Turystyka już nie będzie dawała zarobić

fot. red.

Turystyka już nie będzie dawała zarobić. Jak kiedyś hutnictwo lub inny przemysł ciężki bankrutowały, było wielu mądrych ekspertów i profesorów, którzy twierdzili, że trzeba tym zakładom pozwolić umrzeć, że nie są potrzebne, że ich epoka się skończyła. No, a ludzie mają się przekwalifikować lub wyjechać na Zachód do pracy w charakterze pół-niewolników.

Dlaczego więc dzisiaj, ci wszyscy eksperci o neoliberalnym rodowodzie, nie mówią prawdy o sektorze turystycznym? Przecież to już jest czas przeszły, dlaczego więc mamy kogoś oszukiwać lub co najgorsze wspierać publicznymi pieniędzmi, skoro wiadomo, że z „z tego pieca chleba nie będzie”? Czy to nie jest tak, że to rynek powinien zadecydować?

Oczywiście wiadomo, że jeżeli uda się opanować pandemię i jej skutki, to turystyka na nowo ruszy. Jeżeli jednak wirus będzie mutował i pojawią się inne, to nie ma co liczyć na dochody z turystyki, a można powiedzieć nawet więcej, przyjmowanie turystów będzie się wiązało z ryzykiem.

Branża lotnicza już ucierpiała i dużo czasu minie, jak się podniesie. Należy się spodziewać ograniczenia infrastruktury i zmniejszenia możliwości przewozowych w całym systemie. Kończy się era tanich przewozów do destynacji turystycznych, masowość w przewozach lotniczych to już przeszłość. Być może wielkie kraje utrzymają przewozy wewnątrz krajowe na masową skalę, bo po prostu nie mają innej alternatywy. Jednak na ruch pomiędzy krajami, to już nie należy liczyć, chociaż byłoby dobrze, żeby się odrodził. Docelowo trzeba się spodziewać takiego modelu rozwoju, który zabezpieczy potrzeby ruchu ludzi, których będzie stać na zapłacenie na tak wygodny środek transportu więcej, niż opłata minimalna za tanie loty. Latanie będzie znowu elitarnym sposobem na przemieszczanie się, tak jak przed erą Boeingów 707/747.

Ta nowa sytuacja tworzy dwie istotne okoliczności dla państw i społeczeństw. Po pierwsze trzeba przekonać ludzi, że podróżowanie na drugi koniec świata, żeby poleżeć na ciepłym piasku – musi kosztować, tak samo jak przyjemność pobytu w przyjemnych miejscach. Dalekie wyjazdy powinny dużo kosztować, tak żeby korzystający pokrywał realne koszty dla środowiska, utrzymania infrastruktury i pracy ludzi, którzy przyczyniają się do jego wygody. Po drugie, czy to się komuś podoba czy nie, ale w ogóle przemieszczanie się krótkoterminowe w warunkach pandemii – jest niepotrzebnym ryzykiem, którego ceną może być zagrożenie zdrowia i życia wielu ludzi. Dlatego, trzeba się zastanowić nad tym, czy obecny model funkcjonowania społeczeństwa, w tym ludzkich oczekiwań – jest racjonalny? Generalnie chodzi o to, że mamy takie czasy, że trzeba chronić wyższe dobro, niż tzw. prawo do wypoczynku.

W praktyce więc bardzo wiele osób straci pracę, bardzo wiele osób straci zainwestowane pieniądze, albo będzie je odzyskiwać dłużej, niż zaplanowało. Co więcej, docelowo zmienią się zwyczaje bytowe ludzi. Zmieni się charakter wielu centrów miast, w tym sensie że zniknie charakter tymczasowości – turystów, którzy nadawali ton i dominowali rzeczywistość, w tym swoją masą powodowali, że centra miast traciły swój charakter zmieniając się w centra okresowego pobytu, karmienia i rozrywek. To ważny proces miastotwórczy, który będzie miał olbrzymie znaczenie dla takich miast jak Kraków, które przez lata bardzo inwestowały w turystykę.

Ponieważ rzeczywistość nie znosi próżni i jeżeli są ludzie, którzy chcą zapłacić za wypoczynek, to znajdą się i tacy, którzy będą chcieli umożliwić im wydawanie tych pieniędzy. Jest tylko kwestią czasu, kiedy gospodarka znajdzie nowy punkt równowagi. Musimy się jednak pogodzić z nową rzeczywistością, w której to, co do tej pory uznawaliśmy za normalność, to będzie luksus, na który będą mogli sobie pozwolić nieliczni.

Najważniejsze w tym wszystkim jest stworzenie warunków do miękkiego przejścia, które będzie – może i przyśpieszoną, ale tylko ewolucją, a nie rewolucją, rzucającą naszą rzeczywistość na kolana. Jeżeli straty i koszty transformacji uda się rozłożyć na dłuższy czas, to nie będzie problemu w skali całego kraju. Na pewno w niektórych miastach może być bardzo trudno, a dla miejscowości typowo turystycznych trzeba stworzyć program pomocowy, pozwalający na gładką transformację. Jednak, to nie może być tak, żebyśmy utrzymywali system, który na siebie nie zarabia.

