider opozycji – podkreślmy tej najwłaściwszej, czyli wiadomo jakiej, bo jedynie słusznej – w ekspresowym trybie na korytarzu sejmowym wyliczył dziennikarzom ile powinniśmy mieć z Euro – tego co się nam oczywiście należy – albowiem to się nam należy i kropka. Więc wedle pana prezesa należy się nam około trzystu – trzystu dwudziestu kilku z tytułu samego aplikowania o politykę spójności a dodatkowo nie 100 miliardów na rolnictwo, – ale po podwyżce, która nam się oczywiście należy aż około 170 miliardów. Co razem daje 500 miliardów! Więc jest oczywiste, że na tej podstawie my zwykli obywatele mamy prawo żądać od premiera, żeby nam oddał nasze sto miliardów! No chyba, że ktoś tutaj nas odrobinkę kłamię? Zgadnijmy, kim jest ten mały kłamczuszek? Ten, który nie może nie nasypać piasku w tryby! Nie może nie wepchnąć kija w szprychy! Nie może nie posolić rodakom herbaty! No przecież byłby chyba chory i umarł, chociaż bez jednej złośliwości i jednej próby psucia państwa w mediach! No, kim jest ten nasz niesympatyczny negatywny bohater? Odpowiedzcie sobie państwo sami, ale jak usłyszymy 11 listopada „Tusk oddaj nasze 100 miliardów!” – to proponuję wzorem konstytucji rozesłać narodowi gumowe młotki. Można się nimi „puknąć”, albo odesłać pod wiadomy adres naszego małego negatywnego geniusza zła! Oj tyci tyci!

Ps. Ewentualne wpłaty od producentów, importerów, dystrybutorów, hurtowników i sprzedawców młotków gumowych prosimy na konto naszej Fundacji o [tutaj]!

One Comment

  1. Dlaczego Autor nie wymienia owego nieszczęsnego “pośliny” z imienia – to Jacek “World” Świat. To ów nieszczęśnik napisał: “… Ja, skromny poseł RP, oświadczam, że profesor Zbigniew Brzeziński, fetowany i odznaczany, utytułowany i uszanowany swoją wypowiedzią przekroczył wszelkie granice głupoty, a co gorsze – granice zbydlęcenia!”
    A za nim, niejaki Jerzy Zerbe – przedstawiciel “ludu smoleńskiego”, z braku rzeczowych argumentów, jak przystało na przymuła, nazywa Brzezińskiego “sklerotykiem”, w konwencji obszczymura hau, hau…

    Oto, Polska właśnie… margines czy dominanta?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.