Podobny problem jest ze szkolnictwem, jak czas pozwoli zajmiemy się tym zagadnieniem w najbliższych dniach.

20 thoughts on “Turystyka już nie będzie dawała zarobić

  • 25 sierpnia 2020 o 05:08
    Permalink

    Trochę trąci zrzędzeniem z pozycji emeryta w ciepłym fotelu.

    “W mokrym gnieździe młody bocian klekocze,
    że świat cały w deszczu i błocie.”

    Komentarz piszę właśnie będąc na urlopie w miejscowości Drvenik w Chorwacji. Choć miałem zdanie podobne do pana Krakauera, to rzeczywistość zweryfikowała mój pogląd. Nic się nie zmienia mój drogi w turystyce poza cenami. 8 lat temu cena piwa przy plaży 0,3 l. osiągała zwariowaną cenę 18 zł. Dziś za 0,5 l. żądają raptem 12 zł. Rzecz jasna to riwiera, proszę nie odnosić cen do poletka polskiego. Ruch jest mniejszy ze względu na koniec terminu wakacji. Oprócz tego prowadzę agroturystkę. Mamy zapełniony domek już od początku kwietnia. Jest jak co rok, ludzie dzwonią do dziś a ja im odmawiam bo terminy zajęte. Wczoraj dzwoniło dwóch klientów.
    Mam wrażenie że istnieją dwa równoległe światy, ten informacyjno-medialny z ogonem typu clickbait…., i ten realny. Ten pierwszy buduje model zagrożenia a ten drugi jest jego przeciwieństwem. Tutaj nikt się nie przejmuje covidem, wręcz przeciwnie. Stał się powodem do kpin i dowcipów. Gdyby bowiem na ulicach ludzie wypluwali płuca to z pewnością ruch wymarłby w jeden dzień. Jednak tak nie jest. Turyści czują się wyśmienicie i tak samo się bawią natomiast wk****ni są, że ich oszukano. Prosty człowiek z reguły nie wnika w szczegóły, nie czyta elaboratów dniami i nocami. On obserwuje. I nic się nie dzieje. Jestem daleki od takiego modelu, ale ja im kibicuję.
    COVID miał się okazać zabójczy dla świata i teorii spiskowych jest tyle samo po stronie szurów jak i naukowców a tu…. dupa blada. Kiedy już coś się wydarzy wśród turystów i człowiek ma nadzieję na potwierdzenie to okazuje się, że turysta miał po prostu sraczkę. Po zakrapianej imprezie.

    Nie pamiętam już tytuły znakomitego amerykańskiego serialu z lat mojej młodości o chłopaku, jego bracie, rodzicach i szkole do której chodził i przeżywał tam troski, pierwsze miłości i zawody. Tam zapamiętałem taką scenę jak to pani nauczycielka klasie przedstawiała nową uczennicę, śliczną, szczuplutką czarnulkę. Chłopaki byli oczarowani. Poprosiła ją o zajęcie miejsca w ławce, które wskazała. Piękność musiała wybrać “korytarz” prowadzący do tej ławki więc przez chwilę szła do tablicy bokiem. Wszyscy ujrzeli ją z profilu który obnażył jej potężny nos. Tak, po prostu wielki nos. Przerażenie chłopaków było nie do opisania. W tej krótkiej chwili narosły mity, stereotypy i obawy większe od jej wady. Dziewczyna usiadła w ławce lecz w tym momencie zachciało jej się kichnąć. Obawy przybrały rozmiary potwora. Wszyscy czekali na potężne kichnięcie i w związku z tym zasmarkanie wszystkich uczniów, klasy, tablicy i nauczyciela….sprytnie reżyser zwolnił tempo sytuacji a dziewczyna zrobiła po prostu, delikatne, z wielką klasą……

    “apsik”

    Mam więc wrażenie, że COVID to ten wielki nos, potężny, z którym nikt nie dyskutuje. Jednak świata nie zasmarkał. Ciężko jest w tej sytuacji wytłumaczyć ludziom zagrożenie. Popukają nam po głowie.

    pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 25 sierpnia 2020 o 06:24
    Permalink

    Ciekawe czy władza zaproponuje tracącym pracę, to co proponowała w latach 90-tych, gdy masowo likwidowano zakłady pracy. Czyli aby bezrobotni otwierali salony piękności dla psów…

    Odpowiedz
    • 28 sierpnia 2020 o 12:47
      Permalink

      “aby bezrobotni otwierali salony piękności dla psów”
      to był dobry biznes ale tylko pod niemiecką granicą
      no i można było rozszerzyć usługi na Niemki w NNNNNNN różnica 😀

      Odpowiedz
  • 25 sierpnia 2020 o 09:14
    Permalink

    “Oczywiście wiadomo, że jeżeli uda się opanować pandemię …………” plan…, plan…a jeśli już
    pandemia, TO tylko – dezinformacji… 🤣,

    Sęk w tym że “się nie uda”, BA! Nawet w Rosji ‘nie udaje się”. Duraczenie wszędzie”globalnie” postępuje…no, może za wyjątkiem kilku niezależnych przywódców takich jak ,paru prezydentów krajów afrykańskich czy Białorusi. O Szwecji nie wspominam, gdyż już “Szwedów nie ma”… TAM,
    już dawno pozamiatane…

    “‘Planujemy wejść w XXI wiek na pełnym biegu. Wszystko ustalone i nikt nie może nas powstrzymać… Niektórzy z was myślą, że mówię o komunizmie. Tymczasem mówię o czymś większym od komunizmu !’
    🙄
    https://wolna-polska.pl/wiadomosci/wszystko-zaczyna-sie-sprawdzac-2019-08

    Odpowiedz
  • 25 sierpnia 2020 o 09:15
    Permalink

    Bogatsi miastowi mają już swoje dacze w ciekawych miejscach, gdzie zapewnią sobie wypoczynek i ekstrawagancje na wynos jak trzeba. Gorzej z prekariuszami i emerytami, którzy oszczędzali cały rok, aby wyjechać do Turcji, Egiptu, czy Tunezji i zaliczyć dwa tygodnie wczasów za granicą i móc się nimi chwalić na fejsie. Gdzie teraz pojadą poleżeć? Chyba tylko na własnym balkonie o ile go mają.

    Niewątpliwie zyska planeta, a może i sami ludzi, gdy trochę przewartościują swoje preferencje wypoczynkowe. Mija więc szał wyjazdu tanimi liniami lotniczymi, aby posnobować się w weekend po Paryżu, czy Londynie itd.. Chyba planeta miała dosyć tego szału ustawicznego zwiedzania na zasadzie sztuka dla sztuki. Pojedzie taki w góry przykładowo, pytam gdzie byłeś co widziałeś? Ano nie wiem, bo my chodzili i gadali tylko z całą grupą, “Zośka co my tam widzieli”? 🙂 Ale kuźwa swoje to naśmiecił, bo widzę jak mu trudno nie śmiecić w swoim gospodarstwie, na bank pety rzucał gdzie popadnie.
    Ludzie jednak nigdy nie przestaną zadziwiać:
    https://demotywatory.pl/5014853/A-tak-wygladala-w-weekend-kolejka-na-Rysy

    Ach gdzie ta kultura wypoczynku z okresu PRL-u? Gdzie nawet wycieczka organizowana przez OSP dla prostych ludzi ze wsi miała w sobie więcej kultury, a i sami ci ludzie na co dzień ciężko zapracowani mieli więcej chęci zdobycia minimum wiedzy o tym co zwiedzają? Jeździłem na takie wycieczki i zawsze miło je wspominam. Wtedy wstyd byłoby nie zachować odpowiedniej kultury.

    A teraz przyjedzie takie debilne towarzystwo, wynajmie sobie domek na Mazurach i drze się pół nocy uwolnione z miejskich kajdan albo strzela petardami, bo myśli że na wsi i w lesie na Mazurach może już wszystko, może swoją głupotę odreagować. I tak od czerwca do sierpnia najazd kretynów trwa. Ludzi z kulturą trochę jest, ale niestety giną w morzu zachodniej kultury głupoty, jaka w Polsce zapanowała.

    No i gdzie są te cudne góry bez nadmiaru Januszów i Grażyn, Karin i Sebiksów, gdzie te dzikie mazury bez nadmiaru skretyniałych bogaczy z płotami swoich posiadłości w jeziorach? Może czas pandemii to zbawienie dla planety i tzw. normalsów?

    Odpowiedz
    • 25 sierpnia 2020 o 10:44
      Permalink

      @Miecław
      Ponad trzy tygodnie temu byłem z żoną i naszym “małym” (labrador) powłóczyć się trochę po Beskidzie Zywieckim. Abstrachując już od tego, że nigdy tam nie było problemów z zabuchowaniem kwater (wystarczyło 10-15 dni wcześniej poszukać), teraz tylko przypadek sprawił, że coś znaleźliśmy, to przed popularnymi szlakami natłok “turystów” był bardzo podobny do tego, co działo się na Rysach…

      Kurcze, co się stało ?
      – przecież ilość Obywateli w RP nie wiele odbiega od ilości lat 80/90-ych ?
      Ba, jeszcze kilka lat temu można tam było wędrować w ciszy i spokoju…
      – co najwyżej, na szlaku spotkało się kilku turystów i to wszystko…

      Czyżby te dzisiejsze rzesze, wcześniej “wypoczywały” w innych Krajach ?
      Albo, podobnie, jak z modą, KLONY MUSZą TO MIEć/ROBIć ?

      Odpowiedz
      • 25 sierpnia 2020 o 16:23
        Permalink

        @Dojrzały

        Na twoje ostatnie pytanie retoryczne – gdzie wtedy w PRL ludzie wypoczywali skoro nie było takich tłumów – odpowiedź wydaje się prosta.

        Wtedy w PRL wypoczynek i turystyka był bardziej rozproszony niż dziś. Było przecież masę ośrodków wypoczynkowych pracowniczych, szkolnych i innych, które grupowały wczasowiczów, do tego campingi i pola namiotowe. Na samych mazurach znam wiele takich ośrodków już nieczynnych do których jeździłem jeszcze w czasach szkolnych, teraz są ruiny. Do tego zamknięte campingi i zarośnięte pola namiotowe, już nie używane lub wykupione przez kapitalistów tylko dla siebie.

        Wszystko zaczęło padać w latach 90-tych na skutek biedy i prywatyzacji. Drugą przyczyną jest turystyka zagraniczna, bo wielu ludzi po otwarciu granic i mody na wypoczynek w Turcji, Egipcie, czy Tunezji, no doszła jeszcze moda na Grecję i Chorwację masowo zaczęli wyjeżdżać za granicę, na dwa tygodnie tanich snobistycznych wczasów. Przyznam, że nigdy mnie nie ciągnęło do leżenia tylko na słońcu i zwiedzania jakichś piasków pod okiem ochrony z karabinami. Cenię sobie wolność.

        Efekt jest taki, że wielu Polaków nie zna w ogóle piękna polskiej przyrody, nigdy nie zaliczyło np. spływu kajakowego czy innych atrakcji, nie mówiąc o znajomości zabytków itp., ale doskonale się orientuje w egipskich czy tunezyjskich kurortach.

        Ponadto z uwagi na to, że wczasy stały się kwestią zupełnie indywidualistyczną w większości to panuje moda z fejsa na określone kierunki z infrastrukturą. Więc teraz mamy kilka modnych miejsc do których gawiedź chce jechać bo ma akurat wolny weekend lub parę dni urlopu a na fejsie inni pisali, że tam są tłumy i dobra infrastruktura. Więc jadą w to jedno miejsce w góry lub nad morze i ciągną na jedną plażę, np. we Władysławowie bo oferuje szereg atrakcji, a inne są puste.

        Teraz dzieci nie chcą spać w namiotach na polu namiotowym gdzieś na zadupiu bez atrakcji a nie daj boże bez zasięgu na smartfona, no i te robale i takie tam, jak tu spać. Jest więc masówka w modnych miejscach które oferują kolorowy świat z masą prymitywnych rozrywek, do tego mało wymagających fizycznie (zjeżdżalnie i karuzele itp.) i psychicznie. Kiedyś jadąc na mazury obowiązkowo w plecaku były dobre książki, bo wiadomo na mazurach ludzi popadać, więc w deszczowe dni po prostu się czytało i wypoczywało, a wieczorkiem tańczyło na campingowej dyskotece. Jak było słońce to kąpiel i leniwe wygrzewanie się. A dziś sam widzisz, jak prymitywnie w istocie to wygląda mimo jakiejś tam nowoczesnej infrastruktury. Brrr
        A ja lubiłem się przejść z pola namiotowego parę km do wiejskiego sklepu po konserwy i chleb, to była prawdziwa wolność. I jak życie wtedy smakowało.:-)

        Sam wypoczywam zwykle w odludnych miejscach, gdzie mogę mieć kontakt z przyrodą niejako sam na sam. Nie kręci mnie nowoczesność i te wszystkie niby atrakcje.

        Odpowiedz
        • 26 sierpnia 2020 o 09:23
          Permalink

          @Miecław
          – we wszystkim 100/100, widzę i mam podobnie !

          A do Twoich ogólnych uwag na temat “współczesnego wypoczynku”, dodałbym jeszcze:
          “no i oczywiście, wszystko musi być MARKOWE” !

          Nie, jak kiedyś, brezentowy, 3-kieszeniowy plecak, co najwyżej wojskowa pałatka i buty…(szczyt marzeń, bo foliowe peleryny w krótkim czasie się rozlatywały, a buty, bodajże “ZUCH”, o ile dobrze pamiętam, “Polsportu”, pomimo, że solidne, ze względu na swoją masowość, nie należały do tych “pożądanych” ;))

          Ale tam, “markowe” to jeszcze nic !
          Dochodząc do szczytu na Rysiance (oczywiście, szlakiem), nagle dotarł do nas ryk silnika…
          Co jest, się pytam ?
          Wyobraź sobie, Szanowny Kolego, to był…
          – PORCHE Cayenne (VAN) !!!

          Jakiś 30-paroletni nowobogacki “Janusz” z Krakowa (zwróciłem uwagę na rejestrację) żyłował silnik na I-wszym biegu. Gdy wchodziliśmy, on już zjeżdżał…
          Z przerażeniem w oczach, czuł, iż samochód co chwilę mu się niekontrolowanie osuwa po kamieniach. Wyglądało na to, iż prawdopodobnie dowiózł kogoś do schroniska na Rysiance i chce teraz wrócić…
          No cóż…, nie wiem, czy mu się to udało bez “opukania” pojazdu….
          Dojazd do schroniska jest możliwy, ale raczej typowo terenowym samochodem, to raz, a dwa, dojazd nie jest dopuszczony do publicznego użytku !

          Mam nadzieję, że, jeśli w ogóle zjechał (wiadomo, to tak, jak z podchodzeniem, zawsze łatwiej jest wejść, niż schodzić), tak załatwił sobie tego Cayenne, że odechce mu się czegoś takiego na całe życie…!
          Tak na marginesie, i tak miał szczęście, że nie padało i było sucho…

          Dla tych, którzy nie mają wyobrażenia o czym mówię (nie znają tego miejsca), pozwolę sobie wrzucić linka z kilkoma fotkami…
          https://www.google.pl/search?q=hala+rysianka&tbm=isch&ved=2ahUKEwjD6o-norjrAhWP2qQKHUISAqkQ2-cCegQIABAA&oq=hala+rysianka&gs_lcp=CgNpbWcQAzIECAAQEzIICAAQBxAeEBMyCAgAEAcQHhATMgYIABAeEBMyBggAEB4QEzIGCAAQHhATMggIABAFEB4QEzoGCAAQBxAeUL6sggFYxLyCAWDSwIIBaABwAHgAgAE0iAHkAZIBATWYAQCgAQGqAQtnd3Mtd2l6LWltZ8ABAQ&sclient=img&ei=rQRGX4PgLI-1kwXCpIjICg&bih=877&biw=1912

          Odpowiedz
    • 25 sierpnia 2020 o 11:13
      Permalink

      Panie @Miecławie

      Nie wiem czy to przypadek, ale pojawiło się bardzo dużo pszczół.

      Wracając do PRL. U schyłku wyznacznikiem bogactwa była ilość wyprodukowanych śmieci na rodzinę. Osobiście tego nie pamietam, ale znajomy ma dobrą pamięć. Byliśmy zatem biedni z naszym systemem opakowań zwrotnych. Dziś nikomu już do głowy nie przychodzi takie porównanie.
      Pamiętam jednak jak bardzo wstydziliśmy się w latach 90-tych:

      – goździków i dnia kobiet
      – czynu społecznego
      – prywatek

      …i innych. Lecz kiedy nastał szał zachodu, nagle “Dzień kogoś lub czegoś” stał się taki pro-zachodni, wyznaczający trendy. Nikogo juz nie raził “Dzień Ziemi” czy “Domówki” – zmieniono tylko nazwy.
      Odnośnie miastowych paskudzących wszędzie. Proszę sobie wyobrazić, jaki byłem wzburzony gdy usłyszałem od miastowego o śmiecących chłopach w swoje wiejskie gniazdo. O mało po pysku nie dałem. Rowy na wsiach pełne sa tylko latem, mamy więc pierwszą poszlakę. Do worków kryminalnych ich jednak nie wsadzamy, a do takich zwykłych, na wysypisko.
      Przyroda nas jednak szybko zweryfikuje. Gdy ropy zabraknie odbędą się ostatnie wojny. Nasz rozum zostanie sprowadzony do lokalnych plemion otoczonych murami z glinianą fugą. Z takim ludzkim rakiem już bez pożywki planeta będzie miała kilka milionów lat na odbudowanie. Ponownie zgromadzi się ropa, a my wynajdziemy koło, żelazo, silnik….

      Odpowiedz
      • 25 sierpnia 2020 o 16:38
        Permalink

        @Grzegorzu ..

        Racja, wyobraź sobie, że u nas na wiosce, jak mieszczuchy wyjeżdżają to potrafią worki ze śmieciami pozostawić na przystanku autobusowym przy drodze pod wiatą. Nie wspominam już o zaśmieconych lasach po każdym turnusie, aczkolwiek leśnicy teraz trochę się wzięli za ten problem i instalują pułapki, aby wyłapywać kretynów. Niestety problem kultury jest odwieczny a sama kultura jest nietrwała. Ile chamstwa się pojawiło na plażach i wulgarnego języka, to się w głowie nie mieści. To czego nie było na plażach nad morzem, ani nad jeziorami w PRL-u, to po 90-tym roku pojawiło się na masową skalę. Ja w pewnym momencie ze swoimi dziećmi (wtedy małymi) musiałem zmienić swój ulubiony ośrodek wypoczynkowy i przenieść się na dziką wiejską małą plażę nad jeziorem, gdzie wypoczywałem sobie z rodzinami miejscowych kulturalnych rolników, bo tej wulgarnej miejskiej dziczy na ośrodku miałem już dość. Uszy mi więdły od prymitywnego języka i wstyd było z takim chamstwem pływać.
        Niestety zachodnia kultura głupoty zawitała na dobre i moda na bycie głupim, wulgarnym się rozwija, a nie zwija.

        Odpowiedz
    • 25 sierpnia 2020 o 14:55
      Permalink

      @Miecław. “Ach gdzie ta kultura wypoczynku z okresu PRL-u?” 🙂
      z kontekstu wypowiedzi wynika jednoznacznie że po pierwsze starzejesz się w zastraszającym tempie
      Na pewno przypominasz sobie “kulturę wypoczynku i obsługi” (klejenta) w PRLu, jeśli nie no to odświeżę
      (nie tylko tobie) pamięć: Himilsbach od rana rozlewa wódkę … (fragment filmu)
      https://www.youtube.com/watch?v=1EfPcyqlxUs Czy: Jan Himilsbach wyprasza inteligencje z lokalu. Anegdota Andrzeja Grabowskiego. https://www.youtube.com/watch?v=ILOeg1wWBgsm Albo:
      Party Przy Świecach – Jan Himilsbach jako sąsiad https://www.youtube.com/watch?v=JvQOGpAmHws&t=1s

      Odpowiedz
      • 25 sierpnia 2020 o 17:11
        Permalink

        @krzyku58

        Ja pie*dolę ty jednak prymitywny jesteś! 🙂 Bo co ma kulturalna życiowa satyra w wydaniu Himilsbacha do wypoczynku w PRL-u? Trzeba być albo kretynem, aby tej różnicy nie zauważać, albo po prostu mieć dużo złej woli, aby w takim świetle to przedstawiać?

        Ale ja wiem co boli “jaśnie pana”? Ano to, że w czasach PRL-u wreszcie chłop i robotnik oraz ich dzieci zdobyli prawo do wypoczynku i nawet im to komuniści zorganizowali, ba chodzili i namawiali rolników, aby puszczali swoje dzieci np. nad morze w wakacje i nie wykorzystywali ich nadmiernie do pracy w polu. Takie było właśnie moje dzieciństwo. Mniejsza o jakość tych wczasów w PRL-u, bo jak na tamte czasy i możliwości, była ona super. Czasami byłem głodny bo nie lubiłem zup mlecznych na śniadanie, ale potem obiady i kolacje były super. Moi rodzice urodzeni przed wojną, jako dzieci zaraz po wojnie na takie luksusy jako dzieci rolników nie mogły liczyć, ale ja już za Gierka jak najbardziej.

        A ongiś w II RP służba miała prawo tylko do służby i spania w kącie, a nie do wczasów. Dzieci tej służby co najwyżej miały prawo pasać gęsi u dziedzica. Bo wczasy były tylko zarezerwowane dla klas wyższych, posiadaczy kapitału. W modzie były wyjazdy do wód itd. No jak może “jaśnie pan” w połowie herbowy znieść taką potwarz, że w takim PRL-u musiałeś pewnie swoje dzieci puszczać na wczasy razem z dziećmi pospólstwa, czyli wcześniejszej służby. Rozumiem twój ból jest większy niż mój, jako wnuczka takiej służby. 🙂

        No i dzięki PRL-wi możecie dawne “jaśnie państwo” podziwiać twórczość Himilsbacha, ekscytować się jego językiem i kulturą, bo za waszych czasów w II RP ktoś taki byłby dla was tylko podwórkowym komediantem i ludowym twórcą bez prestiżu, a tak to wykorzystujecie ten talent do obrzydzania PRL-u, sami stojąc na poziomie kultury pierwotnego patyczaka. jaka była ta kultura w II RP wystarczy poczytać źródła. Jak niskich lotów bywała ta elitka II RP możesz się zapoznać w: Olgierd Missuna, Warszawski pitaval literacki, Wyd. Czytelnik 1960. Himilsbach przy nich to po prostu człowiek honoru i wyższej kultury.

        Odpowiedz
        • 25 sierpnia 2020 o 21:13
          Permalink

          @Miecław. “Ja pie*dolę ty jednak prymitywny jesteś! ” A niech tam… pójdę skrótem:
          Mam swoje lata i doskonale wiem że w Polsce Ludowyj wypoczynek, kultura dla i ludu pracującego miast i wsi związany
          był nieodłącznie z przysłowiowym pół litry, pili (tak jak i palili, w przedziale czy wagonie dla palących, na dworcu, BA! Wszędzie, z wyjątkiem miejsc kultu religijnego mogłeś śmiało wieszać pod sufitem paczkę “sportów” czy “klubowych” to były najpopularniejsze marki ludu pracującego, noo, “klubowe” raczej inteligencji (pracującej) a “sporty” – czarnoroboczych ) wszyscy od małego do starego, po wypłatach – na umór… a już w takich miejscach ‘oddychu czy poratowania zdrowia” jak sanatoria czy ‘wywczasy” TO było zdecydowanie obowiązującą (niepisaną) normą. Tam to sie dopiero piło….
          “Rozumiem twój ból jest większy niż mój, jako wnuczka takiej służby. ”
          ‘Kaziku” – to był, jest i będzie nasz wspólny ból…jeżeli już musimy mówić o “cierpieniu młodego
          kogoś tam, chyba zapomniałem, …Wertera?! Mój też, z racji pochodzenia, ale ja staram się) nie obnosić z cierpieniem…

          Lata 90 przyniosły zdecydowaną zmianę w konsumpcji napojów wyskokowych na korzyść lżejszych napoi alkoholowych, zmieniła się kultura picia, jeżeli możemy mówić o jakiejkolwiek kulturze mając na myśli napoje wyskokowe… 🙂
          A Himilsbacha wyłożyłem jako standardowy przykład życia towarzyskiego w tamtej epoce, gdzie wódka
          była wszechobecna i bez niej niczego – nigdzie nie załatwiłeś! Czyż nie tak było?? 🙂

          ————————————————————————————————————————–

          https://www.youtube.com/c/PanNiktTomaszGryguc/community

          Odpowiedz
          • 25 sierpnia 2020 o 23:58
            Permalink

            @krzyk58

            Ależ chłopie zastanów się co piszesz? My tu o wczasach piszemy przede wszystkim, a nie o patologii życia codziennego w PRL, które istniało już wcześniej i PRL odziedziczył to z tzw. dobrodziejstwem inwentarza po feudalno-kościelnej II RP. Czy dziś na wczasach nie piją, albo nie palą? Gdyby nie było prawnych zakazów spożywania alkoholu w miejscach publicznych, czy palenia papierosów w zamkniętych pomieszczeniach, to tak samo jak kiedyś można by siekierę zawiesić pod sufitem w dymie papierosowym, co najwyżej ten dym byłby bardziej pachnący, bo teraz perfumują chyba te papierosy, nie tak jak dawniej marki “Sport”. Z piciem byłoby podobnie. Bieda lat 90-tych też zmieniła obyczaje.

            Owszem kultura picia itp. się zmieniła trochę pod wpływem zakazów, a nie z racji, że ludzie stali się bardziej kulturalni. Etykiety na butelkach wódki są bardziej ekskluzywne teraz, to wszystkim się wydaje, że pijąc taką wódkę są bardziej kulturalni, no bo piją jakąś tam Soplice, ostatecznie Bociana, a nie czystą zwykłą. Nie ma znaczenia, że zawartość ta sama.:-)

            W sumie PRL to i tak był postęp w stosunku do II RP. Bo w takiej małej parafii jak moja przed wojną było aż 5 karczem żydowskich i wszyscy chłopi, parobkowie, służba itd. zostawiali tam ciężko zarobioną kasę. I wyobraź sobie, że Żydzi z tego wyżyli i jaszcze pan i pleban zarobił. Oczywiście chłopi, ich dzieci i żony chodziły boso i w jednym odzieniu cały rok dzięki temu. “Jaśnie państwo” tam oczywiście nie bywało tylko zyski liczyło, a na bankietach na plebanii piło z proboszczem, najczęściej po polowaniu. Babcia dodatkowo bywało, że na tych bankietach musiała służyć za pomoc kuchenną i kelnerkę, coś jak dziś w restauracjach, tylko za darmo w ramach obowiązków folwarcznych dla służby.

            Oczywiście po wojnie PRL z tym robotniczo-chłopskim pijaństwem i paleniem walczył jak mógł, ale pewne rzeczy są niemożliwe do wprowadzenia w danym pokoleniu, a więc pito przy każdej okazji, jak wcześniej w I i II RP. Także na wczasach, choć tam starano się trzymać fason i się nie upijać, bo nie wypadało.

            Ja pamiętam jeszcze taką powojenną gospodę z lat 60-tych, gdzie wódkę na setki pod śledzika sprzedawano i piwo kuflowe prosto z beczki. Ja tam jako dzieciak po oranżadę chodziłem, faktycznie palono i siekierę można było powiesić pod sufitem. Ruch był ogromny, zwłaszcza po mszy w niedziele, każdy chłop najpierw musiał zaliczyć mszę, spowiedź i komunię, a potem już rozgrzeszony szedł na piwo i setkę na początek, potem kobiety ich pod wieczór do domów sprowadzały przy pomocy dzieci. Ta gospoda to praktycznie tzw. mordownia jak ją nazywano, bo często też chłopi jak popili to prali się na potęgę. To się zaczęło zmienić za Gierka, czyli bardziej kulturalnie się zrobiło, bo rolnicy już młode pokolenia urodzone po wojnie, nie chcieli tyle pić co ojcowie i dziadkowie z przedwojennymi doświadczeniami. Czyli młodzi na tzw. dorobku już tak nie pili, do nich należał mój ojciec, ale też na piwko po mszy chodził, no nie wypadało nie pić, bo by się na wsi zmarnował. 🙂 A bywało, że i koń go sam do domu przywiózł w bryczce. 🙂 Wiesz o czym piszę. 🙂

            Natomiast wtedy wśród młodzieży nie było tyle chamstwa i głupoty co dziś i to jest fakt niezaprzeczalny.

          • 26 sierpnia 2020 o 08:38
            Permalink

            ” nie chcieli tyle pić co ojcowie i dziadkowie z przedwojennymi doświadczeniami. “Porównaj sobie (link niżej) jak miało się spożycie alkoholu w II RP do PRLu. TO wpływ i skutek okupacji niemieckiej,
            słynne A. Hitlera “dla Słowian tabak, wódka, i aborty”, no i promocja homoseksualizmu…
            https://naszemiasto.pl/bimber-w-sluzbie-iii-rzeszy-czyli-hitlerowski-potop-polski/ar/c1-4462552
            Jakość papierosów była kiedyś zdecydowanie lepsza zwłaszcza tych z górnej półki (Caro, Carmen,
            Dukaty, MDM itd.) dziś wszystkie ( nawet Camele, niestety palę!)) pachną/śmierdzą na jedno kopyto.
            Myślę że podobnie było z jakością alkoholu, dla plebsu (robotników i chłopów) wstrętny zajzajer
            w stylu “czerwona kartka”, Baltic vodka, czy Vistula – dwie ostatnie, wynalazek lat 80′.
            Dla elity

            “Oczywiście po wojnie PRL z tym robotniczo-chłopskim pijaństwem i paleniem walczył jak mógł,..” Aż tak mocno nie bierz do serca ówczesnych nałogów Polaków- one były wszechobecne także po drugiej stronie (żelaznej) kurtyny, możesz sprawdzić na podstawie zachodnich filmów, aktor ze szlugiem w zębach był normą , był taki macho… TU , Miecławie możesz wsłuchać się w bicie własnych przemyśleń – echo ci odpowiada :Miś – prawda czasu i prawda ekranu https://www.youtube.com/watch?v=NE4LfdZkB8s

            “Wiesz o czym piszę. ” Wiem. “Jeszcze (w uszach mam) słychać śpiew i rżenie koni”. Przytoczony cytat jest tytułem filmu polskiego, nie jest kompatybilny z ‘okolicznościami przyrody” o których wspominamy, mimo to pasuje jak ulał.

            “Natomiast wtedy wśród młodzieży nie było tyle chamstwa i głupoty co dziś i to jest fakt niezaprzeczalny.
            Dokładnie!

            Świat według Kiepskich 29 – Odcinek 1 – Prawdziwa historia Grala
            https://www.youtube.com/watch?v=3c8Ll30N4jk

      • 26 sierpnia 2020 o 10:33
        Permalink

        @krzyk58
        Krzyku, czy Ty piszesz, tylko po to, by “zaistnieć” ?
        – grafoman, czy jak ?

        Powiedz, co chcesz nam przekazać przez te fragmenty ?
        – czy nie potrafisz oddzielić sfabularyzowanej farsy od rzeczywistości ?

        A to, że kiedyś żyliśmy w innych relacjach i zdarzało się, że ktoś był przeciążony pracą i nie miał ochoty “śpiewać, jak skowronek”, i robił to, co do niego należało, ale bez zbytniego “entuzjazmu”, to nie jest jakakolwiek podstawa, by krytykować system PRLu !

        Poza tym, jeśli wówczas coś takiego “odczuwałeś”, to prawdopodobnie, w zachowaniu, byłeś wówczas wredną jednostką…
        – każda “akcja”, wywołuje “reakcję”…
        Ja tam mam raczej pozytywne wspomnienia…

        A Kolega Miecław ma rację, dzisiaj język polski tak się zwulgaryzował, że, gdy akurat jestem w pobliżu jakiejś grupy młodych, to mam wrażenie, jakbym znalazł się w latach 80-ych “familokach” na Karbiu w Bytomiu…

        Gwoli wyjaśnienia, “familoki na Karbiu” to była pozostałość po robotniczych domach, jeszcze sprzed I w.ś. w dzielnicy Karb w Bytomiu.
        Swego czasu, były tutaj lukratywne mieszkania (dla swoich pracowników) w domach pobudowanych przez dawnych właścicieli kopalni “Bobrek”. Po II w.ś. z tego względu, iż budowano dużo nowych osiedli, o familoki (właśnie te stare domy) nikt za bardzo się nie starał. Zresztą, nie było sensu, jak powiedziałem, domy pochodziły sprzed I w.ś., więc odbiegały już od minimalnych standardów. Ppiece węglowe, brak łazienek, wspólna toaleta na korytarzu, itd…
        – nie było sensu tego przerabiać…

        Wracając do “Karbia”, jakoś tak już w latach 60-70-ych w familokach zaczęto lokować tzw. “margines”. Wiadomo, i w PRLu byli wykolejeni (alkoholicy, po wyrokach, przestępcy itd, itp)
        W każdym bądź razie, już w latach 80-ych familoki na Karbiu stały się “siedzibą marginesu” i używany tam język, raczej nie należał do “poetyckiego”…

        A dzisiaj…

        Odpowiedz
  • 25 sierpnia 2020 o 09:29
    Permalink

    Turystyka to rozpusta.

    Po co wychodzić z domu, skoro świat i wszystko co na nim jest – pokazuje TVP Prezesa Jacka K.?

    Siedzieć w domu, nawet transmisje Mszy Świętych można w TV Trwam obejrzeć.

    A pracowników branży turystycznej – do hut i walcowni!

    Odwrotność neoliberalnego snu.

    Skoro ten sen miał się sprawdzić, to jego przepowiednie powinny działać w obie strony.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 25 sierpnia 2020 o 14:32
    Permalink

    Turystyka to problem EKONOMICZNY.
    Być albo nie być, jakichś 300 milionów ludzi, zatrudnionych w transporcie, obsłudze turystów, gastronomii, czy innych “usługach”.

    Te miliony bedą musiały sobie zaleźć inny sposób na zarabianie.

    Problemem będą również budżety kilkudziesięciu krajów, które w 15-30% czerpały swój dochód z podatków generowanych przez ten sektor.
    To było ponad 300 miliardów $ rocznie.

    Rykoszetem dostaną producenci samolotów, stocznie, związani z nimi kooperanci.
    Szacunkowo, w pierwszej kolejności zlikwidowanych zostanie 120 milionów miejsc pracy, połowa wysokopłatnej.

    Gospodarka to kostki domina.
    Zacznie sypać się jeden dział, pociagnie za sobą kaskadowo inne.

    Co do polskiej sytuacji.
    Panowie wspomnieli o tłoku na szlakach, wybrzeżu.
    Te pieniądze wydawane były za granicą, po zamianie na obce waluty.
    Obecnie, wydawane są w kraju za złote produkowane u nas, opodatkowane.
    W sumie, to dla nas bardzo korzystna zmiana trendu.
    Czego przejawem może być kurs złotego do innych walut.
    Zapewne, zmieni się bilans handlowy na znacznie korzystniejszy?

    Odpowiedz
  • 25 sierpnia 2020 o 18:32
    Permalink

    Oby autor miał rację. W ostatnich latach prawie nigdzie nie można było jechać na wypoczynek żeby nie być obleganym przez tabuny półgłówków i hołoty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.